Jak to zrobiłeś? (czyli jak wypromować książkę)

Wiele osób zadaje mi pytanie: jak ty to zrobiłeś? I nie zadawala ich całkiem prawdziwa odpowiedź: miałem fart, nic więcej.

Bo, to mało romantyczne jest.

Ma być pot, krew, łzy i mają być zdejmowane staniki.

No, więc w trakcie zrobiłem kilka razy pelikana ze zdziwienia, płakać to ostatnio nie bardzo, ale wzrusza mnie scena kiedy Bruce Willis wysadza się na Armagedonie. A z krwią to a i owszem zalała mnie kilkakrotnie.

Jakiś czas temu oglądałem bardzo zabawną prezentację rzuconą przy okazji jednego ze spotkań blogerów na którym autorka przedstawiła dlaczego jej nie wyszło ze sprzedażą książki mimo, że zrobiła WSZYSTKO, WSZYSTKO, WSZYSTKO.

Przykład proszę:

Zrzut ekranu 2013-12-01 o 14.22.01

Zrzut ekranu 2013-12-01 o 14.22.32

Kiedy już otarłem łzy cieknące mi z oczu sobolowym futrem – to było zaraz po tym jak przeczytałem fragment o rozdawaniu książek zaprzyjaźnionym osobom z branży reklamowej i aktorkom – pomyślałem ludzie wy naprawdę myślicie, że jeśli dacie coś komuś za darmo to będzie was promował?

Ludzie będą was promować jeśli was kochają. Jeśli przy waszych książkach płaczą. Jeśli czytają i nie mogą się doczekać co będzie na kolejnej stronie.

Koleżance po klawiaturze w sumie udało się sprzedać 300 egzemplarzy.

Czy była dobra? Nie mam pojęcia. Ale nawet jeśli była wybitna, ten rezultat mnie jakoś specjalnie nie dziwi. Wiele wybitnych książek się nie sprzedało. Sprzedało się za to bardzo dobrze wiele złych.

Żeby książka odniosła sukces potrzebne są dwie rzeczy:

1. promocja

2. dystrybucja

Nawet Kominek wydał swoją drugą książkę w normalnym wydawnictwie, bo sam nie był w stanie wejść z nią do sklepów.

Jak ten model wygląda na dzień dzisiejszy?

Żeby było jasne – jeśli chcesz wydać jedną książkę i wprowadzić ją do sklepów Empik, księgarni Matras etc. usłyszysz również jeden brzęczący w uchu komunikat – nie jesteśmy zainteresowani.

Wiem, bo sam to usłyszałem – przekazuję wam tę wiedze gratis.

Duży hurtownik weźmie książkę od wydawnictwa, które wydaje przynajmniej z dziesięć pozycji rocznie. Co nie oznacza, że trafi ona do wspomnianych sklepów tak aby autor dumny niczym poseł Hofman ze swojego penisa mógł podprowadzać laski pod regał i pokazywać: tak, tu mała stoję. KLĘKAJ!

Jeśli mamy debiutującego autora raczej zacznie od sprzedaży w internecie na merlin.pl i empik.com. Stacjonarne sklepy wezmą ot, ze 20 egzemplarzy.

Szaleństwo prawda?

Jak to mówi Wielki Jo: ech, życie , życie nie głaszczesz ty nas po odbycie. Ale z drugiej strony jak już ktoś się wziął za literaturę, to sam jest sobie winien.

To autor ma udowodnić, że ludzie chcą go kupować. A jeśli tego nie potrafi zrobić – jest wiele innych ciekawych doznań artystycznych, którym można się poświęcić np. depilacja woskiem.

Moja pierwsza rada brzmi: zanim pomyślisz o wydaniu książki, musisz mieć osoby, które lubią cię czytać. Nie mama. Nie wujek. Nie brat. Nie koleżanki z Facebooka – chyba że masz ich ze 3 tysiące.

Musisz mieć z 5 tys. osób, które chcą co rano przeczytać to co masz światu do powiedzenia. Oczywiście, może to być tysiąc. Mogą dwa tysiące. Ale z całą pewnością 20 czy 30 osób to za mało.

Bloga promującego pierwszą książkę założyłem w czerwcu 2010 roku. Dwa lata przed tym zanim pojawiła się ona na rynku. Pisałem po 5 – 6 razy w tygodniu. Tak, pracowałem ciężko przez dwa lata nie mając żadnej pewności, że mi się uda.

Kiedy książka się ukazała wcale na początku nie sprzedawała się rewelacyjnie.

I skończyłoby się na sprzedaniu 1.5 tys. może 2 tys. egzemplarzy gdyby nie FART.

Ale o tym będzie za chwilę.

