Dlaczego facetom staje przy Bravehearcie?

Co tam kotki? Tęskniliście?

Co u mnie słychać się pytacie? Hmm. Zacznijmy od tego że zaparował mi zegarek. Wodoszczelny. Do 600 metrów wodoszczelny. Co prawda nigdy w nim nie schodziłem na więcej niż 20 ale fakt, że zachował się w ten sposób ubódł mnie mocno.

Zwłaszcza, że zrobił to po zwykłej wizycie pod prysznicem.

Nie ukrywam, że wtopione w niego dwie średnie krajowe nie były posunięciem o wysokim ROI.

Reasumując nie mam zegarka. Od mniej więcej tygodnia. To fajny stan. Zaczynam się przyzwyczajać. Przestałem nerwowo spoglądać na nadgarstek, teraz nerwowo spoglądam na komórkę. Ale ją w sumie wyciągam rzadziej więc wychodzi, że jestem bardziej wyluzowany i mogę sobie odjąć jakieś 10 no 15 proc. normalnego stresu.

Piszę. Wróć. Pracuję nad drugą częścią. Myślę nad tym jak teraz z mojej dzisiejszej perspektywy powinien wyglądać mój idealny dzień.

Kiedyś napisałem o tym coś takiego:

„- Wpierw laska zrobiona przez cycatą blondynę, później laska zrobiona przez cycatą brunetę, później przez dwie cycate na raz, przerwa na browar i znowu laska – zakpiła złośliwie Olga.

– NIE pije już piwa. Piwo jest zbyt kaloryczne – zauważyłem mimochodem odpędzając Olgęręką  jak upierdliwą muchę. – Ale ma być idealnie – upewniłem się u Sebastiana.  – Dopsz.  Po pierwsze zero telefonow z pracy. Po drugie zero kobiet – podniosłem palec do góry.

– Ewentualnie na poczatku. Na kolana. Laska góra dwie i spadać. Kobiety rozpraszają. Fenkju gutnajt. Wstaję rano. Tak koło 11.30 Nie za wcześnie, nie za późno. Laska góra dwie. Laska spada. Śniadanie. Piję margarithę. Ale taką jak mi podawali w Kalifornii. Później mogę obejrzeć Bravehearta i Szeregowca Ryana. I zjeść przy tym pizzę. Peperoni. Pizzę może przynieść kobieta – przyznałem łaskawie. – Blondyna, dwie trzecie aktywow na wierzchu. Zrobi loda i niech spada. Do tego ze dwa Guinessy. Ale zimne i z kija – zastrzegłem. – Te butekowane są do kitu.

– No. To prawda- przytaknął Sebastian. – Co tak na mnie patrzycie??? Butelkowane są do kitu!

– Po Szeregowcu może być coś lżejszego. Szklanka pułapka? Może Szklana pułapka. Później otwieram drzwi balkonowe i wychodzę na plażę na Bali. Moję potężnie ukształtowane mięśnie brzucha przypomiające gigantyczna tarę oszałamiają wszystkie dupy. Pływam w oceanie jakieś 15 minut. Przychodzi naga laska robi mi masaż, loda i spada. Teraz kelner przynosi steka i pieczone ziemniaki. Stek ma być wielkkości małego kotniskowca. Jem steka. Piję margharittę. Gram ze dwie godziny na PS3 w Fallouta. Później oglądam ze dwa odcinki Housa i idę do łóżka.

– Strzelam jakaś dupa robi ci loda – zakpiła Olga.

– Oczywiście. Jakbyś tam była normalnie! No i czego się znowu wściekasz?! Czy ja kiedykolwiek nie mówiłem, że mężczyźni sa prymitywni?”

Teraz idealny dzień opisałbym tak: wyspać się od 22 do 12 w południe. Obudzić w pokoju w którym cała ściana jest ze szkła. Wyjść na teras na który świeci słońce, Spojrzeć na lazurowy ocean. Ziewnąć. I iść spać. A jak wyglądałby wasz idealny dzień? Prosz. Nie krępujcie się.

7016_1a4e_500

6796_4153

Opowieść Marlenki (Negocjacje 7)

Kiedy kobieta zaczyna jakąś historię o tym jak poszła z kimś do lóżka zazwyczaj kłamie. Bada jak zareagujesz.

