List Patrycji

Swego czasu miałem pewną znajomą Patrycję. Była przyjaciółką mojej wspólokatorki. Kiedy wracały z imprez wchodziła mi do łóżka. Też miała małe cycki.

Wiecie co? Na samym początku pomyślałem, że ten list to fake.

Wczoraj kiedy siedziałem z przyjaciółmi nad butelką 12 letniej whisky… Wróć. Na początek zjedliśmy risotto z cukinią kurczakiem, cytryną, rozmarynem i chedarem. Pijąc Châteauneuf-du-Pape z 2005 roku – 92 punkty u Parkera. Gwoli ścisłości co to konkretnie za wino sprawdziłem dopiero dziś po południu. Delikatnie opadła mi szczęka. To znaczy znałem winnicę, ale oceniłem je dużo niżej. Ludzie się mylą droga Patrycjo. Nawet ja. I nie mają monopolu na prawdę, nie potrafią przewidywać przyszłości zwłaszcza przyszłości innych ludzi.

Przynajmniej ja nie mam pierdolonej szklanej kuli.

Opowiedziałem im tę historię. J. przekonał mnie, że to może być prawda. Że ludzie tak myślą.

Gdyby to był 20 letni prawiczek, który flirtuje z mężatą 30 kilkulatką nie byłoby tu szczególnych wątpliwości.  Wszyscy wiedzielibyście co mu doradzić nieprawdaż?

Dlaczego Patrycjo napisałaś do Pokolenia Ikea? Bo chcesz autoryzacji swojej decyzji. Bo pisząc do blogu o seksie oczekujesz że dostaniesz radę: rób to, dawaj młoda.

Dobrze masz moje pozwolenie.

Wyobraź sobie teraz sytuację, że pójdziesz z nim na tylnim siedzeniu tego busa. Zerżnie cię bez przyjemności bo jaką przyjemność może mu dać 20 letnia dziewica? A później, po kilku razach, po ósmym dziewiątym albo 25 napiszesz list do jego żony. A jeszcze  później pójdziesz pod szkołę porozmawiać z jego dziećmi.  A może kolejność będzie odwrotna? Wpierw dzieci a z żoną będziesz chciała się spotkać osobiście opowiadając jak to się razem kochacie?

Zbyt brutalnie?

Dobrze będzie łagodniej. Zatrzymacie się któregoś dnia w trakcie drogi do Kielc przy lesie. On podwinie ci wiosenną sukienkę i weźmie od tyłu. Kwiaty będą pachnieć.

Las szumieć. A jebany strumyk.. wymyśl sama co może robić ten strumyk. W wyobraźni masz pewnie opracowane wiele schematów.

Będziecie spotykać przez kilka miesięcy a później on zdecyduje że odchodzi od żony i zamieszkacie razem w wynajętym mieszkaniu otoczeniu przez meble z  płyty paździerzowej. Za dwa, trzy może pięć lat będziesz chciała odejść od niego. Bo był pierwszym facetem w twoim życiu a ty zechcesz kogoś nowego. I czegoś nowego.

Wyjedź dziewczyno z tych Kielc.

9485_0161

Rzucam wam ją na pożarcie

Dostałem list:

„No cóż, jestem studentką, mam małe cycki, jestem wysoka i dość szczupła, ale jak na moje oko jeszcze nie bardzo. Ale zima jest, na dietę, stop, będę mniej żarła na wiosnę. Wiesz, pierwsze wiosenne miłostki, itp., trzeba jakoś wyglądać. Aa, no i jestem dziewicą. I mam ZAJEBISTY problem. Dodam, że momentami jestem trochę wulgarna, a otwieram się bardziej po odrobinie alkoholu, ale to chyba jak każdy, bądź większość.

