Jakie jest najpopularniejsze pytanie w mailach, które od Was dostaję?

Nie o to, czy to prawda, że faceci mają zbiorowy okres, bo to akurat prawda. Nie o to, dlaczego facet nagle odzywa się po latach, właśnie wtedy, kiedy kobieta zrobiła dla delikwenta miejsce w swojej pamięci ot, dokładnie między koszem na śmieci, a spłuczką do kibla (na to pytanie zresztą odpowiem wkrótce). Najczęstsze pytanie brzmi: „Dlaczego nie mogę znaleźć fajnego faceta?” A czasami to pytanie występuje w drugiej wersji: „Dlaczego nie mogę znaleźć ŻADNEGO faceta?”

To dziś wytłumaczę dlaczego. Na liczbach.

Woman needs a man like a fish needs a bicycle

Weźmy przeciętną 30-latkę szukającą stałego związku. Ot, taką siódemkę w skali 1 – 10.  Niezła, ruda, duże oczy, fajne cycki. Jeśli oczekiwaliście tu ode mnie większej inwencji twórczej w zakresie wyglądu, to po raz kolejny się pomyliliście. Przecież każda kobieta ma w sobie coś fajnego. Jak nie dupę, to oczy, jak nie oczy, to intelekt. Choć znam takich, którzy twierdzą, że inteligencja kobiecie nie jest do niczego potrzebna, bo przecież zawsze znajdzie faceta, który wie lepiej.

To teraz prosta matematyka. Jak z gimnazjum. W Warszawie mieszka 1.7 mln ludzi. Kobiet jest 943 tys. Mężczyzn 800 tys. Laska chce faceta w swoim wieku, albo nieco starszego. Nieco, bo istnieje coś takiego, jak kod pokolenia.  Dajmy na to nie sądzę, aby zrozumieć była mnie w stanie kobieta, która nie wie, kim była Sandra, Sabrina oraz Samantha Fox. I pod którą z tej trójki kręciłem śmigłem, oglądając kupione w Łebie pocztówki.

Między 30, a 34 rokiem życia jest w WWA 170 tys. osób. Z tego 90 tys. to kobiety, a 80 tys. mężczyźni. Czyli laski już na wstępie mają nieco demograficznie przejebane, bo jest ich więcej niż facetów. Z tych 80 tys. powiedzmy tylko połowa jest wolna.  Zostaje 40 tys. samców. 

Z tych 40 tys. odrzucamy tych, którzy się nie myją, tych którzy ciągle mieszkają z matką, tych, którzy chodzą w różowych koszulach, etc. Zostawiamy tylko takich, na widok których kobieta potencjalnie mogłaby powiedzieć: tak. Zostaje, więc, jakieś 15 tys. gości. Z tych 15 tys. oczywiście nie każdy będzie nią zainteresowany. Bo jeden lubi grubsze, drugi chudsze, dla trzeciego będzie miała za duży nos. Powiedzmy, że co trzeci się napali na nią jak Reksio na szynkę („Puka się! Owszem, ale ładniejsze”). Zostaje jakieś 5 tys. facetów.

Kobiety chcą się czuć bezpiecznie, dlatego lecą na zaradnych, samodzielnych mężczyzn. A pieniądze są tej zaradności efektem. W Warszawie zarabia się dużo więcej niż w pozostałej części kraju, choć i tak wychodzi na to samo, bo ceny mieszkań tutaj rosną jak cellulit. 

Jedna czwarta ludzi ma poniżej 2,6 tys. zł na rękę. Jedna czwarta powyżej 5,7 tys. zł. Zostawiamy górne widełki i mamy 1250 kolesi. Mniej więcej 80 proc. z tej liczby chce ją jednorazowo puknąć i zapomnieć. Zostaje 250, z którymi potencjalnie mogłaby utworzyć jakiś związek. 250 kolesi, rozsianych na przestrzeni 517 km kw. Przejebane prawda? A tak samo jest w innych dużych miastach: Kraków, Poznań, Wro, etc. To nie koniec.  

Teraz ten facet, który minął kwalifikacje i przeszedł do turnieju głównego, musi jeszcze fajnie pachnieć, bo kobiety chcą mięknąć w kolanach z powodu fajnego zapachu. Musi mieć „poczucie humoru”. Co to jest „poczucie humoru”, co prawda, nie wiem, ale on ma je mieć, bo kobiety zawsze chcą, aby mężczyzna miał poczucie humoru. I musi mieć pasję. Taką, której one nie rozumieją, lecz facet ma o niej interesująco opowiadać. Nie – pornosy się nie liczą.

A dalej to już jest z górki. Ma mieć dobry zawód, normalne stosunki z matką (to znaczy ją ma, ceni, słucha z uwagą i uprzejmie, ale robi to, co uważa, bo jest przecież dorosły), ma być wyższy, rozumieć, że ona lubi swoją pracę i swoje życie, ma nie mieć byłej żony, ani dzieci.

Ponieważ kobiety pragną wrażliwego troglodyty, na dodatek jeszcze bystrego i z wyglądem, facet ma ją rżnąć jak pierdolony jaskiniowiec, ale być świetnym materiałem na ojca. Ma być świetnie zbudowany, ale spędzać z nią dużo czasu (jak chcesz być świetnie zbudowany to ściskasz głównie sztangę zamiast kobiety) Nosić na rękach, ale mieć swoje zdanie, etc.  

I teraz, kiedy już nastąpił ten jebany cud, kiedy ona już ma tego gościa, kiedy zamieszkali razem, kiedy są bratki, kwiatki i srające mewy, to na 8 tys. małżeństw zawieranych co roku w Warszawie przypada 4 tys. rozwodów. Jak to było w pewnym polskim filmie: „Miłość to niewola, płacz i zgrzytanie pochwy.”

Dlaczego nie wychodzi?

Uczyli nas, że związki mają być na całe życie.  

Że pewnego dnia spotkasz kogoś, spojrzysz mu w oczy i zobaczysz tam ciepło, zobaczysz tam topiący się karmel. Będziecie żyć długo i szczęśliwie. Koło 80-tki będziecie szli na spacer do parku, ciągle trzymając się za ręce i karmiąc wiewiórki, popierdalające po drzewach.

Ludzie na Fejsie klikają w nostalgiczne memy, w rodzaju: „Kiedyś się wszystko naprawiało. Teraz się wyrzuca na śmietnik.” Ja powiedziałbym: kiedyś nie było samolotów teraz jest Tinder, kiedyś nie było traktorów, teraz są środki na erekcję. Znaczy się, czasy się zmieniają i gówno z tym zrobimy (pomijając już fakt, że pierwsza rewolucja seksualna to była w Polsce w 20-leciu międzywojennym, a panie i panowie pruli się jak sukno).  

Związek, jako koncepcja romantyczna pojawił się jakieś 100 lat temu. Wcześniej związek/małżeństwo miało na celu głównie interesy. Małżeństwa się ustawiało. Małżeństwo było po to, aby pojawiły się dzieci. I aby zapewnić tym dzieciom utrzymanie. Teraz chcemy emocji, a z emocjami jest taki problem, że nie trwają wiecznie. Zawsze twierdzę, że nie ma co patrzeć na to, co ktoś mówi, trzeba patrzeć na to, co ktoś robi i wtedy wyciągać wnioski. 

Więc je, kurwa, wyciągnę. Jest ich sześć. Ostrzegam, będzie bolało.  

