Pisze D.
„Po ostatniej wiadomości od mojej przyjaciółki (wszyscy wiemy, iż przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie istnieje), zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że minęło tyle lat, a ona dzwoni (trzeźwa, nie w środku nocy) i mówi mi, że wie, iż nadal mi na niej zależy, żebym w końcu przyznał, że coś do niej czuję.
Poznaliśmy się przez Naszą Klasę, znak naszych czasów. Byliśmy z tego samego miasta, zaczęła odwiedzać mój profil, napisałem do niej. Pamiętam, jak po jednym ze spotkań ją pocałowałem. Zamurowało ją, bez słowa wyszła z auta i, jakby oniemiała, weszła do domu… I chyba wtedy się zaczęło…
Ale ja sam nie wiedziałem, czego chcę.
Wyszła za mąż, co było dla mnie głupotą, ponieważ miłości tam nie było. Co jakiś czas pisała, dzwoniła, żaliła się na niego, że jest jej źle, jest nieszczęśliwa, ale przecież przed ślubem wiedziała, że nie chciałem, żeby za niego wychodziła, a ona to zrobiła. A teraz czego chce? Po co mi to wszystko opowiada? Podjęła decyzję, wybrała jego.
Po kilku latach się rozwiodła, zostawiła go. Teraz dzwoni. Kiedyś bez zastanowienia bym się z nią spotkał, rzucił wszystko i pojechał do niej.
Ale teraz?
Ja się zmieniłem, ludzie mnie zmienili. Ułożyłem sobie życie z dala od Polski, chciałem zacząć od nowa. Uczucia to zbędny przywilej, na który coraz rzadziej mogę sobie pozwolić, a już na pewno w stosunku do kobiet.
Po kilku tygodniach jednak zadzwoniłem do niej i okazało się, że już ma kogoś, że wyjeżdża do niego i trochę ją irytuje mój telefon, moje pytania. Urwałem kontakt, usunąłem ją ze znajomych na Facebooku, Instagramie.
Nie, to nie koniec. Po kilku tygodniach zaprosiła mnie na Facebooku.
Ja: „Przecież masz chłopaka, mieszkacie razem, sypiasz z nim, spędzasz czas. Może powinnaś pomyśleć, iż nie mam ochoty oglądać Twoich zdjęć z chłopakiem? To koniec”. Ona: „Rób, co chcesz. Ja nie będę zabiegała o niczyją uwagę, jeśli ktoś tego nie chce”.
Ona nie rozumie mnie, ja nie rozumiem jej.
Dziś widzę, jak często ludzie są z kimś, ponieważ boją się być sami, uciekają ze związku w związek. Chcą, żeby ktoś ich uratował, ponieważ sami nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje życie.”
Najpiękniejsza historia miłosna w dziejach
Czytałem ten list i przypomnieli mi się „Latający kochankowie z Witebska” – jedna z najpiękniejszych historii miłosnych w dziejach świata, a w świecie sztuki to już na pewno.
Marc i Bella Chagall.
Ona osiem lat od niego młodsza, poznali się w Witebsku.
On – biedak, syn sprzedawcy śledzi i analfabetki, ona z potężnej i bogatej rodziny. Jej ojciec był nadzianym hajsem jubilerem, jak dobry kebs wołowiną i baraniną.
Ona zdecydowanie, jak na dzisiejsze standardy, była za młoda, miała ledwo 14 lat. Ale to były inne czasy, a ocena ich z dzisiejszej perspektywy nie ma większego sensu, bo zwyczajnie normy moralne były inne i świat był inny. Tego świata już nie ma, tak jak i naszego za chwilę nie będzie.
W swoich pamiętnikach Bella napisała o pierwszym spotkaniu: „Zaskoczyły mnie jego oczy, były błękitne jak niebo… Spuszczam wzrok. Nikt nic nie mówi. Oboje czujemy bicie naszych serc.”
W autobiografii „Moje życie” Chagall również opisał ten moment: „Jej milczenie jest moim milczeniem, jej oczy moimi oczami. Jakby wiedziała wszystko o moim dzieciństwie, teraźniejszości i przyszłości, jakby przejrzała mnie na wskroś.”
Jej rodzina jest wściekła. Nie chce takiego zięcia, gołodupca, który na dodatek maluje sobie oczy i usta.
