Jakie jest najpopularniejsze pytanie w mailach, które od Was dostaję?

Nie o to, czy to prawda, że faceci mają zbiorowy okres, bo to akurat prawda. Nie o to, dlaczego facet nagle odzywa się po latach, właśnie wtedy, kiedy kobieta zrobiła dla delikwenta miejsce w swojej pamięci ot, dokładnie między koszem na śmieci, a spłuczką do kibla (na to pytanie zresztą odpowiem wkrótce). Najczęstsze pytanie brzmi: „Dlaczego nie mogę znaleźć fajnego faceta?” A czasami to pytanie występuje w drugiej wersji: „Dlaczego nie mogę znaleźć ŻADNEGO faceta?”

To dziś wytłumaczę dlaczego. Na liczbach.

Woman needs a man like a fish needs a bicycle

Weźmy przeciętną 30-latkę szukającą stałego związku. Ot, taką siódemkę w skali 1 – 10.  Niezła, ruda, duże oczy, fajne cycki. Jeśli oczekiwaliście tu ode mnie większej inwencji twórczej w zakresie wyglądu, to po raz kolejny się pomyliliście. Przecież każda kobieta ma w sobie coś fajnego. Jak nie dupę, to oczy, jak nie oczy, to intelekt. Choć znam takich, którzy twierdzą, że inteligencja kobiecie nie jest do niczego potrzebna, bo przecież zawsze znajdzie faceta, który wie lepiej.

To teraz prosta matematyka. Jak z gimnazjum. W Warszawie mieszka 1.7 mln ludzi. Kobiet jest 943 tys. Mężczyzn 800 tys. Laska chce faceta w swoim wieku, albo nieco starszego. Nieco, bo istnieje coś takiego, jak kod pokolenia.  Dajmy na to nie sądzę, aby zrozumieć była mnie w stanie kobieta, która nie wie, kim była Sandra, Sabrina oraz Samantha Fox. I pod którą z tej trójki kręciłem śmigłem, oglądając kupione w Łebie pocztówki.

Między 30, a 34 rokiem życia jest w WWA 170 tys. osób. Z tego 90 tys. to kobiety, a 80 tys. mężczyźni. Czyli laski już na wstępie mają nieco demograficznie przejebane, bo jest ich więcej niż facetów. Z tych 80 tys. powiedzmy tylko połowa jest wolna.  Zostaje 40 tys. samców. 

Z tych 40 tys. odrzucamy tych, którzy się nie myją, tych którzy ciągle mieszkają z matką, tych, którzy chodzą w różowych koszulach, etc. Zostawiamy tylko takich, na widok których kobieta potencjalnie mogłaby powiedzieć: tak. Zostaje, więc, jakieś 15 tys. gości. Z tych 15 tys. oczywiście nie każdy będzie nią zainteresowany. Bo jeden lubi grubsze, drugi chudsze, dla trzeciego będzie miała za duży nos. Powiedzmy, że co trzeci się napali na nią jak Reksio na szynkę („Puka się! Owszem, ale ładniejsze”). Zostaje jakieś 5 tys. facetów.

Kobiety chcą się czuć bezpiecznie, dlatego lecą na zaradnych, samodzielnych mężczyzn. A pieniądze są tej zaradności efektem. W Warszawie zarabia się dużo więcej niż w pozostałej części kraju, choć i tak wychodzi na to samo, bo ceny mieszkań tutaj rosną jak cellulit. 

Jedna czwarta ludzi ma poniżej 2,6 tys. zł na rękę. Jedna czwarta powyżej 5,7 tys. zł. Zostawiamy górne widełki i mamy 1250 kolesi. Mniej więcej 80 proc. z tej liczby chce ją jednorazowo puknąć i zapomnieć. Zostaje 250, z którymi potencjalnie mogłaby utworzyć jakiś związek. 250 kolesi, rozsianych na przestrzeni 517 km kw. Przejebane prawda? A tak samo jest w innych dużych miastach: Kraków, Poznań, Wro, etc. To nie koniec.  

Teraz ten facet, który minął kwalifikacje i przeszedł do turnieju głównego, musi jeszcze fajnie pachnieć, bo kobiety chcą mięknąć w kolanach z powodu fajnego zapachu. Musi mieć „poczucie humoru”. Co to jest „poczucie humoru”, co prawda, nie wiem, ale on ma je mieć, bo kobiety zawsze chcą, aby mężczyzna miał poczucie humoru. I musi mieć pasję. Taką, której one nie rozumieją, lecz facet ma o niej interesująco opowiadać. Nie – pornosy się nie liczą.

