Dopalacze 3

Klientka JO Joanna nie była nigdy piękną kobietą.  Owszem była w miarę szczupła.  Miała nawet jakieś cycki, które dzięki stosowaniu push upa i umiejętnym dekoltom przerobiła w swoją największą zaletę.

Ale prawda brzmiał również, tak, że miała za duży nos. Za mało wystające kości policzkowe. Nogi były proste ale uda stanowczo zbyt grube. Oczy ładne ale skryte przez okulary. Powiedzmy szczerze: była doskonale przeciętna i wiedziała o tym. Kiedy miała dobry dzień, była u fryzjera, solidnie się wyspała i wymalowała, założyła krótka kieckę i pokazała cycki była na 6 i pół w skali dziesięciostopniowej.

Swoje braki nadrabiała dużą znajomością literatury ze szczególnym nastawieniem na Michela Houellebecqa (była fanką)  i dość liberalnym podejściem do seksu. Ok., była czasem łatwa. I z całym szacunkiem ale istniało niewiele kobiet w tym mieście, które potrafiłyby jej dorównać w robieniu loda. Swoim językiem, podniebieniem, gardłem, obiema rękami i  wargami sprawiała że faceci nie tyle widzieli w trakcie światło w tunelu co cytując klasyków miotacz ognia.

Aby dojść do tych zalet należało się z Joanną jednak co najmniej raz umówić, postawić jej kolację albo zabrać do kina i zdecydowanie położyć rękę na udzie albo tyłku. Tych, którzy tego nie potrafili skreślała od razu.

Dziś jednak była uprana w kopro-mundur w którym miała tyle wdzięku co Terminator. Spała cztery i pół godziny przez co pod oczami mimo wyraźnych starań miała pandę. Czuła się równie atrakcyjnie co na studniówce, gdzie przyszła sama i impreza byłaby właściwie stracona gdyby nie to że alkohol lał się tam pod stołem strumieniami.

– Cześć skarbie – powiedział JO i zaprosił ją gestem do środka. – Jeszcze chwilka, już idziemy na rozmowę, tylko akta pozbieram.

Na jej widok był czerwony jak burak, pocił się też jak szczur. Joanna przysięgłaby że w spodniach miał całkiem sporą erekcję co zdziwiło ją niepomiernie bo nie znała JO od tej strony. Mówiąc szczerze zastanawiała się kiedyś czy on jeszcze w ogóle może.

Ale taka gotowość? Hmm – to wyglądało jak komplement.

Joanna wyprostowała się na ten widok nagle a na ustach pojawił się jej uśmiech pełen satysfakcji.

Wypięła cycki do przodu, jej  chód nabrał nagle lekkości, zakręciła nawet powabnie tyłkiem. W pokoju był drugi facet z wyglądu nieco podobny do Jasona Stathama z „Przekrętu”. Ten też był czerwony a na jej widok zrobił się wręcz wiśniowy.

Marian z przerażeniem stwierdził, że będąca do tej pory w półzwisie pała zaczyna się podnosić.  W międzyczasie JO dokonał prezentacji, Marian bił się z myślami, zmuszając siłą umysłu swoją faję do przejścia w „Stand by”.

Trudno, będzie kombinował.

Podniósł sczerwieniałą gębę, popatrzył na Joannę i niechętnie poderwał tyłek z krzesła.

Joanna miała oczy jak spodki. Facet, który właśnie się jej ukłonił miał w kieszeni albo parasolkę albo ewidentnie też ucieszył się na jej widok. Na dodatek mamrotał coś pod nosem niewyraźnie. – Wstydliwy – pomyślała i nawet trochę się rozczuliła.

Marian zafrasowany swoim potężniejącym problemem klapnął za biurkiem. W Joannie tymczasem obudziła się femme fatale. Przypadkowy przechodzień przysiągłby że włosy nagle nabrały jej blasku, przygryzione seksownie usta czerwieni, uda wydały się stworzone do seksu a jej tajemniczy uśmiech zapowiadał seksualną jazdę do krainy dzikich.

JO mówił coś o fakturach, dalej czerwony, Joanna zaś niby mimochodem siedziała na biurku, pokazywała rozcięcie w spódnicy i bawiła się okularami.

Teraz wyglądała na co najmniej 8.

Toaleta

Stała jedna i poprawiała usta. Stała druga i malowała oko.

Dookoła panowała cisza.

Ech służbowe toalety. Szkło. Stal. Marmur. Szarości i czernie. I fatalne oświetlenie. Poza tym w łazience śmierdziało przeżartym chemią jabłkiem. Dlaczego w korporacyjnych kiblach musi zawsze tak śmierdzieć? – zastanowiła się Olga.

Marlenka malowała usta na karminową czerwień. Głęboką, wpadającą w zimny róż. W sumie nieodpowiednią do pracy. Ale było już po pracy.