Wniosek pierwszy: jesteśmy pokoleniem wiecznej randki.

Randka z kimś nowym jest zawsze ciekawsza, niż bycie z kimś, kogo znasz kilka lat. Bo z kimś nowym wygląda to tak, że oboje prezentujecie swoje najlepsze wersje, opowiadacie swoje najlepsze historie i wyglądacie najbardziej optymalnie, jak postacie z reklamy telefonii komórkowej. Nowe osoby dostarczają nam nieustannego dreszczu emocji. Seks jest dobry, bo jest nowy.  

A z drugiej strony, gdy z kimś jesteś, pojawiają się zawsze konflikty. O coś. Zazwyczaj o drobiazgi. I trzeba je rozwiązywać, a to wymaga pracy, poświęcenia. A po co to robić, skoro żyjemy w świecie nieograniczonego wyboru? 

Wniosek drugi: przygniata nas mnogość opcji

Dawniej, gdy facet chciał kogoś poznać, szedł na przykład do klubu. I tam musiał podejść do kobiety, coś powiedzieć, a ona mogła go wyśmiać. Podchodził do drugiej („Zobaczyłem cię z tyłu i pomyślałem, że cię zapoznam”), a ona zapoznać się też nie chciała.  

Ale trzeba było mieć jaja, aby próbować. Trzeba było mieć jakieś umiejętności, które nabywało się poprzez, hmmm, rozpoznanie bojem. Później jednak, pojawiły się aplikacje randkowe na telefon. W świecie Tindera już nie ponosisz żadnej klęski. Masz kontakt tylko z tymi, którzy zwrócili na ciebie uwagę. Masz tylko zwycięstwo. Masz ‘matcha’ albo ‘super lajka’. I co za tym idzie, jeśli facet nie jest kostropaty, to po instalacji Tindera może mieć 40, 50, 70 kobiet rocznie. Jak to z wrodzoną galanterią odpowiedział pewien mężczyzna do kobiety, która po wstępnej  internetowej wymianie zdań zaproponowała mu kawę: „Jaka kawa? Mi się bzykać chce. Na kawę nawet nie jadę.”   

Z kolei kobieta dostaje serię penisów we wzwodzie i bez

To podobnie jak z kupnem sera w sklepie. Gdy masz trzy rodzaje, jeden wybierasz od razu. Ale gdy masz 150, to ni chuja nie wiesz, co robić. 

Wniosek trzeci: związki powstają na chwilę 

W dzisiejszych czasach siła zasięgu Wi-Fi jest silniejsza, niż niektórych związków.

0d57b76062b32b95fa32161fb960a9b8

Mój kumpel ma 37 lat. Mieszka sam. Ma żonę, z którą od pięciu lat się rozwodzi. Jeśli ktoś by mnie się zapytał o zdanie, to rozwieść się nie chce, bo dzięki temu inne kobiety nie mędzą mu, aby się z nimi ożenił. 

Ma teraz kochankę, która wynajmuje mieszkanie na tym samym osiedlu, co on. Widują się tylko w weekendy. Seks. Jedzenie. „Gra o tron”. No chyba, że ma ochotę na imprezę z kumplami, to wtedy w weekendy jedzie na Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe).  Kupił sobie coś takiego, po pewnej babci, żeby mieć miejsce do komfortowego rozstawienia grilla.

Ostatnio kochanka zaproponowała mu, że wprowadzi się do niego. Szybko wybił jej to z głowy, a nawet przekonał ją, żeby wykupiła mieszkanie, które wynajmuje, bo przecież nie ma sensu wyrzucać pieniędzy w błoto.  

Ludzie traktują swoje związki jak coś tymczasowego. Dzisiaj podstawowym modelem związku jest współlokator. Pisałem w „Brudzie”:

Poznajesz kogoś, spotykacie się. Później jest kryzys, potem się rozstajecie i znowu jest to samo. I znowu te same, nudne tańce godowe. I na spotkania ze znajomymi jedziesz motocyklem, mając nową dwudziestoletnią kobietę za sobą, ale już cały czas się boisz, że wybrałeś źle, bo gdzieś tam kryje się lepsza. Wyglądająca niczym robione przez sześć godzin ujęcie na Instagramie.” 

Czyli dwie osoby są ze sobą, robią razem pranie, ale mają w tyle głowy, że może trafić się za chwilę ktoś lepszy. Więc po co się starać? Po co schodzić głębiej? 

Wniosek czwarty: związkami rządzi kultura eventu

Mężczyzna/kobieta jest jak gadżet. Ma zdobić. Ma mieć niebanalne hobby. Macie razem jeździć w podróże, z których będziecie mogli umieszczać zdjęcia na Fejsie, aby wszyscy zesrali się z zazdrości (oni zresztą robią to samo).

Żyjemy w czasach, w których celem jest nieustający wzrost. Bezkompromisowa samorealizacja. Nikt nie chce się poświęcać. Szczęście jest realizowane przez zakupy.  

Wniosek piąty: partner nie jest już na zawsze

Niedawno przeczytałem, że naszym najbliższym kuzynem jest szympans karłowaty bonobo. Sekwencja genów ludzi różni się od DNA bonobo, mniej więcej w 1,3 procenta.

Bonobo nie jest monogamiczny. Wręcz przeciwnie, seks jest tam na dzień dobry, do widzenia i na załatwienie problemu. Kłótnia?  Po co się kłócić? Lepiej się przelecieć. Stałych partnerów nie ma. Bonobo, jak ludzie, uprawiają seks w pozycji misjonarskiej. Lubią się całować. Część z nich jest homoseksualna. A seks to przywilej udzielany przez samice w zamian za żarcie.  

W tych wszystkich rozważaniach na temat związków zapominamy o jednym: ciągle jesteśmy zwierzętami. To mężczyźni wymyślili monogamię, aby mieć pewność, że wychowują swoje dzieci. A teraz nasza kultura idzie w stronę związków, w których zaczyna pojawiać się zdrada albo seryjna monogamia. Stajemy się jak bonobo. Różnica jest jedna: dalej się nawzajem wkurwiamy.

Wniosek szósty: seks jest coraz słabszy

Kobiety w związkach stają się matkami dla swoich facetów. To znaczy mają wyglądać jak dziwki i prasować koszule, a jednocześnie traktują ich jak niedorozwojów. Jak to nie potrafisz kupić koperku? A gdzie idziesz? A kiedy wrócisz? A ubierz się ciepło. Kobieta, aby mieć dobry seks musi czuć, że ma obok mężczyznę. On musi być dla niej trochę nieobliczalny. Musi potrafić powiedzieć „nie”. A matkowanie jest dla seksu zabójcze. 

Swoją drogą, kilka lat temu zrobiono w Niemczech badania na parach w wieku 18 – 32 lata.  Po jakim czasie kobiety stopniowo traciły seksualne zainteresowanie swoim partnerem? Już po roku. Bo z biologicznego punktu widzenia, związek jest po to, aby pojawiło się potomstwo. A skoro facet nie może, to trzeba go zastąpić innym.  

Kobiety kochają na siłę

Cały ten burdel rodzi bolesne rozterki u kobiet. Bo gdy spotyka faceta, który ją pożąda, to on ma ochotę tylko na jej dupę. A gdy znajdzie takiego, który rokuje, jako partner, to jest pizdowaty w łóżku i łatwo daje się jej zdominować. 