A dalej to już jest z górki. Ma mieć dobry zawód, normalne stosunki z matką (to znaczy ją ma, ceni, słucha z uwagą i uprzejmie, ale robi to, co uważa, bo jest przecież dorosły), ma być wyższy, rozumieć, że ona lubi swoją pracę i swoje życie, ma nie mieć byłej żony, ani dzieci.

Ponieważ kobiety pragną wrażliwego troglodyty, na dodatek jeszcze bystrego i z wyglądem, facet ma ją rżnąć jak pierdolony jaskiniowiec, ale być świetnym materiałem na ojca. Ma być świetnie zbudowany, ale spędzać z nią dużo czasu (jak chcesz być świetnie zbudowany to ściskasz głównie sztangę zamiast kobiety) Nosić na rękach, ale mieć swoje zdanie, etc.  

I teraz, kiedy już nastąpił ten jebany cud, kiedy ona już ma tego gościa, kiedy zamieszkali razem, kiedy są bratki, kwiatki i srające mewy, to na 8 tys. małżeństw zawieranych co roku w Warszawie przypada 4 tys. rozwodów. Jak to było w pewnym polskim filmie: „Miłość to niewola, płacz i zgrzytanie pochwy.”

Dlaczego nie wychodzi?

Uczyli nas, że związki mają być na całe życie.  

Że pewnego dnia spotkasz kogoś, spojrzysz mu w oczy i zobaczysz tam ciepło, zobaczysz tam topiący się karmel. Będziecie żyć długo i szczęśliwie. Koło 80-tki będziecie szli na spacer do parku, ciągle trzymając się za ręce i karmiąc wiewiórki, popierdalające po drzewach.

Ludzie na Fejsie klikają w nostalgiczne memy, w rodzaju: „Kiedyś się wszystko naprawiało. Teraz się wyrzuca na śmietnik.” Ja powiedziałbym: kiedyś nie było samolotów teraz jest Tinder, kiedyś nie było traktorów, teraz są środki na erekcję. Znaczy się, czasy się zmieniają i gówno z tym zrobimy (pomijając już fakt, że pierwsza rewolucja seksualna to była w Polsce w 20-leciu międzywojennym, a panie i panowie pruli się jak sukno).  

Związek, jako koncepcja romantyczna pojawił się jakieś 100 lat temu. Wcześniej związek/małżeństwo miało na celu głównie interesy. Małżeństwa się ustawiało. Małżeństwo było po to, aby pojawiły się dzieci. I aby zapewnić tym dzieciom utrzymanie. Teraz chcemy emocji, a z emocjami jest taki problem, że nie trwają wiecznie. Zawsze twierdzę, że nie ma co patrzeć na to, co ktoś mówi, trzeba patrzeć na to, co ktoś robi i wtedy wyciągać wnioski. 

Więc je, kurwa, wyciągnę. Jest ich sześć. Ostrzegam, będzie bolało.  

Wniosek pierwszy: jesteśmy pokoleniem wiecznej randki.

Randka z kimś nowym jest zawsze ciekawsza, niż bycie z kimś, kogo znasz kilka lat. Bo z kimś nowym wygląda to tak, że oboje prezentujecie swoje najlepsze wersje, opowiadacie swoje najlepsze historie i wyglądacie najbardziej optymalnie, jak postacie z reklamy telefonii komórkowej. Nowe osoby dostarczają nam nieustannego dreszczu emocji. Seks jest dobry, bo jest nowy.  

A z drugiej strony, gdy z kimś jesteś, pojawiają się zawsze konflikty. O coś. Zazwyczaj o drobiazgi. I trzeba je rozwiązywać, a to wymaga pracy, poświęcenia. A po co to robić, skoro żyjemy w świecie nieograniczonego wyboru? 

Wniosek drugi: przygniata nas mnogość opcji

Dawniej, gdy facet chciał kogoś poznać, szedł na przykład do klubu. I tam musiał podejść do kobiety, coś powiedzieć, a ona mogła go wyśmiać. Podchodził do drugiej („Zobaczyłem cię z tyłu i pomyślałem, że cię zapoznam”), a ona zapoznać się też nie chciała.  

