Wyznam wam coś.

Tylko wam. I po raz pierwszy w życiu, bo mi wstyd.

Miałem przez kilka dni depresję, kiedy zrozumiałem, że nie stać mnie na kupno nowego samochodu.

Głupie nie?

Honda, cena 70 kilka tysięcy, czyli biorąc pod uwagę standardy zachodnie samochód niższej klasy średniej. Ja – młody, wykształcony, z dobrym zawodem,  z książką na koncie czyli nie tylko, młody ale z sukcesem. A tu chuj. Nie stać mnie.

Oczywiście mógłbym wziąć kredyt. To by jednak oznaczało ograniczenie rozkosznych kolacyjek na mieście, koniec wakacji w wersji: jadę gdzie chcę i kupuję co chcę, koniec win, laptopów, smartfonów, dup, koniec świadomości, że mogę a początek że MUSZĘ.

A mój sąsiad lat 60 z parkingu w garażu podziemnym zmienił. Ma VW Taurega. Ten, który parkuje z prawej strony też zmienił. Jeździ teraz C5.

Problemy białych ludzi prawda?

Kiedyś czytałem badania z których wynika, że najbardziej nieszczęśliwe nie są osoby, które są biedne. Najbardziej nieszczęśliwe są osoby aspirujące.

Mam Hondę, chcę Lexusa.

Mam Ankę, chcę Hankę bo jest szczuplejsza, młodsza i ma ładniejszą karoserię i lepsze zderzaki.

Mam mieszkanie, chcę apartament.

Mam za krótkiego kutasa.

Mam za tanie ciuchy.

Wkurwia mnie to. Chcę więcej.

Kiedyś, dawno temu, daleko na Wschodzie, za górami za lasami w każdym bądź razie w odległej galaktyce miałem przyjaciela.

Pamiętacie jak wygląda przyjaźń kiedy macie 10 lat? Nigdy później nie darzysz nikogo podobnym zaufaniem. On był/jest? naprawdę kurwa zdolny.

Był najlepszy w podstawówce i wszystko przychodziło mu bez wysiłku. Potrafił jednak oddać pustą kartę papieru z wypracowaniem, bo nie był w stanie napisać tak ja chciał. Tak jak powinien.

Jego rodzice wymagali od niego, że będzie najlepszy.

Być może wynikało to z tego, że był wpadką. Jego super zdolny brat zginął w wypadku samochodowym. Rodzice aby się pocieszyć spłodzili jego.

Kiedy go zdenerwowali potrafił nie odzywać się do nich przez miesiąc. Mimo, że dostał w międzyczasie od ojca kilka razy ostry wpierdol. Mając 13 lat – potrafilibyście to zrobić?

Dostał się do najlepszego liceum w mieście i się zdziwił. Nie był już najlepszy.

Więc odpuścił.

Spotykaliśmy się wtedy rzadziej. Ja miałem swój świat, on swój. Poza tym wtedy chciałem być architektem. Kręciło mnie to. Nadal mnie czasami kręci.

Ale za każdym razem kiedy się widzieliśmy – łapaliśmy od razu kontakt. To ta więź – którą buduje się mając lat 10. Był w końcu jak mój brat bliźniak.

Dostał się na prawo. Na trzy uczelnie. Na wszystkie trzy na które zdawał.

Dostał od rodziców mieszkanie, samochód, pieniądze aby nie musiał pracować. Pierwszy raz od dawna byli z niego naprawdę dumni.

Studiował przez dziewięć lat. Na początek wyrzucili go z dziennych, później z wieczorowych, później z zaocznych.

Skończyłem studia w terminie, na trzecim roku pracowałem już w dużej firmie. Okazało się że jestem w tym dobry. Lepszy niż 99 proc. innych.

Im ja byłem wyżej tym on odzywał się do mnie mniej. W końcu przestał to robić w ogóle.

Tak, pewną rolę w tym odegrała jego matka, powtarzając: dlaczego nie możesz być taki jak Czarny?

I wiecie co? Zabolało mnie to kurwa. Bo dla mnie to co robię, nie było istotne. Chciałem mieć przyjaciela. Takiego jakiego miałem kiedy mieliśmy 10 lat.

Przyjaciół z dzieciństwa pamięta się najdłużej.

Wiecie dlaczego poległ? Przez swoje aspiracje. Wkurwiały go. Wymagał od siebie doskonałości, a nie był w stanie jej dostarczyć. Nie był w stanie poprzestać na czymś co było po prostu dobre.

Ostatnia rada: przestań aspirować. Miej wyjebane. Zwyczajnie bądź. Pij. Jedz. I ciesz się ludźmi.

Żadna trumna nie jest na tyle duża aby zmieścić w niej aspiracje i samochód.

992961_10151666240395189_1838273324_n

 

2702_2085_500

—-

Podobało się? Przeczytaj “Pokolenie Ikea”

352x500

 

85 uwag do wpisu “Jak przestać się wkurwiać vol. 3

    1. koty redukują poziom stresu i takie tam. tak samo seks.
      ale ogólnie bardzo mi się podoba ten minicykl i się zgadzam, powoli też dochodzę do podobnych wniosków, jeszcze mam kilka lat, bo trochę młodsza jestem. uważam, że to sobie trzeba samemu w głowie przerobić i wtedy zadziała.

