Technika wolnego Lopeza

Mam do was prośbę. Wysłuchacie?

Mam dylemat. I chcę się was poradzić. Czy powinienem włożyć tę starą notkę do książki czy nie. A jeśli tak, to w jaki sposób, bo mi do niczego nie pasuje.

Technika wolnego Lopeza

„Do techniki wolnego Lopeza potrzebne jest:

– lustro.

– kobieta.

Oba te elementy są niezbęde ale kobieta bardziej. Bez lustra można od biedy technikę wolnego Lopeza uprawiać.

Bez kobiety raczej nie wyjdzie.

Kobieta – i to dość istotne musi chcieć uprawiać seks. Jak się tego dowiedzieć? Odsyłam na lekce wychowania seksualnego w wakacyjnej przerwie między pierwszą a drugą klasą liceum.

Kiedy z całokształtu sytuacji wychodzi że wieczór i tak skończy się w łóżku (ewentualnie jego substytucie) prowadzimy kobietę przed lustro.

Kobietę mocno obejmujemy od tyłu tak aby nie mogła się ruszyć. Rzecz jasna przodem do lustra taka aby mogła widzieć w tafli swoje odbicie.

Kobieta – co ważne – musi czuć się zdominowana przez  mężczyznę.

Mężczyżni którzy nie potrafią zdominowac seksualnie kobiety proszeni są w tym momencie o naciśnięcie krzyżyka w prawym górnym rogu ekranu (windows) bądż kropki w lewym rogu ekranu (mac).

Następnie mówimy kobiecie że chcemy ją zerżnąć (wchodzi to również czasami w skład techniki szybiego Lopeza ale tą większość mężczyzn ma opanowaną).

Tekst o zerżnięciu musi być powiedziany stanowczo. Kobieta musi w głosie wyczuć ewidentne podniecenie mężczyzny.

Chwytamy teraz kobietę lubieżnie (to podkreślam) za biust.

Następnie spiesznym ruchem zdejmujemy jej majtki pozostawiając je jednakże mniej więcej w połowie uda.

Dzięki temu kobieta nie będzie mogła ucieć nawet jeśli się rozmyśli.Eewentualnie ucieczka będzie utrudniona.

UWAGA! Kobieta w tym momencie przygotowana jest na wariant szybkiego Lopeza czyli szybki seks przez mniej więcej 120 sekund  (z tego powodu technika szybkiego jest bardzo ceniona przez mężczyzn).

W technice wolnego Lopeza w tym momencie przestajemy jednak dotykać zarówno piersi jak i tyłka kobiety.

Wkładamy za to jej prawą dłoń (jeśli jesteśmy praworęczni we włosy, delikatnie masując skórę głowy palcami i dotykjąc karku. Po tym technika wolnego Lopeza przewiduje dotykanie palcami warg kobiety. Może je przy tym possać.

PAMIĘTAJ! Mimoże masz teraz wielką ochotę chwycić za bardziej wystające cześci kobiety nie rób tego!!!! taka praktyka skutecznie niszczy technike wolnego Lopeza.

Po ustach przechodzimy do delikatnego głaskania szyi kobiety, możemy ją też delikatne pociągnąć za włosy tak aby jej głowa była lekko zadarta. Technika wolnego lopeza w tym  momencie przewiduje delikatnie przesunięcie ręki międz piesiami (nie należy jednak pod żadnym pozorem łapać za cycki – dążymy do tego aby kobieta była zdezorientowana!!!).

Kładziemy dłoń na brzuchu i znów delikatnie przesuwamy – nie dotykając jednak części intmnych.

Pod żadnym pozorem nie można jednak pozwolić na przejęcie inicjatywy kobiecie – trzymamy ją nieustająco w mocnym uścisku.

Teraz możemy przejść do pleców.

Można je głaskać, Można w międzyczasie delikatnie dmuchać na szyję. Generalnie wskazane są pocałunki szyi oraz okolic uszu.

Po mniej więcęj 15 minutach podobnego traktowania można przejść do piersi i tyłka.

Co jest później?

To już wiadomo. Preferowana jest jednakże pozycja „od tyłu” .

