Mój kumpel ma znajomego, który zarabia miesięcznie 50 tys. zł i mu nie starcza.

Ten znajomy jest bankowcem koło 50 – ki. Ma dom pod Warszawą. Na kredyt. Ma dwa samochody. Jeden: suv Lexusa. To dla żony. Drugi: BMW. To dla niego. Oba oczywiście na kredyt. Jest gosposia. Raz w tygodniu wpada ogrodnik. Trójka dzieci w prywatnych szkołach. 

Jest kochanka. 20 kilka lat. Studentka. Człowiek na pewnym stanowisku musi mieć kochankę. Taki lifestyle. Ludzie patrzą na tego bankowca w garniturze, patrzą na lśniący lakier jego samochodu, patrzą na młodą dupę z nogami jak Maja Sablewska z którą paraduje po mieście i skręcają się z zazdrości.

Mój kumpel wpadł do niego pogadać, aby go namówić na jakieś tam fundusze inwestycyjne. Znają się dobrze.

Flaszka stoi na stole, druga chłodzi się w lodówce, bankowiec spogląda mojemu koledze w oczy, ręce mu się trzęsą i mówi: człowieku, jakie fundusze, ja walczę o życie. Nie mam żadnych oszczędności. Nie mogę spać po nocach, bo cały czas się martwię, że to wszystko się rozpierdoli.

I teraz zastanówmy się, co ten człowiek zarabiający miesięcznie 50 tys. zł, który nie ma żadnego, absolutnie żadnego marginesu błędu zrobi, aby tylko zachować swoją pozycję?

Kogo poświęci?

Ilu klientów wydyma?

Kogo zdradzi?

Jakie kurestwo wykona, aby go tylko nie wyjebano z roboty?

Getback, Amber Gold, polisolokaty, kredyty we frankach i jenach?

Skąd się to bierze?

Kurestwo bylo zawsze, teraz jednak żyjemy w czasach, gdy stało się ono całą dziedziną gospodarki.

Chcę powiedzieć o trzech rzeczach.

Pierwsza rzecz jest taka, że najważniejszym jest teraz mieć.   Jak w piosence Soboty x Matheo – Jeszcze będzie hajc.

Cannabis, whisky, ananas – jeszcze będzie hajc by poużywać.

Czyli upalić się, najebać i podymać i jakoś zleci.

Chcę żonę co tydzień zabierać na zakupy

I mieć kanobę żeby móc jej hotel Plaza kupić

Na wakacje weźmy palma, piasek, plaża,

Upić się z nią do nieprzytomności i na nic nie zważać

Ludzie nie wiedzą o co chodzi im w życiu, życie ich przeraża więc uciekają w przyjemności.

Ja lubię liczby, bo kłamią mniej.   Nasi pradziadkowie obiektywnie byli biedni. PKB   na głowę w 1930 roku to było 1994 dolary. Mówimy o Polsce. Kawałek cukru i mięsa to były wtedy drogie rzeczy.

Zrzut ekranu 2018-09-26 o 07.32.10

Źródło: Polityka Insight

W  2010 roku w Polsce PKB na głowę wynosiło 10 762 dolary. Czyli jesteśmy minimum ponad pięć razy bogatsi niż byli nasi pradziadkowie, a i tak nie mamy kasy. Dlaczego? Bo w międzyczasie zasadniczo zwiększyła się liczba produktów na rynku, bądź jak kto woli pojawiło się mnóstwo śmieci do kupienia.

Ich nadmiar rodzi deficyt. Co to znaczy? Im więcej mamy, tym bardziej pragniemy mieć więcej. Tym bardziej nam brakuje. Butów za siedem stów. Telefonu za siedem tysięcy. Samochodu za 170 tysięcy.

Jesteśmy więc kulturą mieć.

Rzecz druga jest taka, że spora część osób, która teraz jest młoda i zdolna będzie do końca życia wykonywać chujowe, niskopłatne zajęcia. Jak na magazynie w Amazonie, gdzie mogą cię opierdolić za to, że odzywasz się do kolegi z pracy.