Czy przypadkiem nie uznasz ją za łatwą. Dziwkę?

Czy będziesz oburzony? Zainteresowany? Aha jeśli okażesz przyjazne zainteresowanie pojawi się pierwszy element prawdy.

Byłam pijana. Ale trochę! Nie piję zbyt dużo (lubię to, lubię co alkohol ze mną robi, lubię te powolne ruchy, lubię to jak opadają wszelkie granice,  lubię to bo jestem wtedy odważna, seksowna, sobą?)

On był okropny. Nie wiem dlaczego poszłam z nim do łóżka (może dlatego, że mi kazał).

– Czarny bądź człowiekiem, wymasuj mi plecy! – zażądała Marlenka.

– A co będę miał w zamian?

– Przyjemność.

– Też wymasujesz mi plecy?

– Dobra, niech ci będzie – westchnęła rozpaczliwie.

Stanąłem za Marlenką i zacząłem masować jej kark. Włosy miała rozpuszczone. Odgarnąłem je dłonią na bok. Zamiast masować kark położyłem rękę na jej głowie wplotłem palce w jej włosy i zacząłem masować skórę.

Olga patrzyła w milczeniu.

– Mocniej – zażądała Marlenka. – To największa perwersja seksualna jaką miałam ostatnio.

– Serio? A mówi się, że kobiety są wyzwolone.

– Żeby nas miał jeszcze ktoś wyzwalać – prychnęła Marlenka. – Faceci! A myślisz, że skąd się wziął sukces 50 shades of gray?

– Seks na klatce? – spróbowałem.

Obie pokręciły przecząco głowami.

– Serio? – zdziwiłem się – A winda?

Znów to samo.

– Skucie kajdankami?

– Dziewczyny pokręciły przecząco głowami.

– Wiązanie krawatem?

Olga podniosła rękę.

– Dwa razy. Ale bez szczególnych sensacji.

– Z zasłoniętymi oczami na kolanach?

Znów przeczące kręcenie głową.

– Rżnięcie w przebieralni w sklepie?

Marlenka i Olga podniosły jednocześnie ręce do góry.

– Lubię cię Olga. Jesteś dirty like me – powiedziała Marlenka.

– Seks na jeden raz? – zapytałem.

CDN

8183_f91c

tumblr_miwv26RkQD1s2iy5oo1_500

Kim jesteśmy? Gdzie idziemy?

Co zrobiłby Czarny i jego znajomi, gdyby nagle w magiczny sposób spłacono ich kredyty hipoteczne?

– Pewnie pojechał gdzieś daleko. Jeśli się dorobię kupię dom na Hawajach. Część będę wynajmował turystom  i z tego żył. A resztę czasu pływał na desce. I niech będzie – jadł sushi. tam jest naprawdę niezłe. Wiem byłem. Niech wyjdę na aroganckiego buraka.

Pojechać gdzieś daleko i mieć święty spokój – tak to trochę brzmi. A nie pomyślał Pan na przykład o tym, aby mając już doświadczenie z korporacji i nie mając zobowiązań, próbować założyć własną „korporację”, która będzie traktować ludzi po ludzku, nie powie im – jak w powołanej w książce opowieści o Brutusie – że koniec końców i tak zawsze są do dupy?

– Nie da się założyć korporacji która będzie traktowała po ludzku. Korporacja jest tworem którym nie da się sterować. Jest bezwładna. Nawet jej szefowie nie mają w rzeczywistości na nią wpływu. Mogą co najwyżej zamówić kawę u swojej sekretarki i umieścić kilka cyfr w Excellu.

Skąd bierze się ta nieumiejętność rezygnacji? To postawa „chcę mieć wszystko”, „Chcę mieć ciastko i zjeść ciastko”?

– Chce mieć ciastko i całą cukiernię. Mam Hondę? To chce mieć Lexusa. Wydaje mi się że to rozdarcie pochodzi ze zderzenia dwóch epok. Za czasów realnego socjalizmu wszystko co było to świat ideii. W latach 90 wszystko co było to świat szmalu. My zakwitliśmy tak pomiędzy.