      Polubienie

    2. Panieikea, Pytanie do „Im ja byłem wyżej tym on odzywał się do mnie mniej.” (odpowiedz sobie) Czy TY odzywałeś się do przyjaciela?
      Rada: Zadzwoń do (odszukaj) przyjaciela i… jedźcie razem twoim starym samochodem na przykład na ryby 😉 /bo w trumnie cię chyba jeszcze nie zamknęli?/ chyba, że zamknęli z laptopem :/

      Polubienie

    3. ja wiem dlaczego panikea lubi koty.Kot lubi atak szybki, nieoczekiwany, skuteczny Lubi czuc adrenalinę w pościgu za potencjalna mysza.;) .Celem ataku sa bezbronne oszołomione myszki. kot lubi panować nad sytuacją , nie znosi sprzeciwu ,chce być zwycięzcą. kiedy jest glodny wrzeszczy ,złości się,zawsze pcha się do łózka, tylko pogŁaskac go a ogon do góry, nie wyjasnia dlaczego znika .;)

      Polubienie

  1. samochód jak samochód, „wydałem jedną książkę i co z tego, bo teraz wydałbym następną, i niech ona będzie lepsza”, to dopiero boli, co? 😉 o ile „więcej kurwa wszystkiego” nie jest kolejnym samochodem czy innym dobrem materialnym, to dobrze, bo byśmy wciąż w jaskiniach na pieruny czekali, aż ogień rozpalą. Albo w ogóle z gałęzi nie zeszli.

    Polubienie

  2. „Miałem przez kilka dni depresję”, srsly? Ok, rozumiem „szczerość” tego wyznania, ale gdybyś to nazwał dołem, to jeszcze..
    Depresja? Kilkudniowa? Czarny wiesz w ogóle, o czym Ty mówisz? 😉

    Polubienie

  3. jak ja mam się teraz uczyć do sesji? Jakoś po przeczytaniu tego tekstu nie mam wyjebane, a raczej odwrotnie, jakoś mam większe aspiracje niż mniejsze.

    Polubienie

  4. To jest najlepsza z tych wszystkich rad.
    Sama ją w życie wprowadziłam kilka lat temu. Teraz chcę być tylko szczęśliwa i okazało się, że do szczęścia wystarcza mi czasami kostka sera koziego i oliwki. Cieszenie się małymi rzeczami.
    Muszę jeszcze tego nauczyć mojego mężczyznę, by nie zjadał go mały krytyk perfekcyjności, tylko cieszył się z tego co jest wystarczające dobre.

    Polubienie

  5. Przepraszam, ale chyba co niektórym to się w dupie przewraca z dobrobytu i braku innych problemów. Masz rację – „najbardziej nieszczęśliwe nie są osoby, które są biedne. Najbardziej nieszczęśliwe są osoby aspirujące.” Najbardziej szczęśliwe zaś, są osoby, które sięgnęły dna i/lub które spotkało poważne nieszczęście. Czują różnicę. Potrafią dostrzec szczęście w tym co mają…w ulotnych chwilach… (Na marginesie, teraz jestem szczęśliwa. Kiedyś – straciłam wszystko. Wiem zatem co piszę/mówię 😉 )

    Polubienie

  6. Jeśli niemożność kupienia sobie nowego auta powoduje u Autora depresję, to aż strach pomyśleć jaka byłaby reakcja na jakąś naprawdę poważną tragedię życiową, myślę że skok z mostu jak nic. Niemniej niczego złego Autorowi nie życzę. Morał wypływający z wpisu jest jak najbardziej słuszny, tyle że szalenie dużo czasu zajęło Autorowi dojście do takich wniosków. Szkoda, że tylu ludzi daje się wkręcać przez media i presję społeczną w nadmierny konsumpcjonizm, bo to tylko jeszcze bardziej nakręca to chęć koncernów na zysk. Co ciekawe, aby zburzyć ten system wystarczyłoby nieco ograniczyć konsumpcję i częściej pomyśleć przed zakupem czy jest on naprawdę uzasadniony. Paradoksem obecnej sytuacji jest to, że dzięki automatyzacji i nowoczesnej technologii możemy produkować wyroby niezwykle trwałe i niezawodne, co więcej w takiej ilości by każdy miał wszystko co mu niezbędne do życia i mógł, jeśli zechce, zająć się pracą twórczą na rzecz rozwoju cywilizacji.

    Polubienie

    1. No właśnie, przecież to czysty konsumpcjonizm. Skoro niemożność kupna nowego samochodu przysporzyła autorowi depresji, znaczy, że w gorszy stan może go wprowadzić tylko coś równie „mocnego” (kolega ma jacht, a ja nie!). Tym samym myślę, że poważna tragedia życiowa, o której piszesz (dajmy na to choroba lub śmierć) nie zrobiłaby takiej krzywdy jak tzw. wjazd na ambicję. Pan Ikea to zauważa, ale czy zmieni to jego podejście do życia? Hmm…

      Polubienie

  7. koty potrafią wkurwić, nie to co pies. pies jest na wiecznym chill oucie i to jedyna istota która potrafi się tak prawdziwie bezsensownie cieszyć pomimo marnego żywota…psy odpuściły aspiracje 🙂

    Polubienie

    1. Ty chyba nie miałaś do czynienia kotami..One mają naprawdę wyjebane..A przede wszystkim na właściciela….I do tego potrafią spać 20 godzin dziennie..albo i dłużej. Wiem co mówię, mam 3.