Tak jak w liście, który do mnie napisała Iza:

Spotykam się z kimś. Ale nudzę się z nim w łóżku. Mądrzejszy mógłby być. To dobry człowiek. Będzie się mną opiekował. Doceniam takich jak on. Wcześniej to olewałam. Teraz wiem, że takich jak on nie ma wielu.

Ale nie porywa mnie wiatr namiętności. Ciekawości. Pewnie zacznę go prędzej czy później zdradzać.

Czy lubię z nim spędzać czas? Nie wiem. Czy lubię z nim rozmawiać? Nie wiem. To trochę na siłę, co robię. Potrzebuję spokoju.” 

Kobiety w pewnym momencie nie kochają mężczyzn za coś. Kochają za to, kim oni nie są. Że nie są ich byłymi, którzy im ostro w życiu zamieszali. Zwyczajnie pojawia się w nich rezygnacja.  

Gdzie ci mężczyźni?

Ludzie boją się być sami i robią dużo rzeczy oglądając się na innych. Dlatego tkwią w związkach, w których czują się nieszczęśliwi.  

Szczęście czy nieszczęście to kwestia naszego wyboru. Możemy jęczeć, narzekać, mieć nierealistyczne oczekiwania, marudzić, poddać się, a w efekcie niszczyć sobie życie. Możemy też skupiać się na tym, co jest dookoła nas dobre. Że jest nowy, zajebisty dzień, który nie wiadomo, co przyniesie, lub że mamy fajnych przyjaciół. Chujowe chwile mijają, a złe związki też nas czegoś mogą nauczyć. Na przykład szacunku do siebie. Albo pomogą zrozumieć, czego w życiu nie chcemy.  

Kobiety pytają: gdzie ci mężczyźni? Jak znaleźć tego jednego, jedynego, na moment. Lata. Całe życie. Odpowiem: żeby kogoś kochać i żeby być kochanym trzeba być najpierw szczęśliwym samemu ze sobą.  

Ty jesteś?

 

4544437990_8e12e30708_o-2Photo by Gabriela Camerotti/CC Flickr.com

Kilka słów wyjasnienia:

Do wyliczeń demograficznych użyłem danych GUS.  Dane o pensjach pochodzą z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak w 2016 roku. 

Inspiracje: Amy Webb How I hacked online dating

84 uwagi do wpisu “Nie czytać przed ukończeniem 30 roku życia

  1. Żyjemy w konsumpcyjnym świecie. Wszystko jest chwilowe. Wszystko co się popsuje można zastąpić nowym, czasami lepszym, egzemplarzem. Mamy wybór z którego nie potrafimy korzystać, bo nie uczymy się na błędach. W kółko robimy te same głupoty i dziwimy się, że mamy takie same efekty.

    Lubię to

    1. Z mojego doświadczenia moge napisać, ze za wczesnie skreslamy nowo poznaną osobe. Nie dajemy sobie szansy ja poznac. Widzimy np ze ktos ma 10 kg nadwagi i to na pewno nie jest mój wymarzony maz. Albo że jeździ slabym autem to juz wstyd bedzie gdzies zaprosic. Bo znajomi zobacza.
      W moim przypadku bylo nie inaczej. Chlopak z ktorym właśnie jestem juz 4 lata w zwiazku, mieszkamy razem i jestesmy zareczeni, na poczatku byl przeze mnie odrazu skreślony. Po prostu nie podobal mi sie fizycznie, nie był w moim typie. Byl to jednak twardy zawodnik i nie odpuścił. Ja mu mówiłam wprost, ze możemy byc tylko przyjaciółmi, on tam niby przytakiwal i zapraszal mnie a to na herbate, na spacer, do kina. Dal nam szansę, zebysmy sie poznali i zeby mnie przekonac samym soba.
      Dzisiaj nie zamienilabym go na nikogo innego w świecie mimo ze po 4 latach nie ma juz fajerwerkow, jest praca i normalne zycie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Jestem szczęśliwa 🙂 mam wrażenie, że w końcu prowadzę życie, o którym marzyłam 🙂 ale faceta, za kij nie mogę poznać, w takim sensie, że nikogo ciekawego, kogoś kto mnie „porwie” 🙂 więcej średniaków w koło… i tylko : nie, na pewno nie, nieeee, zdecydowanie nie. – wnioski po rozmowach 🙂 ale nie poddaje się !

    W ogóle dobry tekst, trochę śmiechu z rana na dobre rozpoczęcie dnia 🙂
    Dzięki i Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

      1. MAREK, ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego ktoś jest z kimś mniej mądrym, bo zawsze wolałam być z mądrzejszym. I zupełnie nie rozumiem kobiet, które są z debilami dzwoniącymi do nich po kilkanaście razy dziennie z pytaniami o jakieś drobiazgi. No zdarza się – 40 latek z mózgiem i poziomem 3 latka, ble 🙂
        Ale idąc dalej: jeśli jest się z kimś inteligentniejszym, to może się czasem zdarzyć, że samemu się wyjdzie na idiotkę. Nie każdego kręci bycie mentalne zmiażdżonym. 🙂 W towarzystwie innych ludzi zawsze ta druga osoba jest fajniejsza. I wszyscy bardziej lubią tę drugą osobę, nawet Twoi starzy znajomi. To tak pokrótce.

        Lubię to

    1. Nie wyglądasz na bardzo atrakcyjna. Może ci się tak wydaje, ale widać, że zdrowe odżywianie nie jest twoja mocna stroną. Nie wydajesz się też zbyt inteligentna. Aby znaleźć kogoś ponad „średniaka” trzeba samemu być wyżej. Wyjdź ze swojej strefy komfortu, rozwijaj się i na pewno znajdziesz kogoś.

      Lubię to

    2. Po twoim blogu widać że jesteś kolejna ofiara nadmiernej samooceny. Jak będziesz kimś, to będziesz w otoczeniu takich samych osób. Na razie jak widać, sama jesteś średnia (chociaż myślisz że z wyższej klasy), więc obracasz się wśród średniaków

      Lubię to

  3. A ja obserwuje siebie i innych i zauważam jedną rzecz która nas gubi…oczekiwania. Tworzymy w głowie wzór idealnego mężczyzny/kobiety i szukamy osoby, która wypełni to czego szukamy, odrzucając inne „jednostki” niepasujące. Kobiety strasznie „wystrzeliły” do przodu z wykształceniem, zarobkami, ambicjami, a mężczyźni na to patrzą i nie wiedzą jak się w tym odnaleźć…kobiety też nie wiedzą. Są spragnione miłości i chore od samotności ale nie mogą i nie potrafią się odnaleźć, a mężczyźni zgubili w tym wszystkim pewność siebie

    Polubione przez 3 people

  4. Tekst bardzo trafił w temat ostatniej mojej rozmowy z kolegą. Jestem kobietą w szczęśliwym związku, mamy dziecko. Jesteśmy razem 4 lata i osobiście – nudzi mi się monogamia. Nie ma już dreszczyku.
    Co pomogło? Szczera rozmowa. Wniosek – w zasadzie jak chcesz z kimś spać, to się nie obrażę. Z obu stron, bez większego spięcia.
    A związek nadal szczęśliwy, a nawet szczęśliwszy. Nie mogę używać tylko jednej półkuli mózgu, tak samo nie mogę żyć bez mojej drugiej połowy. Ale mając w łóżku tylko 1 faceta przez całe życie chyba umarłabym z nudów 🙂

    Lubię to

    1. a za pare lat co powiesz dziecku że ten pan co Cie puka to wujek a ten co puka jakąś Panią to twój ojciec? To zajebisty degenerat z niego wyrośnie… Jesteś egoistką, żyjesz tylko dla swojej przyjemności i nie rozróżniasz co jest dobre a co złe. Za kilka lat wróżę Ci ostry bajzel w życiu. Ale obym się mylił

      Lubię to

      1. Albo potoczy się inaczej. Zaspakajanie potrzeb jest dla ludzi ważne, a ludzie umawiają się ze sobą na różne rzeczy. Tacy ludzie mają usychać z tęsknoty za czymś fajnym, bo chcą seksu? Każdy ma wybór. A losy mogą potoczyc się różnie panie wróżbito.