Zobaczyliśmy- bo jeździmy sporo po świecie że można żyć inaczej. I chcemy ten świat mieć tu i teraz. Nie czekając przez dwie albo trzy dekady. A jeśli nie można go ściągnąć tu to można pojechac tam.

Skąd się bierze nieumiejętność nawiązywania trwałych relacji i budowania związków przez pokolenie ikea?

– Pokolenie Ikea jest samotne ale pragnie drugiej osoby. Kiedy ją ma nie jest w stanie się poświęcić dla związku bo ważniejsze są inne rzeczy: korpo, kariera, pieniądze, wolność. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które po upadku komunizmu w ręku ma pełną talię kart. I głupieje nie wiedząć którą wybrac.

Jak często spotyka się pan z kontrargumentem „przecież nikt wam nie kazał brać kredytów, nikt wam nie kazał pracować w korporacjach” i co pan na to odpowiada?

– Rodzice mi nic nie dali, sam doszedłem do tego co mam.

Dlaczego przedstawiciele pokolenia ikea nienawidzą pracy w korporacjach, a jednocześnie nie potrafią jej porzucić? Teoretycznie jako osoby bez zobowiązań (rodzina itp.) mogliby to zrobić.

– Mają kredyt na mieszkanie. korporacja mimo że jej nienawidzą zapelnia im czas i pozwala zapomnieć o myśleniu. Z korporacji są pieniądze, które można wydać na wakacje, ksiązki, muzykę, koncerty, imprezy, kino (wstawić dowolne co tam kto lubi).

Korpo zapewnia mniej lub bardziej spokojne oglądanie najnowszych amerykańskich seriali wieczorem z kieliszkiem czerwonego albo białego wina w dłoni. Kicz? Chyba niestety prawdziwy.

Na pierwszej stronie książki definiuje Pan idealnego mężczyznę i kobietę. Czy nie jest tak, że przedstawiciele pokolenia ikea stawiają sobie samym, również wzajemnie, oraz światu zbyt duże wymagania?

– Światu trzeba stawiać duże wymagania. Trzeba się z nim ścigać i udowodnić że się jest lepszym. A później upić z przyjaciółmi, zjeść coś dobrego, posłuchać dobrej muzyki i poleżeć na pustej plaży w jakimś ciepłym miejscu. Nie żeby było to idealne rozwiązanie. Ale w chwili obecnej wydaje mi się najlepsze. A ludzie! Kupcie moją książke. Sprawicie że jeden człowiek będzie bliższy swojego celu.

6177_a747_500

Zapach (Negocjacje 6)

– Wierzysz Olga w miłość? – prychnęła Marlenka.

– To jak z wiarą w Boga. Albo wierzysz albo nie.

– A ty wierzysz?

– Wierzę że czasami kobiecie są potrzebne szorstkie ręce na tyłku. Czarny zrobiłeś doskonały makaron. Jak zwykle – Olga zasalutowała widelcem.

– Poczekaj na deser.

– Byłam w Douglasie. Wydałam cztery stówy a ta ryża pinda…

– Wydałaś Olga cztery stówy w Douglasie? – Marlenka zbaraniała.

– A co to za problem? – zdziwiła się Olga. – Kupiłam puder…

– Kupiłaś puder za cztery stówy? – teraz to ja się zdziwiłem. – To za kawałek gliny można dać tyle kasy???

– Nie cztery baranie tylko dwie. Za resztę kupiłam balsam. I owszem za dobry puder można tyle zapłacić. Zresztą na twoim miejscu bym się tak bardzo nie dziwiła bo teraz za wszystko będę płaciła twoją kartą.

– Masz jego kartę? – zainteresowała się Marlenka.

– Mam. Czarny nie może mieć karty kredytowej. Powiedz Czarny.

– To prawda. Nie mogę mieć karty kredytowej. Ponosi mnie. Dałem jej swoją na przechowanie. Bo zlikwidować jej nie mogę – wyznałem ze wstydem.

– I?

– To była dobra decyzja. Wydaje mniej ode mnie i mieści się w okresie bezodsetkowym.

