Kurczak

Marlenka stała na przystanku przestępując z nogi na nogę. A właściwie będąc bardziej precyzyjnym ze szpilki na szpilkę. Wiatr wiał jak cholera podwiewając jej kieckę tak, że przechodziły ją zimne dreszcze.

A jeszcze niedawno kobieta, która pokazywała buty uchodziła na mieście za dziwkę – pomyślała. – Później dziwką była taka która pokazywała łydki.

Marlenka pokazywała kolana.

Teraz żałowała podjętej rano decyzji. Stojąc przed szafą wybierała między wersją rozsądną (ciepłe grube rajstopy, spódnica do ziemi, wyglądasz jakbyś wstąpiła do wizytek) a nierozsądną (krótka kiecka przed kolano wymagała pończoch). Wybrała oczywiście nierozsądną. Miała dobre nogi a liczba mężczyzn, która dziś oglądała się za jej tyłkiem była co najmniej dwucyfrowa. Ich wzrok taksował ją jak skaner.

Było cholernie zimno. Nawet jak na listopad.

Wracając z pracy wysiadła z tramwaju bo musiała kupić kurczaka.  Chciała zrobić zakupy przez internet ale wszystkie sloty z dostawami były już zajęte.

Raz, raz w tym miesiącu będę dobrą żoną – postanowiła.

Urwała się jak na nią potwornie wcześnie bo o 18.30. Mimo, że Olga zapraszała ją po pracy (czyli jak na piątek koło 21.30) na drinka, pokręciła przecząco głową.

Kurczak na kolację miał być w miodze, sosie sojowym, cytrynie oraz rozmarynie. Do tego sałatka z rukoli, czerwonej cebuli i fety. I butelka proseco. Na deser miał być zaś gorset, para stringów, pas od pończoch plus pończochy plus kurewskie szpilki. I druga butelka.

W dobrych czasach kiedy jeszcze z Andrzejem normalnie ze sobą rozmawiali a do rżnięcia jak króliki  wystarczało przejście się w jego okolicach kręcąc tyłkiem podobny zestaw doprowadzał go do odwodnienia.

 CDN

Sława

– Teraz  osiągnięcie sławy przez kobietę wymaga naprawdę niewiele – powiedział leniwie Marian i pociągnął łyk kawy. – Imaginuj JO jesteś ładną 25 – latką.

JO imaginował ale po marsie, który wylazł mu na twarzy nie było łatwo.

– Pakujesz się do łóżka jakiemuś celebrycie.

– Wojewódzkiemu? – strzelił JO.

– Może być i Wojewódzki – machnął ręką Marian. – To bez znaczenia. Najłatwiej będzie pewnie z jakimś aktorem koło 50 tki. Telefonem nagrywasz jak cię dupczy. Wrzucasz do sieci i jesteś sławny, przepraszam sławna. A potem to już jest banał. Rozpina ci się niby przypadkiem kiecka na imprezie i pokazujesz cycki.

– A później?

– To już nagrywasz płytę – Marian pociągnął kolejny łyk kawy.

– A faceci? – zapytał JO.

– Faceci to mają przejebane. Najłatwiej to jest się nauczyć grac na gitarze, ale i to nie daje pewności. Chociaż jak długie włosy zapuścisz to masz chociaż szansę przelecieć fanki. Zawsze się jakieś znajdą – skonkludował Marian.

– JO, Marian?

Dwie zmęczone twarze spojrzały niechętnie na Gustawa.

– Jess ser! – zaraportował leniwie Marian.

– Macie chwilę?

– Co tam? – JO zaczął się zastanawiać i poczuł ukłucie niepokoju.

Poważna mina Gustawa niczego nie wróżyła. Gustaw zawsze miał poważną minę.

– Chodźcie do mnie z tą kawą.

Marian usiadł na skórzanej kanapie. Lewą ręką pogładził skórę kanapy i pomyślał, że może by się tak zdrzemnąć.