I tak to już jest. I można wiele mówić i pisać o tym, że każdy jest kowalem własnego losu, ale nie każdy potrafi.  

A żyjemy w świecie wielkich aspiracji. Więc jak ktoś widzi na ulicy Porsche to chce je mieć. I bardzo boli, że mieć nie może. I kiedy pojawia się możliwość drogi na skróty, to idzie tą drogą.

I teraz rzecz trzecia, którą chciałem powiedzieć: w naszej cywilizacji od braku sukcesu gorszy jest tylko upadek.

Czyli sytuacja, że miałeś wszystko już witałeś się z gąską, już ściągałeś jej majtki, a tu klops.

Na czym polega zwycięstwo? Na eksterminacji konkurentów.

A później ten wojownik czy ta wojowniczka cały czas się boją, że ich zastąpi ktoś bardziej zdeterminowany. Ktoś, kto jest młodszy. Ktoś, kto ma mniejsze opory.

I wtedy ten wojownik straci to co ma. Więc całe jego życie jest wypełnione strachem i wszystkie decyzje w tym życiu są podejmowane pod wpływem tego strachu. Bo nie chce być niżej, niż jest obecnie. Trzyma się więc tego kurczowo.

Wydymałem kumpla? Zawinił kapitalizm!

Ludzie pracują dla pieniędzy i ciężko się temu dziwić. Trzeba zapłacić czynsz, za żarcie, za leki, za to, żeby dostać się do roboty, bo wachy na stacji nie leją za darmo.

I jak ktoś uprawia pop-psychologię zwaną coachingiem, że powinno się pracować dla wewnętrznej satysfakcji to słyszy w odpowiedzi: to zapłać mi za czynsz, tak działa kapitalizm, tak działa wolny rynek, a życie to nie je bajka.

To zaklęcie „wolny rynek” staje się wytłumaczeniem na wszystko.

Sprzedałem komuś coś, o czym wiem, że jest gównem? Wolny rynek.

Moja firma specjalizuje się w robieniu ludzi w chuja? Wolny rynek (przecież nikt, nikomu nie każe kupować).

Wcisnąłem kredyt, o którym wiem, że kogoś na niego absolutnie nie stać? Wolny rynek (a prowizja dla mnie).

Wyruchałem kogoś? Wolny rynek.

Zdradziłem żonę? Wolny rynek!

Wydymałem kumpla? Zawinił kapitalizm! Świetne usprawiedliwienie, nie?

W końcu całe gałęzie gospodarki (patrz telemarketing) i spora część innowacji jest tworzona tylko po to, aby wydymać innych. Żeby sprzedać więcej.

Ja odpowiem jeszcze inaczej: na pewne refleksje stać tylko osoby bogate.

Dzieci uczone są że powinny ostrożnie przechodzić przez jezdnię. Nie pić coli, jeść dużo warzyw. Pomóc słabszym. Nikt jednak ich nie uczy, że życie polega na tym, że jesteśmy zdradzani i zdradzamy. Oszukujemy i jesteśmy oszukiwani.

Poniżamy i jesteśmy poniżani (ale głupia ta kasjerka w sklepie, tak wolno się rusza, trzeba było się uczyć, prawda?).

Dzieci się nie uczy że dorosłe życie polega na tym, że każdy usiłuje wydymać każdego. Że sprowadza się do szukania frajerów na których będzie można zarobić hajs.

A skoro dają się nabierać na nasze sztuczki to są idiotami. Przy czym my sami dajemy się nabierać na sztuczki innych.

Bo ja wydymam A, sprzedając jej chujową inwestycję, o której obiecuję, że przyniesie mega siano. A wydyma B lejąc jej do fury stary olej. B posunie C sprzedając jej talon na balon. C. oszuka mnie malując mi mieszkanie, zawyżając cenę i stosując inne materiały niż te, na które się umawialiśmy.

A tak w ogóle jak to mawia zleceniodawca do swoich zleceniobiorców: “ jak będę miał pieniądze to się zapłaci, teraz nie ma i co mi zrobicie?”

