bestseller

Dziś ujawnię ile sprzedało się do tej pory egzemplarzy Pokolenia Ikea. Ale to za chwilę.

O tej książce  można mówić wiele rzeczy, że okładka jest nie taka jak być powinna, że za krótka, pewnie gdybym mógł siąść teraz do napisania tej książki teraz zrobiłbym to całkiem inaczej.

Ale wtedy by ona pewnie w ogóle nie powstała. Bo, rzeczy, które chcemy wielokrotnie poprawiać zazwyczaj nie oglądają światła dziennego.

Być może zrobiłem tylko demo, ale włożyłem w to kawał czasu, energii i emocji.  Chciałem opowiedzieć ludziom parę historii. Część z nich wydała mi się zabawna, część ważna., część wspólna z pokoleniem osadzonym w tym samym miejscu i czasie.

Coś sobie udowodniłem, A czy będzie to moja pierwsza i jedyna książka czy będą następne to już jest kwestia wtórna.

(Tak, zaraz ujawnię ile się sprzedało, odrobinę cierpliwości proszę).

Po jej napisaniu nic się nie zmieniło. Nadal pracuję w kopro. Nie mam ciągle widoków na to, że mogę rzucić pracę i wziąć się tylko za pisanie. Napisałem zresztą kiedyś: jeśli uważasz, że dzięki napisaniu książki uda ci się rzucić dotychczasowe zajęcie i zarabiać na życie to jesteś w błędzie albo weź się za pisanie fantasy.  Ale pamiętaj Wiedzmin, Wędrowycz oraz Mordimer Madderdin już są a klonować trzeba też z umiarem.

Średnia sprzedaż debiutanta to jakiś tysiąc egzemplarzy. Kupią znajomi z Facebooka i rodzina. Książkę która zeszła w ponad trzech tysiącach egzemplarzy większość wydawnictw na naszym rynku uznaje za sukces.

Pokolenie Ikea do tej pory sprzedało się w ponad 11 tys. egzemplarzy.

Książka została wcześniej odrzucona przez jakieś 10 wydawnictw. Innymi słowy jeśli jesteś początkującym autorem, którego nikt nie chce ta informacja może otrzeć ci łzy: ONI SIĘ MYLĄ.

Ja pierdolę napisałem bestseller! Oczywiście w skromnej skali naszego rynku książki.  Wielu z was go kupiło. Dziękuję wam za to.

978-83-7722-372-7

Pokuszenie 5

Wiecie co jest dobre w stałej pracy w kopro? Karta kredytowa. Pozwala na moment żyć. Blondyna miała świetne ciało co do tego nie było żadnych wątpliwości. Była wysoka, szczupła i miała długie nogi. Biodra niezbyt szerokie. Tyłek szczupły i umięśniony. Piersi strome i duże. Jędrne. Kobiety wolą niby mniejsze. Takie, które można przykryć dłonią i sterczące.  Ja nie. Ja chcę mieć coś co rozsadza mi ręce. Brzuch płaski i umięśniony. Szkoda, że takie cudo się marnowało bezużytecznie.

Tak, widziałem ją nago. Tak, robiliśmy to. Tak, jestem szczeniakiem, tak chwalę się.

Swój wolny czas dzieliła między fitness a kopro. Raz w tygodniu trenowała boks.

Była powściągliwa. Zimna? Miała wąski pasek na wzgórku i pieprzyk cztery centymetry od pępka.

Tyle zapamiętałem.

Po scenie za samochodem a później kwiatami spotkaliśmy się  dwanaście dni i 4 godziny  później na osiedlu w podziemnym garażu. A może to było 15 dni i 3 godziny później. Nieistotne. Miała krwistoczerowny lakier na paznokciach.

Zacięła się druga brama wjazdowa od garażu. Wysiadł prąd w naszej dzielnicy. Ludzie spieszyli się do pracy. Sąsiad wielką czarną terenową Toyotą, która zajmowała prawie dwa miejsca parkingowe staranował szlaban.

Spojrzeliśmy na siebie. Skonsternowani. Nie powiedzieliśmy nic. A później? Później były cztery minuty, kiedy zbadałem jej usta, jej nogi, jej szyję, jej brzuch.

Była mokra. Znowu dostałem w twarz. Mocno. Otwartą dłonią. Chyba miała do tego słabość. Lubiła poniewierać mężczyzn.

– Jak mam ci dać? – zapytała. – Tak chcesz? – rozkraczyła nogi opierając się rękami o tył samochodu i wystawiając tyłek. – A może chcesz tak – odwróciła się przodem i podciągnęła spódnicę. Mam Ci tu obciągnąć? Klęknąć przed Tobą? Tak chcesz? Czego chcesz?

