Mniejsze dupy 5

Azaliż powiadam wam nic nie równa się temu momentowi na siłowni, kiedy skończyłeś ostatnia serię i możesz powlec się do szatni. Powlokłem sie więc do szatni. Drżący. Zmęczony. Przekrwienie mi ustąpiło i jestem jak 12 sekund po orgazmie. Zbliżam się do mitycznego pojęcia szczęścia. Ściągnąłem przepocone ciuchy. Wrzuciłem je od razu do torby, dorzucając gratis sportowe buty. Wziąłem ręcznik i klapki. Teraz  sauna i do domu. Będę 22.30.

Umyłem się pod prysznicem. Nie jestem w końcu chamem, żeby spocony pchać się do sauny. W sumie to idiotyczne , bo zaraz i tak będę się pocił ale według savoir vivre jesteś dżentelmenem jeśli robisz określone rzeczy w określonej kolejności. Robisz kupę – myjesz ręce. Uprawiasz seks, wracasz do domu. Wchodzisz niespocony, wychodzisz spocony.
– Mam nadzieję, że skubańcy jeszcze pieca nie wyłączyli– pomyślałem markotnie.

Markotnie, bo ostatnio żeby rachunki za elektrykę niższe płacić potrafili piecyk odłączyć już o 21, tak że koło 22 było jak latem na plaży nad Baltykiem.. Zamiast 90 ledwo 50 stopni.
Obejrzałem jeszcze podejrzliwie swój brzuch w lustrze, czy przypadkiem zbyt duża ilośc steka i frytek nie odbiła się fatalnie na jego kondycji. Nie było źle więc klap, klap poczłapałem do sauny.
Chemika już dawno nie było.

W saunie siedziało za to marzenie producenta pornoli. Blond z pasemkami w różowym ręczniku. Z krwistoczerwonymi pazurami jakby rozdzierała nimi kurę gołymi łapami. Zgodnie ze schematem powinienem ją teraz wychędożyć i porzucić rozpaloną w saunie. Ale sorry rozczaruje was dupa kompletnie nie w moim typie.

Kojarzę ją od kilku miesięcy. Jak przyszła była odrobinę puchata ale za to miała warunki z przodu i tyłu. Teraz wygląda jakby trochę ją wklęsło. Jakby z D do B zjechała. Jak dla mnie gorzej. Pewnie sprzedaje żel do włosów albo przepaski na włosy.
– Dobry –powiedziałem na wejściu.

Zamknąłem drzwi. W miarę szybko aby ciepło nie uciekało.
– Cześć – odpowiedziała blondyna
Poczłapałem do ławeczki. Siadłem na dole, bo było ciepło. Jakby było zimno siadłbym na górze, bo ciepło zgodnie z pieprzonymi prawami fizyki, które usiłowała mi wbić do głowy pani Chmielowska z liceum szło do góry.
– Ciepło dzisiaj – powiedziałem z wrodzonej uprzejmości, żeby jakoś zagaić i nie wyjść na chama.

Ja w domu telewizor Sony mam
Video Sanyo, na kompakcie gram A
Nie jestem cham
Nie, nie, nie, nie jestem cham
Ja domy mam dwa i cztery auta
Nie jestem cham !

– Nagrzali. Gorąco jest – zripostowała bystro blondyna.
– Dobrze dla nas. Nie zawsze im się to zdarza. Ile jest?
Blondyna spojrzała na termometr. – Coś koło setki.
– Ostro. Ostatnio jak tu byłem to było jak latem w Łebie. (Ostatni raz latem 1992 kiedy przyjechałem do babci)

Panna zachichotała i zrobiła usta w ciup.
To część oficjalną mieliśmy już za sobą i mogłem spokojnie położyć się na dechach z fińskiego świerku. Co też zrobiłem. Starając się nie myśleć zbyt intensywnie kto pocil się w nie pięć minut wcześniej. Ale szczotką która leżała w rogu kabiny sauny bym się już nie wyszorował. Nie potrafię aż tak kastrować wyobraźni.4841_8558

Paparazzo

To była gwiazda średniego formatu. Może nie taka, która pojawia się na trzydziestu okładkach w roku i ma 16 stronicową rozkładówkę w Vivie. Ale taka, której zdjęcia kupią wszystkie portale plotkarskie i większość tygodników typu people dając   o niej wzmiankę na okładce a w przypadku większej posuchy (Doda się nie rozebrała, Wojewódzki nikogo nie obraził, nikt znany się nie rozwodził) może nawet małe zdjęcie.

