Jak myśli Pokolenie Ikea?

Kiedyś znajoma poszła do łóżka po pijaku z żonatym facetem. Nic wielkiego. Ona była wyposzczona i pijana. I generalnie smutna i nieszczęśliwa. Oczywiście singielka. On przystojny i chętny.

Czyli mamy hedonizm i pogoń za seksem.

Jest blondynką i mieszka na Mokotowie. Pracuje oczywiście w korpo. Czyli taki pół leming. Gdyby mieszkała na Wilanowie to byłaby pełnokrwistym i rasowym.

Nawet głosowała w chwili słabości na Palikota. Znaczy się rozwiązła i jeszcze za małżeństwami gejów. A nawet adopcją przez nich dzieci. Czyli mentalnie jest nie z tego kraju.

Przyjechał do niej, do jej mieszkania kupionego na kredyt rzecz jasna. Przeleciał ją tak że się ściany trzęsły przy tej lampie i materacu z Ikeii.

Czyli oddaje regularnie datki na świątynię.

Aha – sąsiedzi następnego dnia mieli pretensje.

A później ona obudziła się o piątej z bólem istnienia. Pokręciła po mieszkaniu. Obudziła go o szóstej i powiedziała: musisz już iść. Czyli mamy zasady i pragnienie wolności ponad wszystko.

Co on jej odpowiedział? Ale ja mieszkam w Piasecznie! *

I tak wykopała go za drzwi.

*Dla tych, którzy nie są z Warszawy. Piaseczno jest kawał drogi pod miastem.

Spóźnienie

– Wyobraź sobie, że ten BARAN – Olga zaakcentowała bardzo silnie słowo baran. – Że ten baran umówił się ze mną na 20 – tą. Trzy razy go pytałam  czy zdąży i czy mu nic nie wyskoczy? Jasne, zdążę nie ma sprawy – Olga wczuła się w głos pewnego wysokiego chirurga, lat 38.  I co?

– Spóźnił się – pokiwała głową Marlenka.

– Spóźnił się 45 minut!!!! Czekałam jak idiotka przy kinie.

– A co zmarzłaś? – zapytałem.

– W centrum handlowym? – Olga spojrzała na mnie jak na idiotę.

– To o co chodzi? Nie mogłaś pójść dajmy na to na zakupy??? – wzruszyłem ramionami.

– Chodzi o zasady młotku! – prychnęła wściekła Olga. – O brak szacunku chodzi. Czy wiesz – to już było do Marlenki – że on nawet do mnie nie zadzwonił, że się spóźni? To jest naprawdę takie trudne wyjąć telefon i wycisnąć numer??? Albo chociaż wysłać smsa?

– I co Ci powiedział??

– JAK TO CO? A CO TE BARANY MÓWIĄ ZAZWYCZAJ???

– Że nie miał czasu, bo był w pracy – zasuflowała Marlenka.

– Właśnie! Jakby to było jakiekolwiek logiczne usprawiedliwienie!!!! Pięć razy z nim na ten temat rozmawiałem. I co mi odpowiadał? Jasne! Nie ma problemu! Oczywiście będę dzwonił!!! I jeszcze mi strzelił focha, że ja nie rozumiem jego pracy kurwa mać!! Ja nie rozumiem jego pracy???A ja to co niby nie pracuję? Ja mogłam się zerwać na 20 – tą a on bidulek już nie?

– Oczywiście, że to wasza wina.

– Nasza????!!!! – Marlenka z Olga spojrzały na mnie groźnie.

– Oczywiście, że wasza. Wymusiłaś na nim deklarację, o której wiedziałaś że nie ma szansy jej dotrzymać! – wskazałem oskarżycielsko na Olgę. – On o tym wiedział i ty o tym wiedziałaś!

– Nie składa się obietnic bez pokrycia mój drogi – oczy Olgi zapłonęły na fioletowo.

– Och, jestem głęboko przekonany, że mając do wyboru godzinną „rozmowę” na ten temat  to by się zgodził nawet na depilację gorącym woskiem – stwierdziłem szyderczo.

– Kiedy wy się do nędzy nauczycie, że nie robi się takich rzeczy????

– Ech, to akurat łatwe – machnąłem ręką.

– Tak? – Olga z Marlenką nachyliły się nade mną ze skupieniem.

– No w tym samym momencie kiedy wy nauczycie się mówić przepraszam.

??????????????

Karoshi

– Co się mu stało?

– Umarł. Miał skubany 43 lata i umarł. Rodzice do mnie wczoraj zadzwonili i mi powiedzieli.

– Na co?