      Polubienie

  8. Czy juz wszystko przeliczyles na utracone przez :”zle dziecinstwo” szanse. pieniadze, zyski i straty, moze przestał; sie odzywac bo nie ma sensu…. Znajomość z Tobą nie procentowała ani dupami ani kreatywną myślą może status społeczny „w netach” to nie maximum tego Pana Zjedz mnie, jestem z małego miasta, tego co ponoć produkuje fosfory OMG!
    Jestem lemingiem, ale dzieciatym, nie mam czasu na takie dyrdymały i pustactwo

    Polubienie

  9. pierdolenie typowe dla wydziału architektury „Okazało się że jestem w tym dobry. Lepszy niż 99 proc. innych.” cały ten tekst to jeden wielki onanizm, tyle że nie wprost. Te 5 lat studiów i książka pozwoliły Ci trochę nabrać trochę ogłady i nie chwalić się wprost tylko w zaowalowany sposób. I co najgorsze, nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy. Tekst de facto nie jest odkryciem zjawiska społecznego, nie jest też napisanym niby bez ogródek poradnikiem, – jak żyć. NI CHUJA. główny przekaz jest prosty – ” jestem na tyle zajebisty, że mi wszystko wychodzi, ale mało tego, te miernoty od których jestem lepszy mi zazdroszczą, czyli nie dośc że nie potrafią zrobić dobrze swojego, to nie potrafią żyć a ja nie dośc, że jestem lepszy w swojej dziedzinie to i lepiej wiem jak żyć” .
    Nie dośc, że jesteś narcyzem, to RAZ, nie masz za grosz empatii, to DWA, jesteś hipokrytą – „Ostatnia rada: przestań aspirować. Miej wyjebane. Zwyczajnie bądź. Pij. Jedz. I ciesz się ludźmi.” – już widzę jak mając wyjebane, pijąc jedząc i nie aspirując łączyłeś studia na architekturze z praca zawodową pffffffffffffff buhuhuhuha TO TRZY I NAJGORSZE CZTERY w tym wszystkim jesteś na tyle mało pojętny, że sam siebie nabrałeś że artykuł wcale nie jest onanizmem pod siebie.
    Podsumowując – samogwałt i nic więcej.

    Polubienie

    1. „Zaowalowany” – cóż to może znaczyć? Wjebany w środek owalnego pudełka? Zamknięty w Gabinecie Owalnym? Masakra. Nie krytykuj innych, zamiast tego zajmij się swoim słownictwem, interpunkcją i składnią, to może w przyszłości da się czytać Twoje komentarze. Bo powiem Ci, że póki co, jest gnój. 😉

      Polubienie

    2. Człowieku nie wiem jak to zrobiłeś ale napisałeś dokładnie to co pomyślałem.
      Zadufany w sobie pustak uczy innych jak być szczęśliwy bez chęci posiadania samemu wychwalając sie pod niebiosa.
      Myślę, że dostanie się do nieba żywcem za swoje cudowne osiągnięcia:-)

      Polubienie

  10. Wybacz, że tak brutalnie spróbuję rozbić twoje marzenia o byciu architektem. Architekci to jeden z najbardziej ambicjonalnych zawodów świata – tak jak prawnicy to zawód najwyższego zaufania społecznego, żyjący w nieustannym stresie i presją z każdej strony. Wiem, że wszystkie filmy i seriale pokazują romantyczną wizję architektów pochylonych nad deskami kreślarskimi, idealistów i marzycieli tworzących rzeczy piękne … czyż to nie cudowne móc wyobrazić sobie formę i wykreować ją w rzeczywistości. okupione jednak jest to wiecznym wkurwem. tak jak powiedział mój profesor: „architekt, któremu wszystko pasuje to żaden architekt”. Podążanie za doskonałością formy jest wpisane w ten jednocześnie straszny, ale i piękny zawód. Gdybyś był architektem wkurwiałbyś się nawet wielkością i rodzajem czcionki w opisie projektu – tak jak robię to ja

    Polubienie

    1. „straszny, ale i piękny zawód”
      I właśnie dlatego architektem – krajobrazu. Też bym chciała, rzeczywistość niestety zabija aspiracje.
      A może robimy to sami…?

      Polubienie

      1. Nie rozumiem twojego komentarza uważasz, że architekci krajobrazu mają mniej stresujące zajęcie??? Wydaje mi się, że w Polsce nie zatrudnia się aż tylu ludzi do projektowania krajobrazu – znam takich ludzi i zarabiają psie grosze, więc ich stres polega na braku pieniędzy… Poza tym rzeczywistość zabija i architektów-urbanistów jak i architektów krajobrazów, którzy zamiast pięknych parków projektują najtańsze trawniki bo tylko to się opłaca… więc bez górnolotnych marzeń o zawodzie architekta nawet krajobrazu…

        Polubienie

  11. U mnie wyglądało to tak.

    Przez całe nastoletnie życie marzyłem o własnej firmie, pieniądzach i uznaniu innych jakie jest z tym związane. Pragnąłem też stać się na tyle atrakcyjny, by w dziewczynach móc przebierać albo chociażby poznać tą właściwą na stały związek. Wszystko co czytałem, jakie filmy oglądałem, o czym myślałem jadąc autobusem, o czym rozmawiałem z innymi – wszystko to było skupione w tych dwóch obszarach.

    Marzyłem, planowałem. W końcu zacząłem solidnie pracować nad dobrym gruntem pod poznawanie kobiet, kładłem też fundamenty pod własną firmę. O ile wcześniej, na etapie marzeń i planów byłem szczęśliwy, to podczas ich realizowania, gdy widziałem postęp w każdej z tych dziedzin – szczęście mnie rozpierało. Jeszcze niczego nie miałem tak do końca, wszystko było na etapie intensywnych prac. Zaczynałem od zera, progres widać było z każdym tygodniem.

    Udało się. Miałem 19 lat, małą, ale dobrze prosperującą firmę (IT) oraz wspaniałą dziewczynę u boku. Pieniądze, wizja świetlanej przyszłości, dziewczyna, przyjaciele, zdrowie – WSZYSTKO idealnie jak w szwajcarskim zegarku. Dostałem się na studia. Wyjechałem do wymarzonego, dużego miasta. Zaczął się najbardziej stresujący okres mojego życia. Popadłem w kompletną apatię.