Jeśliby ona się rozebrała – byłoby to coś.

Paparazzi czekał więc spokojnie w oknie bloku naprzeciwko ze swoim aparatem z naprawdę dużym obiektywem.

Czekał już pół godziny i powoli zaczynało mu się nudzić. Zastanawiał się czy sięgnąć po kanapkę i termos z herbatą. Problem w tym, że w termosie miał już tylko resztki na cztery łyki a kanapka została tylko jedna. Wieczór mógł być zaś bardzo długi. Nie było sensu

Przekierował więc lufę na inne okna bloku, szukając czegoś co pomoże mu zabić czas. U góry nie było nic ciekawego. U dołu też – tylko gruba baba siedziała nad talerzem z zupą i jadła. Paparazzo mimo, że nie słyszał nic przysiągłby że siorbie.

Ale po lewej , po lewej stronie był pan i pani. Pani była już tylko w bieliźnie a pan w białej koszuli i spodniach od garnituru. Paparazzo porzucił myśli o kanapce i podostrzył obraz.

Trafił w idealny moment, pani w krótkich ciemnych włosach, okularach i wielkich absolutnie fantastycznych cyckach właśnie klękała przed panem i rozpinała mu rozporek.

Paparazzo spojrzał na rozanieloną minę gościa i nagle zamarł. Jego twarz wydała mu się bardzo znajoma. Nie – pomyślał, to niemożliwe. Przyjrzał mu się drugi raz.

Tak to zdecydowanie on! Znany prezenter, znanej telewizji informacyjnej właśnie miał robionego loda. Paparazzo nacisnął migawkę aparatu, prezenter miał bardzo błogą minę.

Pani – musiał przyznać – była wyjątkowo utalentowana w tej dziedzinie. Jej głowa chodziła w przód i w tył niczym  turbodoładowana pompa ssąca.

Nie żałowała też języka i ust.

On stał, Ona klęczała.

Paparazzo był pod wrażeniem. Prezenter odpływał, aparat robił zdjęcia, WTEM!  przy szczególnie gwałtownym ruchu głowy okulary zsunęły się z głowy pani i ….wylądowały na stercząccym fragmencie prezentera.

Gdzie zawisły . W poczuciu suspensu.  Panijednak  twardo nie przerwała zajęcia.Pan prezenter również pozostał twardy.

Paparazzo wyćwiczonym w tysiącach podobnych sytuacji miejscach puścił długą serię zdjęć. W samą porę. Prezenter nieco bowiem zsiniał i rękami przygarnął głowę pani do swoich bioder i chyba zawył.  Było mu wyjątkowo dobrze.

Paparazzo co by nie mówić też był zadowolony. Postanowił dać sobie spokój ze zdjęciami na dzisiaj. Sprawdził jeszcze na wszelki wypadek czy zdjęcia sa ostre. Wyjął kartę pamięci z aparatu i na wszelki wypadek wsadził ją sobie w gacie.

Następnie zjadł kanapkę. Popił herbatą i pojechał do domu.

Zdjęcia prezentera i pani w okularach mimo dużego zainteresowania ze strony jednego z tabloidów się nie ukazały. Prezenter telewizji informacyjnej wykupił je bowiem z agencji. Na wyłączność. Paparazzo nie był na tym jednak stratny.

7718_9bb7

Pokuszenie 6

Na osiedlu mamy domofony. Kiedy wystukasz numer sąsiedniego mieszkania możesz się z nim połączyć.

Problemem większości mężczyzn jest strach i brak wyobraźni.  Brak spontaniczności. Nieliczni potrafią zrobić tak jak mój kumpel, który przez godzinę ścigał swoją kobietę aby ją przeprosić. Dopadł ją w pociągu na dworcu Warszawa Centralna, minutę przed odjazdem. Wbił się do wagonu. Wręczył bukiet róż w przedziale i wysiadł na Zachodniej. Większość kobiet które mijał miała nadzieję, że te kwiaty będą dla niej.

