Z życia matki Polki. Z cycem

Notka z wczoraj pobiła kilka rekordów. Oburzenia, komentarzy (najwięcej od jakichś trzech miesięcy), statystyk (koło 10 tys. odsłon) a ankieta tam zamieszczona stała się najpopularniejszą na tym blogu. Jedziemy dalej. Oto kandydatka numer dwa.

Nie mam zielonego pojęcia jak ten tekst wsadzić do książki. Ale mi się podoba, bo śmiałem się w trakcie czytania.

Ogłoszenie dla grammar nazi – w tym przypadku przecinki powinny być w odpowiednim miejscu.

Proszzz.

 Z życia matki Polki. Z cycem

„Przerażającym snem jest życie” napisał onegdaj Marek Aureliusz, co stanowi niezbity dowód, że nawet cesarze miewają przesrane. Ciekawe, jak by zaśpiewał, gdyby choć przez jeden dzień był mną. Prawdopodobnie skreśliłby na jakimś zwoju „kurwa, pomocy!”, zanimby się rzucił na własny miecz.

Zakład?

No to popatrzmy.

6.00. Natrętny dźwięk budzika wyrywa mnie ze słodkiego snu. Rany boskie, jak ja nie cierpię porannego wstawania. Może tak jeszcze minutkę? Eee…lepiej nie. Przysnę i znowu się spóźnię. W dodatku przypominam sobie, że nie wydrukowałam wczoraj sprawdzianu z fonetyki dla trzecich klas i nie spakowałam „Tajemniczego ogrodu” z pracowicie pozaznaczanymi opisami przyrody. Ni ma bata, trza wyłazić z wyra

6.05. Przeglądając się w lustrze w łazience przeżywam wstrząs duchowy. O matko. Dlaczego w wieku dwudziestu lat człowiek jest z rana uroczo potargany, zaś w dziesięć lat później wstaje wymięty jak stary łach i ma wory pod oczami? A zresztą. Trzeba to sobie w końcu powiedzieć otwarcie: lepiej już, kurwa, nie będzie.

6.10. W co by się tu ubrać? Nie za nowocześnie, żeby nie obrażać moralności i niezbyt konserwatywnie, bo mam wystarczająco dużo lat, by nie potrzebować kilku ekstra dołożonych przez uniform w stylu wczesnej Matki Teresy. Czas mi się kurczy, więc na chybił trafił wyciągam z półki koszulkę i dżinsy, które okazują się o dwa rozmiary za duże, bo to model „zimowy”. Kiedy w końcu znajduję mniejsze, jest już szósta dziewiętnaście, więc z włosami jak plantacja rabarbaru, w którą niespodziewanie pierdolnął piorun kulisty, lecę do pokoju córki. Dziecko wykazuje wyraźny wstręt do wstawania, wyrodnej matki i życia – niekoniecznie w tej kolejności. Pomimo sukcesywnie ponawianych próśb jak zwykle nie naszykowało sobie odzienia, więc w pośpiechu wypieprzam mu z szafy połowę zawartości, by znaleźć czyste legginsy na w-f. Odgrażam się przy tym, że po południu samo będzie musiało posprzątać ten bajzel. Nikt w to nie wierzy. Nawet ja.

6.30. Jedną ręką mieszam jajecznicę, a drugą zaparzam sobie kawę. Jeślibym miała trzecią, zdołałabym się jeszcze przy tym uczesać. Gdyby zaś wyrosło mi kilka par, jak bogini Kali, mogłabym jeszcze zrobić makijaż, pozmywać po śniadaniu i podlać niecierpki na balkonie, żeby nie przywiędły, bo wtedy znów mi je wpierdolą przędziorki.

6.40. Dziecko przypomina sobie, że pani od przyrody kazała przynieść na lekcje warzywa, ponieważ mają robić jakąś ekspozycję czy cuś. Niechcący na usta wybiega mi słowo na k…, które w połowie zmieniam na ‘kurrrrczątko’. W panice wkładam sobie do oka szczoteczkę od mascary i przez chwilę myślę, że definitywnie je wydłubałam. Po czym na złamanie karku gnam do piwnicy i znajduję jakąś marchewkę i przywiędłą cebulę. Musi wystarczyć. Najwyżej na następnym zebraniu wysłucham, że córka jest niesystematyczna i nie wykorzystuje swojego potencjału intelektualnego. Jakby ktokolwiek normalny w tym kraju go wykorzystywał.

