Grażyna, wróć do rzeczy, które kochasz (jak uprać swoje życie) część 2

Mój kolega ze studiów, Wasyl, miał ogromne powodzenie u kobiet. Nieduży, w sensie niewysoki, w barach raczej też niezbyt bujny, ostrzyżony na łyso. Uroda w sumie nikczemna, za to ubrany był zazwyczaj dobrze. Na twarzy miał gorzki uśmiech, jakby zakładał prawy but na lewą nogę. 

I zawsze dookoła niego wirowała jakaś piękna blondynka, brunetka, bądź – ku mej rozpaczy – ruda, z cycami jak bomby lotnicze. Wzdychały do niego, emablowały go straszliwie, a on, ze wzgardą, ich starania odrzucał. To znaczy… spał z nimi, ale szybko rzucał i wymieniał na nowe. Jak my mu tych kobiet zazdrościliśmy! Jak on to robił? Skąd się brała ta dziwna, żeńska namiętność do tego konusa? Rumcajsa nie miał szczególnie wielkiego, bo to zostało po zajęciach w-f bezapelacyjnie stwierdzone. 

W końcu miałem okazję zobaczyć Wasyla w akcji. Na pewnej imprezie wypatrzył prawdziwą gwiazdę, która wyglądała jak młoda Agnieszka Włodarczyk, ze sławnego wtedy filmu “Sara”. Stała na środku sali i dawała się mężczyznom podziwiać. On zaś bez namysłu podszedł do niej, spojrzał badawczo, po czym rzucił ze zdziwieniem w głosie: “Ale ty masz wielką dupę! A tak w ogóle – Wasyl jestem”. 

I co? 

I zadziałało!

Udało mu się ją przekonać, że skunks ma trąbę!

Czytaj dalej

Marian, wróć do rzeczy, które kochasz (jak uprać swoje życie) część 1

Tęsknię za naleśnikami z jabłkiem mojej babci Lodzi. I za jej kurczakiem. Nikt nie robił pieczonego kurczaka tak, jak ona. Nie ma już naleśników, nie ma też babci Lodzi. To już dziesięć lat.

Tęsknię za graniem do rana w Heroes Might and Magic 3. Tęsknię za spontanicznymi imprezami, kiedy wystarczyła eska: „Mam browar” i od razu następowała odpowiedź „Namówiłeś”.
Browce na zgrzewki, wóda na setki.

Tęsknię za dmuchanym materacem rzucanym w Bałtyk i unoszeniem się na falach (byłem chyba ze stali! To morze jest zimne, jak torba lodu z Żabki, wrzucona do gaci).

Tęsknie za wystawaniem godzinami przed klatką. Nie było kasy, a jednak beka była zdrowa. Szczerości też w tym było jakby więcej.

Tęsknię za momentami, kiedy byłem bezczelny, przekonany o swojej zajebistości, kiedy patrzyłem hardo na świat, z planem, jak go podbić i kiedy mi ulegnie.

Jak w mojej książce “Gwiazdor”:

“To już nie te czasy, kiedy się jeździło w cztery taksówki z klubu do klubu, ze śladami karminowych szminek na koszuli, zawsze z kobietami o spojrzeniach rosyjskich księżniczek, wychylając głowę przez okna auta, krzycząc do siebie, wrzeszcząc, wypluwając z siebie całą młodość, całą energię, szampana, wódkę i kokainę, która zbyt często była tylko amfetaminą. A później klub, kobiety przodem i taśma szła do góry, ochroniarze przybijali piątki, a my śmialiśmy się tak, że prawie wypluwaliśmy płuca. Noc. I tango. Póki my żyjemy. Młodość jest nie do podrobienia.”

Sentymenty się mnie trzymają, wiem.

Ale ręka do góry, kto z nas nie tęskni za piaskownicą? Kto nie tęskni za leżakowaniem w przedszkolu? I nie chodzi tu tylko o możliwość drzemki w trakcie dnia, która to jest rzeczą słuszną czy piękną, bądź walnięcie kogoś w łeb łopatką (różową w przypadku dziewczynek).

Czego dziewczynkę powinien nauczyć ojciec

To raczej tęsknota za światem, gdzie nie było obowiązków, gdzie nie było planowania, nie było chodzących robotów, nie było KPI-ejów, nie wszystko było na sprzedaż. Kiedy na podwórku wszyscy spotykali się rano mimo, że było komórek ani messengera.

Czytaj dalej

Czy chce ci się rzygać, kiedy myślisz o swoim życiu? 

Frank Farian potrafi śpiewać. Na rynku muzycznym w rodzimych Niemczech idzie mu nawet całkiem obiecująco. 

Ma jednak jedną, jedyną wadę. Wygląda jak pomocnik murarza na budowie, po dwóch lufach i paprykarzu szczecińskim na trzech. Trochę zasłania to fryzurą, ale nie zrobi specjalnej kariery jako wokalista. On uważa, że to dlatego, że nigdy, ale to nigdy nie będą do niego wzdychać kobiety. 

Prawda jednak jest taka, że nie chodzi tylko o wygląd: Farian ma charyzmę jak domestos albo niemiecki wurst. 

Zamyka się więc w studiu i zostaje producentem. 

Jeśli ktoś pamięta zespół Boney M. to występowało tam dwóch czarnych kolesi. Farian wymyślił ten zespół. I śpiewał za jednego z nich. A że był biały? Nikt nie jest doskonały.

Farian to jednak autor innego największego w historii muzyki pop przekrętu, który wydarzył się w roku 1989. Ma piosenkę o której wie, że będzie hitem. Nagrywa ją z kilkoma profesjonalnymi muzykami. Którzy mają jednak jedną wadę. Nie wyglądają. Frank znajduje więc dwóch bezrobotnych modeli Roba i Faba, którzy prezentują się wręcz rewelacyjnie. Że nie potrafią śpiewać? Oj, nie czepiajmy się szczegółów.

Tak powstaje grupa Milli Vanilli.

Czytaj dalej