Pewne gesty czynią różnicę. Nie oceniaj mnie swoimi kryteriami jeśli jesteś pełen strachu przed wyimaginowanymi konsekwencjami.

Nalałem sobie whisky. Podszedłem do regału z książkami. Była 23. Ruska Blondyna o tej porze była już lekko wstawiona. Wybrałem jednego ze swoich ulubionych pisarzy. Włoskiego skurczybyka o frazie jak Magnum 44. Krótkie, urwane zdanie, które brzmią jak dynamit. Otworzyłem książkę. Jednym haustem wypiłem pół szklanki i wybiłem numer od jej mieszkania.

Odebrała po czterech dzwonkach.

Nie powiedziała: halo. Ani słucham. Czekała.

Zacząłem czytać:

Ustawił ją na kolanach. Dłonie w błocie. Twarz w błocie. Piersi pod ustami. Deszcz na plecach.

Jak sukę.

Palce jednej dłoni wbił w jej pośladek, drugą natomiast usiłował pochwycić wyślizgujący się biust, i zagłębiał się w niej jakby zamierzał wepchnąć go jej do samego gardła. I…

Nie może wyjść właśnie teraz.

Wysunął się z niej i chyba już dochodził i Flora poczuła że umiera z rozczarowania. Westchnęła. Ale wtem gorąca fala uderzeniowa otoczyła jej szyję, sięgnęła po szczęki i rozproszyła się na skronie, nozdrza i uszy.

– OBoże….

Dotykał ją tam w koniuszek waginy, zrozumiała że wszystko to, czego doświadczyła do tej chwili było żartem. Dziecinną zabawą. Niczym. Ten palec, w tym właśnie miejscu, odbierał jej zmysły i doprowadzał do szaleństwa.

Potem on rozsunął jej nogi a ona rozsunęła je jeszcze bardziej i być może, OBY, chciał wejść w nią na powrót. 

Kiedy skończyłem ostatnie zdanie, odwiesiłem słuchawkę.

CDN

9470_1d21

Korzystając z inspiracji.

Zimowa dziewczyna

Dziś historia o tym jak naprawdę samotne są kobiety i jak błagają o żar albo ogień w lędźwiach. I jak niewiele trzeba aby go wywołać. Szkoda tylko, że nie chodzi o moją książkę ale niech tam stracę idę z tym.

Napisała do mnie Zimowa Dziewczyna. To jeden z ostatnich eksperymentów tego typu, że umieszczam czyjś list na blogu ale list jest fajny a ja pełen wołowego carpaccio i tiramisu więc nie jestem w stanie pisać. Najlepiej robię to kiedy jestem głodny i pijany.

Teraz jestem syty, spokojny i smutny choć nie wiem dlaczego.

„Była godzina 8.15 – może trochę później, ale raczej na pewno ani trochę wcześniej, w każdym razie nie pamiętam, ile tego dnia spóźniłam się do pracy. Wsiadam, widzę wolne miejsce, rozglądam się – żadnych staruszek ani kobiet w widocznej ciąży, czyli mogę usiąść. Zresztą czuję się usprawiedliwiona, bo w jednej ręce mam siatę z segregatorami, w drugiej – torbę wielkości lotniskowca, która ze względu na upchnięty tam prawie kolanem komputer, niemal przygniata mnie do ziemi.

A zatem siadam i staram się z całym swoim ekwipunkiem zająć przyzwoitą ilość miejsca i nie dźgać nikogo rogiem segregatora. Zaczynam przysypiać. Obok mnie siedzi kobieta w trudnym do określenia wieku – gdzieś między 30. a 40. rokiem życia. Beret z antenką, okulary w drucianej oprawie, skórzana torebka na długim pasku, spódnica za kolano, buty do połowy łydki, blond grzywka. Jeżeli nawet któreś z tych elementów są przeze mnie wymyślone a nie zauważone, to nic nie zmienia. Takie właśnie robiła na mnie wrażenie osoba siedząca tuż obok mnie. Na oko: bardzo porządna i przyzwoita osoba, z gatunku tych, co mają w oknach firanki i zasłony, smażą kotlety mielone, podają gościom sałatkę jarzynową, są praktyczne i poukładane, mają grzeczne dzieci. Tak, tak, może przemawia przeze mnie zazdrość, bo pani obok mnie wydawała się wcielać ideał mieszczańskiego życia, który zawsze będzie dla mnie nieosiągalny, a którego w głębi duszy wszyscy pragniemy. Pani jednak nie była pochłonięta swoim mieszczańskim życiem, ale lekturą.

