W środę postanowiłem wyjść wcześniej z pracy. Więc już około godziny 18.30 byłem już w samochodzie i przebijałem się przez korki tak że sprawnie i szybko już coś koło 19.10 wylądowałem w centrum handlowym Blue City.
Chciałem sobie kupić buty w Vistuli. Ku memu zdziwieniu mają tam całkiem niezłe buty. Nie, nie jestem na pay rollu w tej firmie. Miałem wybrany model. Ale płacenie regularnych cen za odzież i buty uważam za skandal większy niż konina w lasagne.
Buty kosztowały osiem stów, po przecenie pięć i pół – uznałem więc niniejszym, że nadal ich pojebało i poszedłem precz (za trzysta bym kupił). Albowiem jeśli nie dostaję zniżki 50 proc. to mi się żyć odechciewa.
Przepraszam, zanim poszedłem precz pan zaproponował mi zakup kurtki z koca twierdząc, że owszem chujowo wygląda na wieszaku, ale jak się ją założy to hO HO HO. Jak rozumiem wygląda wtedy lepiej bo użytkownik nie widzi jej w całości. Mimo takiej zajebistej oferty się jednak nie skusiłem.
Wylazłem z Vistuli i pomyślałem, że skoro już tu jestem i skoro wylazłem tak wcześnie z pracy to pójdę do TK Maxxa. Tam znalazłem dwa płaszcze na wiosnę. Dwurzędowe. Poszedłem je przymierzyć. Były bardzo sprawiedliwe, bo jeden za mały, drugi za duży.
No to skoro zakupy tak zajebiście mi wyszły postanowiłem wrócić do domu. I co się okazało? Że się przeziębiłem. Jaki jest z tego wniosek? Nie należy wychodzić wcześniej z pracy.
Siedzę teraz nad Pokoleniem Ikea 2 i myślę.
Pokolenia sprzedało się ponad 12 tys. egzemplarzy – dziękuję bardzo. Czy coś się w moim życiu zmieniło z tego powodu? Nie zauważyłem specjalnie. Poza tym, że idąc do księgarni mogę zobaczyć swoją książkę na półce. Dobre uczucie. Ale później od razu jest kłucie w żebrach – ale czy się jeszcze sprzedaje? Czy się podoba?
Z tego co widzę ludzie podzielili się na dwa fronty. Zazwyczaj jak się komuś podoba to się podoba bardzo. A jak się nie podoba – to też się nie podoba bardzo. Trudno, nie da się uszczęśliwić wszystkich. Pisząc Pokolenie bawiłem się zajebiście. I nikt mi tego nie odbierze nawet jeżeli sprzedałoby się jej 200 egzemplarzy.
Myślę teraz nad rzeczami, które są całkowicie nieistotne.
Nad tytułem. To tak jak z restauracją. Powinienieś zastanawiać się co w niej będziesz podawać i jak kalkulować ceny dań a ty rozpoczynasz od jej nazwy. Pierwotnie miałem zamiar nazwać dwójkę – jakimś jednym mocnym słowem – w rodzaju „Bezwstydni”.
Po namyśle „Bezwstydni” to dobry owszem tytuł ale właśnie na knajpę. Bezwstydnie rąbią na rachunku. Ale jeśli nie wymyślę niczego lepszego to zostanę przy Pokoleniu Ikea 2.
PS. A na prośbę wydawnictwa dopiszę: polecajcie jedynkę wszystkim swoim znajomym! Sprawiecie, że zostanę bogatym czlowiekiem! Będe mógł kupuić buty bez przeceny!