I tak to się kręci. Jak rzucanie kaczek na płaskiej powierzchni stawu. Rzucasz kamieniem, wraca do ciebie fala. Ludzie to oczywiście sobie racjonalizują. Bo ja jestem kimś lepszym. Bo mi się należy.

Dzieci się tego wszystkiego nie uczy, bo wstyd im mówić takie rzeczy. Zamiast tego przekonuje się je o czym?   Że mogą zostać tym kim chcą, a tak w ogóle to mogą wszystko!

Przecież to brzmi, kurwa, jak ponury dowcip.  

Kiedy raz ściągasz gacie już nie możesz przestać

Mam znajomego, o imieniu Jakub, który kilka lat temu zaczął zdradzać swoją żonę.

Znalazł sobie kochankę. Z kochanką ma dziecko. Kochankę zaczął zdradzać z trzecią laską, bo dwie na raz tworzyły zbyt dużo problemów.

Oszukiwał żonę, aby być z kochanką.

Kochankę i żonę, aby być z tą trzecią.

Pije odrobinę za dużo. Co to jest odrobinę za dużo? To jest pół litra więcej niż inni na każdej imprezie.

Jak Jakub robi jakiś biznes ze znajomymi zawsze coś jest nie w porządku, zawsze przewali kogoś na jakąś kasę. Jak sprzedawał samochód kumplowi to miesiąc później okazało się, że zjebana jest w nim automatyczna skrzynia biegów, czyli w tym przypadku DSG.

Ma sumienie pojemne, jak przedwojenna wanna.

Wiele lat temu Jakub, razem z kumplem ze studiów – Tomaszem, założyli firmę. Przyjaciele od dzieciństwa. Tomasz chronił go przed żoną, przed kochanką, przed drugą kochanką, zbierał jego najebane zwłoki i godzinami tłumaczył mu, że to wszystko można jeszcze wyprostować.

Kilka miesięcy temu Tomaszowi wpadł w ręce PIT Jakuba. Totalny przypadek. Księgowość umieściła ich PIT-y w jednej kopercie. Okazało się, że Jakub każdego miesiąca robi Tomasza w plecy na 20 – 30 tys.

Część zleceń, robi sam, nie na firmę. W sumie Jakub wydymał Tomasza i wszystkich pracowników na jakiś milion złotych.

Kiedy wkurwiony Tomasz zapytał bezradnie: „Ale dlaczego? Dlaczego ja???” usłyszał:   „Wiesz, nie przypuszczałem, że uzbierało się tego aż tyle”.

Zasada pornhuba – kiedy zaczynasz dymać jedna osobę, zaraz do tej listy dochodzi druga a później kolejne.

W końcu cała ekipa razem z hydraulikiem i dostawcą pizzy wychodzi a ty zostajesz sam.

Czasami w dobrym samochodzie. Bo to prawda, że lepiej się płacze, pije i wciąga w Mercedesie niż w starym Fiacie.

Tylko teraz powstaje pytanie: czy Jakub, ruchając te laski, dymając wszystkich dookoła i zarabiając gruby hajs był/jest szczęśliwy?

Nie wiem. Nie sądzę.

Pieniądze powinny być sługą nie panem

Ludzie mają kompleksy na punkcie pieniędzy i ich wydawania.

Dlatego są osoby, które biorą kredyt, aby tylko mieć nowego iphona.   I liczą, że dzięki temu świat spojrzy na nich przychylniej. Chcemy żeby nas podziwiano. Ja też chcę.

Ale jeśli ktoś liczy, że udane życie polega na tym, że będzie bogaty, sławny to najprawdopodobniej będzie żył w niespełnieniu. Bo nawet jeśli się to uda to i tak hajs i sława niczego nie gwarantuje.

Kilkanaście lat temu zapytano poetę Czesława Miłosza w wywiadzie z okazji 90 urodzin czy miał pan udane życie? Laureat nagrody Nobla. Pojechał do USA i zrobił tam karierę. Zarobił gruby hajs. Był z wieloma kobietami, z pierwszą z nich – kiedy miał 15 lat. Miłosz usłyszał pytanie i długo milczał. Aż w końcu powiedział: „Nie.”.

