Marzenia

Były proste.

Nie chciała telewizji.

Nie chciała sławy.

Nie chciała być modelką. Tylko mieć dłuższe włosy i mocniejsze paznokcie.

Nie chciała wielkich pieniędzy. Chciała móc spokojnie iść do sklepu i wkładać rzeczy do koszyka nie musząc się przejmować ile kosztują.

Chciała zobaczyć trochę miejsc na świecie. Brazylię. Argentynę. Szanghaj i Barcelonę. Zakochać się na zabój na trzy tygodnie w Hiszpanie, który oszaleje na jej punkcie.

Uprawiać seks na plaży w nieznanym miejscu z poznanym dziesięć minut wcześniej facetem.  Aby się przekonać jak to jest.

Później chciała mieć dom, nawet pod miastem z jedną ścianą w jadalni ze szkła, przez którą widać by było ogród.  W tym ogrodzie miał biegać pies np. golden retriever i Marlenka czniała na to że to modne. Po prostu ten pies się jej podobał. Za kilka lat kiedy miałaby już ugruntowaną pozycję w kancelarii do tego psa doszedłby blond włosy chłopczyk a później jeśli byłoby naprawdę dobrze również dziewczynka.

Ten dom, tego psa, i te dzieci Marlenka chciała mieć z facetem, który cały czas będzie chciał ją zdobywać. Najlepiej brunetem. A jeśli by mu się to znudziło to koło 40 roku życia niedaleko Marlenki pojawiłby się przystojny i dyskretny 30 parolatek.

Kiedy pojawił się Andrzej miała za sobą Brazylię, Erasmusa, Barcelonę i Hiszpana. Andrzej był siedem lat starszy. Miał grzywę ciemnych włosów kończącą się na ramionach. Piwne, wielkie oczy. Kilkudniowy zarost. Zachrypnięty głos. Masywną pierś. I wytatułowany tribal na ramieniu bo to były czasy kiedy tribale były jeszcze modne. I rzecz jasna motor.

W sumie wszystko czego potrzebuje 22 – latka aby całkowicie oszaleć. Aha nie bał się z nią rozmawiać. Ale o tym już było.

CDN

Marlenka

Marlenka miała niespełna 27 lat i była kobietą o urodzie zapierającą dech. Do Warszawy przyjechała z Lublina….

Wróć. Od początku.

Urodziła się w grudniu. Była najładniejszym dzieckiem w przedszkolu,  które uwielbiało siedzieć przed telewizorem i oglądać Smerfy.

Później poszła do szkoły i w okolicach siódmej klasy przekształciła się w kościstą dziewczynę o włosach sięgających pośladków, które jej matka pracowicie rozczesywała co rano i związywała w warkocz.

Później w pryszczatą nastolatkę. A jeszcze później okazało się że jeżeli rozpuści włosy, założy krótką spódniczkę i bluzkę choćby z minimalnym  dekoltem to żaden chłopak w jej wieku nie jest w stanie patrzeć na nią i się nie czerwienić.

Podobnie zresztą jak mijający ją na ulicy mężczyźni.

Kiedy wychodziła z kąpieli patrzyła na siebie przed lustrem i nie wiedziała o co takie halo. Owszem miała z przodu dwa kule wypchane tłuszczem a smukła figura podkreślała jeszcze ich bujność.

Dla Marlenki wielkie cycki wcale nie kojarzyły się szczególnie dobrze. Tak naprawdę były przede wszystkim źródłem problemów. Jeśli o nią chodzi wolałaby je mieć tak o jedną trzecią mniejsze.

Od początku był problem był z kupowaniem staników. Raz na bazarze sprzedająca baba zmierzyła ją wzrokiem pełnym niechętnego podziwu po czym wypaliła: no moja córka takimi to trójkę dzieci odkarmiła.

Marlenka do połowy szkoły średniej uprawiała bieganie na długich dystansach. Od kiedy jednak urosły jej cycki a na treningach zaczeło przychodzić stado napalonych troglodytów dała sobie z tym spokój. Podobnie zresztą jak z grą w siatkówkę.

Marlenka przerzuciła się na pływanie. Cycki urosły jej do rozmiaru D tak, że kiedy miała okres z trudnością mieściła się w swoje staniki. I rosły dalej.

A im bardziej rosły jej cycki tym bardziej ciemniały jej włosy.

Rodzice wysłali ją do Warszawy wychodząc z założenia że po pierwsze primo musi się nauczyć samodzielności a nie mieszkać z nimi do 25 roku życia, a po drugie primo czego jej nie komunikowali liczyli, że szybko znajdzie sobie jakiegoś faceta z którym będzie miała dwójkę a w sprzyjających okolicznościach nawet trójkę dzieci. Bardzo chcieli mieć wnuki.

Marlenka ich rozczarowała.

Prawo jej się cholernie spodobało. Swój czas dzieliła między bibliotekę na Dobrej a kilka klubów, z dużą przewagą biblioteki. Marlenka lubiła tańczyć ale jeszcze bardziej lubiła swoją średnią grubo powyżej 4,5.