Wiecie wróciłem do domu o 4 rano i jeszcze mam kaca, więc będę prosty i bezpośredni. Proszę sobie zapamiętać i wkuć raz do pustych łbów: sam internet to za mało.

Te 1,5 – 2 tys. egzemplarzy to  mój sufit jeśli chodzi o sprzedaż książki, tylko dzięki promocji internetowej, albo jak kto woli tylko dzięki temu, że jestem znany w pewnym wycinku sieci.

Nawet jeżeli mojego bloga czyta kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Bo, wiecie kotki – sieć przyzwyczaiła was, że wszystko jest za darmo prawda?

I teraz nadszedł moment kluczowy to jest dopalenie.

Moje wydawnictwo porozumiało się z tygodnikiem Angora w sprawie druku książki w odcinkach.  I to był ten wielki FART.

Pokolenie Ikea było tam drukowane od bodaj sierpnia 2012 i ludzie zaczęli książkę powoli kupować, choć nikt nie wyłamywał drzwi do księgarni.

A później miałem jeszcze większy fart, bo Angora książkę zwyczajnie przestała drukować ze względu na skargi czytelników (byłem zbyt wulgarny – wyobrażacie to sobie SZOK).

Wtedy byłem trochę zły.  Dziś wychodzę z założenia, że powinienem podesłać do redakcji skrzynkę szampana.

2223_fdec

Jak wydać książkę?

Oczywiście napisałeś/ napisałaś świetną książkę. Nie masz co do tego wątpliwości prawda?

Nie jesteś celebrytą, nie jesteś Chodakowską, nie występujesz w telewizji, nie znasz nikogo w żadnym wydawnictwie komu mogłabyś porządnie obciągnąć?

To teraz weź rękopis. Masz? Idź do kuchni. Otwórz szafkę.  Otwórz kosz na śmieci. Wrzuć tam wydruk.

Bolało?

To powtórz jeszcze raz aż się znieczulisz.

I uświadom to sobie: nikt do kurwy nędzy nie czeka na to co napisałaś/ napisałeś.

Czytaj dalej

Jak napisać książkę?

Zacząć pisać książkę jest stosunkowo łatwo. Pewnie każdy choć raz w życiu próbował, wyobrażając sobie jak to będzie być sławnym, zajebiście znanym literatem przed którym kobiety padają na kolana i zabierają się w szybkim tempie za rozpinanie rozporka. (Jeśli ci się uda pamiętaj aby w trakcie tej czynności pociągać flaszkę co najmniej Jacka Danielsa. Nie żeby był szczególnie dobry, po prostu dobrze się prezentuje wizualnie.)

Ewentualnie kobietą – pisarką, która za uzyskaną gażę kupuje sobie chałupę w Toskanii czy jakiejś tam Prowansji, lepi własnoręcznie makaron, tłucze pająki po kątach i przygotowuje kolejny bestseller.

Większość osób odpadała na etapie, czekajcie hmmm….  ot tak drugiej strony. Przy sprzyjających okolicznościach – przy początku trzeciej. Ja wiem, że wielu z was ma potencjał taki że gdyby chciało zdmuchnęłoby mnie jednym pociągnięciem klawiatury.

Orientuję się, że wasz talent literacki jest ode mnie większy, przyjmuje to z pokora i nawet wiecie w których miejscach należy wstawiać przecinki. Ale, różni nas jedno. Ja swoją pierwszą książkę skończyłem. Wydałem. Ba, nawet zarobiłem na niej jakiejś pieniądze.

Może się podobać mniej albo bardziej, ale jest. Wasza jest co najwyżej w wyobraźni. Bo, najtrudniejsze w pisaniu książek jest nie rozpoczęcie pisania, ale skończenie.

Czasami wystarczy coś zrobić na 80 proc. I to, że podejmiesz ten trud różni cię od innych.

Od razu powiem – jeśli chcesz pisać dla pieniędzy – daruj sobie. Prawdopodobieństwo, że zarobisz na swojej pierwszej książce jakiekolwiek pieniądze jest właściwie żadne. Owszem ja jestem wyjątkiem. Ale wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Pierwsze książki pisze się bowiem żeby zaspokoić swoje ambicje. Pisze się dla lokalnej, środowiskowej chwały i dup. Męskich też. Jeśli więc przy okazji uda ci się zaliczyć kilka  fajnych rudzielców z cyckami albo bez – potraktuj to jako wystarczające honorarium autorskie.

Napisałem Pokolenie Ikea, aby jeszcze bardziej nadmuchać swoje ego. Teraz jeździmy dwoma samochodami, bo ego w jednym ze mną się nie mieści.

Ale do rzeczy.