        Lubię to

      2. > Jesteś egoistką, żyjesz tylko dla swojej przyjemności i nie rozróżniasz co jest dobre a co złe

        tu nie chodzi o to czy coś jest „dobre” czy „złe”. Za dużo zmiennych w podejściu. Za dużo ogólnego relatywizmu. Zostawmy to, nie do ogarnięcia.
        One takie są. Moja jednoznacznie chciała małżeństwa, dzieci, wzajemnego wsparcia, wspólnej drogi. Ja chciałem tego samego. To było 20 lat temu.
        Pół roku temu zostawiła mnie. Bo „chce pożyć”. To był główny argument. Nie powiem że to było idealne 19 lat razem, ale było niezłe. Wspólne życie. Zero trosk materialnych (pracuję jak wół). Cudowne dzieci. Pasje, zainteresowania, wyjazdy. Zero zdrad z mojej strony. Zero nałogów. I: „nie da się z tobą żyć”. „Chcę pożyć”. Od momentu w którym jednoznacznie zaczęła mnie zostawiać, spała z 5 facetami o których ja wiem (nasza relacja powodowała, że z części tych przygód po prostu się mi zwierzała). Jak to mówili? Wiedzę o męskich podbojach należy dzielić przez 3, a o kobiecych mnożyć przez 3. No to znaczy, że spała z 15 facetami w ciągu powiedzmy roku. No i macie jeszcze jakieś pytania? 42 – letnia baba.
        One takie są. Jedno zrozumiałem dzięki niej i dzięki temu blogowi. Związki nie są na stałe.
        Przestroga od zgreda dla młodych: bawcie się ale nie wiążcie się. Uwierzcie, boli potem jak jasny skurwysyn. I to RACZEJ kobieta będzie tą, która się puści, zrobi w chuja, zdradzi, zostawi, porzuci, oleje, każe wypierdalać.
        Bo tak.
        Bo chce pożyć.

        Polubione przez 1 osoba

  5. Jako 45latek powiem, że zajebisty tekst. I w wielu punktach bardzo, ale to bardzo życiowy… Jeśli facet daje sobie matkować, to dupa a nie facet – no chyba, że mu tak dobrze i wygodnie. Ale wtedy śmierć przez zagłaskanie będzie i albo umrze albo spie…. ucieknie znaczy się. Bo która będzie chciała „ciapciaka” ?

    Lubię to

  6. Właśnie ta prezentacja najlepszych naszych wersji, rodem z reklam sieci komórkowych, jest jednym z największych problemów. Albo inaczej – taką protezą rzeczywistości, na którą można bardzo łatwo się nabrać, tak jak na pieczywo w markecie. Niby pachnie, niby chrupie, ale już następnego dnia nadaje się tylko do tego, żeby wylądować w koszu. A dlaczego? Bo nie jest prawdziwe. Bo próbuje udawać coś, czym nie jest. Wiadomo, jaka jest karma, wiadomo, że wraca. Skoro już na początku serwujemy sobie sztuczność, to nie dziwmy się, że potem musimy ją łykać na co dzień.

    Lubię to

  7. Jest jedna istotna sprawa – otóż monogamia seryjna jest tak naprawdę naturalnym stanem seksualności i „związkowości” człowieka. Zgodnie z badaniami antropologów i archeologów, przez dziesiątki tysięcy lat od uformowania się naszego gatunku ludzie tworzyli stałe monogamiczne związki na 5-7 lat, do odchowania dziecka, a potem zmieniali partnerów. Związki zresztą przez większą część istnienia ludzkości były wyłącznie nieformalne – państwa, władcy i kapłani w ogóle się do nich nie mieszali. Sankcjonowanie związków przez kapłana to kwestia ostatnich kilkunastu wieków, narzucanie wszystkim dożywotniego związku monogamicznego – również. Zabawne, że to ostatnie „zawdzięczamy” księżom katolickim, którzy mają celibat/

    Lubię to

  8. Mam 22 lata, zarabiam 3k, ładnie pachnę, dobrze wygląda, jestem nieprzewidywalny i bezpieczny, słodki skurwiel w sumie, nie mieszkam z rodzicami, lubię samodzielność, dbam o swoje ciało, jestem dobry w łóżku i umiem porządnie przytulić, wziąć na wino nad Wisłę i do eksluzywnej restauracji, bo wiem że kobiety kochają emocje. Tak samo jak ja.

    I czasem wydaję mi się że pokolenie 25-35 latków jest kurwa, młodsza ode mnie

    Lubię to

  9. Zgadzam się z tym, że żeby być szczęśliwym w związku trzeba najpierw mieć udaną relację z samym sobą.

    Dodałabym jeszcze, że dobrze gdy partner jest też naszym przyjacielem. Bo poza namiętnością i miłością trzeba się też lubić i chcieć spędzać ze sobą czas.

    Lubię to

  10. Pytanie brzmi, dlaczego masz 30 lat i jesteś sama:) kariera? Wybredność? Egoizm? Wygoda? Chyba wszystkiego po trochu. Potem przychodzi płacz. Sami jesteśmy sobie winni, w tym wypadku winne.

    Lubię to

  11. Żałosny ten tekst. Nie żyje sam z matką, ale nawet gdyby to większość tych panienek, co tak sądzą o facetach z mamusiami, same z nimi żyją. Z tym dochodem to w ogóle metry mułu.

    Lubię to

  12. Pieprzenie głupot. Ludzie szukają drugiej połówki wzorując się na wyidealizowanej wizji związku przedstawianej w filmach, serialach, tygodnikach czy reklamówkach fotografów ślubnych. Oczekują, że w magiczny sposób druga osoba będzie pasowała – ot tak, idealnie, jak puzzle – i nie są w stanie pójść na jakikolwiek kompromis, bo przecież żyjemy w czasach kiedy liczy się „JA” a nie „my”. JA chcę realizować się zawodowo, JA chcę podróżować, JA chcę być jak Lewandowska i chodzić codziennie na fitness i prowadzić wegański blog, a w międzyczasie chodzić z koleżankami za zakupy, a jak wrócę to na romantyczną kolację we dwoje z moim facetem, który powinien za nią zapłacić bo dobrze zarabia.

    Życie we dwoje tak nie wygląda, bo druga osoba też ma swoje pragnienia/marzenia/wizję życia. I są cztery opcje:
    Pierwsza, zakochali się i po jakimś czasie rozwodzą się, ponieważ „nie tak to miało wyglądać, zupełnie do siebie nie pasowaliśmy”.
    Druga – idealnie do siebie pasują i związek przychodzi bez wysiłku, jak w komedii romantycznej (nie znam takiego, a Wy?).
    Trzecia – jedna osoba w związku jest „stłamszona” i sprowadzona do roli „Matki Polki” lub pantoflarza.
    Czwarta – jesteśmy dorosłymi ludźmi, rozmawiamy o przyszłości i ustalamy, gdzie możemy pójść na kompromis. Rezygnujemy z części marzeń lub odkładamy je na później, po to by tutaj mógł zrealizować mój partner/partnerka. A w innej kwestii robi to druga połówka. To bywa trudne i irytujące – ale inaczej się nie da.