Ale trzeba było mieć jaja, aby próbować. Trzeba było mieć jakieś umiejętności, które nabywało się poprzez, hmmm, rozpoznanie bojem. Później jednak, pojawiły się aplikacje randkowe na telefon. W świecie Tindera już nie ponosisz żadnej klęski. Masz kontakt tylko z tymi, którzy zwrócili na ciebie uwagę. Masz tylko zwycięstwo. Masz ‘matcha’ albo ‘super lajka’. I co za tym idzie, jeśli facet nie jest kostropaty, to po instalacji Tindera może mieć 40, 50, 70 kobiet rocznie. Jak to z wrodzoną galanterią odpowiedział pewien mężczyzna do kobiety, która po wstępnej  internetowej wymianie zdań zaproponowała mu kawę: „Jaka kawa? Mi się bzykać chce. Na kawę nawet nie jadę.”   

Z kolei kobieta dostaje serię penisów we wzwodzie i bez

To podobnie jak z kupnem sera w sklepie. Gdy masz trzy rodzaje, jeden wybierasz od razu. Ale gdy masz 150, to ni chuja nie wiesz, co robić. 

Wniosek trzeci: związki powstają na chwilę 

W dzisiejszych czasach siła zasięgu Wi-Fi jest silniejsza, niż niektórych związków.

0d57b76062b32b95fa32161fb960a9b8

Mój kumpel ma 37 lat. Mieszka sam. Ma żonę, z którą od pięciu lat się rozwodzi. Jeśli ktoś by mnie się zapytał o zdanie, to rozwieść się nie chce, bo dzięki temu inne kobiety nie mędzą mu, aby się z nimi ożenił. 

Ma teraz kochankę, która wynajmuje mieszkanie na tym samym osiedlu, co on. Widują się tylko w weekendy. Seks. Jedzenie. „Gra o tron”. No chyba, że ma ochotę na imprezę z kumplami, to wtedy w weekendy jedzie na Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe).  Kupił sobie coś takiego, po pewnej babci, żeby mieć miejsce do komfortowego rozstawienia grilla.

Ostatnio kochanka zaproponowała mu, że wprowadzi się do niego. Szybko wybił jej to z głowy, a nawet przekonał ją, żeby wykupiła mieszkanie, które wynajmuje, bo przecież nie ma sensu wyrzucać pieniędzy w błoto.  

Ludzie traktują swoje związki jak coś tymczasowego. Dzisiaj podstawowym modelem związku jest współlokator. Pisałem w „Brudzie”:

Poznajesz kogoś, spotykacie się. Później jest kryzys, potem się rozstajecie i znowu jest to samo. I znowu te same, nudne tańce godowe. I na spotkania ze znajomymi jedziesz motocyklem, mając nową dwudziestoletnią kobietę za sobą, ale już cały czas się boisz, że wybrałeś źle, bo gdzieś tam kryje się lepsza. Wyglądająca niczym robione przez sześć godzin ujęcie na Instagramie.” 

Czyli dwie osoby są ze sobą, robią razem pranie, ale mają w tyle głowy, że może trafić się za chwilę ktoś lepszy. Więc po co się starać? Po co schodzić głębiej? 

Wniosek czwarty: związkami rządzi kultura eventu

Mężczyzna/kobieta jest jak gadżet. Ma zdobić. Ma mieć niebanalne hobby. Macie razem jeździć w podróże, z których będziecie mogli umieszczać zdjęcia na Fejsie, aby wszyscy zesrali się z zazdrości (oni zresztą robią to samo).

Żyjemy w czasach, w których celem jest nieustający wzrost. Bezkompromisowa samorealizacja. Nikt nie chce się poświęcać. Szczęście jest realizowane przez zakupy.  

Wniosek piąty: partner nie jest już na zawsze

Niedawno przeczytałem, że naszym najbliższym kuzynem jest szympans karłowaty bonobo. Sekwencja genów ludzi różni się od DNA bonobo, mniej więcej w 1,3 procenta.

Bonobo nie jest monogamiczny. Wręcz przeciwnie, seks jest tam na dzień dobry, do widzenia i na załatwienie problemu. Kłótnia?  Po co się kłócić? Lepiej się przelecieć. Stałych partnerów nie ma. Bonobo, jak ludzie, uprawiają seks w pozycji misjonarskiej. Lubią się całować. Część z nich jest homoseksualna. A seks to przywilej udzielany przez samice w zamian za żarcie.  

