Praca

Ponieważ ludzie wyobrażają sobie nie wiadomo co.

– Co tam Krzyśku? – jowialnie rozpoczął JO.

Krzysztof siedział zmierzwiony, poniekąd zmartwiony, patrzył spode łba.

– Coś się stało słoneczko? – JO czekał cierpliwie na odpowiedź.

– Nie, nic, do sądu nie mogę się dodzwonić.

– Recheche. I ciebie to dziwi?

– Dziwi, bo to już nie te czasy co kiedyś, teraz wszędzie da się dodzwonić.

– W sumie prawda. A który to sąd taki niedobry?

– Kielce, rejon, spalić, zaorać, zasiać na nowo.

– Z nimi zawsze był problem – zasępił się JO – Widzisz, teraz to i tak jest Ameryka. Kiedyś, żeby załatwić jakiś drobiazg, to dopiero wisiałeś na linii, ho! ho!. Wiesz misiu co to jest teleks?

Czytaj dalej

Nałóg

 JO stał w kolejce bo strasznie zachciało mu się śledzi. W oleju. Z cebulką . Stał przy lokalnym samochodzie zajmującym się dystrybucją ryb, bo marketami się brzydził.

Sobota była, liście leciały z drzew, spadały powoli, miał czas, żeby uchylać się przed ciosami lotniczego ataku.

„Wczoraj szedłem po Warszawie, gołąb nasrał mi na głowę, ja, ja dlaczego znowu ja, Warszawa dwa miliony mieszkańców ma” – zanucił sobie radośnie JO w myślach.

Czytaj dalej

Prezent 2

– Dobra ponieważ nie potrafiliśmy osiągnąć porozumienia co do prezentu dla Krzysztofa, robimy losowanie – uroczyście oznajmił JO. – W bębnie maszyny losującej – wskazał na swój kapelusz typu stetson, który trzymał tylko w biurze – są nasze propozycje – dokończył.

– Masaż tantryczny jest? – upewnił się Marian.

– Jest. Jak go nasza sierotka, ups przepraszam Marlenka wylosuje, Krzysztof będzie miał struganie kołka. Marlenka pocałuj pana!

– Nikogo nie całuję – powiedziała Marlenka i dygnęła niczym pin-up girl, prezentując przy tym wszystko co miała najlepszego.

Czytaj dalej

Zwolnienia

– Ależ jaja – sapnął Jo. – Słyszałeś?

– Co?

– Zwolnienia się zaczęły!!! Wczoraj przyszedł do Sebastiana mail z HR że ma się zgłosić dziś rano. Sebastian powiedział już żonie, że go wypierdalają, rano elegancko spakował się w kartonik, dołożył fikusa kiedy przyszedł jego szef i powiedział, że to pomyłka. 

– Ale burdel.

Czytaj dalej

Ojciec

JO pojechał z Romkiem do lekarza na badanie kontrolne. To znaczy bronił się jak mógł, narzekał, prychał, apelował do wyższych, uczuć, tłumaczył, że o 10.30 musi być w sądzie ale nie wskórał nic. Żona JO zmierzyła go bacznym wzrokiem po czym stwierdziła zimno, że nastąpił czas kiedy musi wyrobić swoją średnią statystyczną bycia ojcem czyli osiem minut dziennie.

JO jadąc do przychodni zachowywał się w miarę naturalnie.  W końcu jadąc ulicami Warszawy, nie sposób się powstrzymać czasem od „kurwa”, tudzież „ty chuju”, „ja pierdolę co za debil!” czy „gdzie jedziesz złamasie”?

Postanowił się pohamować dopiero gdy Romek z tylnego siedzenia zaczął gdakać naprzemian: „ulwa!” „juj!”, „ulwa!”, „juj!”.

Czytaj dalej