Wypadek 2 (jak nas tną taksówkarze)

– A wie pan dlaczego odszedłem z poprzedniej korporacji?

– Zaraz mi pan powie.

– A pewnie, że powiem. Zabieramy dużą grupę z Dworca Centralnego. Z gór wracali, chyba sąsiedzi. W sumie trzy taksówki. Jedna korporacja. Ja prowadzę pierwszą. Dojeżdżam do Zalesia Górnego patrzę na taksometr 77 zł, dostaję 80 dych i już chcę jechać kiedy podjeżdża druga taksówka. Trasa niby ta sama  a rachunek 104. Podjeżdża trzecia i co?

– Wychodzi z niej naga Edyta Górniak z pekińczykiem?

– Rachunek 140 zł. I by się rozeszło po kościach gdyby ci ludzie którzy jechali trzecią taksówką się nie podkurwili i nie zapytali a wy ile zapłaciliście? I kiedy usłyszeli ile to się wkurwili jeszcze bardziej. No i mnie puścili, bo miałem najniższy rachunek ale z tamtymi zaczęli się szarpać i po ryjach prać.

– I co było dalej?

– A nie wiem. Ja poszedłem do naszego kierownika, który zarządzał tym burdelem i mu mówię co i jak i czy nie mógłby coś z tym zrobić. I wie pan co mi odpowiedział?

– Że ma to w dupie?

– Że musiałby 70 proc. taksówkarzy wobec tego z korporacji wywalić bo wszyscy tną. To następnego dnia spakowałem się i przeszedłem do innej korporacji. Po co mi panie nerwy. ja chcę uczciwie na życie zarobić.

– To jak kantują?

– A co będę tam panu mówić – machnął ręką.

– No co robią? Strefy w trakcie jazdy zmieniają?

– Eee to prymitywne jest. Od razu to na paragonie jest. Nie mogę powiedzieć.

– Ok.

– Ale panu powiem, bo pan sympatyczną mordę ma. W telewizji pan przypadkiem nie pracuje? Takiego czipa pod licznik podłączają. Ma pan garaż podziemny?

– Mam.

– To do garażu są takie piloty. I taki taksówkarz też ma takiego pilota. Jak widzi, że klient się w telefon gapi albo za okno to pociska przycisk w tym pilocie i od razu licznik idzie do przodu o kilka złotych. A jak trasa długa to kilka razy pociśnie.

– To ten od 140 zł to się chyba odcisków nabawił.

– No trochę nadgorliwy był – prawda – przyznał taksówkarz.

– To ile osób cos takiego ma?

– A w niektórych korporacjach to ze 20 proc. Bo co panu zrobią. Co najwyżej inspekcja panu mandat na 5 tys. zł wypisze.

7391_640e_500

Wypadek

Jechałem 30 km na godzinę.  Może nawet wolniej. Tak 25 na godzinę. Za mniej więcej 50 m był zakręt. A mi się nigdzie nie spieszyło. Jechałem więc wolno.

Była piosenka. Była jesień. Świeciło słońce. W sumie całkiem niezła pogoda po tej chujni wrześniowo – deszczowo – błotnistej.

Pierdolę nie jestem grzybem, żeby cały czas moknąć i czekać na słońce. Człowiek potrzebuje słońca, wina, makaronu albo chociaż wódki i śledzia. Tak śledzia z cebulką i do tego zmrożona stopka wódki. A może tatar? Z łososia? I grzybek? Marynowany – ustaliłem.

I WDEPNĄŁEM HAMULEC Z CAŁEJ SIŁY W PODŁOGĘ!!!!!!!

Pisk.

ABS

Palona guma.

Samochód zakrztusił się nieprzyzwyczajony do takiego chamskiego traktowania.

Zagrzechotał jak worek kości.

40 letni krótko obcięty mężczyzna z pederastką pod pachą, który wlazł mi pod koła  zbladł.

Zaczął szybko oddychać.

Odbiegł truchtem od samochodu cały czas wachlując się ręką przed twarzą.

Chciałem uchylić szybę i krzyknąć, klasycznie po warszawsku: gdzie się pakujesz debilu? Życie ci niemiłe? Ale patrząc na oddalającą się jego sylwetkę pomyślałem, że to i tak nic nie da. Nie zapamięta. Zrelacjonuje, że trafił na innego debila, który chciał go przejechać gdy on tylko usiłował przejść przez ulicę.

