Panie, spróbuję wam wyjaśnić, jak zachowywać się przyzwoicie w stosunku do facetów

Będąc w Zagrzebiu zobaczyłem Muzeum Spierdolonych Relacji. To znaczy muzeum miało nieco bardziej porządną nazwę „Museum of Broken Relationship”. Ale nie bądźmy językowymi purystami, każdy wie, o co chodzi. Spierdolone, to spierdolone, po co drążyć? 

Stanąłem przed tym szyldem i tak stojąc tam, pomyślałem, że wszystko się zmieniło i już się nie odmieni. Albowiem nie spocznę, nie klęknę, nie napiję się setki rakji ani nawet pół, nie zagryzę Ćevapčići ani suchą szynką, dopóki tego muzeum nie odwiedzę. I wszedłem, ba, nawet kumplom bilety postawiłem, bo inaczej nie chcieli wejść, psiejuchy. 

Zawartość muzeum to artefakty ze związków, które nie wypaliły.

I tak z zainteresowaniem obejrzałem, jak panie wzrokiem badają różowego penisa nadesłanego przez pewną Wiedenkę. „Byłam w nim szaleńczo zakochana od pierwszego wejrzenia, ale zaczął mnie za bardzo wkurwiać. Nie wiedziałam co zrobić z wibrującą repliką jego bakłażana to podesłałam wam do muzeum.” I bach, w gablotce różowe dildo. 

Wibrująca replika bakłażana

Albo zdjęcie uroczego pomościku nad wodą (Bloomigton, Indiana, USA). A obok podpis: „Jezioro Floryda gdzie zerwałam się ze szkoły z moim chłopakiem. Strzałka pokazuje miejsce, gdzie po raz pierwszy zobaczyłam jego penisa w blasku słońca.” 

Strzałka pośrodku, ale bardziej po lewemu pośrodku 😉

I nawet ja, który nie jestem romantyczny, się wzruszyłem. Tak ten chuj w słońcu mną wstrząsnął.

Czytaj dalej

Panowie, spróbuję wam wyjaśnić, jak zachowywać się przyzwoicie w stosunku do kobiet. 

Gdyby ktoś mnie przypiekał na stosie, groził, że już nigdy nie zjem makaronu z truflami, nie napije się whisky, ani nie zobaczę żadnej kobiety topless, a następnie zażądał jednej, ale kluczowej rady w tym zakresie, to zacząłbym od: zabezpieczaj się i noś bokserki, a nie slipy. 

Używanie prezerwatyw ma bardzo racjonalne, naukowe podstawy, zapobiega licznym kłopotom, na czele z różnymi dermatofitami, w przeciwieństwie do wszystkiego, co napisałem tutaj niżej. Bo to, co jest niżej, płynie głównie z mojego doświadczenia (i z badań psychologicznych, a psychologia to ciągle w sporej części szamaństwo i puszczanie z ogniska sygnałów dymnych, licząc, że się do kogoś dotrze). 

Tak, tak, wiem, jestem przereklamowany. 

Czytaj dalej

Prawdziwa historia 365 dni i włoskiego mafiozo

To może się okazać dla niektórych szokujące, ale nie każda kobieta lubi gwałty w wykonaniu sycylijskiej mafii, nawet jeśli mafiozo jest przystojny. Cała ta historia to takie „365 dni”, ale bez butów, zegarków, samochodów, szampanów, oraz – co dość istotne – w wersji realistycznej, gdzie przemoc jest prawdziwa i boli. 

Czytaj dalej

O kobiecie, która ma wypisany bunt na twarzy

Lata XX ubiegłego wieku. Na ulicach miast pojawiają się flapperki.

Noszą szokująco krótkie spódniczki (do kolan), piją alkohol (w USA zakazany z powodu prohibicji), palą publicznie (skandal), uważają seks za coś normalnego (skandal do potęgi n-tej), prowadzą samochody (najchętniej kabrio) i jeszcze słuchają jazzu. 
Określenia „jazz” używają zresztą jako synonimu dobrej imprezy lub czegoś wyjątkowo fajnego.  

Noszą boba na głowie, gorsety oraz pończochy. 

Flapperki pojawiają się po epidemii hiszpanki, która zabiła między 20 a 40 mln osób na świecie. Kobiety uznają, że wolą spędzić swoją młodość ciesząc się życiem i wolnością zamiast siedzieć w domu i czekać na jakiegoś faceta, który je poślubi. 

Czytaj dalej

O najbardziej odjechanym prezencie dla żony, jaki mógł dać mąż

Z grona wszelkich gównianych wiadomości, które przeczytałem dziś rano (poprawa pogody dopiero od niedzieli, zaraz rzygnem) najwięcej radości sprawiła mi historia pewnego angielskiego milionera Cecila Chubba. 

Był piękny rok 1915, a konkretniej 21 września, Cecil poszedł sobie na aukcję szukając prezentu dla dużo młodszej żony.
Mary Bellę Alice Finch poznał na meczu krykieta i lubił ją rozpieszczać. 
Traf chciał, że akurat na aukcji sprzedawano… Stonehenge. Tak, to Stonehenge. 

Czytaj dalej