Że się zakochałam, to może za duże słowo, ale ZAJEBIŚCIE podoba mi się jeden facet. I zaczynają się schody. Jest żonaty, dzieciaty. Żona, bliźniaki. Ma trzydzieścikilka (haha, znasz to?) lat. Dodam, że ja.. 20. No, mniejsza. Jesteś facetem, masz duże doświadczenie, zapewne, chociaż kto wie, co kryje się za tym wszystkim, ogólnie to wychodzę z założenia, że wszycy kłamią, ale zmienia się jedynie to, na jaki temat, bądź o czym, to z House’a. Bo fanką jestem. Kurde, nie wiem, miałabym to wszystko w dupie, gdybym mimochodem się do niego nie przyzwyczaiła. Rozmawiamy dużo, o wszystkim w zasadzie. Tyle, że to nie jest taka.. zwyczajna znajomość. Bo widzisz, nie mieszkam w mieście (Kielce), gdzie studiuję, dojeżdżam. Koleś jest kierowcą, prowadzi busa, którym prawie codzinnie wracam. Ale znam go już dość długo. Wygląda to śmiesznie, ale mnie już nie bawi. To, że ludzie sie na Nas gapią dziwnie i już zapewne insynuują różne rzeczy, też w zasadzie mam w dupie, bo gdybym się tak wszystkim przejmowała, to bym chyba z domu nie wyszła. Mniejsza. Póki co, nic się TAKIEGO nie wydarzyło. Dużo obietnic, żadna niespełniona. Za dużo słów, nad którymi się zastanawiam, co mogły oznaczać. Dużo myślę o tej sytuacji. Ale chyba baby tak mają, że wszystko analizują. Póki co, gra słów, flirt. Nie wiem, jak się to wszystko dalej potoczy, bo sam mi się przynał (!!!), że trochę się tego wszystkiego obawia. Ja w zasadzie też. Boję się konsekwencji. Momentami męczę się, najbardziej w nocy, kiedy wszyscy śpią, a wybraźnia pracuje, płata figle. Oooo, nawet nie wiesz ile razy w mojej głowie kochał się ze mną. Ale nie to mnie męczy, bo każdy może sobie pofantazjować. Nie wiem, czy byłabym zdolna do tego, aby zburzyć komuś poukładane życie. Przed świętami prawie świra dostawałam, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, to poszłam do spowiedzi. Taką zjebę od księdza dostałam, że pewnie kilka osób słyszało. Wydarł się na mnie, że mam go zostawić, bo to jest droga diabelska i on jest poświęcony innej kobiecie, bla, bla. Nie wiem, nie wiem, nie wiem! On też nie jest całkiem w porządku, bo gdyby był taki święty, wierny swojej żonie, to nie oglądałby się za innymi. Ja raczej nie rzucał słów na wiart. Ale jest za dużo słów z jego strony, z którymi nie wiem co mam zrobić. Mówi, że się stęsknił, że dużo o mnie myślał, itp. Niejedna by na to poleciała! Ja chyba też.

Możesz zrobić z tą wiadomością, co chcesz. Szukasz inspiracji, ale przy okazji okaż trochę współczucia i może i Ty mnie zjeb równo. Bo już nie wiem.

patrycja.”

Jutro ja napiszę co sądzę o tym przypadku. A co wy byście jej doradzili?

7164_8f1d

Poświątecznik

24 grudnia. Stoję na stacji benzynowej. Chcę zatankować. Jest kolejka. Mam czas – poczekam. Włączam radio. Głośno. Podryguję do taktu, drąc ryja. Podjeżdża facet wypasionym bialym BMW. Widzi kolejkę, chce się wycofać. Wrzuca wsteczny chcąc wyjechać zamiast wyjazdem – wjazdem. W tym samym czasie facet pod dystrybutorem cofa się o pół metra  swoim Lexusem. Za daleko pojechał. Wpadają na siebie. Wyskakują z samochodów machając rękoma. Obaj mają po 40 kilka lat, są w białych koszulach i pod krawatem.

Podrapali sobie zderzaki.

– I co kurwa zrobiłeś? – wrzeszczy jeden do drugiego. – Co ja kurwa zrobiłem? Panowie machają rękami.

Czekam. Panowie oglądają zderzaki i krzyczą dalej deklamując złe pochodzenie swoich matek.

10 minut później podjeżdżam pod dystrybutor. Wychodzę z samochodu. Panowie podają sobie ręce i życzą wesołych świąt. Nie spisali nawet żadnego oświadczenia o szkodzie. Wyładowali się.

——

24 grudnia . Światła. Czerwone. Pan wrzeszczy do faceta w czarnym Mitsubishi ASX: pan jest chujem i nie potrafi jeździć!!! Ja nie potrafię jeździć? – dziwi się człowiek w Mitsubishi. 40 sekund później pan od chuja przeprasza pana w ASX i życzy mu wesołych świąt.

—–

24 grudnia. Kobiety w święta są w kuchni, mężczyźni w terenie. Jeśli załatwili już teren wyszukują sobie zajęcia. Dziadek Olgi 24 grudnia postanowił wymienić kaloryfer w kuchni.  I wymienił! Pięć godzin mu to zajęło, kuchnia była nie do użytku przez ten czas ale dał radę.

Kupiłem nowa kasetę z czarnym tuszem do drukarki z czym zbierałem się przez półtora roku. Od czego sa w końcu drukarki w pracy? Nową kasetę instalowałem przez 30 minut wciskając ją odwrotną stroną. Byłem bliski sukcesu.

Ale później przyjrzałem się dokładniej instrukcji montażu, którą wywalono wołami na drukarce i zrobiło mi się głupio.

—-

28 grudnia. Ksiądz proboszcz lat 34 przybył do moich rodziców po kolędzie. Ojciec cieszył się na jego przyjazd od rana. Wsiadł rano w swojego VW i wrócił z butelką whisky 0,7 litra. Ksiądz proboszcz był już po odwiedzeniu kilku okolicznych domów i zapukał do rodziców o 15.05. Zjadł kawałek tortu orzechowego, którym można by było nakarmić cztery głodne osoby. Panowie w godzinę zrobili butelkę. Ksiądz szarmancko się pożegnał całując moją matkę w rękę.