Podkręciłem muzykę, skręciłem w prawo, zjechałem do garażu podziemnego. Tylko trochę zdenerwowany. W końcu miałem fart.

Godzinę później zamówiłem taksówkę.  Umówiłem się z przyjaciółmi w węgierskiej restauracji nad kilkoma butelkami wina i gulaszem z goluszkami a ja już byłem spóźniony.

W szklance utopię smutki.

Taksówkarz podjechał na moje osiedle za szlabanem.

Wsiadłem.

Nic tak nie pachnie jak wino. No chyba, że z kolegami.

Skręcamy w Bitwy Warszawskiej 1920 roku.

Leci disco polo. Pan śpiewa że jakaś kobieta ma trwać w miłości o później zaliczą raj. Prawdopodobnie ma na myśli toaletę na wiejskiej dyskotece. Ale się nie wtrącam.

I BAM!

PIERDOLNIĘCIE W BŁOTNIK.

Patrzę w bok. Kobieta nie patrząc na nic weszła prosto w taksówkę na pasach. Odbiła się od boku auta i poleciała na chodnik.

Taksówkarz włączył awaryjne i wyskoczył z auta do laski. Postał przy niej chwilę, w końcu kulejąc machnęła ręką i powiedziała że ma jechać.

Chyba nie powinienem dzisiaj jeździć samochodem – pomyślałem. – Trzeba było zostać w domu.

Wsiadł.

– Jeszcze mi się w życiu nic takiego nie przydarzyło – powiedział do mnie i były to jego drugie słowa po dzień dobry, gdzie jedziemy? – Ale ja mam pecha ostatnio – dodał i obtarł pot z czoła.

– Tydzień temu stałem panie na postoju. W pewnym momencie przechodził koło mnie jakiś młody. Uchachany jakby mu ktoś podkowę w gębę wsadził. I jak nie skoczy mi na maskę! No klatą się centralnie położył i rękoma machał! Gęba przyklejona do szyby, śmieje się do mnie i krzyczy, że jest supermenem!

Widzi pan z przodu? Całą maskę mam przez kolesia powgniataną. Jak gliny przyjechały to nawet się z nim dogadać nie mogły, bo taki był uspawany. Na jakichś dragach czy coś. Gliniarz wziął moje namiary i powiedział że go biorą na 48 godzin, bo on nic w tym stanie nie kapuje.

CDN

0806_78e9_500

Dziewczęta bez zasad 2

Po instalatorze kablówki był miotacz a może biegacz? Już nie pamiętam. Bożenka lubiła fizycznych. Dobrze wyglądali w obcisłych koszulkach i zazwyczaj mieli większe penisy niż inteligencki w okularach.

Miotacz/biegacz wyglądał na takiego co ma dużego.

Czytaj dalej

37

Nigdy nie przypuszczałem, że będę tak stary.

Kiedy miałem 15 lat – zastanawiałem się momentami jak to będzie kiedy nadejdzie rok 2000. Jak to będzie kiedy ukończę studia (nie wiedziałem wtedy jeszcze jakie), jak to będzie być całkowicie dorosłym, odpowiedzialnym i pukać te fajne rude laski z wielkimi balonami.

I wiecie co? Rok 2000 minął 13 lat temu.

Film „Chłopaki nie płaczą” ma 13 lat.

13 lat temu zaczęli kręcić M jak miłość.

13 lat temu oddali do użytku most Świętokrzyski, który później wystąpił w każdej reklamie w tym kraju.

Ja pierdolę 13 lat temu otworzono mBank.

W piątek widziałem się ze swoim przyjacielem ze studiów. Uświadomiłem sobie, że znam go już 17 lat.

Jestem stary, stary, STARY!!!! Koniec dramatu.

Jest taka piosenka Franka Sinatry “It Was A Very Good Year”.

Śpiewa z jakimi kobietami był kiedy miał 17, 21 i 35 lat.

Mi najbardziej podobała się ta zwrotka kiedy opisuje siebie jako 35 – latka.

“When I was thirty-five

It was a very good year

It was a very good year for blue-blooded girls

Of independent means

Wed ride in limousines

Their chauffeurs would drive

When I was thirty-five”

Co się wydarzyło kiedy miałem 36 lat?