    Firma prosperowała bardzo dobrze, ale dla mnie było to wciąż za mało. Zacząłem planować kolejne przedsięwzięcia, czytać, kupować książki. Jeszcze więcej książek. W ciągu jednego roku kupiłem ich 4-krotnie więcej niż dotychczas przez całe swoje życie. Wpadłem też w pułapkę tego całego kultu samorozwoju. Zamiast robić, to o tym czytałem. Im więcej czytałem o tym jak działać, tym mniej w ogóle działałem.

    Dziewczyna też już nie była wystarczająca. Mimo, że piękna, inteligentna i czułem się przy niej świetnie… to jest przecież tyle innych kobiet. Ile to czasu spędziłem na serwisach z kamerkami, oglądając porno, wertując roksę.

    Wpadłem w pułapkę własnych ambicji i aspiracji. Czułem się coraz bardziej i bardziej sfrustrowany, a przez to tym bardziej nic nie robiłem i stres narastał. Potrafiłem się pocić ze stresu siedząc w łóżku z laptopem na kolanach i przeglądając głupie obrazki w internecie. Te obrazki, kompletnie nic nie zmieniające w moim życiu ciekawostki (wykop), głupie filmiki na youtube, alkohol – to była moja ucieczka. Spanie po 12 godzin dziennie, a mimo to kompletny brak energii. W większość ciuchuów przestałem się mieścić.

    Najgorsze jest to, że podczas tego roku, pomimo wszystko, miałem naprawdę cudowne chwile. Ale nie potrafiłem być tu i teraz, i cieszyć się z nich. Ciągle miałem w głowie niepozałatwiane sprawy. Zaczęte i niedokończone projekty. Ogromne poczucie winy i frustracja.

    Ale nastąpił przełom.

    W ramach ucieczki od problemów, pojechałem na weekend do przyjaciela z dzieciństwa, z którym podobnie jak autor tekstu i jego kompan, znamy się od dziecka. Już kilkanaście lat. Widziałem go w chwilach gorszych, lepszych. Gdy był smutny, szczęśliwy albo po prostu „było dobrze”. Bardzo ciekawy byłem tego spotkania biorąc na uwagę fakt, że 1. wyrzucili go ze studiów 2. pieniędzy miał tyle co na zupki chińske, skręcane pety i tanie piwo 3. z dziewczyną przestało mu się układać.

    Nigdy w życiu nie widziałem go szczęśliwszego.

    Rozumiem przez to bycie na prawdę wyluzowanym, bez trosk i w dobrym humorze tak po prostu na co dzień. Wyrzucili go ze studiów, odpadł stres związany z uczelnią. Poszedł do pracy niewymagającej żadnych kwalifikacji, ale z ciekawymi ludźmi i związanej z ciekawymi sytuacjami. W końcu miał pieniądze na lepsze fajki i piwo. Wiedział dokładnie kiedy i na którą musi się stawić w pracy i wychodząc z niej całkowicie o niej zapominał. Był wolny od trosk.

    Ktoś kiedyś sprowadził „szczęście” do definicji w postaci:
    szczęście = osiągnięcia/oczekiwania

    Albo zwiększamy osiągnięcia, albo zmniejszamy oczekiwania.

    Ja wciąż się zastanawiam.

    Polubienie

      1. Byłbym dumny, gdyby mój komentarz wylądował w książce.

        Od miesiąca nad tym pracuję i jest coraz lepiej.

        Po pierwsze praca u podstaw – zmieniłem dietę i zaopatrzyłem się w suplementy żeby uzupełnić podstawowe makro i mikroelementy oraz witaminy. Małymi kroczkami wracam do regularnego wysiłku fizycznego

        Ale przede wszystkim odbudowuje „zaufanie do siebie”. Pewność, że jeśli się za coś wezmę i włożę w to naprawdę dużo pracy to będę miał efekty. Stawiam sobie małe cele i powoli wyrabiam nawyki (chociażby przez dość restrykcyjną dietę i regularne bieganie).

        Dodatkowo zabijam perfekcjonizm, który się we mnie zaczął kształtować. Nie czekam na idealny moment, zaczynam z tym co mam i z miejsca gdzie jestem. Wyruszam w drogę nie znając jej.

        Staram się też wprowadzić w wir działania, a nie czytania. Bo tak naprawdę do wszystkiego można dojść stosując naprawdę proste zasady, a większość książek „samorozwojowych” komplikuje cały proces, a dodatkowo odciąga nas od działania i daje złudne poczucie sukcesu. Jeśli po pół roku czytania takich materiałów wciąż jesteś w miejscu gdy zaczynałeś, to robisz coś źle. Najprawdopodobniej nic nie robisz i w tym leży problem.

        Przełomem była rozmowa z osobą o wiele bardziej życiowo doświadczonej ode mnie, która przechodziła podobne chwile i nakierowała mnie właściwie.

        Polubienie

      2. To bardzo dobrze, że jest lepiej. Ja też mam za sobą gorszy okres i nie ma innej rady jak powoli próbować się zmieniać.
        I na pewno ciało zasługuje, żeby o nie zadbać! Trzymam kciuki, żeby się wszystko udało.

        Moim zdaniem czasem myślenie o sobie, zgłębianie własnych odczuć itd to tylko szkodzi, bo człowiek wynajduje w sobie różne złe rzeczy.

        Polubienie

  12. 1. Z tego co napisałeś, to nie były ambicje przyjaciela, tylko jego rodziców (względem niego), które pociągnęły go w dół.
    2. Konsumpcja na samochód z salonu, czy w ogóle pociąg na ‚lepsze’, jest dziwna. Dla takich ludzi wymyśla się pigułki na ADHD i inne dziwne historie.
    3. Jak ktoś powyżej słusznie napisał, sięgnięcie dna zmienia światopogląd na zdrowszy. Been there, done that.