Skrzywiłem się głupio, bo plan wydawał mi się szczerze mówiąc całkiem niezły.

– A Ty? – odwróciłem pytanie.

– Szaleństwa – odpowiedziała.

I poszła kręcąc tyłkiem.  To oczywiste, że popełniłem błąd. Wiedziałem to 15 sekund po tym jak odeszła. Człowiek ma czasami coś takiego, że odtwarza daną sytuację po raz enty, tak jakby naciskał klawisz rewind. Zimna blondyna szukała po prostu faceta, któremu mogłaby się podporządkować. Który mógłby ją zdominować. Bo, która takiego w rzeczywistości nie szuka?

Trzeba nie było mówić nic. Tylko rzucić na nią i jeśli okoliczności by pozwoliły – wziąć ją w tym garażu. Ale ludzie uczą się na błędach. A ja kolejnego nie miałem zamiaru popełnić. I miałem plan.

9710_cd8c

0196_e57f

CDN

Pokuszenie 4

I oczywiście wiedziałem, że musiałem w tego ryja dostać i ona o tym wiedziała bo taka konwencja była.

Więc w ramach tej konwencji pojechałem na giełdę kwiatową i kupiłem dwa klomby z czerwonych róż jeden mniejszy bo 20 sztuk a drugi większy bo z 50.

I poprosiłem mojego kumpla kuriera (zrezygnował ze studiów, bo go ograniczały mentalnie, doręcza teraz przesyłki latem i zimą na rowerze i podróżuje po Andach i Azji żeby odnaleźć własną drogę cokolwiek miałoby to znaczyć)  poszedł do mieszkania i jej te kwiaty wręczył.

Specjalnie o 22 bo wiedziałem że wtedy na pewno ona będzie w domu.

Otworzyła mu zdziwiona ale skoro kurier z kwiatami, to jaka kobieta by nie otworzyła??? Miała na sobie jeszcze kostium na kopro – bitchy ale włosy już rozpuszczone, tandetnie określając falami spływające i kieliszek czerwonego już stał na stole a i komputer był też odpalony.

Kurier wręczył 20 róż ona przeczytała dedykację a tam napisane było że nie przepraszam, bo mi przyjemnie było i kilka przymiotnik o jej ustach i częściach ciała.

Bo włosy. Bo biodra. Bo nogi. Bo strome piersi. Bo uda. A usta rozchylone rzecz jasna. I czerwone na grubo.

Ale ona powiedziała, że nie ale dzięki kwiatów nie przyjmie.

To też konwencja była. Co by grać niedostępną księżniczkę w szklanej wieży i na dzielni. Tyle że później taka księżniczka jak jest po 35 roku życia i wypierdala w popłochu drzwi do wejścia i okazuje się że już tłumu kandydatów nie ma tylko jacyś potłuczeni, połamani i wybrakowani.

Ale nic to i nie o tym.

Wtedy poinstruowany kurier powiedział że zleceniodawca (czyli ja) przewidział to i wręczył drugiego klomba a był on zaiste imponujący, każda kobieta wie która dostała kiedyś 50 róż.

Nie dostała?

Właśnie dlatego był imponujący, bo mężczyźni standardowo nie robią takich rzeczy. I w tym drugim bukiecie były już dość precyzyjnie wypisane rzeczy, które mam zamiar z nią robić i w jakiej pozycji.

Że widząc ją to na klatce, i w windzie (mam wiele przyjemnych wspomnień z wind) i w ogóle „on the bed, on the floor, on the towel, by the door, in the tub, in the car, up against the mini-bar” to znaczy lodówki side by side.

I wtedy kwiaty przyjęła, bo jak sama później mi powiedziała troche jej się w głowie zakręciło I straciła rownowagę a ona nie traciła równowagi nigdy, no może ostatnio jak z 17 lat miała kiedy jechala konno i po raz pierwszy wpadła w galop.

8573_4b67

CDN

Pokuszenie 3

Jechałem powoli do domu. Powoli bo otępiały.

Nie pij. Nie jedz tłustego mięsa. Nie pal. Nie uprawiaj przypadkowego seksu. Pracuj. Bogać się. Przejdź na szybką emeryturę. Módl?

Przed oczami ciągle miałem monitor.

Oczy świeciły mi na niebiesko i czerwono. Przez moment usiłowałem policzyć ile siedziałem w pozycji biurowy kangur ale nie byłem w stanie.