– Karoshi. Z przepracowania. I wycieczenia. Miał własną firmę. Robił po 70 godzin w tygodniu. Miał dom. Żonę miał. Nawet jej chyba nie zdradzał. Dwójkę dzieci. Q7. We wtorek zabolało go serce. Pojechał do szpitala i umarł. Po prostu. To był brat mojej pierwszej dziewczyny. Pamiętam, dostałem od niego solidnego kopa w dupę kiedy dowiedział się że zdjąłem jej stanik. Starzeje się – stwierdziłem ponuro.

– Tam się starzejesz – powiedziała Ruda i wyraźnym ukontentowaniem pogładziła mnie po klacie a później po brzuchu.

Ruda miała 23 lata i była ruda. Właściwie nie miała cycków ale była niskoproblemowa. Dobrze się przy niej myślało.

– Zakład?

– Dobra – Ruda pokiwała głową na znak zgody.

– Znasz Pearl Jam?

Mina Rudej nie wyrażała żadnych oznak zrozumienia.

– Nirvana? – spróbowałem dalej.

Nadal nic. Ruda ze smutkiem pokręciła przecząco głową.

Ja również.

– Psy? – postanowiłem jej pomóc.

– Chodzi Ci o tego Koreańczyka! – Ruda podskoczyła na łóżku z ekscytacji.

– Nie – machnąłem ręką. – Nie zrozumiesz.Widzisz młoda. Moi znajomi zaczynają umierać. To chyba jestem już stary, nie? Nawet nie pamiętam koloru trzepaka na którym się bujałem przed blokiem. Nie pamiętam jak wyglądała moja wychowawczyni z podstawówki. Nie pamiętam jak wyglądała tam sala gimnastyczna. Co było na podłodze??? Nie pamiętam co miałem w trzeciej klasie liceum z matematyki. Jakie majtki ściągałem z dziewczyn numer trzy i cztery. W co się spakowałem przyjeżdżając tutaj? Przyjechałem sam? A może przywiózł mnie ojciec? Nie ma już knajp w których piłem na pierwszym roku. Nie ma nawet już tych fast foodów. Kiedyś w Warszawie jadałem w Taco Bell. Nie ma już Taco Bell. Od dawna nie ma. W przyszłym roku będę więcej mieszkał tu niż w P. Anita Lipnicka – że wszystko się może zdarzyć śpiewała w 1996 roku.  17 kurwa lat temu!!!!

Spojrzałem na Rudą. – Rozumiem. Nie wiesz kto to jest Anita Lipnicka.

0320_dc1d

Mniejsze dupy 9 – finał

Blondyna rozszerzyły się ze zdziwienia oczy.

– Co?

– Jak to co? Wciągam gacie! Gówno dryfuje w moją stronę! Macham łapami w tempie Otylii. Olimpijskim! Wchodzę na deskę. Obcieram pot z czoła. Byłem na kursie kolizyjnym. Do brzegu spacerkiem. Siadam na plaży.

– I co to już koniec?
- Blondyna wydała się być nieco rozczarowana.

– O, żeby to był koniec to ja byłbym szczęśliwy –westchnąłem boleśnie do wspomnień. – Ale nie! Znowu bulgot… Kałdun mi puchnie. Deska pod pachę. Przyspieszam kroku. Pośladki zaciśnięte. Drobię jak gejsza. Lecę do domu Kury. Deskę jebłem na trawę na podwórku. Do kibla wpadam razem z drzwiami! Siadam na kiblu. Gówno leci ze mnie tak, że zginam się w pół. Wpierw twardziele, grube jak ręka niemowlaka. Później zupa grzybowa. Godzina jak nic. Wstaje zbolały. Nie mówię, że wiem co czuje kobieta gdy rodzi. Ale byłem blisko. I słuchaj teraz jest najlepsze. Kibel jest starego typu. Ze zbiornikiem na wysokości dwóch metrów żeby woda miała rozpęd. I z tzw. podstawką na gówno. Patrzę i oczom nie wierzę. Bite i szarpane cztery kilo. Jak krowa na łące.

– Masz osiągnięcia.

– No – potwierdziłem chełpliwie głową. – Podcieram dupę i spuszczam. Naciskam przycisk i co???

-????
Blondyna była ewidentnie zafascynowana historią. Byłem dla niej niczym Szecherezada połączoną z Jelonkiem Rambo.

– I to było kurwa najtragiczniejsze  – roześmiałem się do wspomnień.
Zbiornik od kibla był stary. Wiesz lata 60, żeliwny, podwieszony na dużej wysokości. Jak woda z niego leciała to ino z wizgiem!!! I woda poleciała. sruuuu!!!!!!! Prześlizgnęła się po tej tamie z gówna, zabrała ze sobą trochę i wywaliła mi to wszystko na zdjęte gacie. Całe spodnie miałem obsrane.

