2012 in review

Blog istnieje na wordpress.com od 15 października

Here’s an excerpt:

About 55,000 tourists visit Liechtenstein every year. This blog was viewed about 450 000 times in 2012. If it were Liechtenstein, it would take about 8 years for that many people to see it. Your blog had more visits than a small country in Europe!

Click here to see the complete report.

Zimowa dziewczyna

Dziś historia o tym jak naprawdę samotne są kobiety i jak błagają o żar albo ogień w lędźwiach. I jak niewiele trzeba aby go wywołać. Szkoda tylko, że nie chodzi o moją książkę ale niech tam stracę idę z tym.

Napisała do mnie Zimowa Dziewczyna. To jeden z ostatnich eksperymentów tego typu, że umieszczam czyjś list na blogu ale list jest fajny a ja pełen wołowego carpaccio i tiramisu więc nie jestem w stanie pisać. Najlepiej robię to kiedy jestem głodny i pijany.

Teraz jestem syty, spokojny i smutny choć nie wiem dlaczego.

„Była godzina 8.15 – może trochę później, ale raczej na pewno ani trochę wcześniej, w każdym razie nie pamiętam, ile tego dnia spóźniłam się do pracy. Wsiadam, widzę wolne miejsce, rozglądam się – żadnych staruszek ani kobiet w widocznej ciąży, czyli mogę usiąść. Zresztą czuję się usprawiedliwiona, bo w jednej ręce mam siatę z segregatorami, w drugiej – torbę wielkości lotniskowca, która ze względu na upchnięty tam prawie kolanem komputer, niemal przygniata mnie do ziemi.

A zatem siadam i staram się z całym swoim ekwipunkiem zająć przyzwoitą ilość miejsca i nie dźgać nikogo rogiem segregatora. Zaczynam przysypiać. Obok mnie siedzi kobieta w trudnym do określenia wieku – gdzieś między 30. a 40. rokiem życia. Beret z antenką, okulary w drucianej oprawie, skórzana torebka na długim pasku, spódnica za kolano, buty do połowy łydki, blond grzywka. Jeżeli nawet któreś z tych elementów są przeze mnie wymyślone a nie zauważone, to nic nie zmienia. Takie właśnie robiła na mnie wrażenie osoba siedząca tuż obok mnie. Na oko: bardzo porządna i przyzwoita osoba, z gatunku tych, co mają w oknach firanki i zasłony, smażą kotlety mielone, podają gościom sałatkę jarzynową, są praktyczne i poukładane, mają grzeczne dzieci. Tak, tak, może przemawia przeze mnie zazdrość, bo pani obok mnie wydawała się wcielać ideał mieszczańskiego życia, który zawsze będzie dla mnie nieosiągalny, a którego w głębi duszy wszyscy pragniemy. Pani jednak nie była pochłonięta swoim mieszczańskim życiem, ale lekturą.

Bezwstydnie zerknęłam na książkę, prawie zawsze to robię. Czytała jedno z serii cośtam Greya, prawie wszyscy, a właściwie prawie wszystkie (nigdy nie widziałam mężczyzny czytającego to dzieło), ostatnio to czytają. Pani była coraz bardziej pochłonięta książką, przerzucała kartki coraz szybciej, a kiedy na zakręcie autobus zarzucił i niechcący otarłam się o nią, poczułam, że jej oddech jest nieco przyśpieszony – w każdym razie na tyle przyśpieszony, że to poczułam.

Ludzi raczej nie podniecają ich współpasażerowie w komunikacji miejskiej – nie każdy jest Michaelem Fassbenderem w nowojorskim metrze. Pani siedziała między oknem a mną i nie miała kontaktu fizycznego z nikim innym. A nawet ja nie jestem aż tak próżna… A więc książka. Chciałam zajrzeć jej przez ramię, żeby zorientować, jaki dokładnie fragment ma tak piorunujące działanie, ale trzymała książkę pod takim kątem, że nie mogłam niczego przeczytać nie zdradzając swojego niezdrowego (a na pewno nietaktownego) zaciekawienia. Więc musiałam się opanować i mogłam przysypiać dalej.