Jak ktoś teraz czeka na złotą radę w stylu ubieraj się ciepło, dieta to podstawa treningu, zmień pracę na taką w której nie dymasz innych, to się, kurwa, rozczaruje.

Chcę tylko powiedzieć, że jeśli nauczyłem się czegokolwiek przez całe moje życie to tego, że należy żyć prosto.

Że każdy w życiu podejmuje wybory, które go gdzieś prowadzą. I jak ktoś znalazł się w czarnej dupie, to niezależnie od tego co opowiada zazwyczaj długo skręcał, aby tam dotrzeć.

Że pieniądze powinny być sługą nie panem.

Że niesłychanym luksusem jest nie kłamać. Niesłychanym luksusem jest sytuacja w której dotrzymujesz swoich obietnic i zobowiązań. Ludzie wiedząc o tym traktują cię z szacunkiem.

Że wolę ufać ludziom niż iść przez życie nie ufając nikomu. I oczywiście nie raz przez to zostanę oszukany. Ale to, jest strasznie męczące, kiedy cały czas się skradasz z dupą przy ścianie.

Tak jak ten facet z początku tekstu. Niby ma wszystko. A nie ma nic.

sebastiaan-stam-573828-unsplash

Źródła: „Złowić frajera. Ekonomia manipulacji i oszustwa” Robert J. Shiller, George A. Akerlof. PTE – Polskie Towarzystwo Ekonomiczne

 

29 uwag do wpisu “Jak złowić frajera?

  1. Zyj prosto to dobra rada Panie Piotrze 🙂 Ja topie praktycznie cala kase w to co lubie czyli podroze. Udalo mi sie kiedys prawie fuksem kupic jakas tam mini kawalerke i starczy, bo dzieci nie mam. A dziewczyna mi mowi ze znajome zazdroszcza jej tych Laosow i Madagaskarow. One mieszkaja z dziecmi i samochodami w domach z ogrodkami. Ja nie mam auta, ba nawet prawa jazdy w wieku 40 lat haha. Tlumaczyc im ze w zyciu jest zawsze cos za cos? I tak nie dotrze.

    Ludzie nie beda szczesliwi dopoki nie przestana sie porownywac z innymi. Mozesz miec 20tys miesiecznie i jezdzic Audi, ale jak sasiad ma 50k i Porsche to juz nieszczescliwa… Ja tego nie rozumiem. Otocz sie przyjaciolmi nie rzeczami, rob swoje, moze tez zrezygnuj z Fejsa, bo to takie targowisko proznosci. I przestan na litosc boska patrzec przez okno jakie to nowe mebelki wstawila sobie sasiadka. Od razu bedzie ci lepiej 🙂 Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Warto dodać, że cały świat stał się globalną wioską i stawia przede wszystkim na konsumpcjonizm. Kupujemy wiele rzeczy zupełnie nam niepotrzebnych do życia. Znam ludzi którzy pracują po 16 godzin na dobę i do tego mają dzieci.

      Polubienie

  2. Bo ludzie myślą że jak wezmą kredyt i pojadę na wakacje do Egiptu to już są bossami …., a później przez pół roku będzie pracował co by ten kredyt spłacić, ale jak mu będą zazdrościć … Ludzie to mendy, jak pracować to nie ma chętnych ale luksusowe życie to by się chciało wieść.

    Polubienie

  3. Hmm nniby się zgadzam. I sama tak zyję, bo mam spokój i wiem,że nikt po mnie nie przyjdzie. ALe znam wielu takich którzy mają lepiej, bo „robią” ludzi na około….tyle,że po nich nikt nie przychodzi i od lat uchodzi na sucho.Wszystko. A ja mały człowieczek za EN lat spłacę swoje 30 metrów i do ch*** dojdę. Mam wrazęnie jednak ,że w dzisiejszym świecie jest tylko dwojaki wybór: albo ty kogoś robisz, albo ktoś robi ciebie i nie ma opcji pomiędzy lub stoję z boku. A jak się temu przyjrzeć, to czy nie lepiej być czasem szczęśliwym (nawet udawanym szczęsciem) niż całe życie być w dupie?

