Były dwa momenty w których zorientowałem się dlaczego tutaj jest takie cholerne bezrobocie.

Pierwszy kiedy spacerując ulicami Cordoby zobaczyłem 50 straganów z identycznym barachłem – identyczne fartuszki kuchenne z bykiem, identyczne wachlarze w 65 wzorach, identyczne figurki, identyczne azulejos. I identyczne znudzone miny sprzedawców, bo od biedy ktoś ten nawóz made in china oglądał, ale kupować to już nie było komu.

I drugi moment kiedy stałem pod drzwiami przyzwoitej restauracji w Sewilli i z opadniętą szczęką przeczytałem: zamknięte z powodu urlopu od 1 sierpnia do 15 września.

Nie, no rozumiem sam chciałbym mieć półtora miesiąca urlopu. Ale robić go sobie w środku sezonu turystycznego to trzeba mieć wyjątkowo duże cohones.

OLE!

Dziś za człowieka, który odniósł sukces uważa się jednostkę , którą stać na podróże. Która pracuje przez 48, 49, 50 tygodni w roku a następnie może pojechać gdzieś daleko, poznać nowych ludzi, zjeść kilka mniej albo bardziej smacznych rzeczy (chorizo z pieca tak, cuttlefish z pieca nie, risotto z ośmiornicą tak, sałatka ze słodkim serem i orzechami nie), wykorzystać kartę kredytową do oporu i wrócić budząc zazdrość bliźnich.

Czym więcej tych podróży w roku – tym jesteś bardziej wolny. Really?

Tym samym w nieunikniony sposób doszliśmy do momentu najważniejszego: czy warto zapierdalać przez 50 tygodni dla dwóch tygodni urlopu, który właśnie się skończył?

Oczywiście, że nie warto.

Co to za wymiana 2 za 50?

To jak targ niewolników, kiedy łaskawy pan zezwala ci na oddalenie się na krótką chwilę od plantacji bawełny i bata.

Zasadniczo lepiej jest mieć własne życie przez cały rok niż przez dwa tygodnie.

Co robiłeś w swoim życiu? Pracowałem 42 lata dla kopro po 12 godzin na dobę – za to co roku dwa tygodnie spędzałem na wakacjach. Fajnie brzmi nie?

Winter is coming. Czuję to w powietrzu. Nie ma już ciepłych wieczorów. Czuję pustkę, jak czas zapierdala i przesypuje mi się przez palce.

W czwartek rozmawiałem z kumplem (poszliśmy na dwa piwa, były cztery), że kiedy wygra 12 mln. w Lotto napisze wypowiedzenie własnym gównem na najbardziej kosztownym papierze.

Zapytałem czy będzie pisał będąc na sraczu, czy siedząc przy prokuratorskim biurku.

Wpycham w Barcelonie bilet w kasownik metra, na co maszyna coś tam mieli, mieli i w końcu nie wydaje biletu ani nie wpuszcza mnie do środka.

Na karcie zostało 9 przejazdów z 10 więc idę do słupa naciskam guzik i zaczynam się kłócić z panią porządkową aby tutaj zeszła i zwróciła mi mój prawowicie nabyty bilet.

Dyskusja trwa długo, w końcu pani mówi, że idzie ale nie idzie albo idzie wolno, więc znowu do słupa, znowu naciskam, znów powtarzam historię.

Pani przychodzi wyjmuje długi blankiet biletów po czym wciska go przemocą w gardło maszyny, ale maszyna nie chce go połknąć.

Powtarza to kilkakrotnie ciągle bez skutku.

Wreszcie, podchodzi do specjalnej skrzynki, wyjmuje specjalny klucz, blokuje bramkę, zdejmuje pokrywę wyjmuje mój bilet spogląda na mnie jak na idiotę i mówi: to bilet na pociąg nie na metro.

Ma rację, bilet na metro cały czas mam w kieszeni.

Pani żegna się ozięble.

Za granicę jedziemy dla takich wspomnień.

0971_70d1_500

32 uwagi do wpisu “Na hiszpana vol 2.