    Cytując Soykę… „(…) i aby żyć, siebie samego trzeba dać”. Pokolenie Ikea zdaje się o tym nie pamiętać.

    Lubię to

  13. Kolejny tekst o „nudzie”. Jak ktoś jest bystry, to nie umie się nudzić. A jak ktoś nie chce mieć dzieci, to partner też się nudzi po roku? Do 30-stki mi jeszcze parę lat brakuje. Byłam w kilku dłuższych i krótszych relacjach. On jest zaradny, 6 lat starszy. Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata. Żadnego ślubu, żadnych konwenasów. Matkować mu się nie da, za silny i zbyt niezależny charakter. Jesteśmy czasem strasznie infantylni. Spędzamy dużo czasu na rozmowach, mamy wspólne pasje, podróżujemy razem, planujemy wspólną przyszłość, ale bez spiny. Znamy swoje wady i zalety, rozmawiamy o tym, radzimy sobie z naszymi trudnymi charakterami. Nie kłócimy się. Rozmawiamy.

    Lubię to

    1. > Kolejny tekst o „nudzie”. Jak ktoś jest bystry, to nie umie się nudzić.

      Prawda. Ale może się lękać samotności. Z różnych powodów. W różny sposób to przeżywając. Czasami człowiek zdobywa samotnie spore góry i pływa sam po morzach, a cień wdzierający się wieczorem do pustego domu potrafi go pokonać. Bywa tak.

      Lubię to

  14. Bo to jest pierdolone błędne koło. A kto jest temu winny? Kobieta! Nie, nie ta co jest teraz obok- wszystkie wcześniejsze włącznie z matką, siostrą i babką. Czemu wcześniejsze? A no dlatego, że one Cie nie szanowały, zmieniały na innych, bo miał lepszy wóz, kutasa, telefon, mniej pryszczy. I po tym wszystkim zdajesz sobie sprawę, że kobiet jest miliony i większość wolna i że nie warto poświęcać się kobiecie bo gdy już się poświęcisz i starasz to ta traci zainteresowanie i kręci nosem. Wtedy mówisz sobie czas zostać jebanym samcem alfa. I jesteś nim- wyrachowany, zimny, mający swoje zdanie i nie uznający słowa nie. Wtedy właśnie kobieta zalewa się łzami, że jej nie kochasz, że skurwysyn i że jesteś bez serca. Ale po cichu woli ten stan podwyższonego ryzyka niż chłopca w ujebanych spermą majtkach, grającego w gry komputerowe. Po jakimś czasie ta kobieta od nadmiaru łez staje się wręcz toksyczna i koło się zaczyna zamykać i zaczyna się nowy cykl. Czemu winna Matka? Bo nie powiedziała Ci podczas wychowywania: Synku, kobiety chcą silnych mężczyzn, ale bez własnego zdania 😉 Właściwie powinna powiedzieć : Synku kobiety same nie wiedzą czego chcą, I pojawia się dysfunkcja w głowie faceta, bo on nie wie kim ma być dla niej i czego ona chce. Ale jak ma do cholery wiedzieć kiedy WY same nie wiecie dziewczyny.

    Lubię to

  15. „Żeby kogoś kochać i żeby być kochanym trzeba być najpierw szczęśliwym samemu ze sobą” – skoro człowiek jest szczęśliwy sam z sobą, to po co mu ktoś inny do pary? Problem w tym że jakkolwiek będziemy z samym sobą szczęśliwi, to przychodzą wieczorami takie chwile, że potrzebuje człowiek do kogoś się odezwać, przytulić, poczuć tą subtelną emocjonalną więź która daje poczucie bezpieczeństwa. Niestety dzisiejsze czasy to targ próżności, licytacja wymagań i oczekiwań rodem z kosmosu, konsumpcja uczuć tu i teraz, bez głębszego zastanowienia się nad konsekwencjami. Dzisiaj problem z kobietami zależny jest od grubości portfela, zresztą zawsze tak było, problem jedynie w wysokości finansowych wymagań stawianych przed partnerami, a 5 tyś na rękę to nawet na prowincji nie robi szału 😀

    Lubię to

    1. Na to wszytko po kilku niezłych jazdach mam SSRI , dla mnie gitara. Spokojnie żyje, oszczędności na kilka lat skromnego życia 42 lata i już to mam za sobą bo przestało mnie się chcieć.

      Lubię to

    2. To, że chętnie napiłabym się wina, nie oznacza, że wino mi potrzebne do szczęścia. To, że chętnie się przytulę nie oznacza, że będę nieszczęśliwa jeśli tego nie zrobię.
      Łączymy się w pary z najróżniejszych powodów – może to być seks, mogą być finanse, może być chęć rozmnażania się. Ale na pewno nie trzeba się łączyć w pary by być szczęśliwym.

      Lubię to

  16. Trochę takie p&*lenie o Szopenie. Tekst dla osób powyżej 30 roku życia? Powiedzcie to moim braciom czy siostrze – nie wiedzą co to Tinder. Ja wiem, ale nigdy nie widziałam i nie potrzebuję mam 29 lat. To jest tekst dla ‚ludzi’ jeszcze przed 30, nie tyczy się większości moich znajomych (znam może ze 2 facetów, którzy by tu pasowali).

    Problemem jest to, że ludzie nie próbują, może nie wyciągają wniosków. To że młodzi ludzie siedzą z nosem w internecie (świecie idealnych fotek, jedzenia i kreowania siebie) i nie wiedzą jak się zachowywać w towarzystwie innych.

    Pierwsza część tekstu traktuje o kobietach, które z facetem były chyba tylko w książce i mają wyobrażenia na bazie romansów, głupkowatych historii z „Przyjaciółki”/”Bravo” i filmów. Spróbuj kilka razy, a będziesz wiedzieć czego szukasz. Jeśli się decydujesz na kobietę/mężczyznę na chwilę to bądź świadom wszystkich tego konsekwencji. Jeśli wiążesz się na całe życie rownież bądź świadom konsekwencji.

    Lubię to

  17. Cosik tu jest nie tak, bo rozterki tzw.Starych panien, i i zasiedzialych kawalerow byly tez kiedys, z tym ze teraz nie mozna powiedziec Stara panna, a czemu nie, bo brzmi? Jak? wg mnie super dobrze a nie jakas tam singielka polujaca, wyksztalcona, wypindrzona, i stary kawaler, ciemak albo picus-glancus. Owszem w latach 80tych czy 90tych nie bylo jeszcze takiego medialnego szumu ale polowanie i wybieranie bylo i to jeszcze jaaaak! Wiem z doswiadczenia, jestem grubo po 50tce i co? niestety 30 lat temu to byla droga przez meke aby poznac tego wlasciwego, a Polacy maja to do siebie , ze sa az zbyt krytyczni, az zbyt.Nie bylo internetu, ba! telefooonu!, wiec co? kazdy delikwent i potencjalna kandydatka naocznie ogladana i ….woz albo przewoz. Okaze sie w praniu.