Ojciec pokręcił się przez piętnaście minut bez sensu i poszedł spać.

Dwie godziny później usłyszałem dziwny ryk. To okoliczni mieszkańcy wypychali auto księdza proboszcza bo zakopał się w zaspie.

9071_dd9a

Teatr

– Jak mogłaś mi to zrobić? – zapytałem.

(Rolę Charona gra demoniczny dyrektor kliniki Ryszard (Adam Woronowicz) wspierany przez Martę (Małgorzata Buczkowska), asystentkę i kochankę zarazem, oraz pełnego wątpliwości młodego lekarza Piotra (Rafał Maćkowiak). Wieczór jest szczególny: to ostatni dzień roku, a zarazem ostatni dzień działalności kliniki, która decyzją władz ma zostać zamknięta. Dyrygent i jego żona są ostatnimi „pacjentami”, swe życie chcą zakończyć przy muzyce z ulubionej operetki – „Zemsty nietoperza”.)

– A co nie podobało ci się? – zdziwiła się teatralnie Olga.

– Nietoperz?

– Tak?

– Ale Nietoperz???? Sztuka o eutanazji?? Miała być Liszowska i Ksiązkiewicz – zamarudziłem.

– I?

– Ksiązkiewicz mi się podoba.

Czytaj dalej

Frytka

Marlenka była kobietą na której wrażenie mogło zrobić postawienie jej kufla ciemnego piwa i talerza grubo ciętych, holenderskich frytek.

Jej wielką życiową rozpaczą było to, że nie mogła jeść. A właściwie mogła. Tyle że jakakolwiek frytka spożyta przez jej organizm odbijała się od razu na wielkości jej tyłka.  I to z czterokrotnym przełożeniem. Jakby w tej frytce uruchamiała się kaloryczna reakcja łańcuchowa prowadząc do eksplozji tłuszczy typu trans i powstania super nowej wielkiej dupy. A każdy kufel ciemnego piwa widoczny był od razu w postaci fałdy na brzuchu.

Marlenka do wyjścia na saunę szykowała się więc cały tydzień. I tak czuła się gruba. Była za niska i miała za duży tyłek. I za duże cycki. Nosiła stanik 34 D.

Miała 172 cm wzrostu,  88 cm w biuście, 63 cm w talii i 92 cm w biodrach.

Jej waga wahała się między 57 a 59 kilogramów.  Owszem przyjmowała do wiadomości że jej świadomość jest zgwałcona przez photoshopa i dyktat kobiecych kolorowych magazynów z błyszczącymi okładkami.

Ale co innego rozumieć a co innego czuć. Marlenka wiedziała, że jest atrakcyjna ale czuła, że żyje w świecie niepewności.

Po tygodniowym nie jedzeniu kolacji, nie picu wina i ekstra 30 minutach na steperze w fitness clubie gdzie była pięć razy w ciągu siedmiu ostatnich dni znajdowała się aktualnie w dolnych widełkach tej skali.

Chciała wyglądać naprawdę dobrze.

Wyciągnęła nawet z dna szafy czarne bikini od Victoria’s Secret, pamiątkę po czasach kiedy Andrzej jeszcze kupował jej podobne rzeczy. I bieliznę. Marlenka nawet go rozumiała. Bo jaki jest w końcu sens wydawać ciężkie pieniądze, na rzeczy których nie oglądasz albo oglądasz raz do roku???

Bikini było bez żadnych ozdób poza niewielkim złotym kółkiem z literami VS wplecionym dokładnie między łączeniem jednej i drugiej miseczki.

Góra była wyzywająca. Marlenka musiała to przyznać.  Przypominała mocno rozchyloną literę V. Jej cycki trzymały na miejscu tylko szerokie bo ponad dwu centymetrowe  taśmy wiązane na szyi.

Do tego był dół. Zdaniem Marlenki za bardzo pokazujący jej tyłek.

Wyszła na basen skromnie w ręczniku. Zdjęła go niby mimochodem. Siadła na plastikowym krzesełku, zakładając nogę na nogę i poprawiając klapek.

Patrzyłem na nią z góry. Moje oczy zaczęły lewitować. Jej piersi skakały mi przed nimi jak dojrzałe gruszki.  Jak słodkie klapsy, jak gigantyczne kule mozzarelli.

Marlenka coś do mnie ewidentnie mówiła ale nie byłem za bardzo w stanie zrozumieć o co jej chodzi. Zmuszałem się żeby jej patrzeć w oczy. Gdyby ktoś mnie zapytał, co ma na sobie, czy ma spuszczone czy spięte włosy, jaki jest jej rozmiar tyłka czy kolor paznokci nie byłbym w stanie udzielić odpowiedzi.

Co innego gdy Marlenka była ubrana.

– To co idziemy do mokrej czy suchej? – zapytałem w końcu przerywając jej niegzecznie.

– Wiesz co – Marlenka dotknęła mojej dłoni. – Chodźmy popływać. Później postanowimy co dalej.

CDN

 

4957_0fa0_500

8612_e7d1