  1. „Winter is coming. Czuję to w powietrzu. Nie ma już ciepłych wieczorów. Czuję pustkę, jak czas zapierdala i przesypuje mi się przez palce”. Też to czuję. Niech chociaż jesień będzie złota, bo jak nie, to się wkurwię.

    „Poszliśmy na dwa piwa, były cztery”. Ostatnio gadałam na ten temat z kumplem. Z dwóch piw ZAWSZE robią się cztery. Nie trzy, nie pięć. Cztery. Co to jest, jakieś Prawo Żywca or łot?

    p.s. Ja wszystko rozumiem. I nie to, że się czepiam. Ale co się tej pani ze zdjęcia stało w cycki?

    Lubię to

  2. Gdy idę z kumplami na piwo (w domyśle kilka, czyli cztery), to jakoś wychodzi nam osiem. Bardziej zgodne ze stanem faktycznym i doświadczeniem życiowym byłoby chyba: „idziemy na piwa” 🙂

    Lubię to

  3. Czarny czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i nasuwa mi się pewna myśl, czy nie powinien nosić tytuł: „Czy możesz żyć bez pieniędzy” – (w domyśle dużych). Mam wrażenie, że czasami marzysz o byciu rentierem (myślę, że każdy tego w jakimś stopniu pragnie, tylko nie każdy się do tego przyzna). Może jest to spowodowane Twoją profesją, jako prawnik w tak prestiżowej korpo masz do czynienia na co dzień z obsługą prawną transakcji biznesowych na ogromne kwoty (zasiedzeniem gruszy na miedzy to się raczej nie zajmujecie 😉 i może stąd właśnie to marzenie – mimo, że się jest doskonałym profesjonalistą w swoim fachu, to jednak zawsze pełni się rolę służebną wobec przedsiębiorców. Pensja nawet najlepszych specjalistów, to zawsze niestety ułamek zysku choćby właściciela kilkudziesięcioosobowej spółki. To tak jakby pracować na kasie w banku i liczyć pieniądze, niestety cudze.
    PS Choć wracając do podtytułu, mawiają: „Bez finansów nie ma romansów.”.

    Lubię to

  4. W Hiszpanii należy jeść:
    1. Owoce morza. Im bardziej obskurnie knajpeczka wygląda tym lepsze pulpo (kalmary) dostaniemy.
    2. Wołowinę. Steki najlepsze w życiu jadłem w NYC i w Madrycie. Google: „El Buey, Madrid”
    3. Szynkę. To cała sztuka. Coś jak parmeńska ale 100x lepsza.
    4. Wino.
    5. Wino.
    6. Wino…

    Lubię to

  5. Pulpo to nie kalmary, tylko ośmiornica. A cuttlefish czyli sepia z grilla jest doskonała, tylko musi być a) świeża, b) solidnie zaprawiona czosnkiem i c) ciepła, bo jak tylko wystygnie robi się z niej guma.

    Lubię to

  6. Zalezy. Ja nie zapierdalam, ja się bawię. gdybym miala zapierdlalac to wolałabym miec mniej kasy ale się cieszyc czym innym. wiesz kwestia nastawienia. cos musi robic by zyć. kon na przykład wpieprza trawe 17 godzin dziennie, bo nie ma innego wyjscia ten to ma przewalone….no
    .

    Lubię to

  7. Dokładnie, urlopy są dla wspomnień..Aczkolwiek ja nie muszę wyjeżdżać nie wiadomo gdzie, bo mi wystarczy dobra ekipa do spędzenia czasu.
    No właśnie, winter is coming…I to mnie tez wkurwia.

    Lubię to

    1. Btw- weszłam na stronę sklepu, żeby w końcu kupić sobie koszulkę…Czy nie miałeś nic do powiedzenie w sprawie doboru modelki do foto? Jakoś małobiuściasta jest..