Andrzej był jej trzecim facetem w życiu. Poznała go…. ech o tym jak go poznała to będzie później. Powiedzmy tyle, że faceci bali się do niej podejść a Andrzej nie.

A poza tym zawsze miała słabość do takich niegrzecznych facetów.

Problem polegał na tym ze po trzech latach znajomości strasznie ja wkurwiał. Wiedziała o tym. Kochała go (jeszcze), nawet go lubiła (czasami) ale strasznie ja wkurwiał. A ona wkurwiała jego.

CDN

Kurczak

Marlenka stała na przystanku przestępując z nogi na nogę. A właściwie będąc bardziej precyzyjnym ze szpilki na szpilkę. Wiatr wiał jak cholera podwiewając jej kieckę tak, że przechodziły ją zimne dreszcze.

A jeszcze niedawno kobieta, która pokazywała buty uchodziła na mieście za dziwkę – pomyślała. – Później dziwką była taka która pokazywała łydki.

Marlenka pokazywała kolana.

Teraz żałowała podjętej rano decyzji. Stojąc przed szafą wybierała między wersją rozsądną (ciepłe grube rajstopy, spódnica do ziemi, wyglądasz jakbyś wstąpiła do wizytek) a nierozsądną (krótka kiecka przed kolano wymagała pończoch). Wybrała oczywiście nierozsądną. Miała dobre nogi a liczba mężczyzn, która dziś oglądała się za jej tyłkiem była co najmniej dwucyfrowa. Ich wzrok taksował ją jak skaner.

Było cholernie zimno. Nawet jak na listopad.

Wracając z pracy wysiadła z tramwaju bo musiała kupić kurczaka.  Chciała zrobić zakupy przez internet ale wszystkie sloty z dostawami były już zajęte.

Raz, raz w tym miesiącu będę dobrą żoną – postanowiła.

Urwała się jak na nią potwornie wcześnie bo o 18.30. Mimo, że Olga zapraszała ją po pracy (czyli jak na piątek koło 21.30) na drinka, pokręciła przecząco głową.

Kurczak na kolację miał być w miodze, sosie sojowym, cytrynie oraz rozmarynie. Do tego sałatka z rukoli, czerwonej cebuli i fety. I butelka proseco. Na deser miał być zaś gorset, para stringów, pas od pończoch plus pończochy plus kurewskie szpilki. I druga butelka.

W dobrych czasach kiedy jeszcze z Andrzejem normalnie ze sobą rozmawiali a do rżnięcia jak króliki  wystarczało przejście się w jego okolicach kręcąc tyłkiem podobny zestaw doprowadzał go do odwodnienia.

 CDN

Sława

– Teraz  osiągnięcie sławy przez kobietę wymaga naprawdę niewiele – powiedział leniwie Marian i pociągnął łyk kawy. – Imaginuj JO jesteś ładną 25 – latką.

JO imaginował ale po marsie, który wylazł mu na twarzy nie było łatwo.

– Pakujesz się do łóżka jakiemuś celebrycie.

– Wojewódzkiemu? – strzelił JO.

– Może być i Wojewódzki – machnął ręką Marian. – To bez znaczenia. Najłatwiej będzie pewnie z jakimś aktorem koło 50 tki. Telefonem nagrywasz jak cię dupczy. Wrzucasz do sieci i jesteś sławny, przepraszam sławna. A potem to już jest banał. Rozpina ci się niby przypadkiem kiecka na imprezie i pokazujesz cycki.

– A później?

– To już nagrywasz płytę – Marian pociągnął kolejny łyk kawy.

– A faceci? – zapytał JO.

– Faceci to mają przejebane. Najłatwiej to jest się nauczyć grac na gitarze, ale i to nie daje pewności. Chociaż jak długie włosy zapuścisz to masz chociaż szansę przelecieć fanki. Zawsze się jakieś znajdą – skonkludował Marian.

– JO, Marian?

Dwie zmęczone twarze spojrzały niechętnie na Gustawa.

– Jess ser! – zaraportował leniwie Marian.

– Macie chwilę?

– Co tam? – JO zaczął się zastanawiać i poczuł ukłucie niepokoju.

Poważna mina Gustawa niczego nie wróżyła. Gustaw zawsze miał poważną minę.

– Chodźcie do mnie z tą kawą.

Marian usiadł na skórzanej kanapie. Lewą ręką pogładził skórę kanapy i pomyślał, że może by się tak zdrzemnąć.

– JO, ten twój klient, Pani Joanna… – zaczął Gustaw.

– Asia – poprawił JO – ewentualnie Dżołana…

– Dżołana – powiedział Gustaw w zamyśleniu. – No dobra, Dżołana, nie Dżołana, ile masz spraw od nich?

– Jakieś 30.

– Mmmm…. Trudne?

– Nie no, zwykłe proste sprawy o zapłatę, ciągną się jak guma w majtkach, kilka umów do napisania, parę tematów zamówień publicznych, generalnie nic trudnego – zrelacjonował JO>

– Taaaak – Gustaw dalej się zastanawiał.

