W 1964 roku młody ziomeczek przeniósł się do Hollywood, aby zostać aktorem. Takich leszczy jak on, była cała masa.

Wylewali się z każdego kolejnego autobusu. Szukając szans na sławę i hajs. Chcąc udowodnić coś sobie i innym.

Wszyscy się spieszyli. Młody ziomek nie.

Nazywał się Ford. Harrison Ford.

Matka Forda była aktorką, której się nie udało. Jego ojciec pracował w reklamie.

I wyrobił w nim jedną zayebiście ważną cechę charakteru: musisz zapier… żeby odnieść sukces. To nigdy nie jest łatwe, to rzadko jest przyjemne, a ludzie widzą tylko efekt a nie drogę, która do tego prowadzi, więc szybko się zniechęcają. I odpuszczają. A do prawdziwego sukcesu jedzie się na długim dystansie.

Przez 10 lat Ford grał drobne, ale za to ciężko zdobyte role w telewizyjnych telenowelach. Zazwyczaj g$wnianych.

Ba w 1968 roku pracował jako operator kamery na jednej z tras koncertowych The Doors.

Kiedy już miał być przełom i francuski reżyser Jacques Demy wybrał Forda do głównej roli w swoim pierwszym amerykańskim filmie, weto postawił producent.

– On nie ma przyszłości – powiedział lekceważąco o Fordzie. Weź kogoś bardziej doświadczonego.

To Demy wziął.

A Ford, który miał już żonę i dwójkę dzieci wziął się za stolarkę, której uczył się z książek wypożyczonych z biblioteki w Encino.

– Miałem wtedy dom, który chciałem wyremontować. To była ruina. Inwestowałem pieniądze w narzędzia, ale brakowało mi na materiały. Potrzebowałem kasy. I zrozumiałem, że stolarstwo to może być niezły sposób na zarabianie na życie – mówił.

A jednocześnie mógł szukać ról.

Zarabiał więcej jako stolarz, niż jako aktor. I okazało się, że dzięki stolarce poznaje wielu wpływowych ludzi, którzy mają jeszcze bardziej wpływowych znajomych.

W ten sposób dostał szansę na przesłuchanie do filmu American Graffiti w reżyserii Georga Lucasa. Ford zdobył rolę.

Kariera? Sukces? Szampan? Gówno.

Pewnego dnia kumpel, który pracował dla reżysera Francisa Forda Coppoli (mentora Georga Lucasa), zaczął jęczeć Fordowi, że ma dla niego robotę.

Bo Francis przy wejściu do nowego biura zażyczył sobie mieć portyk.

I ten portyk był. Ale żaden stolarz, nie chce go zamontować.

Fordowi było trochę głupio. Bo Coppola i Lucas znali go głównie jako aktora.

Kumpel jak to kumpel, jęczał i jęczał, zrób to, proszę.

Ford w końcu się zgodził. Warunek?

– Robię to tylko nocą. Żeby mnie nikt tam nie widział – zastrzegł.

I pewnego dnia o 8 rano, kiedy Ford w pasie z narzędziami, właśnie zamiatał podłogę, niespodziewanie wparował do biura George Lucas i aktor Richard Dreyfuss. Żeby zrobić pierwsze castingi do takiego niewielkiego filmu, który nazywał się Star Wars.

Czy Ford wiedział o castingu?

Owszem. Ale „Lucas powiedział jego agentowi, że chce nowych twarzy, a nie tych samych ludzi z American Graffiti”.

Żeby było zabawniej Richard Dreyfuss występował w American Graffiti, razem z Fordem.

Jak widać, jego twarz nie była opatrzona.

– Powiedziałem cześć, porozmawialiśmy, i to by było na tyle – stwierdził Ford.

Dalej montował ten zjebany portyk.

Ale ponieważ Ford był ciągle rano w pobliżu, to go poproszono o pomoc w przesłuchaniach. Czytał kwestie z kandydatami do wszystkich ról.

Do roli Hana Solo startowali Tom Selleck, Christopher Walken, Kurt Russell oraz Al Pacino. Ford czytał również od cholery dialogów z kandydatkami na księżniczkę Leję.

Robił to za darmo, to była tylko przysługa. I tak przez 300 castingów. A przystojny, cyniczny stolarz był nagle najlepszy. W końcu, do nędzy, znał wszystkie postacie i wszystkie dialogi.

Przypominam, czytał je już 300 razy. Wiedział, jak to się robi.

Efekt był prosty niczym hotdog: rolę zaproponowano Fordowi. Na ostatniej prostej wyprzedził Christophera Walkena.

Później Mark Hamill, który grał Luke’a Skywalkera, przyznał, że podziwiał zdolność Forda do przekształcania dialogów swojej postaci.

Ford wykreślał kwestie w scenariuszu i zastępował je zmienionymi wersjami, które jego zdaniem lepiej pasowały do postaci Hana Solo.

Wypracował swój sukces, mimo że nie dawano mu na to szans.

Małą łyżeczką.

A stolarzem był jeszcze długo.

Nawet kiedy miał za sobą całą oryginalną trylogię Gwiezdnych wojen” i pierwszy film z serii Indiana Jones.

Tyle że jego warsztat był już przy domu w Beverly Hills.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?

A czy Ty już wiesz, że napisałem nową książkę? 

Strasznie mnie nudzi przypominanie o tym, ale ostatnio dostałem pytanie, czy to prawda, że powstał film Pokolenie Ikea, więc chyba warto powtarzać pewne komunikaty.

Najnowsza moja powieść nosi tytuł „Ostanie tango”. I jest fajna, czasami zabawna, a czasami depresyjna. Ot, cały ja: 4,8/5 na Empiku.

I najwyższa moja ocena w historii na Lubimy Czytać (serwisie, który mnie strasznie nie lubi) 7,2/10. 

Papier tu:
https://www.empik.com/ostatnie-tango-piotr-c,p1451745306,ksiazka-p
E-book tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1163730.html
Audiobook tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1166754.html
I tu:
https://www.storytel.com/pl/books/ostatnie-tango-2866315
Tyle. Buzi

Zatańczysz?

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.