Marlenka stała na przystanku przestępując z nogi na nogę. A właściwie będąc bardziej precyzyjnym ze szpilki na szpilkę. Wiatr wiał jak cholera podwiewając jej kieckę tak, że przechodziły ją zimne dreszcze.

A jeszcze niedawno kobieta, która pokazywała buty uchodziła na mieście za dziwkę – pomyślała. – Później dziwką była taka która pokazywała łydki.

Marlenka pokazywała kolana.

Teraz żałowała podjętej rano decyzji. Stojąc przed szafą wybierała między wersją rozsądną (ciepłe grube rajstopy, spódnica do ziemi, wyglądasz jakbyś wstąpiła do wizytek) a nierozsądną (krótka kiecka przed kolano wymagała pończoch). Wybrała oczywiście nierozsądną. Miała dobre nogi a liczba mężczyzn, która dziś oglądała się za jej tyłkiem była co najmniej dwucyfrowa. Ich wzrok taksował ją jak skaner.

Było cholernie zimno. Nawet jak na listopad.

Wracając z pracy wysiadła z tramwaju bo musiała kupić kurczaka.  Chciała zrobić zakupy przez internet ale wszystkie sloty z dostawami były już zajęte.

Raz, raz w tym miesiącu będę dobrą żoną – postanowiła.

Urwała się jak na nią potwornie wcześnie bo o 18.30. Mimo, że Olga zapraszała ją po pracy (czyli jak na piątek koło 21.30) na drinka, pokręciła przecząco głową.

Kurczak na kolację miał być w miodze, sosie sojowym, cytrynie oraz rozmarynie. Do tego sałatka z rukoli, czerwonej cebuli i fety. I butelka proseco. Na deser miał być zaś gorset, para stringów, pas od pończoch plus pończochy plus kurewskie szpilki. I druga butelka.

W dobrych czasach kiedy jeszcze z Andrzejem normalnie ze sobą rozmawiali a do rżnięcia jak króliki  wystarczało przejście się w jego okolicach kręcąc tyłkiem podobny zestaw doprowadzał go do odwodnienia.

 CDN

14 uwag do wpisu “Kurczak

  1. od pewnego czasu wpisy są ni z dupy ni z pietruchy. 2 wpisy o marlence, 1 o pycie Mariana, 2 o problemach emocjonalnych Yo itp.

    Gdzieś rok temu zacząłem czytać bloga – jakoś te starsze wpisy były, jakby powiedziała Asia Krupa, bardziej fresh. Od pewnego czasu widać jakby autor się męczył (obym się mylił) pisaniem – oczywiście zdarzają się perełki. Albo może to ja się zmęczyłem blogiem?

    Lubię to

  2. hmm nie pasuje mi tutaj coś pracuję w mniejszy mieście nie jestem prawnikiem a przynajmniej nie chce nim bym być a posiadam swój samochód a Marlenka tramwajem jeździ hmm znowu pojawiają się niespełnione fantazje autora, który chciałby zaopiekować się sexowną kobietą w potrzebie

    Lubię to

  3. Też mi dzwoneczek zadzwonił jak o tym tramwaju przeczytałem:) No ale gdyby nie tramwaj to bym sobie na Marlenkę nie popatrzył i nie podziwiał jej zgranych łydek

    Lubię to

  4. ludzie, jeździliście kiedyś samochodem po Warszawie w piątkowe popołudnie?:-)może ma z pracy blisko do domu? i lubi tramwajem wracać 25 min do domu a nie godzinę samochodem?

    Lubię to

    1. Poszedłbym dalej – jeździliście ludzie po Warszawie samochodem w dni robocze? Zadźgać się idzie. Od poruszania się do pracy i z niej jest metro/tram/bus (o ile na trasie masz buspas). Nie jestem z Wawy, ale w niej swoje popracowałem. Nie wierzę, że od tego czasu (jakieś 2 lata) się coś zmieniło.

      Lubię to

  5. Z tego co pamiętam, Marlenka nie tak dawno skończyła studia, więc to chyba logiczne, że nawet w Warszawce trzeba sobie uskładać na samochód. Albo może ona zwyczajnie nie ma prawa jazdy? Mnie tramwaj nie zastanawia. Zastanawia mnie, dlaczego nagle postanowiła ugotować kolację dla swojego męża-burakach, a potem podać mu siebie na deser…? Ale nie regulujmy odbiorników – być może za chwilę nastąpi dalszy ciąg programu.

    Lubię to

  6. Nie sądzę, by to był problem finansowy. Dobre kancelarie mieszczą się w centrum (a podobno w świecie przedstawionym jest to dobra kancelaria), a tam zaparkowanie to problem sam w sobie. Do tego dodajcie odwieczny korek w popołudnia. Kto próbował się przebić z centrum ten wie.

    Lubię to

  7. Zaparkowanie na Emilli Plater graniczy z cudem, a nawet w szklanych biurowcach miejsca parkingowe należą się tylko od pewnego poziomu w górę… a dojazd tramwajem jest wygodny.
    Dlaczego chce robić obiad? Bo ma lekkie wyrzuty sumienia i chce spróbować czy nie dałoby rady poprawić sytuacji….jedzenie i seks zawsze mogą pomóc. W 100% rozumiem jej logikę.

    Lubię to

  8. Hm, ciekawa dyskusja, ale ja tu wyczuwam jakąś zamierzoną tragedię,
    Andrzej nie przeżyje tej kolacji, wyraźnie zawadza….
    A któż potem otoczy współczuciem seksowną wdowę otuloną kirem ? 😉
    Wiem……pojechałam w stronę M jak miłość, pewnie kura się przypali ;))

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s