    Polubienie

  13. czytałam kiedyś książke o bardzo mądrej dziewczynce : była sierota i przygarnela ja bardzo bogata ciotka .Ciotka milionerka,wspaniala rezydencja , sluzba , pokoje ,a dziewczynka dostala pokój na poddaszu bardzo skromny i maly.Ale cieszyl ja fakt ,że ma piękny widok na lake ,doline i kwitnące jabłonie.Postanowila pojśc i pobiegać po lace ,otworzyla okno i po gałęzi skoczyla na dól.Polamala obie nogi i znalazła się w szpitalu.Ciotka zapewnila jej opieke nie odwiedzając jej.Następnie przyslala jej paczke .DZiewczynka chciała dostać lalke ale dostala 2 kule ,o których musiala chodzic do momentu wyzdrowienia. Ale nie zasmucila się bo powiedziała tak : gdybym dostala lalke a bylabym niewidoma nie mogłabym się tak cieszyc a kule jednak pomoga mi wyzdrowieć.Duża mądrośc miała w sobie tak mala istota. I tej madrości można każdemu życzyc i oczywiście pokory bo w życiu jak na oceanie musimy być przygotowani zarówno na gwałtowne burze jak i na utonięcie

    Polubienie

  14. a przyjaciel prawdziwy to skarb bardzo trudno takiego znaleźć jak się już takiego ma to jest się wybrancem. losu.Bo los zsyła nam raczej nie takie osoby i jest zwodniczy.

    Polubienie

  15. Pan Ikea ma tendencję do latania po bandach – albo korpo od rana do nocy, albo Hawaje, albo ambicje i aspiracje, albo żywot beztroskiego menela. Ważna jest jakaś równowaga i każdy może znaleźć ją w innym miejscu. A szczęśliwi jesteśmy na tyle, na ile czujemy się szczęśliwi – parafrazując poetę Sofronowa, jednemu wystarczą dwa kółka, a innemu Lexusa mało. Ambicje i aspiracje są OK, pod warunkiem, że nie zżerają i nie są celem samym w sobie. Jeśli nie mam kasy, to nie jadę na wakacje – sporo współczesnych ludzi w takiej sytuacji berze kredyt. A co do Hondy i porównań, to luzik – jest zachód, do którego cały czas sporo nam brakuje, ale jest też wschód nad którym mamy dużą przewagę, więc trzeba przyjąć pełniejszą perspektywę 😉

    Polubienie

  16. LUDZIE!! czy wy nie widzicie tego bełkotu ??
    w jednym zdaniu autor pisze:
    „Okazało się że jestem w tym dobry. Lepszy niż 99 proc. innych.
    (…)
    rada: przestań aspirować. Miej wyjebane. Zwyczajnie bądź. Pij. Jedz.”

    co to za bełkot i hipokryzja, że tak pisze autor narcyz z ego które powinno się wozić ciężarówką to jeszcze rozumiem, ale czytelnicy to czytają bezrefleksyjnie i nic?? nie widziecie jak on się chwali i dowartosciowuje w tym artykule?? Lepszy od 99% innych lepszy od swojego kumpla i jego rodziców ale „przestań aspirować” – no czy wy nie widzicie tej obłudy?

    Polubienie

  17. Też miałem przyjaciela. Też się przestał odzywać. I pierun wie co u niego. Jednak masz rację – aspirując do czegoś jest się nieszczęśliwym. Bo chce się więcej. Zresztą – zawsze najlepiej w życiu wychodziła mi improwizacja. Po przedziale cenowym wnoszę, że Civic, a w jakim silniku i wyposażeniu? Jeśli nie tajemnica.

    Polubienie

  18. Cholera, nikt nie ma wrażenia z cyklu: halo, przecież ja tak mam, cieszę się z małych rzeczy, żyję po Norwidowsku raz przecie, mam kota, nie mam Hondy, smartfony niemożebnie mnie irytują, wina nie lubię, za to mogę się cieszyć świętym spokojem – i wcale nie jestem, kurwa, aż taka szczęśliwa, jakby się mogło zdawać.
    Bo nikt na tym świecie nie jet w stu procentach zadowolony, wyjąwszy niektórych pensjonariuszy domów bez klamek. Ciągle się w nas gdzieś czai to nienasycenie, to głupie podejrzenie, że gdybyśmy byli kimś innym, z kim innym, robili co innego i inaczej żyli, byłoby nam lepiej.
    I kto wie, może faktycznie, ale ilu ma tyle odwagi, żeby pierdolnąć wszystko i zaczynać od nowa? 😛