    Polubienie

  4. w ch*j prawdziwe…dzieki…
    zastanawiam sie tylko nad jedna osoba ktora znam, ktora dymana przez meza zostaje z nim zeby dzieci mialy lepszy standard zycia…ktorego sama bez meza nie bylaby w stanie zapewnic…..
    czasami to nie takie proste…czasami ludzie dymaja innych..nie dla swoich korzysci…ale w imie sprawy, dla innych ludzi….oczywiscie to kwestia interprestacji i zastanowienia sie czy naprawde warto, nalezy, czy nie ma innego rozwiazania…czy takie poswiecenie ma sens

    Polubienie

  5. Jest taki film „Niedościgli Jonesowie” (The Joneses). Bardzo dobrze pokazuje zjawisko życia na pokaz, zamiast życia dla siebie. Swoją drogą to zastanawia mnie, jak to jest, że Twoje wpisy są takie trafne, przyjemne w lekturze, ale jednocześnie to co piszesz jest takie oczywiste.

    Polubienie

  6. Kiedyś ludzie bali się, że za bycie złym spotka ich kara – pójdą do piekła, zreinkarnują się jako karaluch, etc. Dziś już nie.
    Niespecjalnie jest się co dziwić, że jadą po bandzie, skoro nie ma kto ich przed tym powstrzymać. Plus większym szacunkiem obdarzany jest zarobiony cwaniak i sk*rwysyn niż uczciwy miły gość.

    Polubienie

  7. Bardzo dobry tekst. Co do kolegi bankiera to jest to złożona sprawa i nie wynika tylko z faktu że lubi dużo konsumować, nawet za dużo.
    To jest specyficzne pokolenie, ich rodzice g… widzieli i w d… byli – nie przepraszam, mogli być na wakacjach np. w Bułgarii i tyle mogli im pokazać. Natomiast ludzie tej generacji w Polsce po skończeniu studiów tylko znając nieźle angielski w 5 lat zrobili kariere w stylu fast track lądując na wysokich kierowniczych stolkach – dla dzisiejszych i przyszłych 20 parolatków science fiction, bo oni za 10 lat będą najwyżej starszym specjalistą albo team leaderem. Dzisiejsi 50 latkowie pamiętają jak to jest gdy sam ocet i musztarda królują na półkach sklepowych więc często podświadomie starają się od tego ucieć najdalej jak się da, a to oznacza skórzane tapicerki, jedzenie w odpowiednich lokalach, pięciogwiazdkowe hotele, itp. W ich środowisku to nie są ekstrawagancje, to jest taki baseline.
    Problem jeśli sami nie są właścicielami biznesów i uwierzyli w swoją wyjątkowość, bo krzywa ich wydajności opada i stają się kosztem stałym który łatwo można zredukować.

    Polubione przez 1 osoba

  8. wróciłąm włąsnie z pielgrzymki gdzie byłam w jednym z sanktuariów europejskich .I podczas tej pielgrzymki razem z innymi poboznymi paniami doszłyśmy do wniosku,ze najlepszym kochankiem ,przyjacielem i partnerem nauczycielem , przewodnikiem duchowym i mentorem kobiety moze być tylko młody ksiadz , uroda , elegancja , obycie ,oczytanie, szacunek i dobroć serca nawet kasa sie zgadza i zero pretensji nagabywąń pełny spokój i aura swiętosci obietnicy nieba . .Ale nie każdej to dane hehe trzeba pielgrzymowac do skutku.Szukajcie a bedzie wam dane a jak nie trza cos sobie znależc w zastępstwie byleby nie siedzieć bez zajecia

