Patrzę na mema: „czerwcowy poranek, dookoła cisza, a ty czekasz na pierwszy pociąg. Przed tobą jeszcze całe lato”.

Pamiętasz jeszcze ten stan? Pierwszy dzień wakacji?

Pamiętasz ten moment, kiedy kończyło się szkołę?

Czytaj dalej

Czy życie w Polsce jest lepsze niż w Wielkiej Brytanii? (Oczami Brytyjczyka, który zamieszkał nad Wisłą)

Pewne rzeczy zdobywamy w ramach ustawień fabrycznych. Każda Polka i Polak wie, że chrząszcz brzmi w trzcinie – bezapelacyjnie i do samego końca. Każda Polka i Polak ma w narodowym DNA miłość do wierzby płaczącej, jelenie na rykowisku, sarny przy bajorze, żółć na języku (żeby pluć na innych), głupią nadzieję w głowie (żeby przetrwać) i morze kompleksów. A w Święta stężenie majonezu we krwi wartości promila…

Bo „Polacy są tak agresywni dlatego, że nie ma słońca”. I każdy, po prostu każdy intuicyjne czuje, że nad Wisłą jest chujowo. Lub wręcz jeszcze chujowiej.

Po obejrzeniu blisko 40 krajów świata, odpowiem: brakuje wam porównania.

Czytaj dalej

Zostaliście wy(d)-mani. Będziecie żyć, gorzej niż my (witajcie w dorosłym świecie)

Nie wiem, co przelało u mnie czarę goryczy. 25 pokojowe mieszkanie we Wrocławiu, – każdy pokój po minimum tysiąc miesięcznie, czyli chów klatkowy Polaka? Czy może urocze dwupokojowe 50 metrów kwadratowych w Warszawie za 1,3 mln, ale bez windy.

Chów klatkowy Polaka. Zrzut ekranu ze strony Otodom
Czytaj dalej

Co to w Polsce jest godne życie, poza zakupami w Biedronce i Lidlu bez patrzenia na paragon (na koniec zagadka, która zryje ci beret)

Cichaczem nadeszli do nas quittersi.

Quitter kończy robotę dokładnie po ośmiu godzinach, bierze czapkę i idzie do domu, dajmy na to truskawki sadzić, szukać chwilowych uniesień seksualnych (ty szukasz łobuza, ja myślę o arbuzach), czy po prostu oddawać się swoim pasjom. Czyli BDSM w domu, a nie w robocie. Na zebraniach siedzi cicho. W życie firmy się nie angażuje. W pracę też nie. Po godzinach zostawać nie ma zamiaru.  

W końcu trzeba być ostro walniętym, żeby w robocie siedzieć po godzinach, trąc excela, aż on tryśnie, skoro można w kosza pograć, albo wino nad Wisłą ze znajomymi zrobić. 

Quitter wykonuje polecenia, ale nie robi nawet o milimetr więcej, niż jest wymagane, i bajo. Wraca do domu i o robocie nie myśli. Bo praca jest po to, aby wpadały PLN-y. 

Oczywiście dla pracodawców jest to podejrzane, perfidne i niebezpieczne, niczym curling aktami w firmowej toalecie. (Czy wspominałem, że mój druh serdeczny w trakcie chwilowej pracy w ZUS grał w rugby z kumplami, rzucając segregatorami, a jak jakiś kwit z nich wypadł i się zagubił, to machali lekceważąco rękami, mówiąc: najwyżej interesant se doniesie? To wspominam). 

Quittersi to najczęściej rocznik 1995 wzwyż, którzy dopiero zaczynają robotę.

O kozojebcy, jak oni tak mogą, no jak?! Zamiast gryźć laminat, zamiast cieszyć się owocowym czwartkiem, oni śmią mieć fochy. 

Czytaj dalej