    Lubię to

  18. Długotrwały związek nie może istnieć pozostawiony sam sobie. Należy o niego zadbać – wydaje mi się, że niektórzy ludzie nie mają na to czasu/chęci. Trzeba być świadomym swoich wyborów. Trzeba pamiętać też o tym, że każdą zmianę należy zacząć od siebie. Powinniśmy częściej ze sobą rozmawiać, nauczyć się SŁUCHAĆ, a nie tylko mówić…

    Lubię to

  19. błędne wnioski moim zdaniem…

    Osoby np głęboko wierzące(chrześcijanie) tworzą niesamowite związki, całkowicie pozbawione wad, które powyżej są opisane. To skutek tego, że wzajemnie ZAWSZE mogą
    na siebie liczyć…bo po za ich egoizmem jest jest KTOŚ kto na decydujący na ich plany skoków w bok, lenistwa, obżarstwa, chciwości wszelakiej, zazdrości itd….

    Ludzie pragnący „wolności”(czyli przyzwolenia na wszystko BEZ konsekwencji i kosztów dla innych) dostają teraz OWOCE…. czyli sobie podobnych do tworzenia związków 😦

    dlatego jeśli mogę coś doradzić osobom które jeszcze trzymają się zasad chrześcijańskich – szukajcie żony/męża tam gdzie można ją znaleźć i gdzie OD RAZU WIADOMO że to osoba z zasadami! (czyli we wspólnotach, parafiach a nawet w katolickich serwisach randkowych – tak znalazłem moją ukochaną żonę!)… inaczej zakochacie się w kimś kto na początku będzie
    „IDEAŁEM” – tak jest prawie zawsze….a gdy dojdzie do weryfikacji okaże się kim kto SAM decyduje o sobie bez odniesienia do zasad :(…. i będzie dramat opisany powyżej…. gdzie
    obserwacje „owoców” są słuszne….ale diagnoza powodów już NIE…

    to że kiedyś ludzie dożywali wspólnie starości spowodowane było właśnie trzymaniem się zasad chrześcijańskich ze świadomością SKUTKÓW odstępstwa od nich(stąd ogromna ich skuteczność!)…. teraz albo zasad nie ma… albo jeśli są są ZMIĘKCZANE do poziomu WYBORU…. i ew. porównań do osób które jeszcze gorzej sobie radzą

    Lubię to

  20. Uf jak dobrze, że ten etap już za mną w sumie młodo wyszłam za mąż i właściwie mnie ten tekst nie dotyczy ale tak serio to takie bagno ludzie sami sobie robią niestety. Obecnie wszyscy chcą być tylko kochani ale kochać nikt nie chce i tu jest problem.

    Lubię to

  21. Tekst dowodzi, że każda kobieta łatwo znajdzie sobie faceta, o ile obniży wymagania. Niestety istnieje wielu facetów, którzy nie mają szans u literalnie żadnej kobiety. Z drugiej strony nie ma czegoś takiego, jak kobieta, której żaden facet nie zechce.

    Lubię to

  22. do pogodzenia mimowszystko -wiesz ja tez mialamzwiazek z takim ,,wierzącym gorliwym katolikiem” wręcz kaznodzieją/_ w sumie nawet w jego pracy przezywali go pastor I co na każdym kroku moralizowanie było nie moglam zaprosić do domu kolezanki by wypic sobie po koktajlu a niby taki katolik niepalacy wierzący a ograniczyl moją przestrzen zyciową swoimi zakazami.Nie mowie ze katolicy praktykujący czynia zle ,Wielu to mili ludzie pełni sily, madrosci i rozwagi którą daje im modlitwa .Ale sorry ja nie trafiłam .Teraz musze szukac na nowo a exploracja nie przynosi oczekiwanych efektow bo trudno odnaleźć kogos kto i wizualnie i zwłaszcza emocjonalnie i duchowo nas dopelni.SIngle ci z wielkich miast bo znam pare takich korpo osobistości na stanowiskach z racji kontaktow zawodowych w firmie .Z ich opowiesci wynika ze nie odnajdują się w związkach.Co ciekawe zarówno mezczyzni i kobiety sa atrakcyjni fizycznie wygadani majacy sporą kase ajednak sami zbyt egocentryczni by pokochać kogos oprócz siebie samego/samej.Gdy hormony buzuja człowiek patrzy poprzez pierwotne impulsyi liczy się pierwsze wrazenie wzrokowe ale gdy zycie doświadczy , czlowieka spiora po dupie hude latai pustka uczuc zmienia się nastawienie.Na przykład u mnie jest tak wolalabym obecnie poznac faceta który nie rzuca siew oczy za bardzo taki typ oxfordzkiego kujona nie musi byc ani wysoki ani zbudowany jak grecki bóg, chętnie w okularach ale z pewnym polotem wyobraznia odrobina humoru i pasją .Pomimo przejsc osobistych zawodow ,rozczarowan i niespełnionych nadziei polecam wszystkim nie ustawajcie .Szukajcie a znajdziecie jeśli nie partnera to nowa droge może swój nieodkryty talent.Ja to czynie i widz ze tez pomalutku zaczyna przynosić owoce. Pomimo nieudanego związku , śmierci i dlugiej choroby ojca , podlych ludzi w pracy ,ciezkiej choroby siostry i innych hiobowych klęsk na nowo potrafilam sie zresetowac bo mam tzw. przychówek dla którego musze zyc.Ale również cieszy mnie to ze dobrze cos wykonam w pracy i poza praca jeszcze cos na przykład zakupy i obiad chorej samotnej starszej sąsiadce Czuje wtedy spokoj i nie mysle o tym ze brak mi czegos i nie mam zalu do swiata los jest losem , może surfowalam na słabej fali a nastepna wzniesie mnie troche wyzej Co znaczy udany związek ? jaki ma być partner czy istnieje idealny ? nie to niemożliwe mozna być z kims kto ma wady ale my w nich widzimy zalety a na odwrót i według mnie wazna jest zdolność słuchania siebie .Zostawmy komórki telewizory monitory na chwile gdzie zwierzymy się sobie , poszukamy rady pocieszenia po trudnym dniu.I ,porzucmy wulgarność w kontaktach slownych przynajmniej w domu naszej samotni .( ciekawe dlaczego we wpisach panaikei tyle wlasnie wulgaryzmow , czyzby byl spowodowany az takim stresem ?I mezczyzni powinni chronić i dbac o swoje kobiety a nie na odwrot bo to sprzeczne z naturą.Kobiety nauczcie się cenic swoich facetow to będą się lepiej starac .Czyż nie?

    Lubię to

    1. Lukrecja, bardzo fajnie napisane i wygląda że intrygująca z Ciebie osoba.
      „Szukajcie a znajdziecie jeśli nie partnera to nowa droge może swój nieodkryty talent.”. Kto wie? Może masz ochotę na randkę? 😉

      Lubię to

  23. Dobry tekst! Wiele trafnych uwag i warty przemyślenia 🙂 Jednak mam wrażenie ze dotyczy on bardziej ludzi żyjących w dużych miastach, goniących za „sława i pieniędzmi”.
    Dlatego apel do nich: zatrzymajcie sie na chwile i zapytajcie siebie „do czego prowadzi ta gonitwa?”
    Myśle ze wielu powinno odpowiedzieć sobie na takie pytanie ^^

    Lubię to

    1. Jak to do czego? w zamierzeniu – do sławy i pieniędzy 🙂
      Ale to trochę jak w sporcie…zaczyna wielu, trenują, poświęcają wszystko…ale tylko części z nich uda się osiągnąć miejsca na podium i kosmiczne pieniądze. Reszta będzie miała zrypane stawy, nadwagę i posadkę trenera/nauczyciela wf-u gdzieś na zadupiu.
      A jakby ktoś nie zauważył jeszcze, to niemal wszystkie teksty autora kręcą się wokół ludzi goniących za „sława i pieniędzmi” i mających twardy kręgosłup moralny oparty na jednym głównym przykazaniu: pecunia non olet 🙂

      A z dość pobieżnej lektury wnioskuję że żyje z szeroko pojętego „szołbizu”, w którym zarabia nieźle ale który ogranicza jego percepcję, narzucając przekonanie że z grubsza wszyscy prezentują postawy jakie opisuje:
      zblazowanych dorobkiewiczów, idiotki o mentalności kurewki, karków z siłowni i nieudacznychm geeków.