    Polubione przez 1 osoba

  9. Dziękuję Ci ,że jesteś – po prostu.Zawsze z wielkim entuzjazmem i ekscytacją czytam Twoje nowe wpisy .Twoje teksty są tak trafne,że czasami mam ochotę wstać i zacząć bić Ci brawo. Serio.Uwielbiam Twój tok myślenia, Twoje wyśmienicie aktualne spostrzeżenia, i nawet po tym jak dowaliłeś nam kobietom ,chyba najbardziej w tekście ,,Notka ,która wkurwi kobiety” ( znowu celnie zresztą ) nie mam zamiaru przestać śledzić Twojego bloga. Jest genialny.Koniec słodzenia. Napisz mi jeśli możesz, bo nie czytam komentarzy tutaj.Sama dodałam go zresztą po raz pierwszy,czy pracujesz może nad nową książką? Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłego wieczoru .

    Polubienie

    1. Typowa mentalność „Kasicy”. 😛 Są tylko dwie kultury drapieżne z który jedna dewastuje polską kulturę i Polską Kulturę. Znamienne że to właśnie z tej kultury pochodzą wszystkie oskarżenia oparte o narodowość czy przynależność obywatelską i to nie tylko wobec Polaków i Polek. Mógłbym napisać że to kultura „Eskimosów” albo kultura „Morloków” jak to się przyjęło w obiegu. Można próbować napisać wprost że ta drapieżna kultura to kultura żydowska ale to akurat nie byłoby prawdą bo ta została pojęciowo zawłaszczona jako że podmiot ją reprezentujący nie istnieje. Trafniej byłoby nazwać ją „żydowską” (w cudzysłowie) albo wprost talmudyczno eraztystyczną. Każdy/każda wybiera sobie własny zestaw wartości. Jedni opierają się na uciechach i wyuzdaniu, inni na chciwości i niegodziwości, następni na oszustwie i kłamstwie a bardzo wielu wybiera wszystko ze zbioru korporacji zbudowanych na wzór iluzorycznego Piekła. Pokusa wydaje się być silna lecz równie wielu się jej nie tyle opiera co zwyczajnie dokonuje świadomego wyboru.
      „Wygrywa ten wilk którego karmisz”.
      Nie stosuj milicyjnej logiki (ze starego „suchara”) w rodzaju: „masz akwarium to jesteś pedałem”. Za takie a nie inne działanie określonego człowieka odpowiada dokładnie ten określony człowiek. Za Kasicę odpowiada Kasica. Nie zrzucisz tego na rodziców czy swoje pochodzenie. Będziesz taką jak będzie widzieć Cię większość podług złożenia znaczącej większości odrębnych ocen z różnych perspektyw ze zbioru wszystkich zdań na Twój temat.

      Polubienie

  10. Tak, to prawda. Niejeden już to pisał i niemal wszyscy wiedzą. Pieniądze szczęścia nie dają, chociaż pozwalają żyć bez zmartwień. Masz kasę, to stać cie chocby na badania, czy rehabilitacje. Nie masz? No cóż…jestes do niczego. Bo przecież, gdybyś chciał, to byś miał…
    Wiesz. Każdy szuka swego. Ktoś z kasą, kogoś z kasą. Faceci ogarniętych życiowo lasek ( czytaj. wlasne mieszkanie, samochod, wygląd i pozycja). Laski ogarniętych życiowo facetów.
    Tak to się kręci. Sztucznie 🙂

    Polubienie

  11. @ULA – a co tym sztucznego, że ogarnięty człowiek chciałbym spółkować z drugim ogarniętym człowiekiem? Lepiej mieć dwie lewe łapy, użalać się nad swoim losem, kurwić na kolejne rządy, cisnąć socjal a od siebie nic nie wymagać?
    Lepiej być prawdziwym= NIE SZTUCZNYM w Twoim mniemamiu czyli być gołodupcem, nie mieć w co się ubrać, za co zabrać kobietę na wakację i czym wykarmić dzieci? nie umam,