W tych wszystkich rozważaniach na temat związków zapominamy o jednym: ciągle jesteśmy zwierzętami. To mężczyźni wymyślili monogamię, aby mieć pewność, że wychowują swoje dzieci. A teraz nasza kultura idzie w stronę związków, w których zaczyna pojawiać się zdrada albo seryjna monogamia. Stajemy się jak bonobo. Różnica jest jedna: dalej się nawzajem wkurwiamy.

Wniosek szósty: seks jest coraz słabszy

Kobiety w związkach stają się matkami dla swoich facetów. To znaczy mają wyglądać jak dziwki i prasować koszule, a jednocześnie traktują ich jak niedorozwojów. Jak to nie potrafisz kupić koperku? A gdzie idziesz? A kiedy wrócisz? A ubierz się ciepło. Kobieta, aby mieć dobry seks musi czuć, że ma obok mężczyznę. On musi być dla niej trochę nieobliczalny. Musi potrafić powiedzieć „nie”. A matkowanie jest dla seksu zabójcze. 

Swoją drogą, kilka lat temu zrobiono w Niemczech badania na parach w wieku 18 – 32 lata.  Po jakim czasie kobiety stopniowo traciły seksualne zainteresowanie swoim partnerem? Już po roku. Bo z biologicznego punktu widzenia, związek jest po to, aby pojawiło się potomstwo. A skoro facet nie może, to trzeba go zastąpić innym.  

Kobiety kochają na siłę

Cały ten burdel rodzi bolesne rozterki u kobiet. Bo gdy spotyka faceta, który ją pożąda, to on ma ochotę tylko na jej dupę. A gdy znajdzie takiego, który rokuje, jako partner, to jest pizdowaty w łóżku i łatwo daje się jej zdominować. 

Tak jak w liście, który do mnie napisała Iza:

Spotykam się z kimś. Ale nudzę się z nim w łóżku. Mądrzejszy mógłby być. To dobry człowiek. Będzie się mną opiekował. Doceniam takich jak on. Wcześniej to olewałam. Teraz wiem, że takich jak on nie ma wielu.

Ale nie porywa mnie wiatr namiętności. Ciekawości. Pewnie zacznę go prędzej czy później zdradzać.

Czy lubię z nim spędzać czas? Nie wiem. Czy lubię z nim rozmawiać? Nie wiem. To trochę na siłę, co robię. Potrzebuję spokoju.” 

Kobiety w pewnym momencie nie kochają mężczyzn za coś. Kochają za to, kim oni nie są. Że nie są ich byłymi, którzy im ostro w życiu zamieszali. Zwyczajnie pojawia się w nich rezygnacja.  

Gdzie ci mężczyźni?

Ludzie boją się być sami i robią dużo rzeczy oglądając się na innych. Dlatego tkwią w związkach, w których czują się nieszczęśliwi.  

Szczęście czy nieszczęście to kwestia naszego wyboru. Możemy jęczeć, narzekać, mieć nierealistyczne oczekiwania, marudzić, poddać się, a w efekcie niszczyć sobie życie. Możemy też skupiać się na tym, co jest dookoła nas dobre. Że jest nowy, zajebisty dzień, który nie wiadomo, co przyniesie, lub że mamy fajnych przyjaciół. Chujowe chwile mijają, a złe związki też nas czegoś mogą nauczyć. Na przykład szacunku do siebie. Albo pomogą zrozumieć, czego w życiu nie chcemy.  

Kobiety pytają: gdzie ci mężczyźni? Jak znaleźć tego jednego, jedynego, na moment. Lata. Całe życie. Odpowiem: żeby kogoś kochać i żeby być kochanym trzeba być najpierw szczęśliwym samemu ze sobą.  

Ty jesteś?

 

4544437990_8e12e30708_o-2Photo by Gabriela Camerotti/CC Flickr.com

Kilka słów wyjasnienia:

Do wyliczeń demograficznych użyłem danych GUS.  Dane o pensjach pochodzą z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak w 2016 roku. 