6.50. Popędzam Nat, która jak zwykle zdążyła zjeść śniadanie tylko do połowy. To nic, w szkole dostanie obiad. W przeciwieństwie do mnie. Na lekcjach będzie burczało mi w brzuchu, co jest idiotycznie żenujące i jak na złość zawsze zdarza się w momentach, gdy panuje martwa cisza.

6.55. Dziecko wychodzi z domu, ale po chwili wraca pędem, bo zapomniało tych cholernych legginsów. Popędzam je wrzaskiem; niemrawo grzebie w stosie ubrań, aż w końcu znajduje legginsy na fotelu, przerzuca sobie przez ramię i wybiega.

7.10. Niestety gimbus już odjechał.

7.15. Klnąc na czym świat stoi, budzę małżonka. Dzięki Bogu to jedna z tych rzadkich chwil, kiedy przebywa w domu. Nie jestem przekonana, czy biedak rozumie coś z mojego ryku, ale sama muszę już pędzić. Samochód mamy jeden, a szkoły są dwie. Dowiezienie na czas nas obu jest niewykonalne. Zostawiam więc małoletni kłopot blondynowi mego życia, z wywalonym ozorem gnam na przystanek i łapię bus do K.

7.55. Przy drzwiach witają mnie chłopcy z IIIb. Gdy padają słowa: „czekaliśmy na panią”, oznacza to, że połowa klasy znów nie odrobiła pracy domowej. Ale nie, przecież oni mają dziś sprawdzian z fone… ja pierdolę, zapomniałam to gówno wydrukować.

7.57. W dupę jeża!!! Na okienku znowu wcisnęli mi zastępstwo, co oznacza, że czeka mnie bite siedem godzin użerania się z przyszłością narodu bez możliwości zjedzenia czegokolwiek. Znaczy, śniadanie będzie. Gdzieś tak po południu

8.00. Dzwonek. Czas udać się do pracy. Na początek – Ia i „Świtezianka”. Jak zawsze słyszę chichoty i szepty komentujące te nieszczęsną dziewicę, która daje mu z kosza i tak dalej. Pozwalam na odrobinę słownych przepychanek między chłopakami i dziewczynami o zasadność kary, jaka spotkała amatora obcych bab. Standard. To miłe dzieciaki, dobrze się z nimi pracuje.

11.15. Przerwa obiadowa. Znaczy, jestem na półmetku. Jak na razie zdołałam się dowiedzieć, że Morsztyn w wierszu „Niestatek” zastosował środek artystyczny zwany amforą, na własne oczy ujrzeć wstrząsającą pisownię słowa „ówaga” i usłyszeć pytanie, co to jest kiła (?! Co, u licha, oni robią na tej biologii??). Teraz dyżur na korytarzu. Nie znoszę robić za Strażnika Teksasu, ale jak mus, to mus. Ktoś musi czuwać, żeby jakiś gamoń nie rozwalił sobie głowy albo nie podpalił szkoły, jarając w kiblu. Interweniuję w sprawie jednej bójki i jednej zbyt zakochanej pary, która obejmuje się namiętnie na środku korytarza. W głębi duszy czuję się jak hipokrytka, bo moje oburzenie jest mniej więcej tak samo naturalne jak cycki Pameli Anderson.

12.20. Dostaję od dyrektorki zjeb za nieoddanie wyników ankiet ewaluacyjnych. Mogłabym się właściwie bronić, bo swoje zrobiłam, czekam tylko na koleżankę, która miała odwalić drugą połowę. Ale swoją godność mam. Nie będzie dyrektor pluł nam w twarz. Głównie dlatego, że jestem wyższa, a głupio się pluje pod górę.

13.20. No, jeszcze tylko kółko teatralne. Kwiat polskiej młodzieży w niedużej, ale sympatycznej grupce wystawia „Anię z Zielonego Wzgórza”. Taki optymistyczny akcent na koniec pracy. Gdybyż wszystkie dzieci były takie, uważałabym, że mam najlepszą fuchę pod słońcem.