Pani wysiadała wcześniej ode mnie. Kiedy wstała i odwróciła się przodem do mnie, żeby przejść, na jej twarzy malował się błogi uśmiech, wyglądała na zrelaksowaną i zadowoloną. Czy to dlatego, że dziś rano zrobiła mężowi idealne kanapki do pracy? – nie sądzę. To raczej zbawienny wpływ literatury, podobno grafomańsko-pornograficznej. A niech tam, skoro wygląda na to, że czytanie naprawdę uszczęśliwia…”

Nie znam Zimowej Dziewczyny ale wszystkiego najlepszego kobieto.
296870_415632011848426_1794104440_n

 

 

bestseller

Dziś ujawnię ile sprzedało się do tej pory egzemplarzy Pokolenia Ikea. Ale to za chwilę.

O tej książce  można mówić wiele rzeczy, że okładka jest nie taka jak być powinna, że za krótka, pewnie gdybym mógł siąść teraz do napisania tej książki teraz zrobiłbym to całkiem inaczej.

Ale wtedy by ona pewnie w ogóle nie powstała. Bo, rzeczy, które chcemy wielokrotnie poprawiać zazwyczaj nie oglądają światła dziennego.

Być może zrobiłem tylko demo, ale włożyłem w to kawał czasu, energii i emocji.  Chciałem opowiedzieć ludziom parę historii. Część z nich wydała mi się zabawna, część ważna., część wspólna z pokoleniem osadzonym w tym samym miejscu i czasie.

Coś sobie udowodniłem, A czy będzie to moja pierwsza i jedyna książka czy będą następne to już jest kwestia wtórna.

(Tak, zaraz ujawnię ile się sprzedało, odrobinę cierpliwości proszę).

Po jej napisaniu nic się nie zmieniło. Nadal pracuję w kopro. Nie mam ciągle widoków na to, że mogę rzucić pracę i wziąć się tylko za pisanie. Napisałem zresztą kiedyś: jeśli uważasz, że dzięki napisaniu książki uda ci się rzucić dotychczasowe zajęcie i zarabiać na życie to jesteś w błędzie albo weź się za pisanie fantasy.  Ale pamiętaj Wiedzmin, Wędrowycz oraz Mordimer Madderdin już są a klonować trzeba też z umiarem.

Średnia sprzedaż debiutanta to jakiś tysiąc egzemplarzy. Kupią znajomi z Facebooka i rodzina. Książkę która zeszła w ponad trzech tysiącach egzemplarzy większość wydawnictw na naszym rynku uznaje za sukces.

Pokolenie Ikea do tej pory sprzedało się w ponad 11 tys. egzemplarzy.

Książka została wcześniej odrzucona przez jakieś 10 wydawnictw. Innymi słowy jeśli jesteś początkującym autorem, którego nikt nie chce ta informacja może otrzeć ci łzy: ONI SIĘ MYLĄ.

Ja pierdolę napisałem bestseller! Oczywiście w skromnej skali naszego rynku książki.  Wielu z was go kupiło. Dziękuję wam za to.

978-83-7722-372-7

Pokuszenie 5

Wiecie co jest dobre w stałej pracy w kopro? Karta kredytowa. Pozwala na moment żyć. Blondyna miała świetne ciało co do tego nie było żadnych wątpliwości. Była wysoka, szczupła i miała długie nogi. Biodra niezbyt szerokie. Tyłek szczupły i umięśniony. Piersi strome i duże. Jędrne. Kobiety wolą niby mniejsze. Takie, które można przykryć dłonią i sterczące.  Ja nie. Ja chcę mieć coś co rozsadza mi ręce. Brzuch płaski i umięśniony. Szkoda, że takie cudo się marnowało bezużytecznie.

Tak, widziałem ją nago. Tak, robiliśmy to. Tak, jestem szczeniakiem, tak chwalę się.

Swój wolny czas dzieliła między fitness a kopro. Raz w tygodniu trenowała boks.

Była powściągliwa. Zimna? Miała wąski pasek na wzgórku i pieprzyk cztery centymetry od pępka.

Tyle zapamiętałem.

Po scenie za samochodem a później kwiatami spotkaliśmy się  dwanaście dni i 4 godziny  później na osiedlu w podziemnym garażu. A może to było 15 dni i 3 godziny później. Nieistotne. Miała krwistoczerowny lakier na paznokciach.

Zacięła się druga brama wjazdowa od garażu. Wysiadł prąd w naszej dzielnicy. Ludzie spieszyli się do pracy. Sąsiad wielką czarną terenową Toyotą, która zajmowała prawie dwa miejsca parkingowe staranował szlaban.

Spojrzeliśmy na siebie. Skonsternowani. Nie powiedzieliśmy nic. A później? Później były cztery minuty, kiedy zbadałem jej usta, jej nogi, jej szyję, jej brzuch.