    Polubienie

  12. Zlowic frajera jest dosc latwo .Ale pizbyc sie go nie.Taki ktos jest jak smierdzace gowno ‚ktore go nie mozna sie pozbyc.Tak ludzie znajduja sobie kochankow i ja tego nie potepiam.Skoro tak im lepiej a nie moga sie pizbyc czy opuscic frajera uboku bo jest wspolne lokum lub male dzieci.Jak dzieci wiieksze usamodzielnoone to moze byc dobry czas na zmiane polepszenie zycia .kazdy chce zyc godnie byc rozumianym .Bycie z kims toksycznym niewazne jak bogaty czy piekny by byl jest koszmarem.wolalabym byc sama ale miec cisze wokol i przestrzen do moich tworczych pasji i dzialan na przyklad w woluntariacieKto mysli ze,partner wypelni mu zycie moze sie rozczarowac.Niech kazdy tworzy swoj swiat w ktorym sie odnajduje a wtedy spotka kogos myslacego podobnie.Nie sadze ze sa zwiazki bez skazy .ze sa ludzie calkowicie oddani sobie bez proznosci .pychy .egoizmu.wielkim jest ten kto stara sie by tw cechynie zabily w nim dobrego ducha by materializm nie odarl z odruchow ludzkiego serca .Uciekajcie wiec od malostkowych malo ambitnych i despotycznych ludzi w swym zyciu bo przemoc psychiczna jest najgorsza .I samotnosc czasem lepsza niz gowno u boku.

    Polubienie

    1. Hm czyli gardzimy ‚mało abitnym gównem’ za które zdarzyło Ci się wyjść jak mnienam (gdzie miałaś oczy i rozum gdy go sobie wybierałaś na męża albo rozkładałaś mu nogi?) ale już sami nie mamy na tyle ambicji i jaj by sobie ułożyć życie, naprawić błąd bo trzyma nas wspólne lokum? To jest ta ambicja o której mówisz? Przeczekać, znaleźć kochanka a jak dzieci podrosną to wtedy układać sobie życie? Masz racje to faktycznie ambitne podejście, branie życia pełną garścią.

      Polubienie

  13. Piotrek, polec temu biedakowi ksiazke ,,Finansowy ninja” , to szybko wyjdzie z dolka finansowego 😉😉 po co funduje dzieciom korki zamiast sam wytlumaczyc albo zmusic do wysilku ? Po co mu takie drogie auta i dom ? I jeszcze wodka popija smutki, jak wodka tez kosztuje. Powiedz mu,zeby sie cieszyl ,ze jest zdrowy i docenil to co ma

    Polubienie

  14. Osiągnąłem w życiu, w kwestii spełnienia swoich marzeń, pewnie 95% założonych celów. Pracuję tam gdzie chciałem, na stanowisku o którym zawsze marzyłem. W kwestii hajsu pewnie jestem gdzieś w top 10% społeczeństwa. Miałem to szczęście że banki spuściły mi łomot za niespłacone karty w wieku lat 20+, pod koniec lat 90-tych. Od czasu gdy się z tego gówna wygrzebałem nie uznaję żadnych kart kredytowych, wystarcza mi dwuletni średniej klasy Ford, ale kupiony za klops. Jak ktoś się mnie pyta dlaczego mieszkam w bloku, pod Warszawą, to odpowiadam że jak jutro przyjdzie mi jeździć na Uberze, to ma mi to wystarczyć na pokrycie wszystkich bieżących opłat. Ile czasu mogę poświęcam dziecku, bo żadna praca, nawet ta wymarzona nie zastąpi radości świadomego ojcostwa i uśmiechu młodego. Wiem że zawsze u sąsiada trawa jedynie wydaje się zieleńsza, więc to, na czym się skupiam to świadome życie. Przez lata spotkałem dziesiątki bohaterów tego wpisu, patrzę na nich dzisiaj i nie wydają się specjalnie szczęśliwsi.