      Lubię to

  24. Mam 40 lat na karku i udane małżeństwo. Jak czytam i słucham o tzw dzisiejszym poszukiwaniu partnera życiowego to bardzo współczuję! Moje podejście do związku opierało się o solidne fundamenty: miłość, wartości, wspólne plany, i gotowość do pracy nad związkiem. Pod 20 latach wiele się zmieniło na lepsze. Szanujemy się, dużo rozmawiamy, zagrożenia przepracowujemy choć to nie łatwe. Mamy dzieci, skromne mieszkanie i wpieramy się wzajemnie. U nas nie ma tradycyjnego podziału obowiązków – raczej się uzupełniamy. Miewamy kryzysy, osobiste i związkowe ale uczymy się i wyciągamy wnioski. Przezywamy okresowe fascynacje innymi osobami ale nie znaczy to, że od razu zdradzamy, rzucamy wszystko i lecimy za nowym. Nowe nie znaczy idealne. Jest nam dobrze i będzie jeszcze lepiej.

    Lubię to

    1. >”Moje podejście do związku opierało się o solidne fundamenty: miłość, wartości, wspólne
      >plany, i gotowość do pracy nad związkiem.:”

      też mi się kiedyś wydawało że to są solidne fundamenty. Wiesz, działało 18 lat, w 19 roku przestało działać. Życie jest okrutne, a ocena solidności fundamentów niezwykle zawodna. Inaczej, teoretycznie miękka rzecz jaką jest chuj kochanka żony, niezwykle skutecznie rozwala te małżeńskie fundamenty….

      Lubię to

      1. Nie „wydawało Ci się” co były solidne. Związek przetrwał(z tego co piszesz to bez większych zgrzytów) 18 lat i to w zasadzie wyczerpuje temat. To dość aby się poznać, zmienić nie do poznania, zrobić i wychować dzieci, zanudzić/zamęczyć sobą…i już.
        Reszta to tylko przedziwne przekonanie że powinno być dożywocie w monogamii.
        Co zapewne czasem się trafia, 6 w lotto też się trafia w końcu(i darujmy sobie „moich dziadków” czy inny przykład cnót bo takie kity to my potomkom też żenimy że psocili może inni ale nie my :).
        Akurat też mam 19 lat stażu…właściwie 18, bo ostatni rok to trudno nazwać związkiem.
        Dajcie spokój z tym dożywociem…brr

        Lubię to

  25. Skoro piszac o jakims hobby, pierwsze skojarzenie przyszlo Ci do glowy walenie konia do pornosow (bo nie ogladasz tego dla ladnych scian) to powodzenia w szukaniu kobiety 🙂 Wiem, mialo byc „for fun”, ale jednak 😉

    Lubię to

  26. Niestety takie czasy , w tamtym roku rozstałam sie po 10latach , wiec przez 10lat miałam gdzies ten zwariowany swiat , w którym żyjemy … obecnie szeroko otwieram oczy i rozkładam ręce , ale nadal uważam jedno – sposób na „dobry wybór” jest jeden – nie to co mowi a to co robi 🙂 Zawsze sie sprawdza czy kiedys czy dzis , a po drugie nie ma co sie spieszyć , warto poczekac 🙂 I ja w to wierze 🙂 Dac innym , ale i sobie szanse na normalność nie na byle jakość 😉

    Lubię to

  27. Tekst jak z gazety „Zwierciadło” zresztą jak zawsze. Ale najciekawsze w tym wszystkim są komentarze. Jak to każdy jest mądry i przyznaje rację autorowi a inni się z tym nie zgadzaja. Prawda jest taka tyle ile ludzi tyle jest potrzeb. I co by autor nie pisał to i tak nie ma to sensu. Czyta sie to jak horoskop albo sobie wmowie ze tak jest albo nie. Ale zycie i tak napisze swoj najprawdziwszy scenariusz…. I tego sie trzymajcie

    Polubione przez 2 people

  28. Ja z kolei patrzę na to tak…
    Oczywiście w związku są pewne wartości, które powinny być najcenniejsze. M.in. wierność, jak jesteś typem człowieka, który ma ochotę poszaleć na bokach, to po co truć komuś dupę, zawracać głowę i marnować czas? Dam przykład (skusiły mnie do tego komentarze): jest facet co lubi nowości, kilka partnerek seksualnych i ciężko mu celować tylko do jednej. I ten sam facet będzie pisać i głosić, że dziwka to dziwka i że taka brzydzi i że fuj. No ale nie lepiej z taką się zadawać, skoro lubisz przygody? Przynajmniej bzykniesz, chcesz pobzykasz dłużej albo pójdziesz do innej. A tak to bezsensu ranić kogoś kto wierny jest wobec Ciebie. I na odwrót oczywiście jeśli laska lubi seksy i nie potrafi mieć jednego.

    I najważniejsze, może nie wszystko co Pan Ikea pisze jest nieprawdą, natomiast wiem z doświadczenia własnego i ludzi poznanych w moim życiu: nie ma dwóch takich samych osób! I nie chodzi tu o to, że o kur*a odkryłam Amerykę, tylko o to że nie da się komuś radzić, mówić że w związku to czy tamto jest najważniejsze, bo każdy ma inny pogląd. Jedna Pani wyżej wymieniła swoje „najważniejsze w życiu” cechy u partnera, a np. u mnie zupełnie są inne, u Ciebie jeszcze się różnią a u innych jeszcze bardziej niż nasze razem wzięte. Takie jest życie i to zaakceptujcie. Związek to właśnie negocjacje, to kompromisy. Nie ma nikogo, kto byłby idealny, nawet nie dla świata ale dla nas samych. Są wady, jedne można spokojnie zaakceptować, nad tymi które są nie do wytrzymania- pracuje się. A jeśli masz podejście „jestem jaki jestem, chcesz to bierz , nie to nie” albo „takiego mnie powinieneś zaakceptowac jeśli kochasz” to są brednie, pierdoły i gówno w bułce. Jeśli tak myślisz to jedno jest pewne: nie nadajesz się albo nie dojrzałeś/aś jeszcze do prawdziwego związku.

    Lubię to

  29. No cześć, jestem facetem dosyć mocno zbliżonym do współczesnego kobiecego ideału. Obyty, inteligentny, przystojny, jeszcze młody, z kaską, poczuciem humoru i dystansem. Oczywiście od lat w szczęśliwym (i owocnym!) związku. I zdradzę Wam „tajemnicę” – mężczyźni mojego pokroju w grubej większości unikają jak ognia panien z wygórowanymi oczekiwaniami. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wiązał się na dłużej niż do śniadania z kobietą, dla której jesteś jedynie kolejną markową rzeczą, którą może się pochwalić.