15.29. Znowu w domu.

15.30. Jeść! JEŚC, KURWA!!!

15. 31. Rzucam się do lodówki i ułamuję sobie potężny kawał kiełbasy. Kroję pajdę chleba i niczym ruski żołnierz na froncie pochłaniam ten wytworny posiłek kilkoma kłapnięciami szczęk, czekając, aż mi się zagotuje woda na kawę.

15.41. Natalia dostała lufę z religii, bo pokłóciła się z księdzem o „Harry’ego Pottera”. Słuchając relacji, usiłuję zachować poważną minę, chociaż mam ochotę ryczeć ze śmiechu. Dziecko jest wściekłe. W sumie wcale mu się nie dziwię.

15.50. Moje kochanie wspaniałomyślnie proponuje wypad w miasto. Fajnie, znów zostawię w Rossmanie połowę zawartości portfela. Głupoto – imię twe kobieta.

16.30. Kiedy wychodzę z perfumerii, zaczepia mnie jakiś facet. Radzi, bym ogoliła głowę i sprzedała swoje włosy na perukę. Bez namysłu radzę, żeby sam sobie ogolił… I wcale nie mam na myśli głowy.

16.31. Rany, ja to jednak powinnam czasem pomyśleć, zanim coś palnę.

16.34. Tylko zajrzę do księgarni, nic nie będę kupować, przecież mam zapasy czytadeł na następnych pięć lat.

16.45. Oooo, zawsze chciałam mieć takie piękne wydanie „Iliady”. Moje jest stare i paskudne.

17.12. Ja pierdolę, jak udało mi się wydać prawie 300 złotych w niecałą godzinę? No jak?!

17.40. Znowu w domu. Mam depresję spowodowaną całkowitym brakiem umiejętności gospodarowania pieniędzmi.

17.41. Chuj tam z depresją, ta „Iliada” zajebiście wygląda na półce.

18.00. Gotuję żarcie na następny dzień, w międzyczasie sprawdzając test gramatyczny. Dowiaduję się przy tym, że język polski posiada zaimek wymiotny.

19.05. W drodze do łazienki rozdeptuję coś z chrzęstem. Klnę barwnie i soczyście, gdy okazuje się, że to tusz do rzęs. Musiałam go tu rano rzucić, jak szłam po warzywa.

19.30.Kłócę się z dzieckiem o bajzel w pokoju. Kiedy ono nauczyło się tak pyskować? W końcu z miną obrażonej księżniczki zaczyna sprzątać, a mnie wywracają się flaki na widok ubrań byle jak wrzucanych na półki.

19.33. Jestem niewydolna wychowawczo. Zamiast wymusić rzetelną robotę, cichcem ulatniam się do kuchni, żeby sobie poczytać „Pana Lodowego Ogrodu”.

20.20. O żesz kurwa! Na jutro zapowiedziałam Ia sprawdzian z „Krzyżaków”! Decyduję się na desperacki krok i uruchamiam Google. Oczywiście nie znajduję nic, co mogłoby mi się przydać. Klnąc pod nosem, układam pytania w stylu: „W jakich okolicznościach Zbyszko z Bogdańca otrzymał pas rycerski?” Na pewno się uradują. Jak znam życie, przez całość przebrnęły pewnie ze dwie osoby, a reszta ma nadzieję pojechać na streszczeniu. Niedoczekanie wasze, lenie nieczesane!

21.10. Drukuję swoje dzieło, jednym okiem śledząc przy tym przygody Conana Barbarzyńcy, oglądane w telewizji przez ślubnego.

21.12. Hmmm… Całkiem niezły ten superbohater, ładniejszy od Gubernatora Arnolda, który onegdaj wcielał się w woja z Cimmerii… I ten kaloryferek na brzuszku…

21.18. Zaczynam oglądać obojgiem oczu, chociaż film to w sumie kupa na resorach. Wyrywa mi się nawet komentarz na temat cielesnych walorów herosa, po czym natychmiast słyszę: „Jak ci się nie podobam, to sobie wymień na lepszego”. Oj, nie wódź ty mnie na pokuszenie, kochanie.

22.00. Dzwoni Cytryna, moja najlepsza przyjaciółka, by mnie poinformować, że była w solarium i poparzyła sobie biust. Zanim dochodzę do siebie po tej rewelacji, jest już po jedenastej i trzeba się udać na spoczynek. Wszak jutro też jest dzień.