Piszę na laptopie (co nie znaczy, że mam coś przeciw komputerom stacjonarnym). Najlepsze rezultaty mam klepiąc w dwóch sesjach. Pierwsza startuje od 8 rano i trwa do 14, druga zaczyna się koło 15 i trwa mniej więcej do 19. Tak, muszę wtedy brać urlop. Tak, nie odpocząłem zbytnio w tym roku.

Pokolenie Ikea powstało na Macbooku, Pokolenie Ikea Kobiety na Macbooku pro. Nie jest to żaden warunek konieczny po prostu stwierdzam fakt. Równie dobrze można używać dłuta i ściany. W ostatecznym rachunku liczy się pomysł i determinacja.

Są specjalne programy do pisania książek np. Ulysses III. Kupiłem, nie spodobało mi się.

Używam czcionki Times New Roman, piszę w Wordzie, każdy rozdział to odrębny plik, wszystkie trzymam na Dropboxie, tak aby w przypadku jeśli coś się stanie z komputerem – książka była cała.

Zaczynam od rozpisania scena po scenie tego co ma się tam znaleźć. Wiem to nudne. Ale skąd masz wiedzieć co się tan znajdzie jeśli tego wcześniej nie zaplanujesz??

Tym samym zwiększasz szanse na to, że dojedziesz z tym karawanem do końca.

Pisz więc jak to ma wyglądać. Tak prezentował się plot (oczywiście fragment) mojej drugiej książki, który wysłałem do wydawnictwa:

„Książka startuje od próby zamieszkania przez Olgę i Czarnego razem co nie wychodzi bo ona jest zbyt wymagająca a on niezależny a poza tym dowiaduje się co on robił w łazience na  koniec pierwszej części.

Po wyprowadzce Czarny na początku dużo pije a później wdaje się w romans z Ruską Blondyną (rozwinięcie wątku Pokuszenie obecnego na blogu) a później z Ciemną Blondyną.  Dużo silniejszy niż w jedynce jest wątek korporacyjny, chcę dać kilka scen Czarnego w sądzie i w pracy.”

Myśl wątkami. Pisz wątkami. To oznacza, że jeśli masz jakiś pomysł jak powinna rozwijać się akcja, opisz go od początku do końca zanim weźmiesz się za następny.

Pisz z bebechów. Jeśli masz moment w którym zaczynasz się wahać czy o czymś napisać czy nie, bo możesz kogoś urazić to lepiej  nie pisz w ogóle. Czym mocniej wstrząśniesz czytelnikiem, tym bardziej będzie chciał czytać dalej.

Pamiętacie taką książkę „Samotność w sieci” Janusza Leona „Skutera” Wiśniewskiego? Tam jestwątek kiedy główny bohater zakochuje się w głuchoniemej dziewczynie, która umiera w trakcie operacji. Operacji, którą robi dla niego aby odzyskać słuch. Ta historia zbudowała całą tą książkę i jej sukces. Pisanie polega na tym, że wyrzucasz to co cię boli w nadziei, że szarpniesz dłonią za jelita innych, wkładając im rękę do trzewi.

Skończyłeś?/Skończyłaś? To teraz czytasz całość od nowa szukając miejsc gdzie jest rozwlekle, za mało dynamicznie, gdzie są powtórzenia, uwierz spokojnie całość można skrócić o jedną trzecią.

Pokolenie Ikea w oryginale miało ponad 300 stron. W druku trochę ponad 180. Dlaczego tak się stało będzie już w kolejnym odcinku.

Masz pytania? Zadaj je pod tym tekstem.

W kolejnych odcinkach będzie:

Jak wydać książkę?

Jak wypromować książkę?

4933_a93c_500

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o „Pokoleniu Ikea Kobiety”, ale boicie się zapytać. I słusznie

Zacznijmy od maila, który zrobił mi dziś internet. Dostałem go od producenta… Wyborowej. Jak się okazało uprawiałem reklamę natywną i jeszcze nie brałem za to pieniędzy. Po prostu, kurwa skandal.

Napisał pan Kamil:

– “Na wstępie gratuluję niezwykle ciekawego bloga i udanej premiery książki – nie skłamię jeżeli napiszę, że mamy w naszej firmie przynajmniej kilka osób, które zaopatrzyły się w swój egzemplarz J Piszę jednak w nieco innej sprawie – w Pana książce tak często pojawiają się nasze produkty, że naprawdę zaczęliśmy zastanawiać się czy coś nas przypadkiem nie łączy. Jeżeli zechciałby Pan rozwiać nasze wątpliwości będę wdzięczny za wiadomość.”

Panie Kamilu – nic nas nie łączy. Lubię wasz produkt, dlatego bohaterowie go spożywają. W drodze rewanżu możecie Państwo kupić ot kilka tysięcy egzemplarzy Pokolenia i rozdać wśród użytkowników produktu 😉 Gwarantuję ich satysfakcję!