Inspiracje: Amy Webb How I hacked online dating

119 uwag do wpisu “Nie czytać przed ukończeniem 30 roku życia

  1. Oczywista oczywistość ale przeczytałam.
    To prawda. Mam mężo-synka. A z czym chcesz kanapki? Z tym serem nie bo znowu będziesz miał sraczkę. Ta koszula nie pasuje Ci do spodni, przecież wyprasowałam Ci i wisi
    na wieszaku. A co jadłeś? Czego tak mało/dużo? A co będziesz teraz robił? Przecież grałeś pół dnia to może wystarczy?
    Ok, jest dobrym człowiekiem, dobrym mężem, ale chujowym kochankiem.
    Bo jak możesz dostawać spazmów na widok kogoś, komu prawie wycierasz tyłek i sprawdzasz co jadł?

    Lubię to

    1. Szczerze? Całe życie byłem samodzielny. jakby mnie żona przepytywała co i ile jadłem…to co powymieniałaś, to przede wszystkim nigdy nie byłaby moją żoną bo pomysł sypiania z mamusią powoduje lekkie mdłości.
      A jakby po ślubie zaczęła chyba by mnie szlag jeszcze przed rozwodem trafił.
      Czasem zazdrościlem kolegom tych wypasionych „kanapeczek w pracy”…później zacząłem sypiać z cudzymi żonami, tak się ułożyło. Mniejsza o to. W każdym razie z ich – oraz Twojej relacji – widać ze nie ma czego. Za grubsza mówicie(sorki za uogólnianie, ale to powtarzalne) że macie, jak to leciało? A – satysfakcjonujące życie erotyczne i wspaniałe życie rodzinne.
      Po dobrym seksie to się zmienia w „nienawidzę tych jego nieudolnych prób wyżebrania kolejnego aktu prawie gwałtu- bo ja w tym uczestniczę tak ambitnie że często nie zauważam kiedy już jest po wszystkim”.
      To się sprawdza w modelu związku „wicepierdoła” z aseksualną „matką polką”. Trzeba być jednym lub drugim żeby to akceptować a nawet twierdzić że jest ok(z wyjątkami).
      Oczywiście że nie możesz spazmować na widok mniej lub bardziej brzuchatej wicepierdoły. To niemożliwe.
      A co więcej – absolutnie niemożliwe jest po kilku latach z każdym, z kim będziesz współdzielić łazienkę, kto ci będzie w nocy pierdział i chrapał i z kim uwspólnisz czynności higieniczno-wydalnicze.
      Wydaje się to „ale jak to…my nie mamy czasu, my nie możemy spać osobno”…
      Jasne. Musicie zarabiać kolejny szmal bo samochodu nie można zmienić za rok. Trzeba teraz. I wakacje tam gdzie psiapsióła…
      A podstawy erotycznego życia w dupie i wcale nie chodzi o równie nieudolnego co cała reszta anala 🙂
      Spazmować można tylko na widok kogoś na kogo się jest nakręconym:
      albo nowości, albo jeśli stały partner – to trzeba zachować trochę prywatności, intymności i tajemnicy. I flirtować ze sobą. Inaczej to zawsze z czasem stanie się jak mycie zębów…podobnie ekscytujące

      Lubię to

  2. witam,
    mam 50 lat-myślałam że już mi się to nie zdarzy, a jednak….
    Pogubiłam się – po toksycznym związku po 13 latach poznałam kogoś -fajny dobry, miły, ujmujący, ale .. własnie mieszka bardzo daleko za granicą.Pól roku na skype i sms-ach żyliśmy. Potem spotkanie w real – było przepięknie. Dużo deklaracji z jego strony płynęło. Nie chciałam wierzyć-okazało się, że jest żonaty nie wziął rozwodu do tej pory- jaki związek chciał ze mną budować ? – Wina na mnie spadła, bo nie mam czasu, bo nie chce, bo się
    zmieniłam jak wróciłam, a nie widział ze muszę się spieszyć bo maj mija a zaraz dziecko musi przejść do następnej klasy.
    Pękło jak wróciłam od niego – mam dziecko, ale problem w szkole duży, dziecko nazbierało maksymalną ilość jedynek ze wszystkich przedmiotów , całymi godzinami siedziało na grach komputerowych, zdało, ale dla mojego partnera, kt. deklarował miłość do końca- to było nie do przyjęcia. Przestał pisać z dnia na dzień.
    Zapytałam czemu przestał się odzywać – kolejny tydzień i zero odpowiedzi.
    I czemu tak się zadziało?