I jak ci teraz, Marku Aureliuszu? Hę?!”

5002_0324

Kobiety są złe

Kilka dni temu poprosiłem: przysyłajcie mi historie z waszego życia, które są śmieszne. Albo wkurwiające. Budzące emocje.  Wybiorę najlepszą i ta osoba jeśli tylko będzie chciała, znajdzie się w mojej nowej książce.

Wybrałem trzy.

Przyszło ich dużo. Więcej niż się spodziewałem. Sporo takich z seksem lesbijskim (myślę, że  jeśli ktoś napisze na ten temat książkę może sprzedawać się jak saga o szarościach, bo macanie między laskami to jak widać nowy trend), trochę opowiadań oraz trochę rzeczy które były już u was na blogach (takie skreślałem od razu), a nawet jedno zdjęcie samochodu.

Szukałem rzeczy które mnie rozbawią albo zdziwią.

Autorzy/ ki tych trzech wybranych przeze mnie dostaną w prezencie „Pokolenie Ikea 2” – jak wyjdzie rzecz jasna. Będą chciały z autografem dostaną z autografem.

Teraz do walki przystępujecie  WY.

Zdecydujecie, która z nich znajdzie się w książce. Głosujecie w sondzie wciskając: „jestem na tak”, albo „jestem na nie”.. Głosować można też wciskając klawisz „like” (będę sumował głosy)

Kto uzyska największe poparcie wygra. Dla niego chwała, sława i historia w książce, którą wygłosi jeden z bohaterów (zwycięzca/zwyciężczyni zadecyduje jak będzie się nazywać postać, która ich kawałek wygłosi – może np.  nazwać ją swoim imieniem i nazwiskiem jeśli będzie chciała).

Dziś leci numer jeden. Podkreslam  kolejność jest przypadkowa. Tytuł jest mój.

1 Kobiety są skurwiałe

„Przedstawię może przykład na to, że kobiety to jednak skurwiałe istoty są , a ich głowy wypełnione są żwirkiem dla kotów. Na swoim przykładzie oczywiście.

Mam 20 lat czyli szczyl bez kręgosłupa moralnego ze mnie letki. Jakiś czas temu umawiałam się z pewnym facetem (28l) kucharzem z Ochoty. (Tak, też jestem z Ochoty:D) Dużo pił, miał dwa metry wzrostu i był dosyć przysadzisty. Inteligentny facet z niego był i chyba jest w dalszym ciągu. W każdym razie drugi miesiąc naszego cudownego, usłanego alkoholem i słabym seksem związku powoli dobiegał końca.

Mieszkał ze swoim młodszym bratem w dwupokojowym mieszkaniu na ostatnim piętrze. Którejś pięknej libacji, (a facet miał to do siebie, że jak się napije to od razu zrzut na wyro) zostałam sam na sam z jego bratem. Mieliśmy dobry kontakt, bawiły mnie jego historie o tym jak dziwki w burdelu na Okęciu próbowały go otruć. Wybiła godzina druga, a może trzecia. Mój ówczesny dwumiesięczny facet zastał mnie w dużym pokoju ujeżdżającą swojego brata. Trochę było mi wstyd ale pomyślałam sobie „Czy to nie jest takie w chuj ludzkie?”.  Młodszy dostał w mordę, a ja usłyszałam tylko żebym już nigdy nie pokazywała mu się na oczy. Wyszliśmy z domu, już było jasno więc poszliśmy na Szczęśliwice wypić kolejne piwo.

Mi już było kompletnie wszystko jedno. Przeleciałam go w tym parku bardziej trzeźwiejsza niż w nocy i chyba nawet byłam z tego dumna. Tydzień później zaczęłam odbierać telefony od starszego z propozycją „naprawienia” tego co tak misternie zniszczyłam. Pomyślałam „Czemu nie?” Już o akcjach z jego rodzicami i niezręcznych sytuacjach nie będę wspominać bo przecież musieli sie dowiedzieć. Tak właśnie zbłądziło 19letnie jeszcze wtedy dziecko.