Czy i kiedy będzie e-book z Pokoleniem Ikea Kobiety?

– Odpowiedź brzmi: jeśli już to pewnie za rok, nie wcześniej. O e-bookach co prawda decyduje wydawnictwo, sam jestem fanem ale… nie lubię chomika.  Moja książka jest częściowo dostępna na blogu, pierwsza była tam prawie w całości – jeśli ktoś chce się przekonać jak piszę to zapraszam. Serdecznie. Kobiety z dużym biustem zapraszam podwójnie.

Kiedy część trzecia?

– Nie wiem moi drodzy. Kiedy wychodziła jedynka, miałem już w głowie zręby dwójki. Dziś gdy wychodzi dwójka – mam co najwyżej pomysł na trójkę. Jeśli dwójka wam się spodoba – bardzo spodoba – napiszę coś więcej.

Jak zdobyć autograf?

– Od czasu do czasu dzięki pomocy kolegi Marcina wystawiamy na Allegro pewną liczbę egzemplarzy z personalizowanym autografem.

Ostatnia aukcja jest tu:

Zostało niewiele czasu. Spieszcie się. Aha dwójki z autografem na razie nię będzie. A kiedy będzie? Na pewno nie w tym roku.

Jako początkujący autor, dopiero debiutujący na rynku wydawniczym, chcę Pana zapytać: jak udało się Panu osiągnąć tak wysokie wyniki sprzedaży? Jak udało się Panu sprawić, że ludzie dowiedzieli się o Pańskiej książce?

Nie ukrywam, że jestem nowicjuszem, i moje doświadczenie w promowaniu książki jest bardzo nikłe, dlatego każda rada w tym zakresie jest dla mnie bardzo cenna. Zależy mi po prostu, aby moja powieść , choć w niewielkim stopniu zaistniała na rynku wydawniczym, a bez dobrej promocji, nie jest to możliwe.

– Drogi kolego po fachu. Odpowiedź w niczym cię nie zadowoli. Miałem po prostu bardzo dużo szczęścia i włożyłem dużo pracy w tego bloga. Ale obiecuję, przy drugiej jest łatwiej (Ok – odpowiem ci więcej na maila).

Czółko 😉

0287_0abe

Dziś ukazuje się moja nowa książka

Kłamałem. Kłamałem kilka dni temu pisząc wam, że to ostatni fragment „Pokolenia Ikea – Kobiety” jaki zaprezentuję. Dziś jest jeszcze jeden. I już naprawdę ostatni:

PROLOG

My lud pracujący dużych miast, wykształcony na uniwersytetach i politechnikach,

Pracujący ponad siły przez więcej niż 10 godzin na dobę przed błękitnymi ekranami komputerów,

Bez których nie wyobrażamy sobie życia,

Utrzymujący więzi międzyludzkie przez internetowe komunikatory i blogi,

Wiedzę o świecie czerpiący z tandetnych serwisów plotkarskich,

Nadużywający włoskiego jedzenia i czerwonego wina,

I szybkiego seksu który miał być niezobowiązujący (nie zapomnijmy o seksie),

Usilnie chcemy i potrzebujemy zmusić swój organizm do posiadania kawałka własnego życia.  

Które pozwoli nam:

1. Cieszyć się czasem wolnym

2. Poświęcać czas rzeczom ważnym a praca ważna jest rzadko.

I obiecujemy że będziemy usilnie próbować spędzić życie, które niewiadomo kiedy się skończy nie na odkładaniu, wzdychaniu i smętnym snuciu się z palcem w dupie  a realizacji tego wszystkiego o czym marzymy a na co wydaje nam się, że nie mamy teraz czasu.


Tak nam kurwa dopomóż.


podpisano: 
Pokolenie Ikea

To najlepsza książka jaką napisałem w życiu. Nie żeby było ich wiele, ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jest naprawdę świetna.  Zresztą mi możecie nie wierzyć, ale pierwsze sygnały, które spływają od ludzi na Facebooku – świadczą że nie jestem osamotniony w tej opinii.

Przebiłem jakością pierwszą książkę, swój debiut który sprzedał się niemal w 15 tys. egzemplarzy (licznik bije nadal). Spełniłem swoje marzenie. To o zajebiste uczucie.  To dowód, że wy siedząc gdzieś w kropracyjnym brojlerach jesteście w stanie zrobić to samo.

Książka jest dostępna od teraz w całym kraju – ja polecam Empik. Zarówno ten internetowy jak i ten stacjonarny.

Koniec reklamy. Jeśli macie jakieś pytania – zadawajcie je w komentarzach.  Zrobię z nich i odpowiedzi – oddzielną notkę.

May the force be with you. I do księgarni panie i panowie! Nie pożałujecie.

zdjęcie