– Jestem porządnym obywatelem. Najpóźniej w marcu składam PITa. No, a w tym Douglasie ta torba w ramach gratisów za 400 zł dała mi co? – Olga potoczyła zamaszyście spojrzeniem po naszych twarzach. – Mikroskopijną torebkę KREMU PRZECIWKOZMARSZCZKOM DLA KOBIET PO 40 TCE.

– Ała.

– I próbkę perfum Hugo Bossa. Męskich. „Mam nadzieję, że będzie miała pani je komu dać” – powiedziała.

– Ała!!!!

– Właśnie.

0683_7394

O dupie

W środę postanowiłem wyjść wcześniej z pracy. Więc już około godziny 18.30 byłem już w samochodzie i przebijałem się przez korki tak że sprawnie i szybko już coś koło 19.10 wylądowałem w centrum handlowym Blue City.

Chciałem sobie kupić buty w Vistuli. Ku memu zdziwieniu mają tam całkiem niezłe buty. Nie, nie jestem na pay rollu w tej firmie. Miałem wybrany model.  Ale płacenie regularnych cen za odzież i buty uważam za skandal większy niż konina w lasagne.

Buty kosztowały osiem stów, po przecenie pięć i pół – uznałem więc niniejszym, że nadal ich pojebało i poszedłem precz (za trzysta bym kupił). Albowiem jeśli nie dostaję zniżki 50 proc. to mi się żyć odechciewa.

Przepraszam, zanim poszedłem precz pan zaproponował mi zakup kurtki z koca twierdząc, że owszem chujowo wygląda na wieszaku, ale jak się ją założy to hO HO HO. Jak rozumiem wygląda wtedy lepiej bo użytkownik nie widzi jej w całości. Mimo takiej zajebistej oferty się jednak nie skusiłem.

Wylazłem z Vistuli i pomyślałem, że skoro już tu jestem i skoro wylazłem tak wcześnie z pracy to pójdę do TK Maxxa. Tam znalazłem dwa płaszcze na wiosnę. Dwurzędowe. Poszedłem je przymierzyć. Były bardzo sprawiedliwe, bo jeden za mały, drugi za duży.

No to skoro zakupy tak zajebiście mi wyszły postanowiłem wrócić do domu. I co się okazało? Że się przeziębiłem. Jaki jest z tego wniosek? Nie należy wychodzić wcześniej z pracy.

Siedzę teraz nad Pokoleniem Ikea 2 i myślę.

Pokolenia sprzedało się ponad 12 tys. egzemplarzy – dziękuję bardzo. Czy coś się w moim życiu zmieniło z tego powodu? Nie zauważyłem specjalnie. Poza tym, że idąc do księgarni mogę zobaczyć swoją książkę na półce. Dobre uczucie. Ale później od razu jest kłucie w żebrach – ale czy się jeszcze sprzedaje? Czy się podoba?

Z tego co widzę ludzie podzielili się na dwa fronty. Zazwyczaj jak się komuś podoba to się podoba bardzo. A jak się nie podoba – to też się nie podoba bardzo. Trudno, nie da się uszczęśliwić wszystkich. Pisząc Pokolenie bawiłem się zajebiście. I nikt mi tego nie odbierze nawet jeżeli sprzedałoby się jej 200 egzemplarzy.

Myślę teraz nad rzeczami, które są całkowicie nieistotne.

Nad tytułem. To tak jak z restauracją. Powinienieś zastanawiać się co w niej będziesz podawać i jak kalkulować ceny dań a ty rozpoczynasz od jej nazwy. Pierwotnie miałem zamiar nazwać dwójkę – jakimś jednym mocnym słowem – w rodzaju „Bezwstydni”.

Po namyśle „Bezwstydni” to dobry owszem tytuł ale właśnie na knajpę. Bezwstydnie rąbią na rachunku. Ale jeśli nie wymyślę niczego lepszego to zostanę przy Pokoleniu Ikea 2.

PS. A na prośbę wydawnictwa dopiszę: polecajcie jedynkę wszystkim swoim znajomym! Sprawiecie, że zostanę bogatym czlowiekiem! Będe mógł kupuić buty bez przeceny!

5394_bf26_500