Nastał dzień, w którym wybił rok naszego związku, a my już razem mieszkaliśmy równiez w dwupokojowym (ważny szczegół). Jakoś specjalnie nam to nie wychodziło. Spróbuj być z kucharzem… to prawie tak jak być z Charlie Sheenem. Właśnie wtedy w odwiedziny przyjechała moja stara przyjacióła z Pyrlandii ze swoim facetem. Ugościliśmy ich jak przystało na gospodarzy warszawskiego zadupia (czyt. Woli). Jak wyżej wspomniałam typ miał to do siebie, że jak popije to idzie spać. Ja zawsze mogłam dużo wypić i nawet być w pełni władz umysłowych co zabawniejsze. Wpadliśmy więc na pomysł z serii „Life fast, die young” i urządziliśmy sobie trójkąt nie z tej ziemii. Mój facet śpi za ścianą, a ja liżę cipkę swojej psiapsióły posuwana przez jej faceta. Dosyć zabawna sytuacja nie sądzisz?:D

Po jakimś czasie już ich zostawiłam samych bo przestało się to wszystko kleić i położyłam się obok swojego „roczniaka”. Rano wszystko mu opowiedziałam. Był zaskoczony ale chyba od razu się z tym pogodził. Nie mógł tylko rano przy śniadaniu spojrzeć uroczej parce z Pyrlandii w oczy. Pożegnaliśmy ich ciepło i tak się skończyła ta historia. Oczywiście związek trwał jeszcze dobre 5 miesięcy ale bez większych ekscesów z mojej strony. Rzuciłam faceta, spakowałam w wielką walize swoje ubrania, książki, kosmetyki, buty (ważyła 47kg) i wyprowadziłam się bez słowa.

To by było na tyle. Cieszę się, że w końcu to z siebie wyrzuciłam bo nigdy nie opowiedziałam nikomu tego w jednym kawałku. To tylko jeden z wielu przykładów na to jak bardzo kobiety potrafią być skurwiałe. Oczywiście nie wszystkie ale taka natura ludzka jest. Może to wrodzony hedonizm? Albo kwestia wychowania? Chuj wie. Usilnie tylko wierzę, że jak się zakocham ten pierwszy raz to będę wierna.”

0899_a3bc

Fragment Pokolenia Ikea 2

Marlenka siedziała przy swoim biurku i udawała że stuka w klawiaturę. To znaczy stukała naprawdę, ale udawała, że pracuje.

Panna Prokrastynacja Marlena.

Jaka panna? Pani. Jestem już taka staaaara – chlipnęła w duchu. – Gdzie się podziały te czasy kiedy miałam 20 lat i wygląd nieletniej zdziry? Mogłam wszystko jeść i świetnie wyglądałam w mini. A teraz? Chlipnęła ponownie. JESTEM TAKA GRUBA!!!! I mam celullit – dodała aby pognębić się ostatecznie.

Pani Prokrastynacja Marlena. Z PMS –em. Na dodatek zbliżała się pełnia. Mać.

Z nudów przejrzała zdjęcia z wakacji. – Jestem brzydka pomyślała klikając niczym wściekła na kolejne zdjęcia na Picassie. – Mam usta jak przyssawki. I te wielkie cyce. Jakbym miała z przodu dwa wieloryby. I na dodatek za chwilę będę musiała je podciągać. Mać.  I ta fałda na brzuchu kiedy siedzę. Jestem okropna, okropna, okropna!!!!

Marlenka dziwiła się, że jeszcze nikt jej dzisiaj nie zamknął w szafie. A spojrzenia które jej rzucano odbierała jako wyraz litości ze strony społeczeństwa.

Weszła na Fejsa.  Jej znajomi biegali, jeździli na desce, chodzili do kina, teatru, robili muzykę, zdjęcia, kręcili filmy  a ona siedziała w biurze i robiła co?

Pieprzone notatki dla Czarnego. 8 lat podstawówki. 4 liceum. 5 studiów. Teraz aplikacja. I co? Robię dla kogoś notatki. Nie dość że brzydka to głupia. Gdzie jest moje życie???Czy mogłabym je odzyskać?? Proszę!!!

– Część Marlenka!

Stał przed nią – jak mu tam??? Marian? Nawet przystojny. Trochę zapasiony.  Cały czas gapił się jej w cycki. Inni też się gapili ale ten jakoś najbardziej napastliwie.

– Jak tam ci się u nas podoba? – Marian błysnął zębami i wciągnął brzuch.