Marc i Bella ciągle jednak do siebie piszą.
On dopiero zaczyna malować. Jedzie do Paryża, poznaje Picassa (później on wyzna, że Chagall jest „jedynym malarzem, który naprawdę rozumie kolor”), Delaunay’ego, Légera i Modiglianiego.
To tak, jakby The Beatles powiedziało: jesteś spoczko ziomek, możesz grać z nami.
Później jest Berlin, pierwsza indywidualna wystawa, przystojny Marc oświadcza się olśniewająco pięknej Belli w liście i zostaje przyjęty.
Ona w międzyczasie studiuje na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu w Petersburgu. Chodzi na zajęcia aktorskie w studiu Stanisławskiego.
Bella pozuje Marcowi do obrazu. Ponoć jest pierwszą kobietą, którą on widzi nagą. Biorą ślub, szybko rodzi im się córka. Później jest ucieczka, wpierw ze ZSRR, przed Sowietami, później z Francji, przed nazistami.
To Bella na to naciska. I tym samym dwukrotnie ratuje im życie. Oboje są Żydami.

Bella umiera w Stanach, mając zaledwie 49 lat. Marc przez dziewięć miesięcy nie maluje. Nie jest w stanie. Zachowuje jej notes i przez kolejne 20 lat wypełnia go ilustracjami, rysując na pustych stronach oraz otaczając zapiski Belli barwnymi portretami jej samej oraz ich obojga. Na jednym z najbardziej poruszających rysunków siedzi przed sztalugą, kontemplując czerwony obraz przedstawiający jego i Bellę, przy czym jedną ręką dotyka płótna, a drugą trzyma przy sercu. Na innym ukazuje się jako pijak, siedzący obok butelki oznaczonej jego inicjałami.
Marc umiera, mając 97 lat, cały czas kochając Bellę.
Trzeba wykorzystać swój czas
Ciekawe, czy dzisiaj Bella na Tinderze miałaby opis:
„Silne kobiety odstraszają słabych mężczyzn, nie lubię kapitalizmu, nie chcę dram i problemów, tylko bezpiecznej relacji typu związek. Tylko powyżej 180 cm wzrostu. Jeśli nie jesteś w stanie zabrać mnie na kolację do restauracji, to przesuwaj w lewo.”
Jakoś nie sądzę.
Ale wiem, że wstrzelenie się w czas jest potrzebne we wszystkim.
Marc poznał Bellę, kiedy była za młoda. To był jednak ich czas i to, co wydawało się niemożliwe – jednak pykło. Wbrew absolutnie wszystkiemu.
Życie charakteryzuje się długimi okresami nudy. Ale również daje nam okna na zmianę. A jeśli ktoś stara się bardziej, to i tych okien ma więcej.
Tak jest z pracą – są możliwości, które otwierają się raz na 20 lat, i jak ktoś w to nie wejdzie, to już nie osiągnie tu nic – nigdy.
Tak jest z twórczością – coś, co może wydawać się chałą, nagle trafia w aktualne emocje ludzi.
I to jest absolutnie nie do podrobienia.
Tak jest z czasem na dzieci – jak nie nawiąże się z nimi więzi w odpowiednim momencie, to później już się nie uda. Dzieci akceptują stworzony przez dorosłych świat, a później przenoszą go na własne relacje.
Okno na miłość też się kończy.
Marc rozstał się z Bellą, choć wcale tego nie chciał. Umarła – jak to się banalnie mówi w tanich romansach – łamiąc mu serce. Ich czas się skończył.
D. z listu miotał się na szaleńczej karuzeli, kiedy ona latała za innymi albo głuszyła pustkę innymi. I nie byli w stanie spotkać się we właściwym momencie.
Ich czas się nawet nie zaczął. Byli pozbawieni szansy na obserwację uczuć i fizycznego rozpadu własnych ciał.
Być może dlatego, że byli zbyt dumni i zbyt egoistyczni, aby podjąć tu jakiekolwiek próby.
Czasami budzimy się w łóżku obok kogoś doskonale znanego i nagle czujemy, że tu nic nie zostało. Wszystko się zużyło, wszystko wypaliło – zostały tylko dwa puste zbiorniki, których nie ma już czym napełnić.