– No co jest? Coś nie tak? Skarżyła się czy co? – JO się zaniepokoił.

– No dzwoniła do nas, w szczególe do mnie.

– Iiiiii? – zapytali.

– Dziwne. Mieli jakąś małą kancelarią, która robiła im większość spraw i teraz nagle z nich rezygnują. Bierzemy ich w całości do obsługi…, ale ona chce aby zajmował się tym na bieżąco Marian.

–  Eeeeeee… – JO się zdziwił.

– Jeszcze dodała, że warunek sine qua non jest taki, że Marian prowadzi same sporne, mają sporo takich, trzeba będzie pojeździć po Polsce i powalczyć – Gustaw przeciągle patrzył na Mariana – Powiedziała, że potrzebują do takich spraw kogoś naprawdę ekstra, pistoleta, kałasznikowa i Rumcajsa w jednym, i że to Maniek masz być ty.

– Krzysztof nie mógłby? – zapytał Marian przełykając nerwowo ślinę.

Wizja regularnego objeżdżania Polski w takich turnee niespecjalnie go bawiła. Wzdrygnął się dodatkowo, znając obyczaje niektórych sędziów, którzy wyznaczali rozprawy na 8.30, specjalnie dlatego, żeby pełnomocnik z Warszawy musiał albo się przespać w hotelu, albo podnieść rano o nieprzyzwoicie kurewskiej porze.

– Wiesz kolego – Gustaw wskazał Mariana palcem – życzyła sobie wyraźnie ciebie, personalnie. Ona w tych sprawach też jeździ i często świadkuje, ma wszystko w małym palcu, w sumie to zapewnisz jej przede wszystkim dodatkowe wsparcie.

– Widzisz Marian nie miałeś racji – stwierdził JO, kiedy wyszli już z gabinetu.

– W sensie?

– Mężczyźni też mogą stać się sławni nic nie potrafiąc. Patrz ty stałeś się znany bo masz dużego kutasa.

Auto

– To już wiem dlaczego zarąbali mojemu sąsiadowi z bloku przednie reflektory z Porsche Cayenne – powiedziałem.

– A kiedy ukradli? – zapytał JO

– Dwa miesiące temu. W nocy z garażu podziemnego. Rano się zdziwił bo mu samochód wyglądał jak żaba z wydłubanymi gałami. 8 tysięcy w plecy.

– Pewnie ochrona. Jak się u mnie ekipa zmieniała to mi rower zajebali, skurwysyny. I po co to komu?

– Do hodowli marihuany.

– Rower???- zdziwił się JO.

– Dynamo, kurwa. Reflektory baranie. Dobrze świecą bo jasno,  zużywają mało energii i cholernie łatwo je wyjąć za samochodu. Na domowej plantacji jak znalazł.

– Może to i słuszna kara za jeżdżenie Cayenne – pokiwał głową JO.

– A co ci się w Cayenne nie podoba?

– Właściciele. Same chamskie ryje w samochodach służbowych z kratką. Zaprawdę powiadam ci, po marce auta którą jeździsz jestem w stanie ustalić osobowość, charakter i sposób spięcia pośladków.

– BMW? – strzeliłem.

– Mentalny dres, który nawet w M3 parkuje w niedozwolonym miejscu zagradzając innym drogę – wypalił Jo.

– Audi?

– Od A6 – prezes. Niżej aspirujący w krawatach albo garsonkach z pasją do wyprzedzania na trzeciego.

– Skoda?

– Ciecie w kapeluszach po 50 tce.- wzruszył ramionami JO. – Nie mógłbym nigdy tym jeździć. Po prostu bym się wstydził i turlał. Zresztą o czym ty mówisz, Marian jeździ Skodą.

– I ma 200 koni. To chyba więcej niż ty. Mazda?

– Intelektualiści ceniący dobrą markę i mogący sobie pozwolić na przyzwoite auto – wybrnął JO.

– Ja bym powiedział że to ulubiona marka księgowych w firmach średniej wielkości ale co ja się znam. Volvo?

– Dentyści i hipsterzy z kasą.

– Alfa Romeo?

– Blondynki, brunetki i rude – zawsze w pończochach, zawsze koło 30 tki.

– Ciekawe. Alfą jeździ mój kumpel sędzia. Jest łysy, gruby i po rozwodzie.  Subaru?

– To samo co Mazda. Jak ktoś jeździ Mazdą albo Subaru jest zazwyczaj w porządku. No dodałbym to do tego jeszcze Land Rovera i Range Rovera.

– Samochód nie jest ważny.

– Aha – mruknął z powątpiewaniem JO.

– Nie ma dla mnie większego znaczenia czym jeżdżę – wzruszyłem ramionami. – Stary żyjemy w kraju w którym klasa średnia nie jest w stanie kupić auta za 20 tys. dolarów. To o czym my mówimy?

– No. I właśnie z tego egalitaryzmu masz ksenony w samochodzie.

– Ksenony mam bo nocą jak jeżdżę to jestem ślepy.

– A to stereo z pierdyliardem głośników?

– A to na korki.