Myślałem o butelce whisky, którą trzymałem na blacie w kuchni i postanowiłem, że dzisiaj wyrzucę ją do kosza. Pustą rzecz jasna. Plus  przez najbliższe 24 godziny nie będą włączał komputera. Był piątek. Mogłem pozwolić sobie na takie szaleństwo.

Zatrzymałem się na światłach w połowie drogi. Obejrzałem powoli na boki i zobaczyłem ją.

Zimną, słowiańską blondynę w VW Passacie. Służbowym jak jasna cholera. Blondynę, której podarowałem szlafrok. Mimo, że jej nie znałem. I którą podglądałem przez lornetkę przez bite trzy miesiące. I która podglądała mnie.

Spojrzeliśmy na siebie. Poznała mnie. Nawet się uśmiechnęła. Później miałem się zastanawiać co ten uśmiech właściwie znaczył. I że chyba popełniłem błąd.

Światło zmieniło kolor na pomarańczowy. Ruszyliśmy. Silniki zawyły. Dziko i chrapliwie, zdziwione takim traktowaniem. Pędziła niczym Danica Patrick na Indycar tylko cycki miała większe. Jechałem po prawym pasie, cały czas ktoś pakował mi się pod koła. Hamowałem z piskiem zmieniałem pas na lewy i znów przyspieszałem.

Dogoniłem ją dopiero na kolejnych światłach. Machnąłem ręką proponując jej zjechanie na pobocze. Zatrzymała się w zatoczce przy przystanku i i wyszła z auta. Zahamowałem może 20 centymetrów od jej zderzaka. .

Zimna, jasnoszara marynarka z wielkim dekoltem. Biała koszula. Wąska spódnica przed kolano. Rozpuszczone blond włosy. Usta na czerwono. Jej wysokość: agresja, wyniosłość, sukowatość.

Otworzyłem drzwi. Szybko i zdecydowanie zacząłem iść w jej kierunku. Nie cofnęła się. Była w szpilkach. Prawie mojego wzrostu. Zrobiłem jedyne co można było zrobić w takiej sytuacji.

Przygarnąłem do siebie , włożyłem rękę we włosy i pocałowałem gwałtownie. Smakowała gumą miętową. i drogą szminką. Nie protestowała. Rozłożyła szerzej usta. Nie wiem ile to trwało. Minutę? Trzy? Spojrzałem na nią. Oddychała ciężej.

Spojrzała mi w oczy. Nagle zamachnęła się i uderzyła mnie w twarz otwartą dłonią. Wsiadła do samochodu, z głośnym trzaskiem zamknęła drzwi i odjechała.

Byłem bardzo z siebie  zadowolony. Niczym kot, który dorwał się do miski pełnej śmietany.

0479_e187

2556_0754

Pokuszenie 2

Nie zdążyłem zobaczyć jak klon wchodzi. Kiedy spojrzałem przez lornetkę już była w mieszkaniu. Światło się paliło. Patrzyłem. Zdjęła buty. Na płaskim obcasie. Nie wysokim. Bluzka była zapięta. A ona sama. Znaczy się facet nie był powalający. Poza tym drogi Watsonie nie przyprowadziła go do chaty. O czym to świadczy?
To chwilowo nieistotne.
Klon zdjął bluzkę. Niby widziałem nie raz a nadal kręci.

Haiku:
<lekko opadający cyc.
zdejmuj stanik dziffko!>

A cytując Starowiejskiego cyc nie chuj nie musi stać.

