20 lipca 2012 roku było ciepło. To był piątek. Było popołudnie, godzina mniej więcej 14, kiedy odebrałem telefon od swojego lekarza, że te wyniki które trzyma w ręce nie są wcale dobre. A właściwie to są całkiem złe. I że mam przyjść do niego, bo muszę natychmiast mieć operację.
– Natychmiast – podkreślił. – Wypiszę panu skierowanie do szpitala – powiedział.
Wiecie co mnie najbardziej zirytowało, kiedy do niego przyjechałem? Że nie mogłem znaleźć miejsca do zaparkowania.