    Lubię to

    1. Jak to czemu?
      Bo dostał czego chciał. Wypłaciłaś mu w naturze za wysiłek opowiadania Ci przez pół roku bajek przez sieć. I było przepięknie. A teraz, teraz to pojawiłyby się zobowiązania, problemy, jeszcze z jakimś nie swoim dzieckiem…
      Taki urok związków – 95% nigdy nie przekształca się w nic trwałego.
      Po rozwodzie(i chyba rocznej karencji, gdzie twardo nie umawiałem się z nikim, wychodząc z założenia że muszę strząsnąć z siebie przeszłość a nie wnosić jej do nowej relacji) spotykałem się z fajną babką – wdowa od 3 lat, parka dzieci. Trwało to chyba z pól roku i zmierzało powoli w stronę poważnych ruchów – zamieszkania razem…i nagle, z dnia na dzień coś się zmieniło, nagle zaczęła być piekielnie zajęta, mieć problemy rodzinne w które nie chce mnie wplątywać…a krótko po tym telefon z lakonicznym „to koniec, przemyślałam to, nie jestem gotowa ble ble”.
      Później okazało się że związała się z innym gościem, który okazał się bogatym niewypałem.
      Pół roku później zadzwoniła czy nie chciałbym jeszcze raz spróbować.
      Jedyny wniosek jak z tego płynie jest taki – że część ludzi(płci dowolnej) jest popierdolona znacznie powyżej przeciętnej i nic na to nie poradzisz poza nauczeniem się wykrywania i unikania takowych. Dasz im serce na dłoni i…zostaniesz bez serca i z upierdoloną ręką.

      Lubię to

      1. dziękuję za mądry, inspirujący wpis. Moja karencja trwała 7 lat, zanim zdecydowałam się na kontynuowanie znajomości. Chciałam potwierdzenia, że warto walczyć – ale teraz widzę, że nie jest warto, nie ma o co… Wszystkiego dobrego 🙂

        Lubię to

      2. dziękuję:)o to chodziło , uświadomiłeś mi to.Sieć to niebezpieczne narzędzie w reku manipulantów.
        czemu wcześniej nie napisałam nie wiem ..?

        Lubię to

      3. Można się tutaj doktoryzować, czy to sieć jest niebezpiecznym narzędziem, czy zauroczenie jest niebezpiecznym stanem ;-).
        Bo Twoja historia równie dobrze mogła się wydarzyć nie przez siec, a przez pogaduchy „na przysłowiowej fajce” w pracy…
        Rzecz w tym, że przychodzi taki moment że słyszymy to, co chcemy słyszeć i w tym momencie jest rzut monetą – trafiliśmy dobrze lub nie – a okaże się za jakiś czas
        Czy zatem warto? Pewnie że tak. Mimo wszystko.
        Ale ostrożnie. Na ile się da 🙂
        A jak się czuje że się nie czuje że warto…to nie warto

        Lubię to

  3. Takie same wyliczenia jak ja zrobiłem w kwestii szukania bogatego sponsora w Polsce, bez sensu i całkowicie idiotyczne. Może to kwestia w ogóle duzych metropolii gdzie te „opcje” są wszędzie niemal 24/7. Jakby tak złapać to dobrze zapowiadające się dziewczę, kupic dom gdzieś na Mazurach/Dalmacji/Galicji (tej w Hiszpanii) i uciec od tej temporaryczności?

    Lubię to

    1. Te problemy warszaffki za kilka lat trafią na prowincję. Tak jak wczesniej się zaczęły w Londynie, NY czy innej metropolii przed Warszawą. W kwestii trendów spolecznych jesteśmy w Polsce w dupie czy się chce czy nie.

      Lubię to

  4. Mój komentarz nie będzie odnosił się do konkretnego wpisu , ale do całokształtu twórczości. ….Krótko mówiąc, lubię Pana czytać Piotrze C. Przeczytałam wszystkie Pana książki i na przekór wszystkiemu ( bo jestem kobietą ), czytałam kolejną stronę. Podoba mi się ten męski punkt widzenia, czasem na trzeźwo, czasem po trzecim piwie, bez ogródek, bez komplikacji i specjalnych teorii spiskowych. Prosto, do bólu szczerze i brutalnieale,ale co najważniejsze, inteligentnie Można się wiele nauczyć o męskim postrzeganiu nas kobiet, pouczające, zabawne, pozbawia złudzeń i wątpliwości. …….Tak trzymać. Pozdrawiam.