      .A właśnie, powinieneś zrobić akcję – żeby czytelnicy i czytelniczki przysyłały swoje foty w Twoich koszulkach 😉
      Jak tylko zamówię to na pewno Ci wyślę ;))))

      Lubię to

  8. Czarny ja za kilka dni na urlop Kilkanascie dni w polnocnych i srodkowych Wloszech … Mam tez swoje zycie Chociaz zapieprzam w Korpo a druga gdzies tam puka do drzwi … Moze zamiast wynajetym autem troche popodrozuje na stopa a w Rzymie czeka na mnie 6 osobowy pokoj ale … Chyba po takie wspomnienia jezdzi sie za granice

    Lubię to

  9. Szczerze mówiąc, wolałabym pracować w korpo po 12 godzin dziennie i jechać na wakacje „za swoje, ciężko zarobione” niż za kredyt wzięty bo „dzieci muszą mieć wakacje/oni jadą, my też musimy”.
    Z drugiej strony – ja spędzam każdy wolny czas w mieście/na mieście i to mi wystarcza.

    Lubię to

  10. Dziwna sprawa z tym biletem metra, powinno Ci go zwrocic bez otwierania bramki z wiadomoscia na bramce ‚Titol no valid’. Ale przynajmniej miales okazje zaznac troche slynnej katalonskiej ozieblosci 😉

    Lubię to

  11. W Barcelonie bilet na 10 przejazdów (zazwyczaj kupuję na lotnisku, trzeba przejść na ten drugi terminal dla tanich linii i stamtąd jest pociąg) działa bez bólu w barcelońskim metrze, bo jest to taki sam bilet na 10 przejazdów. Działa także na ferrovia do stacji przesiadkowej w centrum, a dalej metrem. Nigdy nie miałem problemów z biletami, a bywałem wielokrotnie w tym mieście.
    Co do żarcia to polska zasada tam tez obowiązuje – żreć tam, gdzie stołują się kierowcy karetek i policjanci. Najlepsze tapas zeżarłem właśnie w takim barze, gdy wszystko inne jest już zamknięte. A piwa też się polało, cerveza jest niezła:)

    Lubię to

  12. jakoś tak żałośnie się ostatnio tutaj zrobiło, przecież czytam to żeby się pośmiać i może pozazdrościć autorowi tych jego przygód, a nie żeby mieć jakieś egzystencjalne przemyślenia
    gdzie te podrywy? gdzie nocne życie niewolnika z korpo?

    Lubię to

  13. ja nie zapomnę jak lapalam stopa w Holandii .Znajomi ukryli się w krzkach tzn 2 koleżanki i pan Mieciu .Pan Mieciu to mial 3 dzieci każde za granica , akurat sym w Amsterdamie jakims dyrygentem byl . W sumie byliśmy na pewnej plantacji wiadomo pod szklem w czasie wakacji .A ze nasz szef miał wolne bo jechal z konkubina do Monako roztrwonić trochę kasy zarobionej na takich jak my niewolnikach, my postanowiliśmy stopem do Amsterdamu. Wyslali wiec mnie na zwiad a sami ukryli się w krzakach. Koleżanki byly jakies wstydliwe pensjonarki .Oczywiście zastosowałam swój jednen z wielu chwytów na wabia .Zalożylam czerwony kapelusz (ciocia z wloch przyslala ) twarzowy i ciemne okulary, usta tez niezle wyeksponowane.I tu uwaga do wszystkich koleżanek jak macie ladne usta to eksponujcie je na maxa. Okulary na nos i akcja. Wychodze macham lapa i …Nic.Ci Holendrzy jacys zimnokrwiści zero reakcji może nie maialm odpowiednich parametrów dla tych osobników. Macham już z 15 minut i w końcu zatrymal się gośc w jakims smiesznym starym mercedesie ,samochód stary i mysle ze to dziadek jakiś w srodku . szyba zjeżdza a tam znany gitarzysta z jednej ze znanych kapel rockowych , rejestracja looknelam amerykańska . Pytam go w ang. czy może podwieźć pan uśmiech -słońce zaprasza obledny był. Wtedy pozalaowalam ze z ta ferajna jestem ale było za późno . te moje przebierance wyskoczyly ale pan wzial na wszystkich do tego pięknego Amsterdamu. Nie dość że ciacho to jeszcze dobrze wychowany był. a co było potem .Nie znajde czasu na opisanie dalszej historii bo na tym blogu panikea rzadzi.;)j