Albo nadchodzi czas, kiedy już nie jesteśmy w stanie nikogo pokochać. Ludzie, którzy nas otaczają, są narzędziami albo przedmiotami do dostarczania płochej i krótkiej przyjemności.
Jak się nie skoczy, jak się nie zaryzykuje, to nic z tego nie będzie.
D. pisze: „Najbardziej żałujemy tylko tych rzeczy, których nie zrobiliśmy. Dziś już rozumiem, że gdy byłem z piękną dziewczyną nad Wisłą, to że pijemy wino, jest ciepła, letnia noc, patrzymy na oświetloną Pragę, słyszymy szum Wisły nocą, rozmawiamy – to teraz wiem, że ta chwila już nigdy się nie powtórzy.
Że już nigdy nie będziemy tak młodzi, piękni, pijani. Że może jutro już nie będziemy siebie chcieli. Że jak nie pocałuję jej teraz, to już nigdy mogę nie mieć okazji, żeby spróbować… I nie miałem, bo to była nasza ostatnia taka noc.”
To zostaje: żal i wspomnienia.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?
Z tej książki się dowiesz:
- Jak rozpoznać „zjeba” i odróżnić go od normalnego mężczyzny?
- Jak rozpoznać wariatkę i odróżnić ją od normalnej kobiety?
- Dlaczego nie mogę nikogo znaleźć?
- Kiedy rodzi się rozwód?
- Jak odbudować swój związek?
- Jak poznać, że manipuluje tobą narcyz/narcyzka?
E-booka, który zmieni Twoje związki w cenie jednej kawy kupisz tu:
https://www.empik.com/zwiazki-de-luxe-piotr-c,p1539364267,ebooki-i-mp3-p

Sztos! Poetycko, głęboko a jednocześnie tak bardzo zwyczaje i codziennie.
Love ❤
PolubieniePolubienie
Fajna teoria, taka z tyłka. Chagall tak bardzo cierpiał po pierwszej żonie (może i z bogatego domu, ale za to najmłodszej z ósemki czy dziewiątki dzieci, więc tylko na dobre gimnazjum starczyło), że po roku żałoby związał się z 30 lat młodszą córeczką z dobrego, brytyjskiego domu, z którą miał zresztą dziecko, jedynego syna. Po porzuceniu uczucia swe skierował ku Walentynie, też w wieku dziecka, nie partnerki, z którą przeżył 33 lata. I to z Wawą wszedł na artystyczny szczyt. To z Wawą był, kiedy Picasso mówił o nim jako o ostatnim mistrzu koloru (zresztą to był komplement dla zmarłego Matisse, właściwie nawet nie komplement, tylko podwójna szpila, bo Picasso Matisse nie cierpiał, nie był nawet na jego pogrzebie, Chagalla zaś uważał za wiejskiego ćwoka, malującego krowy i kury; zresztą w tym co mówił Picasso, zawsze chodziło o Picasso, a nie osoby, na których się wyzłośliwiał). Zresztą najważniejsze. Jeśli artysta traci muzę, to i kończy z pracą. Chagall tworzył do samej śmierci, w centrum Pompidou w Paryżu jest jego „Upadek Ikara”, namalowany na dziewięćdziesiąte urodziny. Rzeźbę, formy przestrzenne, ceramikę – odkrył dopiero z drugą żoną. Jego freski? Paryska Opera Narodowa? Metropolitan Opera? Druga żona. No pewnie, pierwsza żona i tragiczna miłość się świetnie sprzedaje, zwłaszcza jeśli weźmiemy histerię, jaką wywołało wystawienie kilka lat temu w Sotheby’s płótna „Les Amoureux”. Oni potrafią w sprzedaż, więc i zainteresowanie było i rekord sprzedaży również. Młoda buźka zawsze lepiej się sprzedaje, zwłaszcza jeśli stoi za nią romantyczna historia.
PolubieniePolubienie
z tyłka jest ten komentarz – gówno prawda.
twórca to stan umysłu
gdyby bella żyła chagall mógł osiągnąć więcej, ale nie przeceniałabym roli muz w twórczości artysty
to że dupczyl inne nie znaczy że je kochał
PolubieniePolubienie
„Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy papieros nie będzie tak smaczny,
a wódka taka zimna, pożywna. „
Świetliki, Filandia
PolubieniePolubienie