    Lubię to

  5. „Małżeństwo było po to, aby pojawiły się dzieci. I aby zapewnić tym dzieciom utrzymanie. Teraz chcemy emocji, a z emocjami jest taki problem, że nie trwają wiecznie.” Trafne stwierdzenie.

    „Żyjemy w czasach, w których celem jest nieustający wzrost. Bezkompromisowa samorealizacja. Nikt nie chce się poświęcać.” Niestety prawda.

    „To mężczyźni wymyślili monogamię, aby mieć pewność, że wychowują swoje dzieci. A teraz nasza kultura idzie w stronę związków, w których zaczyna pojawiać się zdrada albo seryjna monogamia.” A to dziwne i zaskakujące, patrząc na obecnych mężczyzn – są hipokrytami: oczekują wierności, ale sami wierni nie są.

    „Cały ten burdel rodzi bolesne rozterki u kobiet. Bo gdy spotyka faceta, który ją pożąda, to on ma ochotę tylko na jej dupę. A gdy znajdzie takiego, który rokuje, jako partner, to jest pizdowaty w łóżku i łatwo daje się jej zdominować.” Niestety, bywa i tak. Jak to mówią, nie można mieć wszystkiego. Więc albo dobry w łóżku, albo mądry i kochający. Chociaż wierzę (być może naiwnie), że znajdę kiedyś takiego, który ma wszystkie te cechy.

    Jestem szczęśliwa z samą sobą, ale momentami bardzo brakuje mężczyzny obok.

    Lubię to

  6. Kiedyś po prostu nie było internetu, nie było tanich podróży zagranicznych i ludzie nie widzieli tylu innych „opcji do wyboru”. Było kilku fajnych chłopaków w klasie zwykle zajętych przez ładne koleżanki. Ludzie się starali. Porównywali może do kilku osób, ale w większości reszta miała bardzo podobnie. Jestem jeszcze młoda, ale dorastałam wraz z dostępem do Internetu. To on wszystko zniszczył. To przez niego ciągle nie możemy się zdecydować, bo w internecie widzimy tysiące szczęśliwych par, bo każdy pokazuje się od jak najlepszej strony. Wmawiamy sobie, że inni mają lepiej. Czemu? Problemem jest to, że nie potrafimy cieszyć się nawet z małych rzeczy, bo w przerwie w pracy odpalamy aplikację na telefonie i bombardują nas tysiące szczęść innych ludzi. Ciągle jesteśmy zapatrzeni w innych. Nie skupiamy się na swoich uczuciach. To jest smutne. Szukamy ideałów złożonych z kilku zdjęć i opisów umieszczonych na FB i zapominamy, że IDEAŁÓW NIE MA. Sami nie jesteśmy idealni. Czego tak naprawdę szukamy? Miłości. Otrzymujesz miłość od swojego mężczyzny? Co prawda wkurzasz się na niego, bo zrobił burdel w pokoju, kupił nie ten sos na obiad, czy zostawił ogoloną brodę na umywalce ALE czujesz szczęście, gdy daje Ci buzi w czoło przed snem, gdy zrobi śniadanie, gdy Ty nie masz siły (nie musi być nawet smaczne, ale się postarał), gdy zrobił setki innych, małych rzeczy właśnie z myślą o Tobie, o Was. To jest właśnie życie z drugą osobą. Kompromisy. Znasz jeszcze to słowo? Ale jak masz się czuć szczęśliwa(y), gdy właśnie partner Cie wkurzył, więc odpalasz komputer by zająć się czymś innym i widzisz internetową utopię stworzoną przez osoby, które w większości nic dla Ciebie nie znaczą.
    WIĘC może zamknij swój laptop i pójdź do osoby w pokoju obok, która znaczy dla Ciebie wiele i po prostu się przytul. Kochaj. To nie jest trudne…

