Polskie kobiety są źle wychowane

Mając 29 lat mam jakiś tam plecaczek z doświadczeniem na kilka książek. Średnio na rok mojego życia przypada 0,5 Kobiety, nie wiem czy to jest dobry wynik – w końcu mówi się, że nie liczy się ilość tylko jakość. Za każdym pierdolonym razem starałem się całkiem w inny sposób, trenowałem niczym pilny uczeń z zakonu Shaolin. Jak trzeba było trzymałem celibat do odpowiedniej chwili, czasem atakowałem niczym wilk nie patrząc na jej faceta czy nie myśląc o tym co będzie później. Szczerze to zawsze uważałem, że polskie dziewczyny – kobiety są po prostu źle wychowane.

Czytaj dalej

Balansuję między swoimi pragnieniami a strachem przed ich spełnieniem

Napisała do mnie Kasia. To znaczy nazwijmy ją Kasią. Kasia jest rozdarta. Powiedzcie: cześć Kasiu.

„Zastanawiałam się czytając PIK , czy interesuje Cię opinia Twoich czytelników. Tzn. czy istotne jest dla Ciebie zdanie jednostki czy może koncentrujesz się tylko na statystykach sprzedażowych z Empiku.

Pierwszą część kupiłam, bo koleżanka mi poleciła (pracuje w korporacji, mieszka w Warszawie- ja ani jedno ani drugie). Teraz przeczytałam kolejną część. Kilka razy się śmiałam, kilkanaście odczuwałam podniecenie, nie płakałam, nie nudziłam się. Zaczęłam się zastanawiać. Jeżeli napiszę nad czym to Ty być może będziesz w stanie ocenić czy osiągnąłeś zamierzony efekt tudzież wręcz odwrotny, czy warto było, a może też gówno Cię to będzie obchodzić.

Mam 25 lat. W zeszłym roku skończyłam studia. Dostałam pracę- w gównianej firmie za gówniane pieniądze. Ale pomyślałam sobie że przyjmę tę ofertę, lata lecą, trzeba zdobywać jakieś doświadczenie, móc coś wpisać później w cv – nawet jeśli to gówniane, a może następna praca będzie lepsza.

Zastanawiam się czy jestem już kobietą, czy tak postrzegają mnie inni, czy mogę się podobać. Czy to jest moment, kiedy powinnam przestać żyć z dnia na dzień i zacząć pragnąć stabilizacji , planować kredyty , małżeństwo , dzieci . Czy pozostawić wszystko jak do tej pory, ciesząc się wciąż z takim trudem zdobytą niezależnością, własnymi pieniędzmi (niezbyt dużo ale zawsze), brakiem obowiązku tłumaczenia się kolejnym osobom co robię, dlaczego akurat tak, po co kupiłam te buty i czemu znowu czarne.

Nie jesteś odpowiednią osobą- ba jesteś ostatnią osobą, której takie rzeczy powinnam opisywać, mimo wszystko naszły mnie takie refleksje albo inaczej mówiąc zintensyfikowały się po przeczytaniu Twojej książki. Tak w głębi duszy to pozostawiłabym wszystko tak jak jest, no może wzbogaciłabym się chętnie o kilka nowych doświadczeń. Nie wiem czy to normalne, że powiedzmy młoda kobieta w moim wieku, balansuje pomiędzy zidentyfikowaniem własnych pragnień a strachem przed spełnieniem ich.

I idąc tym tropem nie wiem czy nadal powinnam być z osobą, którą chyba kocham i pracować usilnie nad tym żeby to ‘’chyba’’ zamieniło się w ‘’naprawdę’’, czy może olać to i szukać dalej emocji, wrażeń, przygód, problemów. Zajebiście się boję, że jak wyruszę w nieznane to po ewentualnej porażce nie będę już miała dokąd ani do kogo wrócić. Koniec refleksji.”