    Polubienie

    1. Sabetha, ja tak mam. No, z grubsza, bo koty to dla mnie małe wredne egotyczne skurwiele i nie chcę żadnego pod dachem. Drapieżnik to drapieżnik. Do tego sadysta.
      Psa mam, drugiego nie będzie. Po co mi gorszy? a do lepszego nie apiruję 😉
      Mam swoją fuszkę w korpo, tak dobrą żebym się nie musiał stresować czy mi starczy do 20-go i nocek robić, i tak złą żebym nie musiał się z managerami czy zarządem lizać, ich moje miejsce nie interesi, mnie ich miejsca.
      Samochód…no tak. Akurat mógłbym mieć tę hondę nową, jakoś by się wyskrobało. Ale mieć nie będę bo to idiotyczne. Wydać święty spokój (za 70K zniknięte z konta, można żyć rok leżąc pępkiem do góry albo dwa z tańszym żarciem – więc nie boję się utraty pracy, w rok znajdę nową, no stress) albo oszczędności z kilku lat na maszynę? A na pralkę byś tyle wydał? też ma silnik, elektronikę…To tylko haczyk w głowie, Ten o zazdrości. Autor chce ją widzieć w oczach innych, więc furka – nowa honda. A pralka wszystko jedno, mało wody ma brać 😉
      Poza tym wyjebane czy nie… A dlaczego nudny kompakt w którym nie ma NIC powodującego ani erekcji fiuta, ani sutków, jak aspirować to zacząć od coupe genesis, za 120K można mieć napęd na tył, wygląd i 5,5s do stówy. A potem lepsze furki. W kolejce porshe a na starość jaguś bo komfort. No jak marzyć i aspirować to u licha, nie wino za 50 zeta i nie kompakt za 70k, rany. Powiada autor że marzy o civiku? Faktycznie ma wyjebane te aspiracje. Ale to wiadomo od czasu jak wyznał miłość wielkim cyckom.
      No ale miało być o mnie, nie o plebejskich gustach 😉
      Ja grubo przed 30stką połapałem się że konsumpcjonizm to prosta droga do potliwych rąk, dawania dupy szefom i rzadkie chwile radości na widok podziwu czy zazdrości, kosztem dłuuugich tygodni zapierdalania.
      A więc spokoju świętego mam mnóstwo, czasu sporo, ciśnienia zero na tani poklask, mieszkanie urządzone wygodnie, niekoniecznie pokazowo, autko dwuosobowe z automatem, dobrym stereo(dla mnie to ważniejsze niż wiek czy nazwa) i ogólnie szarpanie się zostawiam innym.
      Czy to daje szczęście? Szczęśliwy…bywam. A na co dzień – raczej spokojny. Dla mnie to norma, ale jak widać bywa to marzeniem o szczęściu.
      Alkohol odstawiłem całkowicie, dobrze mi z tym.
      A czy komuś czegokolwiek zazdroszczę? Owszem, kobietom wielokrotnych orgazmów i ś.p. Popperowi umysłu jak żyleta – do końca. A może nie zazdroszczę tylko podziwiam?
      Moja recepta na szczęście…dobry seks, brak bólu, chorób poważnych i brak miecza nad głową, czyli niezadłużanie się. dla niektórych dzieci – czyli spełnienie biologiczne…dla narcyzów i chciwców jednak status materialny, im pieniądze szczęście dadzą. O ile je zdobędą, inaczej ich zniszczą 😉

      Polubione przez 1 osoba

      1. Marzyłam w życiu o wielu rzeczach, ale żeby o samochodzie? Samochód ma się nie psuć, podobnie jak pralka, więcej od niego nie wymagam 😀
        Jeżeli komuś w życiu zazdroszczę, to ludziom zorganizowanym i poukładanym. Czasem strasznie się miotam tylko dlatego, że nie umiem niczego porządnie zaplanować i potem robię sto rzeczy naraz. Stąd stresy i od czasu do czasu dupościsk, bo się nie wyrabiam. Ale bez przesady, to nie korpo, wrzodów się przez to nie nabawię.
        A osobom bardzo inteligentnym staram się nie zazdrościć, raczej podziwiam w milczeniu ;).

        Polubienie

      2. No to ja mam jednak inaczej. Samochód ma się nie psuć, i ma mieć dobre stereo. A, no i pod żadnym pozorem nie kosztować więcej niż półroczna pensja(moja). Nie pisałem że ja marzyłem, to tylko mały prztyczek dla autora…Zorganizowanie – owszem, fajna cecha, ale jako że cechy charakteru lubią chodzić „w pakietach”, mogłabyś jako osoba zorganizowana zazdrościć przypadkiem komuś zdolności do powiedzenia sobie „pierd…e, nie robie, nie wstaje, dzień słonia, do widzenia się ze wszystkimi”. 😉
        I tak, też wolę podziwiać niż zazdrościć, ale często wybór jest tak samo mój, jak cofnięcie ręki po oparzeniu…ważne co się robi z niefajną myślą dalej.

        Polubienie

    2. Yhm, jako osoba, która kiedyś pierdolnęła wszystko i zaczęła od nowa 😉 powiem tak: czy jest lepiej? Hm, niekoniecznie. Chwilami, szczególnie na początku, nawet gorzej. Ale na pewno INACZEJ 🙂
      Odczucie szczęścia i przekonanie, że jest lepiej zależy od tego, czy się żałuje, że się zmieniło, wywróciło swoje życie. (Ja nigdy nie żałowałam, nawet gdy nie było lekko, a z czasem wszystko się poukładało.)
      To są poniekąd kwestie, co się woli: być czy mieć/posiadać. Podobnie: żałować, że nie wyszło (gdy nie uda się) czy żałować, że się w ogóle nie próbowało.

      Właśnie – życie jest jedno. Co zatem zrobić z tym życiem. Spełniać oczekiwania innych? Starać się dorównać innym (np. w dobrach materialnych)? ba! imponować innym? itepe czyyyy … zajrzeć w głąb siebie i …
      A tak poza tymi wszystkimi rozważaniami… ktoś kiedyś powiedział, że szczęście to brak problemów – i może to jest najlepsza definicja?
      + nie stwarzajmy sami sobie sztucznych problemów

      Polubienie

      1. Trudno, za kratami można sobie filozoficznie powiedzieć, że przecież wszystko kosztuje, spełnianie marzeń też :D.
        Chyba nie miałabym tyle odwagi, żeby wywrócić swoje życie na nice w celu sprawdzenia, czy moje marzenia przypadkiem nie pokryją się z rzeczywistością. Tym bardziej podziwiam i kibicuję ludziom, którzy mają i wywracają. Latający Potwór Spaghetti niech zsyła na nich wszystkie łaski. A co do sztucznych problemów, to coś w tym jest. Znam kilka osób, które przejawiają prawdziwy talent do mnożenia sobie w życiu tak zwanych kłopotów na życzenie. Zupełnie jakby za mało mieli tych z przypadku.
        Ale co tam. Szczęście jest tak naprawdę tam, gdzie je człowiek widzi (to nie ja, to chyba Sienkiewicz :D).