    Lubię to

  30. Chyba jestem ciut za stary (za mądry? za głupi?) aby komentować ten tekst. Zresztą tekst jest spoko. Ale co tam, pobawię się. Podzielę się z Wami pewnym przemyśleniem. Otóż, faceci: postawcie sobie obok siebie 10 najfajniejszych lasek jakie widzieliście w życiu. Już? Stoją? To teraz spośród nich wybierzcie JEDNĄ. Już? Udało się? Nie? No tak. Nie udało się. Dlaczego się nie udało? Nie wiecie … ? 🙂 Najpewniej z różnych powodów, bo każdy facet jest jednak trochę inny, ale jeden powód jest wspólny. Facet nie jest stworzony do monogamii. Dlatego nawet jeśli jest w długotrwałym związku z jedną kobietą, który uważa za udany i szczęśliwy, nadal będzie się oglądał za innymi. I nie przestanie. A to, że pozostaje w tym związku, to kwestia wielu czynników. Może mu po prostu jest w tym dobrze i nie chce tego zmieniać, ponosi jakieś większe albo mniejsze kompromisy, ale ogólnie uważa, że bilans jest cały czas na plus. Tak mi się wydaje. Rozpierducha może nastąpić, kiedy bilans się zmieni … 😀 Taka moja „goła” prawda … Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. @Aniela
      >żałuję, że tu weszłam; wypociny na siłę kogoś kto nie wie co to są uczucia tylko zimne
      >statystyki i kalkulacje!

      tak, bo wy, kobiety, wiecie co to są uczucia….Owszem przeżywacie je, zapewne owszem- ponad miarę i z tego pewnie jest dużo problemów, tyle że kompletnie się w tym własnym chaosie nie odnajdujecie. OK, nie wasza wina, tak jesteście skonstruowane, ale przynajmniej nie komentujcie, gdy my mężczyźni rozpaczliwie (i daremnie) próbujemy to zalgorytmizować. No a gdy się nie udaje, i gdy już zbierzemy po dupie konkretnie, nie dziw się że robimy to co po prostu pozostaje do zrobienia: po latach albo dekadach białorycerstwa, zaczynamy używać kobiet…. Po prostu. Na ich własne życzenie. Samotność boli ale nie tak jak boli piekło związku. Związku w którym mężczyzna może i nie oszałamia po 19 latach, może i urósł mu brzuch, ale jest wierny, pracuje na rodzinę i nadal próbuje dzielić się pasjami. Tyle że popieprzonej kobiecej emocjonalności to za mało….Zdradza, zostawia, gnoi,…..Nie dziw się że później zostaje już tylko zimna kalkulacja jak ewentualnie puknąć (nie piszę o sobie, to jeszcze nie mój etap), a potem zająć się tym co naprawdę ważne (dzieci o ile są, praca, zrozumienie architektury renesansu, łowienie ryb, konstrukcja roweru, obserwacja gwiazd, pisanie nowel, gra na instrumencie).

      Lubię to

  31. Jako żonaty i dzieciaty 40+ powiem, że to wszystko jest zmienność osobnicza. Ten tekst jest napisany przez singla który żyje w świecie randek internetowy. Mój świat wygląda zupełnie inaczej. Ja np. cenię sobie długotrwałe związki bo wtedy można się kogoś nauczyć i przenieść moją uwagę na inne aspekty życia. Można razem tworzyć sobie życie, które może być również fascynujące i emocji. Ja nie potrzebuję poznać nikogo innego, żeby moje życie dostarczało mi nowych przygód (czasem to nawet chciałbym się ponudzić 🙂 ) Warto pamiętać, że poznanie nowego partnera to tylko jedna z dróg na to żeby nasze życie było emocjonujące – wbrew pozorom również w łóżku.

    IMHO cywilizacja zachodnia kwitnie właśnie dzięki monogamii która zapewnia optymalne warunki do wychowania dzieci które w obecnych czasach wymagają z 20+ lat żeby je przygotować do życia. W przypadku seryjnej monogamii ja miałbym dzieci z różnymi kobietami a moja żona z różnymi facetami. Tak jest np. w Afryce – nie wiem czy to by działało w Europie.

    A reasumując to czytając to szczerze powiem, że cieszę się, że nie jestem na rynku i mam nadzieję, że nigdy nie będę. Poszukiwanie partnera zajmuje jednak sporo uwagi i energii które wolę poświęcić na swój rozwój na różnych płaszczyznach.

    Lubię to

  32. Czlowiek to skomplikowana istota, niestety ludzie uparli sie aby okreslic zestaw standardowych zasad, wzorcow i regulek ktore zadza zachowaniem ludzi. Wynik tego jest taki ze jesli rzeczywistosc odbiega od tych ustalonych miar mamy niezadowolenie, zlosc i depresje.
    A wystarczy akceptowac rzeczywistosc taka jaka ona jest, zamiast na sile z nia walczyc probujac zmienic siebie i innych, co z gory skazane jest na porazke.

    Lubię to

  33. Ja sie zgadzam z tym, ze problem tkwi w tym, że po prostu ludzie nie kochają samych siebie. I nie chodzi mi tu o to, ze kochając siebie trzeba byc zarozumiałym arogantem, tylko kochającym człowiekiem, który nie boi sie pojsc sam np do kina. Który kocha siebie i kocha innych ludzi. Szanuje ich nie wiedząc kim są. Powinnismy wymagać wiecej od siebie a nie od innych. Dawać przykład. Uczyć sie co to jest miłość. Ludzie oczekują, ze ktoś za nich wypełni ich pustkę, ale niestety. Dopóki my sami nie bedziemy potrafili tej pustki czymś wypełnić, nikt inny za nas tego nie zrobi. Oczekując od partnera, ze ich zadowoli robimy sobie i jemu krzywdę. Nauczmy sie fajnie spędzać czas z samym sobą, dawać innym szczescie nie oczekując czegoś w zamian, samo to sprawia ze świat, życie staje sie lepsze.

    Lubię to

    1. ” I nie chodzi mi tu o to, ze kochając siebie trzeba byc zarozumiałym arogantem, tylko kochającym człowiekiem, który nie boi sie pojsc sam np do kina. ”

      i to jest bardzo trafne. Jedną z wielu megailuzji dotyczących związków, jest ta że „potrzebujemy” kogoś bo po prostu go kochamy, cenimy. Chuj. Potrzebujemy kogoś by wypełnić rozdzierającą pustkę w sobie (niezależną od pięćdziesięciu ciekawych hobby, 8000 przeczytanych książek itd). Potrzebujemy bo sami się nienawidzimy. Znam to u siebie doskonale. Jedną z większych rozpaczy po odejściu mojej żony była rozpacz że nie dam rady i nie zechcę sam pójść na koncert- to była pasja którą dzieliliśmy….Tak, mamy ogromny problem że nienawidzimy siebie. I tak, zrozumiałem, że nienawidząc siebie, nie stworzymy dobrego związku. Cóż, mam 45 lat….nikłe szanse bym zdążył siebie polubić i potem kogoś poznać…..Nienawidzę siebie od urodzenia. Do kina zdarzało mi się pójść samemu ale własnie: zawsze z tym cholernym poczuciem braku, że „nie będzie z kim porozmawiać o filmie” jakby to stanowiło o istocie oglądania filmów. Ten mechanizm dotyczy dowolnej sfery życia….

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s