    Lubię to

  14. no cóż, prawda jest okrutna.. w życiu liczy się wyłącznie kasa. Żadne tam opowieści o miłości, przyjaźni i takie tam dyrdymały nie mają szans przetrwania jak różni nas poziom finansowy. Przyjaciele z lat młodości, kiedy wszyscy mieliśmy „po równo” przestają być przyjaciółmi, jeśli nam się powiedzie i zarobimy kasę. Nasza cuuudowna polskość wtedy się w nich odezwie i nie będą stanie „wybaczyć” Ci, że masz lepiej od nich. Miłość ? proszę… tam gdzie kończy się kasa, przeważnie kończy się i miłość. Prawdziwa miłość trwa do momentu, kiedy zaczyna brakować kasy, na to, na co mają inni… No cóż, potrzebowałam skończyć 30 kilka lat, żeby zrozumieć jak ten świat jest urządzony.

    Lubię to

    1. Z moich obserwacji wynika coś wręcz odwrotnego – kiedy tylko ludziom zaczyna się trochę lepiej powodzić, zaczynają szukać wrażeń, co w konsekwencji prowadzi do różnych dziwnych rzeczy, jak zdrady, rozwody i takie tam.
      No, ale jam z tych, którzy nie mają pieniędzy na wakacje w Hiszpanii. Mogę się nie znać 🙂

      Lubię to

      1. Sabetho nie trzeba dalekich wypraw żeby zobaczyć piękno swiata jak masz w sobie radośc życia , pasje która kochasz a także pokore wobec żyhcia to wszędzie dostrzeżesz piękna strone zycia . znam takich co caly swiat zjechali a wciaz sa nienasyceni.A dlaczego ? bo ich duch wypelnila pustka a zaspakajanie swoich egocentrycznych zachcianek przynosi ulge tylko na krótki czas. Potem i tak będzie pustka . Czasem zwykly wyjazd gdizes w pobliskie strony z ludżmi których cenisz i lubisz da więcej zadowolenia niż zaplanowana zorganizowana wycieczka do modnego kurortu .;)

        Lubię to

      2. @Snajperka. Tym razem w zupełności się z Tobą zgadzam. Nic dodać nic ująć. Szkoda tyko, że ludzie podchodzący w ten sposób do życia są w tym kraju w mniejszości.

        Lubię to

  15. A może pozapierdalać już nie tam gdzie chłód przenika do kości, ale tam gdzie upał wlewa się 30 tygodni w roku, a kolejne 15 jest neutralne, a z 8 to chłodnawe…A może zamiast wakacji na 2 tygodnie, mieć je 51 tygodni i te które pozostaną wydać na popicie piwa ze znajomymi, kiedy do polski się w odwiedziny wyjedzie? Korpo wszędzie takie same, ale prawdziwe doświadczenie świętego „manana” daję człowiekowi taki spokój, że nawet kasownik nie będzie tak wkurwiał.

    Lubię to

  16. Ale co, myślisz, że Ci faceci z restauracji pojechali sobie na drugi koniec Europy? Może po prostu odpoczywają.

    No i w Polsce jest przecież 5 tygodni urlopu, nie?

    Lubię to

  17. Czarny, zazwyczaj czytając zgadzam się z Twoimi uwagami, ale ja też piszę z Hiszpanii, mieszkam od dwóch miesięcy w Aragonii (biedniejszy region) i zauważam, że Hiszpanie tutaj są bardzo pracowici. Jedyne, co mogę im zarzucić – mała elastyczność. Tylko tutaj, gdzie się nie rozejrzę, w najgorszym wypadku mieszkasz w 60 metrowym mieszkaniu i to ma oznaczać, że Ci się nie powiodło… wychowywałam się w wielkiej płycie, nadal znam mnóstwo czteroosobowych rodzin wciśniętych w 38 metrów… Co dla nich z tego bezrobocia, a dla nas z tej wspaniałej ostatnio gospodarki, jeśli codzienne realia są nadal nieporównywalne?

    Poza tym… bloga bardzo cenię 🙂

    Lubię to

  18. Ja wiem czy dla takich wspomnień jedziemy na wakacje 😉 po prostu czytam co tam i gdzie indziej jest napisane 🙂 a co do Hiszpanii to kocham 🙂 szczególnie wino i Walencje 🙂 mieszanka wybuchowa :))

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s