        Polubienie

      2. Hmm…no tak, wszystko kosztuje, rzecz w tym że niektóre rzeczy jednak zbyt wiele ;-). W każdym razie, wolność(wiadmo że w społeczeństwie rzecz ograniczona, ale w swoich granicach- jest) jest u mnie na samej górze cennika, zaraz pod życiem, i nie da rady żeby cokolwiek innego było w stanie ją spłacić, a tym bardziej żeby ona była zapłatą za coś. A szczęście…rzecz przedziwna i względna. Gdy upodlony do granic narkoman z dworca zdobędzie swoją działkę i wbije ją w żyłę…sądzę że odczuwa rozlewające się po wyniszczonym ciele czyste szczęście. A jednak mało kto by mu tego szczęścia pozazdrościł…tak czy inaczej – to stan umysłu, a nie jakiś zewnętrzny byt. Myślę że Pastafarianie dobrze rozumieją o co chodzi w zagadnieniu ‚co jest a co czujemy że jest’ 😉

        Polubienie

  19. Nauczyłam się już akceptować Twoje przecinki i zdania łączone w sposób dowolny, choć zupełnie nie gramatyczny. Od początku z Tobą jestem i nie odchodzę. Przestałam czytać komentarze, bo to nie na moje nerwy. Ale codziennie czekam na coś nowego od Ciebie. Zdarzyło mi się już na twoich słowach zniesmaczyć, podniecić, zastanowić, a teraz nawet zainspirować.

    Polubienie

  20. Dobre to… Przyjaciół się ma, dopóki ma się marzenia. Jak się marzenia zaczynają spełniać, to przyjaciele najczęściej stają się pseudo-przyjaciółmi. Jedno wiem na pewno, nie warto nikomu nic udowadniać a robić swoje a aspiracje i ambicje są jak najbardziej do tego potrzebne. 🙂

    Polubienie

  21. Czarny, świetny wpis! Tak to już jest że chcesz więcej i ciągle kurwa mało nie daje się cieszyć tym co mamy, zapiepszam po 12 godzin w korpo na stazach ale weź się z tego ciesz… Takie zasrane czasy że trzeba mieć FARTA nawet będąc super gościem możesz skończyć w dupie a idiota że szczęściem będzie twoim szefem… szczęściem…

    Polubienie

  22. Przez aspiracje rozpieprzyły mi się WSZYSTKIE relacje z ludźmi na których mi zależało i nadal zależy. Jak ktoś kiedyś powiedział byt określa świadomość- od tej całej płątaniny nie da się ucieć.

    Polubienie

  23. aspiracje – z jednej strony sa motywacja do dzialan .gorzej jeśli zamienią się w koszmar oblednego pościgu, pelnego nienasyconej żadzy. wiecznego niezadowolenia. I spójrzmy jakiś gość X -ma super fure, rezydencje czy coś , ma super kobiete super kochanki,,prace z ktorej czerpie zyski i czyste zadowolenie, ma super zdrowie, ma przyjaciół zawsze gotowych ,lojalnych i wiernych . Ma majątek który sam się mnozy a końca owacji i przyklasku swiata nie widać, ma w końcu wieczną pieknośc i mlodośc i sily witalne . .Wierzycie że ktokolwiek nawet z nas tu komentatorów może mieć wszystko ? W zyciu nie ma tak do końca zawsze jakis element układanki się nie zlozy , kwestia w tym jak pogodzić się z niefortunnościa losu ,jak zachować przyjaznie , jak utrzymać swój dobry wizerunek . Jeśli ktoś myśli ze stanie się żywym bogiem za zycia może się gorzko rozczarować , utracic na zawsz to co wydawało się takie blahe. Cenić trzeba to co się już ma i dzialcc tak by zachować jakąs harmonię miedzy sobą a światemi naszymi znajomymi bliższymi i dalszymi bez popadania w dziki szal nieokiełznanej pogoni za tzw lepszym jutrem bo latwo wpaść na bande i wypaść z obiegu.;)

    Polubienie

  24. Niezle poruszenie wywolal ten tekst. Zwlasza wsrod hejterow. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy wydaje mi sie, ze wiekszosc autorow tychze komentarzy to debile (jeden z wiekszych to typ co pisal o Czarnym jako o architekcie). Glupota ludzka nie zna granic, podobnie jak zawisc. Pan Ikea jest z lekka posrany, co nie odbiera mu prawa do postrzegania swiata na swoj posrany sposob i ponadto pisania o tym. Czasem pisze, zeby Nas wkurwic, co po dzisiejszym wpisie mu sie udalo;) Hejterzy podniesli lament (ze depresja za krotka, i w ogole autora pojebalo). Niektorzy powinni dac sobie na wstrzymanie i nie podchodzic z taka powaga do tego durnego bloga (ktorego lubie). Poziom zaangazowania przeraza. Albo komentarze pisza niedodymane nastolatki/owie, albo stare pryki. W wiekszosci tych komentarzy nie da sie czytac, bo sa tak z dupy brudnej wziete. Acha – na koniec – ludzie placzacy na przecinki – kurwa na litosc boska nie musicie tego robic pod kazdym wpisem. I tak autor ma na Was wyjebane. Koniec z moralizatorstwem.