Odpowiedź:

Droga Kasiu:

Mając 37 lat – tak jestem już tak stary – nauczyłem się kilku rzeczy, które znacząco polepszyły jakość mojego życia. Na przykład:

– rude kobiety są lepsze w łóżku,

– nie bierz karty kredytowej, zawsze przez nią wpadniesz w kłopoty,

– unikaj kobiet, które używają różowej szminki,

– przestań podejmować decyzje kierując się tym co robią inni,

– zawsze jest miło popatrzeć na duże, ładne cycki,

– rób nowe rzeczy, jeśli przestajesz je robić – nie żyjesz. Mimo, że oddychasz,

– kąp się regularnie, używaj dobrego zapachu, kup sobie szczotę do ścierania pięt i obcinaj regularnie paznokcie,

– żyj tak aby budząc się rano nie odczuwać potrzeby rzygnięcia przed pójściem do pracy,

– ryzykuj. Życie jest jedno i krótkie. Nie każdy mój wybór był słuszny, ale to mój wybór, stworzył mnie takiego jakim jestem. I kiedy patrzę teraz w lustro co rano robię to zazwyczaj z przyjemnością.

Nie wiem czy powinnaś wyjechać gdzieś do innego miasta w poszukiwaniu mniej gównianej firmy i większej ilości pieniędzy.

Nie wiem czy powinnaś rozstać się ze swoim facetem.

Wiem jedno: szczęście nie leży w pracy, pieniądzach, podróżach koprogarsonkach, seksie etc.

Szczęście znajduje się gdzieś w znalezieniu balansu między tym wszystkim.

3788_bde8_500

Męska dziwka

Jarek był dziwkarzem. Był też wysokim przystojnym brunetem z przerwą między dwiema jedynkami. Kobiety dzieliły się na trzy rodzaje: były takie, które przerwa pociągała, były takie które uważały, że jest obrzydliwa i były takie, które nie zwracały uwagi na jego żeby nie mogąc oderwać oczu od jego rozporka (Jarek o czym wiedziało niewiele osób wychodząc z domu wpychał tam zwiniętą parę skarpet).

Z Joanna związał się siedem lat temu.

Powiedzmy sobie szczerze nie była zbyt atrakcyjna. Przysadzista, łatwiej ją było w sumie przeskoczyć niż obejść. Jarka pociągały jednak w niej nie rubensowskie kształty ale pieniądze. A tych Joanna miała naprawdę sporo. Raz – nieźle sobie radziła w interesach, dwa – jej rodzice zostawili jej naprawdę spory spadek.

Dwa razy w miesiącu – w czwartek, zawsze to był czwartek koło 19 posuwał ją pod prysznicem.

Piątki miał zajęte. A poza tym? A poza tym miał ją głęboko w dupie. Zdradzał ją nieustannie z laskami o różowych tipsach i płaskich brzuchach.

Wstawał koło 10. Gosposia przynosiła mu świeżo zaparzoną kawę z sojowym mlekiem (tak jak lubił) i jeszcze ciepłe bułki. Pił, jadł, szedł na siłownię, później na masaż a jeszcze później szedł w ludzkie słabości czyli jechał do jednej z lasek, która aktualnie czochrał po plecach.

Wieczorem zaś szedł do klubu aby zapomnieć.

Kilka miesięcy temu Joanna powiedziała dość i zażądała aby wziął swoje graty i się wyprowadził. Wziął komplet swoich różowych bokserek Versacego, komplet swoich okularów Ray Bana, swojego Volvo cabrio, którego mu kupiła na piątą rocznicę ślubu i spierdalał.

Jarek przełknął ślinę, zastanowił się moment jak będzie wyglądać jego życie bez gosposi, masażu, porannej kawy oraz siłowni w najlepszym warszawskim klubie (Holmes Place w warszawskim hotelu Hilton – można ocierać się o te same sprzęty, których dotykała Gwen Stefani a nawet posadzić tyłek na tej samej ławeczce, której używał Marcin Dorociński a później usiąść w kawiarni i otworzyć Mac Booka pro z retiną).

Przemyślał to wszystko, po czym padł na kolana i poprosił Joannę o wybaczenie i ostatnią szansę.