Od razu po urodzinach wylądowałem w szpitalu. Przy okazji chciałbym uświadomić wszystkich, którzy uważają że ratunkiem dla państwowej służby zdrowia jest całkowite sprywatyzowanie służby zdrowia – odpowiadam ni chuja. Przepraszam – doprowadzi to do sytuacji, że pewnych chorób zwyczajnie nie da się wyleczyć, bo się to nikomu nie będzie opłacać.

Moja choroba – nazwijmy ją „podwójny botoks w prawy pośladek i depilacja nóg laserem” należała do gatunku takich, że żaden szpital prywatny nie był w stanie technicznie jej przeprowadzić.

Po prostu nogi miałem zbyt owłosione.

W szpitalu wylądowałem w dwójce, ba nawet z prysznicem – całość wyremontowana za unijne pieniądze i byłoby całkiem przyjemnie gdyby nie to, że obok mnie wylądował facet który miał nieszczęście upaść twarzą na studzienkę kanalizacyjną.

Ludzie – ale on chrapał! Ja pierdziele jakże ja współczułem jego żonie. Zwłaszcza po czwartym spacerze który odbyłem w ciągu jednej nocy. Nie, zatyczki też nie pomagały.

Z pobytu w szpitalu najbardziej jednak zapamiętałem kolacje podawane o godzinie 16. Za pierwszym razem dostałem: dwie kromki suchego chleba, jedno obrane jajko na twardo i kawałek masła ot tak wielkości połowy łyżki. Za drugim był już wypas – jajko zastąpił dietetyczny twarożek.

W grudniu okazało się, że moja książka sprzedaje się z przyspieszeniem Sputnika 2 z suką Łajką na pokładzie (Łajka niestety zdechła w trakcie lotu, a i tak nie przewidywano jej ściągnięcia z powrotem co jest kolejnym dowodem na to, że jak faceci wystrzelą sukę w kosmos to nie przewidują jej powrotu).

W styczniu siadłem do pisania drugiej części. I wyznam wam szczerze niewiele już z tego okresu pamiętam, bo nie chcę pamiętać.

Zapierdalałem tak że do czerwca pozbyłem się zaległego urlopu z poprzedniego roku i właściwie całkowicie wykorzystałem urlop na rok obecny.

Najwięcej książki napisałem siedząc niczym mnich na strychu u moich rodziców rozpoczynając w sesji pierwszej o 7 rano a kończąc o 13 a kontynuując w sesji drugiej od 14 do 19 (jak ktoś zapyta jak powstają moje teksty zakurwię z laczka i poprawię z kopyta).

To był rok podróży. Byłem w Los Angeles, Czechach, Hiszpanii i Francji. I do LA kiedyś jeszcze wrócę.

Do niedawna moim ulubionym miastem w USA był Nowy Jork. Przy drugiej wizycie w Los Angeles jednak absolutnie zadurzyłem się w tym mieście. Jest dzikie, szalone i różnorodne. I tylko tu możesz zobaczyć gdzie i przed jakim klubem nocnym padł z przedawkowania znany aktor, tylko tu możesz zza szyby luksusowego samochodu oglądać bramę rezydencji Hugh Hefnera, tylko tu widzisz kolejkę na 700 metrów do roli w drugorzędnym serialu i tylko tu możesz zobaczyć jak wyglądało miejsce gdzie kręcono Californication.

Patrzę na ten rok, który już minął, oglądam swój ryj w lustrze i pocieszam się że i tak wyglądam pięć lat młodziej niż w rzeczywistości i myślę, że do nędzy jestem już na tyle stary i cyniczny, że mogę sobie pozwolić na patrzenie z nadzieją w przyszłość.

2431_8851

Do czego są potrzebni kobietom mężczyźni?

Notka miała być zupełnie inna ale jestem wytrącony z równowagi, bo Olga zapchała kibel.

Żeby moi drodzy zapchać kibel to trzeba się postarać. Owszem umywalka jest łatwa. Wystarczy, że kobieta ma bujne włosy i wyczesze je kilkakrotnie do środka po czym puści wodę z kranu.

Podobnie jest z prysznicem czy wanną.  Mycie głowy plus golenie nóg plus golenie innych równie interesujących części ciała i klops.

Ale wc? Tu trzeba wrzucić kilo cegieł albo dwie wielkie bawełniane skarpety a i to nie rokuje 100 proc. pewności zapchania.

