Kiedyś dawno, dawno temu byłem w Niemczech. To chyba było Monachium. Towarzyszył mi radca prawny, który zbliżał się już do końca swojego życia – miał może nawet jakieś 45 lat.
Trzeciego dnia, kiedy mieliśmy wolne popołudnie poszliśmy na zakupy. Szukał prezentu urodzinowego dla swojej żony. Chodziliśmy długo po centrach handlowych.Proponowałem mu biżuterię – odmówił. W końcu zatrzymaliśmy się przed artykułami gospodarstwa domowego, gdzie wybrał prosty, biały, elektryczny czajnik za jakieś 29,99 euro.
Od razu wsadził go do koszyka zadowolony jakby mu ktoś w kieszeń nasrał.
– Stary nam się zepsuł – wyjaśnił radośnie.
– Czekaj, chcesz żonie kupić czajnik? -zapytałem.
– No tak – odpowiedział.
– Czajnik na urodziny? – dopytałem bo zrobiło mi się nieco słabo.
Pokiwał energicznie głową, że wszystko się zgadza. Przez moment proponowałem mu jeszcze drewnianą miskę, która moim zdaniem była również okropna jako prezent na urodziny. Ale z całą pewnością lepsza niż pieprzony czajnik.
Odmówił.
– Moja żona lubi praktyczne prezenty – wyjaśnił.
I wiecie co? Po latach zrozumiałem, że miał rację. Czy jego żona chciała dostać coś innego? Być może. Ale to ona wybrała go na męża – zakładam z pełną świadomością wad i zalet.
Czytaj dalej