I nastąpił cud.

Przez trzy miesiące stukał ją rano i wieczorem z zamiłowaniem pracowitego dzięcioła, a czasami nawet i dwa razy pod rząd bez wyjmowania. Po prostu zaciskał zęby. Kwiaty? Kosz co drugi dzień. Przybił wszystkie półki o których Joanna przypominała mu ciągle czyli co pół roku.

Wysprzątał piwnicę, zawiózł dwa razy jej samochód do ręcznej myjni (czekał na jego odbiór w kawiarni i nawet na wszelki wypadek nie obciął balonów pewnej nisko osadzonej blondyny, która siedziała stolik dalej i zachęcająco się nad nim pochylała – stanik był czerwony i koronkowy) zaczął nawet zanosić jej sukienki do pralni chemicznej.

Po trzech miesiącach Joanna stwierdziła, że Jarek się zmienił i od teraz, a nawet OD TERAZ będzie dobrym mężem.

—-

A tak w ogóle to po raz pierwszy od 18 lat byłem na wyborach.

Nie dlatego, że nie lubię HGW (choć nie lubię).

Nie lubię po prostu jak ktoś traktuje mnie jak dziwkę, którą można kupić kiedy ma się na to ochotę.

6577_d239_500

Wypadek 2 (jak nas tną taksówkarze)

– A wie pan dlaczego odszedłem z poprzedniej korporacji?

– Zaraz mi pan powie.

– A pewnie, że powiem. Zabieramy dużą grupę z Dworca Centralnego. Z gór wracali, chyba sąsiedzi. W sumie trzy taksówki. Jedna korporacja. Ja prowadzę pierwszą. Dojeżdżam do Zalesia Górnego patrzę na taksometr 77 zł, dostaję 80 dych i już chcę jechać kiedy podjeżdża druga taksówka. Trasa niby ta sama  a rachunek 104. Podjeżdża trzecia i co?

– Wychodzi z niej naga Edyta Górniak z pekińczykiem?

– Rachunek 140 zł. I by się rozeszło po kościach gdyby ci ludzie którzy jechali trzecią taksówką się nie podkurwili i nie zapytali a wy ile zapłaciliście? I kiedy usłyszeli ile to się wkurwili jeszcze bardziej. No i mnie puścili, bo miałem najniższy rachunek ale z tamtymi zaczęli się szarpać i po ryjach prać.

– I co było dalej?

– A nie wiem. Ja poszedłem do naszego kierownika, który zarządzał tym burdelem i mu mówię co i jak i czy nie mógłby coś z tym zrobić. I wie pan co mi odpowiedział?

– Że ma to w dupie?

– Że musiałby 70 proc. taksówkarzy wobec tego z korporacji wywalić bo wszyscy tną. To następnego dnia spakowałem się i przeszedłem do innej korporacji. Po co mi panie nerwy. ja chcę uczciwie na życie zarobić.

– To jak kantują?

– A co będę tam panu mówić – machnął ręką.

– No co robią? Strefy w trakcie jazdy zmieniają?

– Eee to prymitywne jest. Od razu to na paragonie jest. Nie mogę powiedzieć.

– Ok.

– Ale panu powiem, bo pan sympatyczną mordę ma. W telewizji pan przypadkiem nie pracuje? Takiego czipa pod licznik podłączają. Ma pan garaż podziemny?

– Mam.

– To do garażu są takie piloty. I taki taksówkarz też ma takiego pilota. Jak widzi, że klient się w telefon gapi albo za okno to pociska przycisk w tym pilocie i od razu licznik idzie do przodu o kilka złotych. A jak trasa długa to kilka razy pociśnie.

– To ten od 140 zł to się chyba odcisków nabawił.

– No trochę nadgorliwy był – prawda – przyznał taksówkarz.

– To ile osób cos takiego ma?

– A w niektórych korporacjach to ze 20 proc. Bo co panu zrobią. Co najwyżej inspekcja panu mandat na 5 tys. zł wypisze.

7391_640e_500