Była mokra. Znowu dostałem w twarz. Mocno. Otwartą dłonią. Chyba miała do tego słabość. Lubiła poniewierać mężczyzn.

– Jak mam ci dać? – zapytała. – Tak chcesz? – rozkraczyła nogi opierając się rękami o tył samochodu i wystawiając tyłek. – A może chcesz tak – odwróciła się przodem i podciągnęła spódnicę. Mam Ci tu obciągnąć? Klęknąć przed Tobą? Tak chcesz? Czego chcesz?

Skrzywiłem się głupio, bo plan wydawał mi się szczerze mówiąc całkiem niezły.

– A Ty? – odwróciłem pytanie.

– Szaleństwa – odpowiedziała.

I poszła kręcąc tyłkiem.  To oczywiste, że popełniłem błąd. Wiedziałem to 15 sekund po tym jak odeszła. Człowiek ma czasami coś takiego, że odtwarza daną sytuację po raz enty, tak jakby naciskał klawisz rewind. Zimna blondyna szukała po prostu faceta, któremu mogłaby się podporządkować. Który mógłby ją zdominować. Bo, która takiego w rzeczywistości nie szuka?

Trzeba nie było mówić nic. Tylko rzucić na nią i jeśli okoliczności by pozwoliły – wziąć ją w tym garażu. Ale ludzie uczą się na błędach. A ja kolejnego nie miałem zamiaru popełnić. I miałem plan.

9710_cd8c

0196_e57f

CDN

Pokuszenie 4

I oczywiście wiedziałem, że musiałem w tego ryja dostać i ona o tym wiedziała bo taka konwencja była.

Więc w ramach tej konwencji pojechałem na giełdę kwiatową i kupiłem dwa klomby z czerwonych róż jeden mniejszy bo 20 sztuk a drugi większy bo z 50.

I poprosiłem mojego kumpla kuriera (zrezygnował ze studiów, bo go ograniczały mentalnie, doręcza teraz przesyłki latem i zimą na rowerze i podróżuje po Andach i Azji żeby odnaleźć własną drogę cokolwiek miałoby to znaczyć)  poszedł do mieszkania i jej te kwiaty wręczył.

Specjalnie o 22 bo wiedziałem że wtedy na pewno ona będzie w domu.

Otworzyła mu zdziwiona ale skoro kurier z kwiatami, to jaka kobieta by nie otworzyła??? Miała na sobie jeszcze kostium na kopro – bitchy ale włosy już rozpuszczone, tandetnie określając falami spływające i kieliszek czerwonego już stał na stole a i komputer był też odpalony.

Kurier wręczył 20 róż ona przeczytała dedykację a tam napisane było że nie przepraszam, bo mi przyjemnie było i kilka przymiotnik o jej ustach i częściach ciała.

Bo włosy. Bo biodra. Bo nogi. Bo strome piersi. Bo uda. A usta rozchylone rzecz jasna. I czerwone na grubo.

Ale ona powiedziała, że nie ale dzięki kwiatów nie przyjmie.

To też konwencja była. Co by grać niedostępną księżniczkę w szklanej wieży i na dzielni. Tyle że później taka księżniczka jak jest po 35 roku życia i wypierdala w popłochu drzwi do wejścia i okazuje się że już tłumu kandydatów nie ma tylko jacyś potłuczeni, połamani i wybrakowani.

Ale nic to i nie o tym.

Wtedy poinstruowany kurier powiedział że zleceniodawca (czyli ja) przewidział to i wręczył drugiego klomba a był on zaiste imponujący, każda kobieta wie która dostała kiedyś 50 róż.

Nie dostała?

Właśnie dlatego był imponujący, bo mężczyźni standardowo nie robią takich rzeczy. I w tym drugim bukiecie były już dość precyzyjnie wypisane rzeczy, które mam zamiar z nią robić i w jakiej pozycji.

Że widząc ją to na klatce, i w windzie (mam wiele przyjemnych wspomnień z wind) i w ogóle „on the bed, on the floor, on the towel, by the door, in the tub, in the car, up against the mini-bar” to znaczy lodówki side by side.

I wtedy kwiaty przyjęła, bo jak sama później mi powiedziała troche jej się w głowie zakręciło I straciła rownowagę a ona nie traciła równowagi nigdy, no może ostatnio jak z 17 lat miała kiedy jechala konno i po raz pierwszy wpadła w galop.

8573_4b67

CDN