Kiedy to się skończy, będę, kurwa, tańczył. (The blue pill.)

To level 12. Grudzień. Gratulacje, dotrwaliśmy. Oby na koniec gry nie czekał wielki boss. Oby po niej zegar nie wskazywał 1.13.2020. 

Ten rok nie ma zbyt wielu fanów. Gdyby 2020 był parą, to byłby jak Johnny Deep i Amber Rose. Pani Godlewska z mikrofonem. Jak Cyberpunk na PS4. 

Sam mam do 2020 roszczenie o niezgodność towaru z umową. Miałem w tym roku zobaczyć Bombaj, Odessę i Tibilisi. Zobaczyłem głównie park pod chałupą, Netfliksa na telewizorze i mielonego z buraczkami na wynos. 

Co to za listopad, co to za grudzień, jeśli nie można z kumplami do knajpy pójść, galarety i śledzia zamówić, posiedzieć długo w noc, powspominać to, co było, porozmawiać o tym, co będzie?

Pospacerować po Nowym Świecie i Krakowskim. Na zakończenie wieczoru wpaść na jednego do baru z whisky i patrzeć jak mężczyźni w garniturach nieudolnie usiłują namówić kobiety na wysokich szpilkach na spędzenie tego wieczoru w bardziej romantycznych okolicznościach. Czyli ci bardziej zamożni proponują jakiś okoliczny hotel, a ci bardziej gościnni wizytę u siebie w domu, zawsze na kolanach.

I wiem, ludzie mają większe dramaty. Ale siedzę na dupie i się sam czasami zastanawiam kto, do kurwy nędzy, wyprodukował tego kasztana????

Czytaj dalej

Kiedy to się skończy, będę, kurwa, tańczył. (The red pill.)

Najbardziej przejebany nie był rok 2020. Najbardziej przejebany będzie rok 2021. 

Kilka tygodni temu na Facebooku wyraziłem radość z tego, że pojawiła się pierwsza szczepionka na koronę. Bo to sporo zmieni, niezależnie od tego, czy ktoś się szczepić zamierza, czy też nie. Bo to piekło, które nas otacza, nagle może mieć koniec. Muszę przyznać, że miałem wyjątkowe szczęście, bo nikt mi nie jebnął, choć – przyznaję – kilka osób miało ochotę. 

W ludziach wrze. Część jest zagubiona, część jest zwyczajnie wkurwiona. 

Nie ma już podziału na kobiety i mężczyzn, na sympatyków psów i sympatyków kotów, na fanów metalu i fanów disco polo. Dziś ludzie dzielą świat na „covidian” z ciemnogrodu, noszących posłusznie maseczki jak barany i nadających się tylko, żeby robić z nich bekę, oraz oświeconych posiadaczy tajemnej wiedzy o tym, że covid to globalna ściema zmierzająca do depopulacji ludzkości. 

Rok 2020 to Trzecia Wojna Światowa nauki z dziwactwem, foliarstwem, fejkniusami, płaskoziemcami, szurami, pseudonaukowcami z Instagrama oraz Jerzym Ziębą. 

Jak to śpiewa Taco: 

Wrogiem jest szczepionka i 5G

Dorosłych edukuje byle stronka na FB

Ktoś, gdzieś niedawno napisał, że „Zaczęło się jako wirus, a skończyło jako test na IQ”. 

Czytaj dalej

Do instaboyow i instadziewczynek

Większość myśli z internetowych memów na temat stosunków damsko – męskich można sprowadzić do frazy z filmu “Kroll” sprzed lat prawie 30. Brzmiała ona:

„Żony są w domach, a kurwy za płotem i trzeba być człowiekiem, a nie ścierką!” 

I to pasuje idealnie do większości obserwowanych w sieci wywodów, a pewnie często i do moich. Znaczy się, tęsknimy za zasadami i prostotą, lecz z tej tęsknoty wnioski płyną jednak żadne. Owszem, często można też przeczytać, że „jak  przyjdzie prawdziwa miłość, to wszystko będzie inaczej”, niestety jednak autor/ka nigdy nie precyzuje, która to jest ta prawdziwa.

Chyba, że przyjdzie i w dupę ugryzie, to wtedy się ją pozna. Nie wykluczam. 

Jako urodzony cynik dodam tylko, że osoba, która lajkuje posty, że „teraz niestety związków się nie naprawia, tylko wyrzuca na śmietnik” najprawdopodobniej również ich nie naprawia, co widać po statystykach rozwodów. 

Czytaj dalej

Czy wiesz, że są kobiety których problemy oscylują dalej niż rychły koniec promocji w HM- ie?

To był 10 czerwca 1990 roku.

Samolot British Airways, lot 5390, na trasie Birmingham – Málaga wystartował o 7.20. Kapitan, 42-letni Timothy (Tim) Lancaster, poluzował pas na biodrach. Mniej więcej kwadrans później pasażerom zaczęto nosić żarcie. W tym właśnie momencie szyba po lewej stronie Tima zrobiła ‘jeb’. I zamiast niej pojawiła się w samolocie dziura, po czym sam Tim przez nią wyleciał. Steward Nigel Ogden złapał go w pasie.

Tym samym, połowa kapitana była na zewnątrz samolotu, a połowa wewnątrz. 

Wizualizujecie sytuację?

Kolo wisi przez okno odrzutowca, drugi go trzyma, trzeci usiłuje zapanować nad sytuacją, a z tyłu pasażerowie żrą, zastanawiając się, co to był za huk.  

Normalny poniedziałek w pracy…

No to identyczna sytuacja jest, wypisz wymaluj, w chacie samotnej matki w poniedziałkowy poranek. Tylko, że ona wszystko usiłuje zrobić sama. 

Wylądować, podać żarcie i trzymać jedną ręką dziecko, aby nie wypadło przez okno.

Czytaj dalej