– JO, ten twój klient, Pani Joanna… – zaczął Gustaw.

– Asia – poprawił JO – ewentualnie Dżołana…

– Dżołana – powiedział Gustaw w zamyśleniu. – No dobra, Dżołana, nie Dżołana, ile masz spraw od nich?

– Jakieś 30.

– Mmmm…. Trudne?

– Nie no, zwykłe proste sprawy o zapłatę, ciągną się jak guma w majtkach, kilka umów do napisania, parę tematów zamówień publicznych, generalnie nic trudnego – zrelacjonował JO>

– Taaaak – Gustaw dalej się zastanawiał.

– No co jest? Coś nie tak? Skarżyła się czy co? – JO się zaniepokoił.

– No dzwoniła do nas, w szczególe do mnie.

– Iiiiii? – zapytali.

– Dziwne. Mieli jakąś małą kancelarią, która robiła im większość spraw i teraz nagle z nich rezygnują. Bierzemy ich w całości do obsługi…, ale ona chce aby zajmował się tym na bieżąco Marian.

–  Eeeeeee… – JO się zdziwił.

– Jeszcze dodała, że warunek sine qua non jest taki, że Marian prowadzi same sporne, mają sporo takich, trzeba będzie pojeździć po Polsce i powalczyć – Gustaw przeciągle patrzył na Mariana – Powiedziała, że potrzebują do takich spraw kogoś naprawdę ekstra, pistoleta, kałasznikowa i Rumcajsa w jednym, i że to Maniek masz być ty.

– Krzysztof nie mógłby? – zapytał Marian przełykając nerwowo ślinę.

Wizja regularnego objeżdżania Polski w takich turnee niespecjalnie go bawiła. Wzdrygnął się dodatkowo, znając obyczaje niektórych sędziów, którzy wyznaczali rozprawy na 8.30, specjalnie dlatego, żeby pełnomocnik z Warszawy musiał albo się przespać w hotelu, albo podnieść rano o nieprzyzwoicie kurewskiej porze.

– Wiesz kolego – Gustaw wskazał Mariana palcem – życzyła sobie wyraźnie ciebie, personalnie. Ona w tych sprawach też jeździ i często świadkuje, ma wszystko w małym palcu, w sumie to zapewnisz jej przede wszystkim dodatkowe wsparcie.

– Widzisz Marian nie miałeś racji – stwierdził JO, kiedy wyszli już z gabinetu.

– W sensie?

– Mężczyźni też mogą stać się sławni nic nie potrafiąc. Patrz ty stałeś się znany bo masz dużego kutasa.

Auto

– To już wiem dlaczego zarąbali mojemu sąsiadowi z bloku przednie reflektory z Porsche Cayenne – powiedziałem.

– A kiedy ukradli? – zapytał JO

– Dwa miesiące temu. W nocy z garażu podziemnego. Rano się zdziwił bo mu samochód wyglądał jak żaba z wydłubanymi gałami. 8 tysięcy w plecy.

– Pewnie ochrona. Jak się u mnie ekipa zmieniała to mi rower zajebali, skurwysyny. I po co to komu?

– Do hodowli marihuany.

– Rower???- zdziwił się JO.

– Dynamo, kurwa. Reflektory baranie. Dobrze świecą bo jasno,  zużywają mało energii i cholernie łatwo je wyjąć za samochodu. Na domowej plantacji jak znalazł.

– Może to i słuszna kara za jeżdżenie Cayenne – pokiwał głową JO.

– A co ci się w Cayenne nie podoba?

– Właściciele. Same chamskie ryje w samochodach służbowych z kratką. Zaprawdę powiadam ci, po marce auta którą jeździsz jestem w stanie ustalić osobowość, charakter i sposób spięcia pośladków.

– BMW? – strzeliłem.

– Mentalny dres, który nawet w M3 parkuje w niedozwolonym miejscu zagradzając innym drogę – wypalił Jo.