– Super – skłamała gładko Marlenka. – Masz ładnego misia – dodała aby zmienić temat.

– Prawda? Przyniosłem go specjalnie dla ciebie – pochwalił się Marian. – Ale nie tak ładny jak ty – dodał szarmancko.

Marlenka się zaczerwieniła. I to był początek. Kobietom czasami wystarczy tylko miś.

0867_a165_500

 

5 rzeczy o których powinieneś pamiętać jeśli bierzesz się za prowadzenie bloga

1. Kiedy zaczynasz wydaje Ci się że nie ma łatwiejszej rzeczy na świecie a notki wytryskują z ciebie niczym soki z aktorów na planie filmu klasy XXX. Później jest jednak coraz gorzej i coraz trudniej.

To tak jak z sikaniem w dzieciństwie. Owszem na początku masz niewiarygodnie mocne ciśnienie ale w miarę upływu czasu zmniejsza się ono z wyrywającego z ręki strażackiego węża, do spokojnego strumyka, szemrzącego w oddali a  w końcu musisz zacząć przyjmować baterię środków na prostatę.

Notki zaczynają pojawiać się raz na tydzień, raz na dwa tygodnie a później w ogóle i blog zdycha. Mnie to tez dopadło i to kilka razy. Chwytam się na tym czasami, że wszystko co mam do powiedzenia ładuję w nową książkę.

2. Nie licz że zarobisz na blogu choć złotówkę. Owszem spełniłem wiele swoich marzeń. Widziałem Wielki Kanion, nurkowałem w Oceanie Spokojnym, chodziłem ulicami Lizbony, Barcelony, Paryża – właściwie dowolnego wielkiego miasta Europy, widziałem Toskanię, jadłem pasztet z truflami i popijałem go winem na 95 punktów,  ale wszystkie te rzeczy robiłem za własne, zarobione poza siecią pieniądze.

Jeśli wraz z upływem czasu pojawi ci się jakaś kasa – po prostu się ciesz. Ale nie nastawaj, że dorobisz się na blogu albo dzięki sieci rzucisz korpo i będziesz kurwa wolny, wolny, WOLNY.

Nawet hobby jeśli staje się pracą po pewnym czasie zaczyna być mordęgą.

Co nie znaczy, że z blogiem nie można zrobić fajnych rzeczy. Kiedy zaczynałem w 2001 roku niektórzy z czytających  ledwie zdążyli zapomnieć o pieluchach. Wtedy było nas malo i właściwie wszyscy się znali albo mieli wspólnych znajomych więc na jedno wychodziło.

 I kilka osób miało nawet spory sukces. Aby daleko nie szukać był film Lejdis, który powstał na podstawie blogu, Niejako Słoneczko dziś jest pełną gębą pisarką i nazywa się Magdalena Witkiewicz, Aali czyli Pralka miała Świat według blondynki i była to chyba pierwsza książka w kraju na podstawie blogu a chłopaki od Źona mnie opierniczyła mieli wystawioną swoją sztuke teatralną itd.

3. Nie przejmuj się czytelnikami. Nigdy nie wiedzą czego chcą. Zawsze też twoje stare notki będą lepsze niż nowe, zawsze będziesz się kończył. Gdy czytam notki, które pisałem dziesięć lat temu skręca mnie z zażenowania.

Ten blog ma trzy etapy.

Pierwszy na bloxie kiedy uformowała się książka „Pokolenie Ikea”

Drugi – gdy bardziej postawiłem na kancelarię – eksponując postacie Wielkiego Jo, Mariana, Marlenki etc. O nich będzie w drugiej książce. Trochę.

Teraz jest etap trzeci, który zaczął się w momencie gdy wyniosłem się z bloxa.

Z każdym kolejnym czytam że jestem coraz gorszy.

To nie kwestia jakości, to znudzenia. Ludzie w internecie szybko się nudzą i dużo jojczą. Pamiętaj wpisują się zazwyczaj Ci, którzy są niezadowoleni. Ci, którym się podoba robią to rzadziej. A poza tym co to za blog bez dobrego trolla albo dwóch ? To jak kurwa most bez przęseł.