– Bo wiesz… Jaa… No… Ten… Jak tu zacząć? – Marlenka zaczeła się jąkać.

Olga nie reagowała. Nadal pracowała nad swoimi rzęsami.

– Bo ja z Czarnym to… A wy coś tam do siebie przecież… Ale to samo wyszło! Ja nie chciałam! Nie jesteś chyba zazdrosna?

– Nie – zełgała Olga bez mrugnięcia okiem. – Dasz mu w końcu?

– Nie wiem – Malernka zrobiła wiatrak ustami. – Teraz jest tak faaaajnie – rozmarzyła się. – Zawsze chciałam być przygniatana do ściany. Wejść do windy i widzieć jak przystojny facet rozbiera cię wzrokiem a później rzuca się na ciebie i czujesz jego dłonie na swoim tyłku. Twoim gołym tyłku. Albo…

– Czyli tak czy nie? – przerwała Olga nienaturalnym głosem, ewidentnie mało zainteresowana tyłkiem Marlenki.

Który gwoli szczerości był bardzo dobrym tyłkiem. Jego rozmiary nie przekraczały żadnych norm, za to krzywizny były niezwykle zachęcające. Marlenka dobrze o tym wiedziała. Jej ołówkowa spódnica jednocześnie go odsłaniała i zakrywała.

Dobrze wygląda ta młodociana zdzira – pomyślała z zazdrością Olga.

– Jak mu dam to mnie rzuci. Jak mu nie dam, to eksploduję – wyznała szczerze Marlenka.

I jeszcze te cycki – westchnęła ciężko w duchu Olga. – Dobrze chociaż że jest farbowana. A przy takim rozmiarze jak się nie naciągnie to za cztery lata jej cyc spotka się z grawitacją. Dopiero za cztery lata, bo Olga była z Marlenką na basenie i obejrzała ją wtedy bardzo dokładnie. Z wzajemnością.

– To mu nie dawaj – Olga niewinnie strzepnęła długimi rzęsami.

– To mnie też rzuci. Tyle, że później. Nie ma niczego gorszego niż przechodzony romans.

– To mu daj. Ale powściągliwie.

– Powściągliwie? – zapytała Marlenka.

– Mhm. Tak żeby cały czas mu było mało.

– No nie wiem – Marlenka się zafrasowała.

– I pamiętaj nie rób mu loda.

– Dlaczego???

– Straci do ciebie szacunek – wyjaśniła Olga koleżance, zamknęła maskarę i obróciła się na pięcie. Miała dzisiaj randkę a potwornie nie lubiła się spóźniać.

———–

– To jak da mi w końcu?

– Da – ziewnęła.

– Dzięki – ucieszyłem się. – Jestem ci winien wielką przysługę!! Mogę ci… mogę ci….Nawet opony na zimowe zmienić!

– Mówisz? – Olga wyraźnie się zainteresowała.

 

Przybycie ciemnej blondyny

Otóż ciemna blondyna z całą pewnością nie była ladacznicą. Ciemna blondyna po prostu lubiła seks i mnie. Choć nie miałem tu szczególnych złudzeń, bo seks z całą pewnością lubiła bardziej. I nie miała z tym specjalnego problemu co już na samym wstępie różni ją od 90 proc. naszych, polskich kobiet, które seks owszem ale powiedz że mnie kochasz jak Mickiewicz i Słowacki albo chociaż Wiśniewski Leon albo Michał.

Czytaj dalej

Powrót ciemnej blondyny – odcinek przedostatni

Chciałem ugryźć kawałek łososia i popić mlekiem ale wydało mi się to nieeleganckie. Bo czy dla własnej wygody można odepchnąć od siebie atrakcyjną 26 letnią kobietę która dla ciebie naciągnęła pas od pończoch, na tyłek kawałek sznurka z wąskim paskiem z przodu, włożyła przeźroczysty stanik, z trudnością obejmujący połowę cycków tak że mogły jej wypaść w każdej chwili i niewygodne jak cholera  czarne szpilki na 12 centymetrowym obcasie?

Zachowałbym się jak cham z Grójca. I jeszcze pomalowała usta na czerwono. Pieprzona kokietka. Z ten trud należało się jej chociaż jakieś wyjaśnienie.

Czytaj dalej

Powrót ciemnej blondyny vol2

Nie odpowiedziałem nic. Jestem 35 letnim, mentalnym wrakiem człowieka.

Nie mogącym pić. Do 28 października, dzięki Bogu, to już niedługo.

Nie mogącym zmuszać swojego ciała do większego wysiłku fizycznego. Również do 28 października.

Nie mogącym jeść niczego tłustego, niczego z kofeiną, niczego zbyt gorącego i niczego zbyt zimnego.

A poza tym była sobota 23.07 a ja miałem nowy odcinek Episodes, szklankę mleka, kawał białego sera, plaster łososia i wygodną kanapę.

Czytaj dalej