    Polubienie

    1. „Poziom zaangazowania przeraza”…przejrzałem wszystkie wpisy jeszcze raz, i wiesz co, jesteś _ostatnią_ osobą która powinna była to napisać, bo Twój wpis wygląda na pisany w lekkim wzburzeniu, chyba że masz taki wulgarny sposób wysławiania się jako domyślny. Coś szczególnego w życiu zrobiłeś, że czujesz się upoważniony do radykalnej oceny: bloga, jego komentatorów, samych komentarzy i sugerowanie że wiesz po co autor zamieszcza jakiś wpis? i to w dodatku samemu sobie zaprzeczając? Bo albo ma na nas wyjebane, albo chciał nas wkurwić. Łapiesz? Depresja to taka jednostka chorobowa, w klasyfikacji ICD-10 jest to F.32, i od autora książek oczekujemy pewnej odpowiedzialności za słowa; kilkudniowa chandra to nie depresja, tak samo jak zrobienie komuś loda w ubikacji nie jest upojną nocą. Łapiesz? A kwestii przecinków w ogóle nie łapiesz, jak widzę, więc nie pytam czy łapiesz.
      Reasumując, hint dla Ciebie: nie czytaj komentarzy, zostaw to tym których uważasz za debili. A w twoim stylu pisząc – wypierdalaj z dzielni. Złapałeś?

      Polubienie

      1. Nie wiem, czy jestes z miasta, czy z wioski… Mniejsza o to, bo nawet przeprowadzka z ktoregos z tych miejsc w inne, nie jestt w stanie Ci pomoc.
        Nie zlapalem, bo za slabo rzuciles, nie dolecialo.
        Zastanawiam sie, czy rozumiesz co czytasz, czy tez bluzgasz bez opamietania, bez ladu i stylu. Ogarnij jeszcze raz posta i zobacz z czym autor ma wyjebane, do czego to sie odnosi. Przeczytaj pozniej 50 ostatnich wpisow i sobie odpowiedz, czy autor ma wyjebane na uwagi o przecinkach, czy nie. Jak juz to ogarniesz, co moze troche potrwac, popracuj nad stanem umyslu. Moze pomoze Ci w tym zrobienie loda albo nazaracie sie gruzu. Mam takie samo prawo do oceny, jak Ty, co mnie smuci bo zrobilem wiecej wartosciowych rzeczy niz Ty. Co do odpowiedzialnosci autora za slowa na tym blogu – to bylo mocno pojechane. Nawet mnie rozmieszylo. Usmiech z politowaniem. Chcialbym, zeby moj poprzedni post byl napisany we wzburzeniu. Niestetey potwierdzas postawiona teze – glupota ludzka nie zna granic. Rada na koniec – zanim cos napiszesz, cos skomentujesz – przeczytaj to dokladnie. Moze ZLAPIESZ sens, zanim napiszesz androny.

        Polubienie

  25. Świetnie napisane. I ja się do tego stosuję, muszę Ci powiedzieć…Jakiś czas temu ustaliłam sama ze sobą,że po 1:życie należy sobie ułatwiać, a po 2 : liczy się święty spokój. I to stosuję. Auto jakie mam takie mam, zawozi mnie do pracy i to mi wystarczy,wolę wyskoczyć do kina, na kolację, po prostu przepieprzyć luźną kasę na cieszenie się życiem, nie mam w sobie genu konsumpcjonizmu, NIE MUSZĘ tego wszystkiego mieć. Płaski tv sprezentowali rodzice, bo nie mogli patrzeć na mojego „zwyklaczka”,a mi płaski mi nie był do niczego potrzebny, obraz jak obraz, i co z tego , że większy i tyłu nie ma? Koty nie mają gdzie poleżeć i się pogrzać… Nie jest mi to do niczego potrzebne, wolę mieć spokój. Jestem z pokolenia stanu wojennego, nie było kompów, komórek i MTV. I moje życie było o wiele prostsze i szczęśliwsze, niż obecnego pokolenia, bombardowanego z każdej strony MUST HAVE….

    Polubienie

  26. Ciekawe czy Autor miał kiedyś okazje prowadzić auto z tylnym napędem, dyfrem ze szperą, posiadające tak z grubsza 400 Nm momentu. Oczywiście im mniej systemów kontroli trakcji tym lepiej. Zaryzykuje stwierdzenie, że gdyby Autor kiedyś tego spróbował to potrafiłby znaleźć motoryzacyjne spełnienie za sporo mniej niż 70 tys. zł. Oczywiście, mówię tu o autach używanych, bo motoryzacja została wykastrowana przez księgowych jakieś 15 lat temu. Chyba, że kupno auta używanego, mimo że kolekcjonerskiego, komuś uwłacza.

    Polubienie

  27. U Twojego przyjaciela zadziałał psychologiczny MUS. MUS – Model utrzymania samooceny (self-evaluation maintenance) Abrahama Testera zakłada, że samoocena kształtuje się poprzez porównania z innymi w ważnych dla „ja” dziedzinach. Jeśli bliska nam osoba jest lepsza od nas w ważnej dla nas dziedzinie, to porównania z nią zagrażają samoocenie. W konsekwencji albo zmieniamy rangę dziedziny, albo rozluźniamy relację z tą osobą. Jeśli natomiast bliska osoba odnosi sukces w dziedzinie, która nie jest dla nas ważna, możemy pławić się w odbitej od niej chwale i w ten sposób dowartościować się.

    Polubienie

  28. Heh najlepsza rada jaka kazdy moze otrzymac: „miej wyjebane” 🙂 niedawno sam do tego doszedlem i jakos faktycznie zaczelo byc lepiej, spokojniej a swiat sie nie zawalil ….

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Sysol Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.