Po zakończeniu techniki wolnego Lopeza można spokojnie udać się przed telewizor obejrzeć mecz.

stas-svechnikov-32399Photo by Stas Svechnikov on Unsplash

 

Fragment Pokolenia Ikea 2

Marlenka siedziała przy swoim biurku i udawała że stuka w klawiaturę. To znaczy stukała naprawdę, ale udawała, że pracuje.

Panna Prokrastynacja Marlena.

Jaka panna? Pani. Jestem już taka staaaara – chlipnęła w duchu. – Gdzie się podziały te czasy kiedy miałam 20 lat i wygląd nieletniej zdziry? Mogłam wszystko jeść i świetnie wyglądałam w mini. A teraz? Chlipnęła ponownie. JESTEM TAKA GRUBA!!!! I mam celullit – dodała aby pognębić się ostatecznie.

Pani Prokrastynacja Marlena. Z PMS –em. Na dodatek zbliżała się pełnia. Mać.

Z nudów przejrzała zdjęcia z wakacji. – Jestem brzydka pomyślała klikając niczym wściekła na kolejne zdjęcia na Picassie. – Mam usta jak przyssawki. I te wielkie cyce. Jakbym miała z przodu dwa wieloryby. I na dodatek za chwilę będę musiała je podciągać. Mać.  I ta fałda na brzuchu kiedy siedzę. Jestem okropna, okropna, okropna!!!!

Marlenka dziwiła się, że jeszcze nikt jej dzisiaj nie zamknął w szafie. A spojrzenia które jej rzucano odbierała jako wyraz litości ze strony społeczeństwa.

Weszła na Fejsa.  Jej znajomi biegali, jeździli na desce, chodzili do kina, teatru, robili muzykę, zdjęcia, kręcili filmy  a ona siedziała w biurze i robiła co?

Pieprzone notatki dla Czarnego. 8 lat podstawówki. 4 liceum. 5 studiów. Teraz aplikacja. I co? Robię dla kogoś notatki. Nie dość że brzydka to głupia. Gdzie jest moje życie???Czy mogłabym je odzyskać?? Proszę!!!

– Część Marlenka!

Stał przed nią – jak mu tam??? Marian? Nawet przystojny. Trochę zapasiony.  Cały czas gapił się jej w cycki. Inni też się gapili ale ten jakoś najbardziej napastliwie.

– Jak tam ci się u nas podoba? – Marian błysnął zębami i wciągnął brzuch.

– Super – skłamała gładko Marlenka. – Masz ładnego misia – dodała aby zmienić temat.

– Prawda? Przyniosłem go specjalnie dla ciebie – pochwalił się Marian. – Ale nie tak ładny jak ty – dodał szarmancko.

Marlenka się zaczerwieniła. I to był początek. Kobietom czasami wystarczy tylko miś.

0867_a165_500

 

Cały wywiad w „Newsweeku”

newsweekikeaaa

Gotowi?

To raz dwa i trzy.

Klikamy tu.

 

PS. W tak zwanym przedstawieniu postaci znalazł się fragment: Książkę odrzucili wszyscy duzi wydawcy, więc w dużej mierze sam zajął się jej dystrybucją. Dotąd sprzedało się 12 tys. egzemplarzy i wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów Merlin.pl i Empik.com.

Doprcyzowując: książkę a i owszem odrzucili wszyscy duzi wydawcy ale jeśli chodzi o dytrybucję to bez swojego wydawnictwa Novae Res mógłbym co najwyżej po dupie podrapać, mimo, że dla budowania postaci i mitu taka wersja byłaby dużo lepsza. Przez sieć to można sprzedać ze trzy tysiące egzemplarzy i to pod warunkiem, że się jest Kominnkiem. A ja do tego potrzebuję normalnej dytrybucji.

Pokolenie Ikea w „Newsweeku”

photo

Dziś w cyfrowym wydaniu „Newsweeka” jest rozmowa ze mną (rysunki Rudit). Jak będzie wrzucona do sieci – dam linka. Na zachętę początek.

Dialogi lemingów

O  czym marzą lemingi, o życiu w korporacji, tęsknocie za anarchią oraz o tym, czy warto zmieniać świat rozmawiamy z Piotrem C., autorem „Pokolenia Ikea”, bloga kultowego wśród 30-latków.