Krzysztof kiedy dwa lata temu zapchał mu się wc w trakcie świąt wielkanocnych, po drugiej wizycie na stacji benzynowej rozłożył rurę odpływową na czynniki pierwsze po czym znalazł w niej dwa duże klocki lego, metalową kratkę, miniaturowego dinozaura, plastikową Myszkę Miki oraz nierozpakowaną paczkę prezerwatyw (proszę zgadnąć który element należał do Krzysztofa).

Olga posiada kibel w wersji de luxe. Podwieszany, sama klapa do niego kosztuje złotych polskich 500. Sprawdzałem czy nie jest robiona z drobinek platyny ale nie. To tylko utwardzany plastik.

O ile dostęp do standardowej rury odpływowej standardowego bieda kibla jest prosty, tak konstrukcja kibla Olgi jest niczym iPhone.

Rura ciągnie się pod wc, a sam wc wisi na wysokości zaledwie kilku centymetrów nad podłogą, co skutecznie uniemożliwia chętnym gmeranie.

Najłatwiej jest dostać się do odpływu demontując cały geberit. Postanowiłem więc zastosować ofensywę od środka. Na początek wlałem do środka Kreta. Niestety Olga na podorędziu miała tylko jego lightową wersję w żelu.

Po rytualnym odczekaniu 30 minut (na opakowaniu jest 15 ale kto by się przejmował takimi pierdołami) spuściłem wodę.

Coś tam zabulgotało, woda spłynęła ze zbiornika, zalała całe wnętrze sali koncertowej po czym majestatycznie zaczęła spływać. No, niby pewien sukces był ale bez dreszczy.

Potrzebne były bardziej radykalne środki.

Poprawiłem Domestosem i wlałem tam trzy czajniki gorącej wody aby rozrzedzić Kreta. Później z pięciu słomek złączonych razem sporządziłem elastyczną dzidę. Oczywiście rozpadła się ze trzy razy ale po intensywnym szturchaniu woda zaczęła spływać szybciej. Albo tak mi się wydawało przez zalane potem oczy.

Efekt tego wszystkiego był jednak taki że ręce miałem czerwone jakbym gotował raki, kłykcie zdarte a na dodatek łapy zaczęły mi śmierdzieć chlorem.

Rozejrzałem się w panice niczym, Adam Słodowy po czym uśmiech pojawił mi się na ustach. Zamknąłem drzwi od łazienki (żeby Olga nie widziała) i z szatańskim zdemontowałem wąż od wannowego prysznica.

Potrzymałem go w ręku triumfalnie niczym jakiś puchar a  następnie wsadziłem go do kibla i zacząłem kręcić.

Łatwo nie było.

W wodzie pojawił się jakiś pył. Jestem u celu! Nie wiem czy w mojej rodzinie byli jacyś górnicy ale jeśli tak to kiwali zza grobu z uznaniem głowami!

Kręcę, kręcę i?

Spuściłem wodę.  Zabulgotała znów przez chwilę i nic. Dosłownie nic.

Z niedowierzaniem spojrzałem do wnętrza kibla a tam atmosfera jak na koncercie Gosi Andrzejewicz.

Niby coś się kręci ale nic nie spływa.

A dalej? A dalej to Olga wezwała pana Krzysztofa – hydraulika gwiazd. Pan Krzysztof jest nadwornym specjalistą „aktora, który grał papieża a niedawno leżał w rowie” oraz co najmniej kilkudziesięciu innych warszawskich celebrytów przy czym woli tych którzy grają od tych którzy śpiewają.

Ze zwykłych śmiertelników to obsługuje Olgę, która mu doradza prawnie przy wymianie żarówek oraz Ufa. Choć Ufa gwoli szczerości obsługiwał tylko do momentu rozwodu. Teraz obsługuje jego eks żonę.

Z cech charakterystycznych pan Krzysztof ma Blackberry i jej nawet używa.

Więc pan Krzysztof przyszedł po godzinie oczekiwania.

Zamknął drzwi, zakręcił śrubą w kiblu czyli sprzętem specjalistycznym i 15 minut później stwierdził: zrobione.

Zapytałem go co to było. Spojrzał na mnie i powiedział: nie chce pan wiedzieć.

Po czym Olga kazała dać mu 150 zeta bo nie miała gotówki.

1786_7e85