Dlaczego czasami nie warto być szczerym w związku (“podczas kłótni wykrzyczałam mu, że ma małego”)?

Ludzie wcale nie chcą prawdy. A kiedy ktoś mówi, że kocha szczerość to w rzeczywistości, chce usłyszeć to, co mu/jej pasuje. 

Pierdolisz, Czarny?

To zaczynamy.

Czytaj dalej

Pochwała otyłości jest zwyczajnie rzecz biorąc zyebana i szkodliwa.

Dzisiaj opowiem wam dwie historie. Obie o grubych kobietach. Czy jeszcze mogę napisać gruby, o kimś kto jest gruby, czy to już będzie uznane za potwarz, spluniecie w twarz i niebywałe wykroczenie? 

Czytaj dalej

Możesz zmienić kobietę, mężczyznę, dom a i tak obudzisz się pewnego dnia w nowym łóżku, czując pustkę

Kiedy przekraczasz 40-tkę, twoją podstawową frazą staje się na zmianę: „nie mam czasu” i „jestem zmęczony”. 😅

Czytaj dalej

Kobiety same sobie szkodzą. I zaraz Ci to udowodnię 

Piszę ten tekst, bo się wkurwiłem i zawachlowałem uszami. 

Czytam wywiad z pisarką Agnieszką Szpilą. Zaczyna się nieźle: „uważam, że biały heteronormatywny ochrzczony Polak szkodzi planecie”. Innymi słowy, to o mnie. Co prawda jestem agnostykiem, ale nie bawmy się w drobiazgi. W to, że nie miałem tutaj większego wyboru też nie. Jak dla mnie mógłbym się urodzić na Jamajce. 

Szpila dwa:

„W dzisiejszych czasach, w tym konkretnym kraju, bycie mężczyzną to jednak obciachowe zajęcie.”

Oraz moje ulubione: 

Szpila trzy: „Do seksu też was coraz mniej potrzebujemy, to i na orgię podczas sabatu się nie załapiecie.”

Co zamiast seksu z kobietami/mężczyznami? Pieprzenie z kaktusami. Przepraszam, tego w wywiadzie nie było, ale o to chodzi. Bo Szpila cztery: „Na świecie ekoseksualność nie jest niczym nowym, to tylko u nas taki wielki skandal i oburzenie. Annie Sprinkle i jej towarzyszka oraz wiele innych osób na świecie uprawiają seks z roślinami i nazywają się osobami ekoseksualnymi.” 

Tak, pani Annie Sprinkle istnieje, ma doktorat, poślubiła ziemię i ziemia jest jej kochanką/iem. 

A ekoseksualność to nowy gender. 

Szpila razi jednak naiwnością, powiedziałbym grubiej, ale się ugryzę w swoją heteronormatywną dupę. 

Oto i wspomniany wywiad. Screenshot wyborcza.pl
Czytaj dalej

Co to w Polsce jest godne życie, poza zakupami w Biedronce i Lidlu bez patrzenia na paragon (na koniec zagadka, która zryje ci beret)

Cichaczem nadeszli do nas quittersi.

Quitter kończy robotę dokładnie po ośmiu godzinach, bierze czapkę i idzie do domu, dajmy na to truskawki sadzić, szukać chwilowych uniesień seksualnych (ty szukasz łobuza, ja myślę o arbuzach), czy po prostu oddawać się swoim pasjom. Czyli BDSM w domu, a nie w robocie. Na zebraniach siedzi cicho. W życie firmy się nie angażuje. W pracę też nie. Po godzinach zostawać nie ma zamiaru.  

W końcu trzeba być ostro walniętym, żeby w robocie siedzieć po godzinach, trąc excela, aż on tryśnie, skoro można w kosza pograć, albo wino nad Wisłą ze znajomymi zrobić. 

Quitter wykonuje polecenia, ale nie robi nawet o milimetr więcej, niż jest wymagane, i bajo. Wraca do domu i o robocie nie myśli. Bo praca jest po to, aby wpadały PLN-y. 

Oczywiście dla pracodawców jest to podejrzane, perfidne i niebezpieczne, niczym curling aktami w firmowej toalecie. (Czy wspominałem, że mój druh serdeczny w trakcie chwilowej pracy w ZUS grał w rugby z kumplami, rzucając segregatorami, a jak jakiś kwit z nich wypadł i się zagubił, to machali lekceważąco rękami, mówiąc: najwyżej interesant se doniesie? To wspominam). 

Quittersi to najczęściej rocznik 1995 wzwyż, którzy dopiero zaczynają robotę.

O kozojebcy, jak oni tak mogą, no jak?! Zamiast gryźć laminat, zamiast cieszyć się owocowym czwartkiem, oni śmią mieć fochy. 

Czytaj dalej