Newsweek: Cytuję z twojej książki i bloga: „pokolenie Ikea to ludzie, których stać na kupno mieszkania na kredyt, ale nie stać na jego urządzenie. Zamiast na łóżku, śpią na rzuconym na podłogę materacu z Ikei, zamiast szafy mają kartonowe pudła i regały Billy (99 zł /szt.). Wielkomiejski element napływowy z małych miasteczek. Żyją spędzając czas w pracy, pracują aby spłacić kredyt”. Twoje „Pokolenie Ikea” to lemingi?

Piotr C.: …nienawidzą PiS-u, jako biblię traktują TVN 24 i „Wyborczą”. Pracują w korpo, a weekendy spędzają kłócąc się w centrum handlowym ze swoją kobietą. Mieszkają oczywiście na warszawskim Wilanowie. Jest jeszcze jakiś stereotyp, którego nie wymieniłem?

Jeśli mówimy o tym lemingu, który zrobił ostatnio karierę w polityce i publicystyce, to większość.

To nie takie proste. Poznałem to określenie, kiedy jeszcze mało kto o nim słyszał. Kumpel z Wilanowa – o konserwatywnym odchyleniu – przeczytał tekst w jednym z prawicowych tygodników, zadzwonił do mnie i się oburzył. Że on niby tylko kredyt, klapki na oczach i korpo. A on jest chociażby przeciw małżeństwom gejów. Nie da się więc tego tak łatwo szufladkować.

A czy można to określenie traktować obraźliwie?

Jestem lemingiem i jestem z tego dumny. Możecie mi naskoczyć.

Główny zarzut formułowany wobec lemingów, to ich konformizm, bezrefleksyjność i bezideowość. Zgadzasz się z tym?

Konformizm? Może. Na czym ma polegać bezideowość? Że nie głosuję na nikogo? Że Tusk to dla mnie człowiek, który poświęcił ideały dla władzy, Kaczyński dla nienawiści, a Palikot robi z siebie pajaca, bo myśli, że mu się to opłaci?

Skąd się bierze niechęć pokolenia Ikea do polityki, a raczej całkowita nieobecność polityki w ich życiu?

Myślę że nasi politycy są kompletnie odklejeni od rzeczywistości. Dziś, kiedy jesteśmy w Unii, państwa wybiera się jak korporacje. Polska jest jak na przykład… Poczta Polska. Niby dość duża, niby coś się tam przez te 20 lat zmieniło, ale panie w okienkach ciągle nieuprzejme i generalnie wszystko cię w niej wkurza. A po co masz iść na Pocztę, skoro wsiądziesz w samolot i przeniesiesz się do Shella, Google albo BMW? Trudno mieć pretensje do ludzi, że chcą po prostu normalnie żyć.

I jeśli nie stworzycie do tego warunków, to wyjedzie nas stąd kolejny milion. Niech będzie, że lemingów, ale takich, których strata będzie Polskę bardzo bolała: młodych, nieźle wykształconych i generalnie kumatych.

Stworzycie? Do kogo kierujesz to żądanie? Dlaczego, wspólnie ze znajomymi, nie próbujecie sami tego zmienić?

Nasza wizja Polski w ogóle nie pokrywa się z tym, czego chcą tzw. normalni ludzie. Prawdę mówiąc nie mam – nie mamy – bladego pojęcia, czego oni chcą. Warszawa, Kraków, Wrocław, duże miasta, to odrębne państwa w tym kraju. Ze swoimi obyczajami, lunchami, samochodami firmowymi i związkami partnerskimi. I co, mamy ogłosić secesję?

Zaangażować się w politykę, zmienić zastany układ?

Dla większości mojego pokolenia polityka jest amoralna i okrutna, ale ona zawsze taka jest i będzie. Może to jest argument, że lemingi mają jednak jakieś zasady – jesteśmy na tyle uczciwi by się w tym nie babrać. Jeśli mówisz, że jesteśmy nieideowi i bezrefleksyjni, to zobaczysz, jakie są pokolenia, która idą za nami.

A jakie są?