Bezwstydnie zerknęłam na książkę, prawie zawsze to robię. Czytała jedno z serii cośtam Greya, prawie wszyscy, a właściwie prawie wszystkie (nigdy nie widziałam mężczyzny czytającego to dzieło), ostatnio to czytają. Pani była coraz bardziej pochłonięta książką, przerzucała kartki coraz szybciej, a kiedy na zakręcie autobus zarzucił i niechcący otarłam się o nią, poczułam, że jej oddech jest nieco przyśpieszony – w każdym razie na tyle przyśpieszony, że to poczułam.

Ludzi raczej nie podniecają ich współpasażerowie w komunikacji miejskiej – nie każdy jest Michaelem Fassbenderem w nowojorskim metrze. Pani siedziała między oknem a mną i nie miała kontaktu fizycznego z nikim innym. A nawet ja nie jestem aż tak próżna… A więc książka. Chciałam zajrzeć jej przez ramię, żeby zorientować, jaki dokładnie fragment ma tak piorunujące działanie, ale trzymała książkę pod takim kątem, że nie mogłam niczego przeczytać nie zdradzając swojego niezdrowego (a na pewno nietaktownego) zaciekawienia. Więc musiałam się opanować i mogłam przysypiać dalej.

Pani wysiadała wcześniej ode mnie. Kiedy wstała i odwróciła się przodem do mnie, żeby przejść, na jej twarzy malował się błogi uśmiech, wyglądała na zrelaksowaną i zadowoloną. Czy to dlatego, że dziś rano zrobiła mężowi idealne kanapki do pracy? – nie sądzę. To raczej zbawienny wpływ literatury, podobno grafomańsko-pornograficznej. A niech tam, skoro wygląda na to, że czytanie naprawdę uszczęśliwia…”

Nie znam Zimowej Dziewczyny ale wszystkiego najlepszego kobieto.
296870_415632011848426_1794104440_n

 

 

Odpowiedź Patrycji: nie dorosłam

„To zabawne. czytając jeszcze raz to, co do Ciebie napisałam, sama stwierdzam, że wypowiedź jest dość chaotyczna. właściwie to nie wiem, dlaczego to zrobiłam. ale jak sama wypowiedź wskazuje, mam nieźle najebane.

Widocznie potrzebowałam, aby coś mną wstrząsnęło, albo po prostu chciałam się tym z kimś podzielić. Padło na Ciebie. Ale nie spodziewałam się czegoś takiego.

Czytając wypowiedzi tych ludzi czułam się, jakbym za każdym razem dostała w twarz. Wiele razy już słyszałam od różnych osób, że jestem za dobra, naiwna. a ludzie potrafią wykorzystywać takie rzeczy, w zasadzie nie dając nic w zamian. Może z czasem się wyrobię, albo już zawsze taka będę, tylko zdaję sobie sprawę, że będzie mi potrzebny twardy tyłek.

A dziewictwo nie jest moim problemem. I za każdym razem, kiedy gdzieś w rozmowie wyjdzie, że jestem dziewicą, nie rozumiem, dlaczego ludziom wydaje się to takie dziwne. czasami, to się nawet cieszę z tego powodu. bo przyglądając się moim koleżankom, ich zachowaniom, kiedy okres im się spóźnia i co miesiąc do apteki latają, śmieszny jest wtedy ten ich wyraz twarzy. Chyba jeszcze nie dorosłam, bo wiek, to przecież tylko liczba. A i Ty może coś na tym zyskałeś. a ja z dnia na dzień, coraz bardziej utwierdziam się w przekonaniu, że ludzie to są jednak dziwne istoty. To nie fake. Samych sukcesów, Piotrze.”

1488_d724

Tyle w tym temacie.