    Lubię to

  7. Opisana jest moja szwagierka . Po latach patrowania , cpania , palenia , chlania i sexu z przypadkowymi , obudzila sie po trzydziestce , bez niczego , za to z gora dlugow . Najpierw przestala palic ,i partowac, a pozniej zabrala sie za spalcanie dlugow i szukanie ojca dla swojego nienarodzonego dziecka . Poprzeczke miala bardzo gygorowana , jak kazda kobieta , ale mial byc przedewszystkim splodzic jej dziecko i utrzymywac ja po urodzeniu . Oczywiscie mial ja kochac , spedzac z nia czas , i pozwalac jej rzadzic soba (podejmowac wszytskie zyciowe decyzje ) . Czy to jest w ogole mozliwe ze znajdzie takiego faceta , jak facet moze ja kochac , byc zajebicty i druiej strony dac soba rzadzic . Znalazla , kazala mu kupic pierscionek ( nie zartuje ) , wysnaczyc date slubu , wykupic podroz poslubna , kupic dom , i splodzic dzieci . Wszytsko dostala , oprocz jednego , gosc totalnie pierdoli co ona wyprawia , i co weekend wyjezdza na ryby lodka , wkorwiajac ja na calego . Nie rozumiem jej rozumowania , bo albo masz faceta z ktorym wspolnie podejmujecie decyzje , ktory jest tak samo zaangarzowany w wasz zwiazek , ktory chce rezyserowac zycie razem z toba, albo to ty rezyserujesz zycie dla was obu , ale dostajesz nieobecnego faceta . On jest zadowolony, pracuje , przynosi kase i spelnia jej finansowe oczekiwania , w zamian za to ” daj mi ty kobieto swiety spokoj – jade na ryby ” .Facet jest potraktwany jak ” bank spermy oraz chodzaca „wyplata ” , Zobaczymy ile to wszytsko potrwa ,poki co musi z nim byc , bo kupil jej pieny dom z basenem ,jerzdza na drogie wakacje , dopiero co urodzila drugie dziecko , i nie zamierza wracac do pracy , wiec nie ma za bardzo wyjscia . Ale nie sypiaja ze soba od slubu , oprocz spladzania dzieci . Do tego sa jej starzy , ktorzy okrecili ja sobie w okol palca , zadaja zeby sie udzielal , ale nie za bardzo . I jak ten facet ma zyc sie pytam , albo pozwalaja mu miec jaja albo nie ???

    Lubię to

  8. Kurde no, w samo sedno uderzyłeś. Wszystko co wiaze sie z nowym zwiazkiem jest ekscytujace – ciekawe randki, pierwsze pocalunki, seks, a po jakims czasie to juz nie cieszy tak jak wczesniej, no wiec szukamy znowu. A potem znowu i znowu… tylko jakos znalezc kogos na stale juz ciezko. A jak sie juz znajdzie te wyjatkowa i dobra osobe to, jak piszesz, nawet seks po roku nie cieszy kiedy nic nowego w zyciu sie nie wydarza(np. slub czy potomstwo). W zyciu szukamy ciaglych emocji i uniesien, bo wtedy „czujemy, ze zyjemy”. Moj chlopak mi kiedys powiedzial podczas klotni, ze „Tobie chyba brakuje jakiejs dramy w zyciu” i wiecie co? Racja. Tak, szukam sobie ekstremalnych przezyc, lubie jak cos sie dzieje, jak sie robi zbyt nudno. Moze to przez artystyczna dusze, moze nie. W kazdym razie moglabym sobie urzadzic drame gdzie indziej, ale poniewaz chlopak jest pod reka to urzadzam ja w domu, co by sobie dowalic. Odsyłam znowu do mnie, bo tak mi sie skojarzyły te wnioski z moim postem. Wypisz, wymaluj sa to powody dla ktorych ludzie sie rozstaja po dlugoletnich zwiazkach, w ktorych tkwili bez przyszlosci, albo sami nie potrafili o wystarczajaca ilosc emocji zadbac. https://nierzeczona.com/2017/07/21/o-dziwnej-przypadlosci-par-z-dlugim-stazem/ Ktos, kogo niby kochasz baj baj, a nowy partner dostaje wszystko to, nad czym pracowal jego poprzednik 🙂

    Lubię to

  9. Racja, ale nie do konca sie z Toba zgodze.Kobiety nie potrzebują „poczucia bezpieczeństwa”, tylko.pewności ze nie beda nikomu matkowac.
    Monogamie wymyslili mężczyźni? Raczej na pewno nie.
    Patrzac po moich znajomych 30+ to niestety prawda to co.napisales. Traktują zycie jak jedna wielka randke, a jesli sie znudza:”do widzenia”…
    A po 30’nastepuje wielkie szukanie bo znajomi/znajome juz maja swoich „Misiow” i krzywo na nas patrzą…
    Ot puste pokolenie. I jak tu sobie kogos znalezc…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s