Wychowali się właściwie bez rodziców, bo ci zasuwali w kropo albo na własnej firmie. Pracy nie będą mieć, a jeśli już, to niskopłatną, bo my zablokujemy im dostęp do lepszej. Polityka ich brzydzi bardziej niż nas. Kojarzysz celebrytkę Honoratę „Honey” Skarbek, rocznik 1992? Skubana nie wie, czy mamy Sejm czy Senat, czy oba naraz. Ci młodsi nie będą mieli tutaj nic. Więc co ich w tym kraju zatrzyma?

więcej w cyfrowym wydaniu Newsweeka. 

O dupie

W środę postanowiłem wyjść wcześniej z pracy. Więc już około godziny 18.30 byłem już w samochodzie i przebijałem się przez korki tak że sprawnie i szybko już coś koło 19.10 wylądowałem w centrum handlowym Blue City.

Chciałem sobie kupić buty w Vistuli. Ku memu zdziwieniu mają tam całkiem niezłe buty. Nie, nie jestem na pay rollu w tej firmie. Miałem wybrany model.  Ale płacenie regularnych cen za odzież i buty uważam za skandal większy niż konina w lasagne.

Buty kosztowały osiem stów, po przecenie pięć i pół – uznałem więc niniejszym, że nadal ich pojebało i poszedłem precz (za trzysta bym kupił). Albowiem jeśli nie dostaję zniżki 50 proc. to mi się żyć odechciewa.

Przepraszam, zanim poszedłem precz pan zaproponował mi zakup kurtki z koca twierdząc, że owszem chujowo wygląda na wieszaku, ale jak się ją założy to hO HO HO. Jak rozumiem wygląda wtedy lepiej bo użytkownik nie widzi jej w całości. Mimo takiej zajebistej oferty się jednak nie skusiłem.

Wylazłem z Vistuli i pomyślałem, że skoro już tu jestem i skoro wylazłem tak wcześnie z pracy to pójdę do TK Maxxa. Tam znalazłem dwa płaszcze na wiosnę. Dwurzędowe. Poszedłem je przymierzyć. Były bardzo sprawiedliwe, bo jeden za mały, drugi za duży.

No to skoro zakupy tak zajebiście mi wyszły postanowiłem wrócić do domu. I co się okazało? Że się przeziębiłem. Jaki jest z tego wniosek? Nie należy wychodzić wcześniej z pracy.

Siedzę teraz nad Pokoleniem Ikea 2 i myślę.

Pokolenia sprzedało się ponad 12 tys. egzemplarzy – dziękuję bardzo. Czy coś się w moim życiu zmieniło z tego powodu? Nie zauważyłem specjalnie. Poza tym, że idąc do księgarni mogę zobaczyć swoją książkę na półce. Dobre uczucie. Ale później od razu jest kłucie w żebrach – ale czy się jeszcze sprzedaje? Czy się podoba?

Z tego co widzę ludzie podzielili się na dwa fronty. Zazwyczaj jak się komuś podoba to się podoba bardzo. A jak się nie podoba – to też się nie podoba bardzo. Trudno, nie da się uszczęśliwić wszystkich. Pisząc Pokolenie bawiłem się zajebiście. I nikt mi tego nie odbierze nawet jeżeli sprzedałoby się jej 200 egzemplarzy.

Myślę teraz nad rzeczami, które są całkowicie nieistotne.

Nad tytułem. To tak jak z restauracją. Powinienieś zastanawiać się co w niej będziesz podawać i jak kalkulować ceny dań a ty rozpoczynasz od jej nazwy. Pierwotnie miałem zamiar nazwać dwójkę – jakimś jednym mocnym słowem – w rodzaju „Bezwstydni”.

Po namyśle „Bezwstydni” to dobry owszem tytuł ale właśnie na knajpę. Bezwstydnie rąbią na rachunku. Ale jeśli nie wymyślę niczego lepszego to zostanę przy Pokoleniu Ikea 2.

PS. A na prośbę wydawnictwa dopiszę: polecajcie jedynkę wszystkim swoim znajomym! Sprawiecie, że zostanę bogatym czlowiekiem! Będe mógł kupuić buty bez przeceny!

5394_bf26_500