– Audi?

– Od A6 – prezes. Niżej aspirujący w krawatach albo garsonkach z pasją do wyprzedzania na trzeciego.

– Skoda?

– Ciecie w kapeluszach po 50 tce.- wzruszył ramionami JO. – Nie mógłbym nigdy tym jeździć. Po prostu bym się wstydził i turlał. Zresztą o czym ty mówisz, Marian jeździ Skodą.

– I ma 200 koni. To chyba więcej niż ty. Mazda?

– Intelektualiści ceniący dobrą markę i mogący sobie pozwolić na przyzwoite auto – wybrnął JO.

– Ja bym powiedział że to ulubiona marka księgowych w firmach średniej wielkości ale co ja się znam. Volvo?

– Dentyści i hipsterzy z kasą.

– Alfa Romeo?

– Blondynki, brunetki i rude – zawsze w pończochach, zawsze koło 30 tki.

– Ciekawe. Alfą jeździ mój kumpel sędzia. Jest łysy, gruby i po rozwodzie.  Subaru?

– To samo co Mazda. Jak ktoś jeździ Mazdą albo Subaru jest zazwyczaj w porządku. No dodałbym to do tego jeszcze Land Rovera i Range Rovera.

– Samochód nie jest ważny.

– Aha – mruknął z powątpiewaniem JO.

– Nie ma dla mnie większego znaczenia czym jeżdżę – wzruszyłem ramionami. – Stary żyjemy w kraju w którym klasa średnia nie jest w stanie kupić auta za 20 tys. dolarów. To o czym my mówimy?

– No. I właśnie z tego egalitaryzmu masz ksenony w samochodzie.

– Ksenony mam bo nocą jak jeżdżę to jestem ślepy.

– A to stereo z pierdyliardem głośników?

– A to na korki.

Koty

– Cześć Marlenka. Świetna spódnica. Trochę utrudnia koncentrację ale świetna. Czarny Ty masz kota nie? – zapytał Gustaw.

– MIAU – powiedziała głośno Marlenka i zeszła z mojego biurka. Niestety tym samym jej spódnica przestała pokazywać uda.

Odprowadziliśmy ją wzrokiem. Marlenka wiedziała o tym.

– Mam.  A co? – zapytałem.

– Byłem z córką na wystawie kotów – wyjaśnił ponuro Gustaw.

Gustaw ma pięcioletnią dziewczynkę, blond aniołka bardzo podobnego do swojej matki. Żona Gustawa wpierw była modelką, będąc na ekonomii w XYZ, założyła agencję modelek, a później zrobiła doktorat.

– Powiedziała mi w sobotę, żebyśmy pojechali na wystawę kotów. Chce obejrzeć małe kotki tatusiu.   To pojechaliśmy oglądać te koty.

– I?

– Wróciłem z kotem brytyjskim – wyznał.

– Ma dobry gust.

– Po mamie – skrzywił się boleśnie Gustaw.

– To masz kota z Cheshire. Ile dałeś? – zainteresowałem się.

– 1,5 tysiąca. Jak ta kobieta, która sprzedawała koty zobaczyła show jaki tam zrobiła moja ukochana córka to się nawet zgodziła rozłożyć mi to na raty.

– Nie miałeś kasy?

– Myślałem, że mnie to ochroni. Ale ja nie o tym. Kupiłem temu błękitnemu skurwielowi drapak, bo zaczął się wyżywać na moim skórzanym fotelu. Ale on z niego nie korzysta.

Parsknąłem szczerym śmiechem.

– Nigdy nie będzie korzystał. Przykro mi.

– Aha – zanalizował Gustaw. – To po co sprzedaje się drapaki?

– To taka iluzja, że kontrolujesz w jakikolwiek sposób rzeczywistość.

– Łapię. A co z moim skórzanym fotelem?

– Sika na niego?

– Nie.