4. Nie przejmuj się statystykami. To tylko cyfry. Kiedy zaczniesz na nie zwracać uwagę, będziesz pisał pod publiczkę. Wiem, bo robiłem to wielokrotnie. Pisz, bo cię to bawi. Jeśli bloga też chcesz prowadzić tylko dla innych to niczym to się nie rożni od pracy.

Oczywiście to super zabawane gdy widzisz, ze coś co robisz zaskoczyło. To spory fun obserwować cyferki z wizytami jak rosną i czytać komentarze. Ale  nie traktuj tego zbyt poważnie.

5. Nie spotykaj się z innymi blogerami. Im więcej osób znasz i lubisz tym większe opory będziesz miec w opisywaniu tego na co masz ochotę.

A tak w ogóle to napisałem tę notkę bo wpadł mi do głowy pewien pomysł.  Macie czas do środy do północy. Przysyłajcie mi historie z waszego życia, które są śmieszne. Albo wkurwiające. Budzące emocje.  Wybiorę najlepszą i ta osoba jeśli tylko będzie chciała, znajdzie się w mojej nowej książce.

Więc pisz: generationikea@gazeta.pl

8271_2e4b_500

Za co zawieszają na Facebooku?

Biorę po mordzie i nie mogę oddać. Stoi ten Facebook patrzy na mnie i mówi:  jebłem, to jebłem. Nie drąż.

1. Za ten dowcip, zawieszono mi moje własne prywatne konto na miesiąc:

„Idą sobie dróżką trzej przyjaciele: miś, łoś i ryś. Ten pierwszy oznajmia:
– Wkurwia mnie to „ś” na końcu. Takie „ś” jest pedalskie, ciotowate i w ogóle!…
Od dzisiaj koniec z misiem. Jestem Niedźwiedź!!! Bo powiadam wam: kto ma „ś” na końcu, ten fujara i gej. Amen. Łoś zorientowawszy się w beznadziei sytuacji,
bo wszak łoś to łoś i nic nie poradzisz, w panice szarpie za ramię Rysia:
– Ej, kurwa, powiedz coś, Ryś. Przecież my nie geje, prawda?! No powiedz coś…Ryś!…
Na to ryś dostojnie:
– Ryszard, pedale, Ryszard…”

2. Za ten rysunek był kolejny miesiąc. Ostrzegam – jest ekstremalnie brutalny i traktujący kobiety przedmiotowo…

zawieszenie

3. Za link do notki o Angelinie, której zajawka wyglądała tak:

pokolenieangelina

… był kolejny. To już razem trzy miesiące.

A zaczęło się tak pięknie! Pierwsze zawieszenie – na 24 godziny było za to zdjęcie: cycki

Byłem wtedy mlody i niwinny jak ta lilija. Podpisałem je bodaj tak: „zemdlałem, obudziłem się i jestem w raju”.  Było to jeszcze w czasach gdy mój profil śledziło może 200 osób więc mało kto to pamięta.

Na punkcie cycków Facebook ma jeszcze większego pierdolca niż ja. Tylko ja chciałbym je odkrywać i oglądać a Facebook kasować.

Później było kilka banów za całkowicie ubrane kobiety, których problem polegał na tym, że wyglądały zbyt seksownie. Powiem szczerze teraz za specjalnie nie wiem jakie laski mogą się wydać panom i paniom z Bangalore za zbyt wyuzdane więc na wszelki wypadek jak już daję ich focie to są na nich całkowicie ubrane. Oczywiście najbezpieczniej byłoby dawać kobiety w czadorze na ciało i nikabie na twarz. Bo któż to wie, jakie nieprzwoite rzeczy może wyrazićkobieta jednym spojrzeniem .

Na przykład: weź mnie teraz pod ścianą bydlaku! Albo: czy na pewno jesteś pewien że chcesz zostać w skarpetkach?

Jeszcze się komuś procesor i lodówka Mińsk w kuchni zagrzeje.

Dlaczego niby goła dupa ładnej laski jest tak obsceniczna, że trzeba ją od razu wykasować a na przykład zdjęcie rozstrzelanego w Gruzji gościa nie budzi sprzeciwu? Oczywiście odpowiedź jest bardzo prosta – goła kobieta jest znacznie bardziej niebezpieczna. Traci się w końcu przy niej panowanie nad sobą.

8734_5649

Żeby nie było mój profil jest 18 plus.