Stanik jest biały. Wiązany z przodu. Dolna połowa misek jest przeźroczysta. Górna ma koronkę. Zresztą srał pies jak wygląda stanik! I ta liczy się to co jest pod stanikiem! Dwie kopuły. Santa Maria del Fiore!!!
Nie przypuszczałem, że zmieniłem nagle strefę czasową. Niby wieczór 23 a ja mam nagle poranną erekcję.
Klon chodzi po mieszkaniu. Pochyla sie na nad komputerem. Włącza komputer. Idzie do telefonu sprawdza sekretarkę. Wraca do komputera. Wali w klawiaturę, aż dym idzie.
Blog?
Gadu?
Sympatia?
Gdzie uprawiasz seks kobieto? Hę?
Klon naturalnie nie odpowiedział.
Zdjął za to spódnicę.
Tanie a skuteczne nie?
Klon został tylko w białych majteczkach.
Jak dla mnie super. Kamasutra w stopniu zaawansowanym. Piwo. Świeże powietrze. Ładna kobieta. Peep. Peeper.
Fajne, szczupłe nogi.
Faceci są fetyszystami w różnych dziedzinach. Dla jednych najważniejszy jest biust – i to jest moja kategoria. Dla innych tyłek – tutaj również mam swoje drobne udziały. Inni szaleją na punkcie palców, u stóp bądź stóp, których lizanie podnosi ich w górę niczym Saturn V. Jeszcze inni wola nogi. Rozumiem to – te przede mną są całkiem przyzwoitej jakości. Proste, szczupłe, stworzone do noszenia szpil.
Pewnie jakbym się przyjrzał z bliska zobaczył bym cellulit, nadwagę, nieforemne kostki, za długie palce, za krótkie palce, za małe wycięcie w talii wory pod oczami, nieforemny tyłek, sypiącego się wąsa czy fałdy tłuszczu na plecach.
Klon jak na razie pozostaje jednak moją doskonałością. Ideałem kobiety. I nie mam zamiaru tego zepsuć.
Cielecka pokręciła się jeszcze chwilę po mieszkaniu. Zgodnie z tradycją wyjęła jakiś magazyn z torby i poszła do łazienki. Odłożyłem z wyraźnym rozczarowaniem lornetkę i wyjąłem piwo z pojemnika.
Klon mam nadzieję poszedł się myć. Mam nadzieję w oparach świec i z pianą. Znaczy się bliski substytut seksu. Wróci za jakieś pół godziny. W białym kończącym się w połowie uda szlafroku frotte od Victoria’s Secret. Spiętym w pasie.
Ma z tyłu kretyński różowy napis. Mi przeszkadza. Ale bez napisów nie było. 49,50 $

Skąd wiem?
Bo, sam podesłałem ten szlafrok trzy tygodnie temu. Wydaje mi się, że na urodziny. Widziałem, że robi robi imprezę w chacie a ludzie dają jej prezenty. Dołączyłem kartkę: załóż bo się przeziębisz.
Efekciarskie? Owszem. Ale mam klasę nie?;) Każda kobieta by wymiękła. Nieznany adorator. Podsyła prezenty. Może jest przystojny? Ciekawe czy jest zajęty? Kiedy się ze mną umówi? Co mi jeszcze podeśle? Tak fajnie byłoby dostać kwiaty…. A jeszcze lepiej gdyby te kwiaty podesłał do pracy… Dziewczyny by się zesrały z zazdrości!
Dwa dni później zobaczyłem Klona jak ostentacyjnie wyjmuje z torebki lornetkę, kładzie ją na parapecie a cycek niby to przypadkiem wyskakuje jej zza  szlafroka.
Tego, którego jej podesłałem rzecz jasna.
Wyszła z łazienki. Przystanęła przy oknie. Zrobiła niczym kocica taneczne pas de chat patrząc w moim kierunku. Wzięła lornetkę z parapetu.
Spojrzeliśmy sobie w lornetki. Ciało z ciałem się skleiło. Na odległość co prawda.
Uśmiechnąłem się.
Ona też.
Cielecka 2.0  pomachała mi ręką.
Odmachałem.
W Szapołowską i Lubaszenkę bawimy się hmmm czekajcie. Wprowadziłem się w grudniu. To od początku marca. Będzie już ze trzy miesiące.
Zaczęło się tak. Wylazłem na klatkę wieczorem, bo chciałem wyrzucić śmieci. Spojrzałem w dół na parking a później przypadkiem na jej okna. Miała zapalone światła i była… niekompletna. Niekompletnie ubrana. Facetów zawsze coś takiego zachęca. Jeśli chciała mnie zachęcić to nie mogła lepiej trafić.
Jak w niedzielę jestem o 22 to biorę  lodówkę z browarem i lornetkę.
Obydwoje liżemy cukierek przez szybę.
Mijamy się z daleka od czasu do czasu na osiedlu. Uśmiechamy do siebie ale nie rozmawiamy. To mogłoby niepotrzebnie popsuć hmmm atmosferę? Rozwiać te miłe złudzenia, które teraz są między nami. A powiedzmy sobie szczerze to nam zupełnie niepotrzebne.
Dobra. Koniec seansu. Wziąłem do ręki lodówkę. Po piwie czułem w głowie miły szumek. Moja tchórzliwa dupa idzie wyprasować białą koszulę na jutro. Albowiem jutro proszę państwa, albowiem jutro jest kurwa poniedziałek. Dzień dmuchania maluczkich przez wielkie koproracje i babci klozetowej. Wszyscy rzygają z przejęcia a babcia sprząta.

5156_6328