– Zacznie. Jak naleje wyrzuć.

– Pocieszyłeś mnie – westchnął ciężko Gustaw. –  A dlaczego to bydlę śpi mi na głowie?

– Wybrał sobie swojego pana. Najbardziej dominującą osobę w domu. Powinieneś się cieszyć.

– Jasne. Czarny?

– No?

– Jakim cudem ty przy swoim trybie życia masz tego kota?

– Pamiątka z przeszłości Gustaw. Gdybym ci powiedział musiałbym cię zabić.

Ciąża

– Słyszałaś Marlenka: masz być królicą –  Olga przemówiła głosem w których słychać było stal, krew i kilku przodków ze strony Czyngis-chana, którzy  odrąbane głowy przeciwników używali do dekoracji tipi.

– Ja królicą? – zdziwiła się Marlenka.

– Mhm. Pójdziesz sobie na roczny urlop macierzyński więc będzie ci się chciało rodzić piątkę dzieci ku chwale ojczyzny.

– Na rok?

– Rok – odpowiedziała Olga.

– Nie będę miała piątki dzieci. Po znalezieniu odpowiedniego faceta z trudem zdecyduję się na jedno – stwierdziła autorytatywnie Marlenka. – A Ty Olga?

– Ja nawet o jednym nie myślę.

– A czemu tylko jedno? – wtrącił się Marian. – Ja tam bym chciał nawet mieć piątkę. Po prostu leniwe suki jesteście.   Zamiast rodzić i wychowywać dzieci wolicie siedzieć w korpo, dawać się macać po tyłkach, chlać w weekendy i spać do południa.

– Marlenka widziałaś zwykłą gnidę?

– Nie, to nie jest zwykła gnida – pokiwała przecząco głową Marlenka.  – To na dodatek śmierdzi.  Męskim faszyzmem.  Sam się za swoje dziecko weź buraku! A nie pouczaj innych.

– A co nie stać was może na nianię? – zapytał Marian.

– Stać.

– Na przedszkole?

– Mhm.

– Płatną szkołę podstawową i gimnazjum?

– Da radę.

– O pracę się boicie?

–  Zawsze można założyć własną kancelarię – wzruszyła ramionami Olga.

–  Czyli generalnie socjalnie jesteście zabezpieczone?

– Oczywiście.

– Boicie się o cycki?

– Marlenka boisz się o cycki? – Olga przekierowała pytanie.

– Ciało po ciąży zawsze się zmienia. Ale mogę się podciągnąć nie? Skoro nawet ta octomama od ośmioraczków wygląda po operacjach plastycznych na tyle nieźle, że proponują jej role w pornosach to znaczy, że świat poszedł naprzód – wzruszyła ramionami Marlenka.

– No to o co wam kurwa chodzi?

– Jakby ci tu Marian powiedzieć niedelikatnie i szczerze –  skrzywiła się Olga. – Może tak. Wyobraź sobie że kilkanaście tygodni tyjesz ponad 20 kilo. Nos masz cały czas zatkany i chrapiesz jak traktor. Bolą cię stopy i cycki. Przez kilka tygodni rzygasz i sikasz co 15 minut. I cały czas się martwisz, czy będzie zdrowe, czy wszystko będzie w porządku, czy przyjmą cię w szpitalu etc. Jak dobrze pójdzie usiłujesz przepchnąć coś wielkości piłki od koszykówki przez otwór o średnicy pomarańczy.  A później to coś budzi cię co pół godziny. Podajesz mu swój cycek z którego on robi mielone mięso, a boli cię to tak że masz w oczach nie świece a gromnice.  I teraz to pomnóż razy pięć.

– A faceci to wam może nie pomagają tak? – zaperzył się Marian.

– No pomagają, pomagają – pokiwała głową Olga. – Jak dobrze pójdzie to przez trzy lata życia dziecka ze dwa tygodnie tego pomagania się zbierze.