    Polubienie

  15. Niektórzy, zapominają, że życie to droga, która warto dobrze i szczęśliwe przeżyć, stawiając na niezapomniane przeżycia a nie na stan posiadania rzeczy materialnych. Tak naprawdę Iphon czy Porsche szczęścia nie dają, to tylko cele. Ważne, żeby się cieszyć tą drogą która się idzie, żyć w zgodzie z sobą i swoimi zasadami. Nigdy nie wiadomo kiedy te rzeczy materialne można stracić, przez pożar, stratę pracy etc.
    Po prostu warto zachować umiar i rozsądek w posiadaniu rzeczy i nie popaść zbytnio w konsumpcjonizm. Teoretycznie można wiele rzeczy kupić, ale wewnętrznego spokoju, szczęścia i wolności nie można.

    Polubione przez 1 osoba

  16. Mam ustabilizowane życie rodzinne i zawodowe, mogę powiedzieć nawet, że z tego co czytam mój mąż to skarb. Mamy ten sam system wartości, nigdy w kłótni nie padło z żadnej strony wyzwisko ani cios poniżej pasa. Codziennie słyszę i czuję że jestem piękna i kochana. Codziennie dostaję czułe SMSy, a mąż jest moim najlepszym przyjacielem od … 20 lat!. Żyjemy na dobrym poziomie ale poniżej naszych możliwości, robimy to świadomie, sięgamy po to co czujmy że warto dla nas a nie na pokaz. Mieszkamy w bloku, w komfortowym mieszkaniu bo tak przez większość roku jest wygodniej, ale mamy też domek letni w cudownym miejscu, pół godziny drogi od mieszkania. Mamy wygodne, dobre, skrojone na nasze potrzeby ale nie lansiarskie samochody, co ważne mamy też oszczędności a gdyby coś się stało możemy zredukować koszty utrzymania do naprawdę niskiego poziomu. To jest ten bazowy komfort ale szczęście oznacza znacznie więcej … bo zauważyłam, że jak jest dobrze to niektórzy szukają guza, może dopada ich nuda a potem wszystko się chrzani … w ich pojęciu chyba szukają szczęścia. Starałam się znaleźć źródła prawdziwego szczęścia, nie są to na pewno płytkie przyjemności i chwilowe wyrzuty endorfin a wiele osób tam chyba szuka. Moim zdaniem jest to wielowymiarowe uczucie wynikające z wielu złożonych reakcji w naszym otoczeniu i w nas samych, możemy go nawet nie dostrzec gdy nie włączymy pewnego rodzaju świadomości i przede wszystkim wysiłku. A warto, bo tego ściskania gdzieś w dołku, namacalnego wręcz dotyku nie zapewni nawet wysoka wygrana w totka. Doświadczyłam tego wczoraj w dość paradoksalnych okolicznościach. Spędziłam 3h na onkologii czekając na omówienie wyników moich badań, jednak nie miałam czasu się tym stresować gdyż właśnie rozstrzygała się inna bardzo ważna dla mnie sprawa, gdzie musiałam zająć stanowisko pod bardzo duża presją, nie będąc pewna czy mam rację. W tym czasie otrzymałam bezinteresowne wsparcie z całkiem nieoczekiwanej strony, okazało się, że mogę liczyć nie tylko na najbliższych. Dużo rozmów, dużo życzliwości, postanowiłam, że nie pozwolę aby te źródła uschły … wyniki badań, fałszywy alarm. Potem jeszcze spotkanie z dawno niewidzianą przyjacółką … żywe, prawdziwe, zaplanowałyśmy m.in. grupowy wypad na tańce, babską wycieczkę tam gdzie nasi mężowie nie chcą jechać 🙂 Wracałam wieczorem i czułam właśnie to ściskanie w dołku … wiedziałam, że to jeszcze nie koniec, że pójdę pobiegać (uwielbiam bieganie), wieczorem poczytam książkę przy lampce wina, w piątki po całym tygodniu tak właśnie spędzamy wieczory z mężem, relaksując się w ciszy obok siebie … w codzienności ten stan gdzieś tam się zatraci, ale już wiem gdzie szukać, jak go przywrócić. Każdy powinien odnaleźć swoje źródła … Ciekawe czy ktoś to w ogóle przeczyta ? 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.