Blondyna najwyraźniej wyobraziła sobie sytuację, bo zaczęła dusić się ze śmiechu. I rechotać. I znowu się dławić. I płakać.

– O Jezus Maria ja nie mogę – zawyła ze śmiechu.
Cycek jest wyszedł spod ręcznika jednak bardzo obiecująco.

– I co zrobiłeś – zaczerpnęła z trudem tchu.

– Jak to co? Tego dnia zrezygnowałem z pływania na desce.
Ale jak się zważyłęm po przyjeździe to byłe, trzy kilo lżejszy.

– Gówniana historia.

– I to jak – uśmiechnąłem się do Blondyny.

– Dobra, ja idę się myć. Powiesz Chemikowi, że chce go poznać?

– Jasne – zełgałem.

– No mam nadzieję.
Blondyna zeszła z półki trzęsąc niewielkimi cyckami mniej więcej 40 centymetrów od mojej twarzy. Zatrzymała sie przed drzwiami i przez minutę obwiązywała się ręcznikiem. Tanie ale skuteczne.

– Ale wiesz Czarny – Blondyna zrobiła usta w ciup.

– No?

– Zawsze możesz spróbować umówić się ze mną przed Chemikiem.
Mówiąc te słowa

Blondyna zamknęła powoli drzwi kręcąc przy tym tyłkiem.
W sumie to się już zgrzałem – pomyślałem. – Ale posiedzę jeszcze pięć minut. Lepiej żebym na nią nie wpadł przy wyjściu. Bo gdzie ja będę na siłownię ganiał jak ją przelecę? Chyba kurwa na Pragę.
Wyciągnąłem się z powrotem na deskach. Ciepło. Błogo.
ZENNNNN.
Gdzie ja byłem? Aaaa cycki Edyty Dórniak. Krągłe cycki. Ciekawe czy są robione czy naturalne?

—-

Chciałbym powiedzieć, że się na nią nie skusiłem. Chciałbym. Ale mam słabą – silną wolę. Nie, nie poszliśmy do łóżka. Zrobiła mi loda w męskiej przebieralni w sklepie Peek and Cloppenburg w Centrum Handlowym Reduta. Nie widzieliśmy się od tego momentu.

Obawiam się też że mogłem przez przypadek uprawiać seks z jej przyjaciółką.

1272_57d8 8903_ae80

Kot

Mój kot waży 10 kilo. Czyli jest jak dwa koty. Albo mały pies. Średni pies?

Ma wredny wyraz pyska. Jest powolny. Wręcz flegmatyczny. Głównie śpi.  Ale kiedy oglądam seriale przychodzi i kładzie mi się przy ręce. Pokazując brzuch. To równowaga. Każdy ma w życiu osobę której chce pokazać swój brzuch.

Kiedy po raz pierwszy zabrałem go do weterynarza zrobił tam krwawą łaźnię. Kobieta w białym fartuchu złapała go w siatkę. Nie spodobało mu się to. Syczał. Gryzł. Szarpał. I drapał pazurami. Do momentu kiedy dostał zastrzyk – trzymało go pięcioro ludzi.

Od tej pory w karcie ma  „walczy jak lew”. Kot lew?

Kiedy wrócił wtedy do domu, ułożył się na kanapie, ziewnął pokazując zęby i zasnął

Lubi tuńczyka. I Sześć stóp pod ziemią. I Rodzinę Soprano ale zniechęcił się po czwartym sezonie.

W domu hoduję zioła. Bazylię. Rozmaryn. Miętę. Szałwię. Trzymam je w wielkiej, drewnianej doniczce na parapecie. Dwa dni temu podszedłem do doniczki aby ją podlać. Leję. Ale coś mi nie gra. Patrzę a w doniczce leży ptak. Słabo znam się na ornitologii ale wygląda mi on na sikorkę.

Spoglądam na sikorkę. Spoglądam na kota. Na sikorkę. Na kota. Kot ziewa pokazując wszystkie kły i zasypia na kanapie z miną: ależ nie wiem o co ci chodzi.

Pakuję sikorkę do kartonowego pudła i wyrzucam do śmieci. Wiem powinienem jej wyprawić pogrzeb. Ale ziemia jest zbyt zmarznięta.

Wracam do domu ze śmietnika. Kot ociera mi się o nogi.

Zwierzęta ponoć upodabniają się do swoich właścicieli.

9865_3319