Pamiętasz jeszcze ten stan? Pierwszy dzień wakacji?
Pamiętasz ten moment, kiedy kończyło się szkołę?
Białe koszule przygotowane przez matkę, które sekundę po włożeniu były pogniecione. Jakieś dziwne spodnie, w których czułeś się jak kretyn, albo niewygodna kiecka i starannie związane włosy.
We łbie poczucie wolności, i euforia, jak mentos wrzucony do słodkiej coli.
Świadectwo w dłoni, które jeszcze nie miało większego znaczenia (“jeszcze tylko wpierdol i wakacje”).
Noce się dłużą, bo zawsze jest coś ciekawego do zrobienia.
Takie uczucie dają pierwsze pocałunki. Smak niewprawnych ust.
Takie uczucie daje to, jak po raz pierwszy kładziesz w kinie dłoń na jej udzie, a ona nie cofa twojej ręki.
Takie uczucie daje pierwsza podróż samolotem, pierwsze piwo na trzech, puszka chodzi z ręki do ręki i przeświadczenie, że nagle jesteś dorosły.
Pod koniec czerwca ruszałem do mojej babki nad morze. Dwa miesiące wolnego. Nie dwa tygodnie. DWA MIESIĄCE BEZTROSKI.
Smaki lata. Truskawki. Lody. Gofry. Bita śmietana. Kiedyś babka nie miała drobnych, dała mi jakiś gruby banknot, miałem przynieść resztę. Nie do końca to do mnie dotarło, wiec zdumiona kobieta z budki nałożyła mi osiem, czy dziewięć kulek.
Szedłem, jak burżuj, przez Łebę, obcinany zazdrosnymi spojrzeniami i nawet się nie pochorowałem.
Żarłem hot-dogi na takich bułkach, które kaleczyły usta i nie było jeszcze Żabki.
Chodziłem na plażę dla miejscowych, po drugiej stronie portu rybackiego, która była wtedy pusta.
Na wielkim dmuchanym materacu bujałem się na wodzie. Im większa fala, tym lepiej. I nie przeszkadzało mi, że woda jak na dzisiejsze warunki to miała z 16 stopni (umiejętność wchodzenia do Bałtyku traci się razem z dzieciństwem).
Obserwowałem meduzy, które wyglądały jakby pyknęły kraulem, prosto z planu Diuny, tylko że wtedy jeszcze nie wiedziałem, że z tych książek zrobią takie filmy.
Chodziłem na wydmy i patrzyłem w przestrzeń, gdzie nikogo nie było. Poza bezkresnym piachem.
Leżałem na ręczniku z książką. Kupowałem pocztówki z aktorkami i piosenkarkami świecącymi cycem. Zawsze dużym (pewnych rzeczy nie oszukasz, jestem Czarny, od dzieciństwa lubię wiatr, słońce i morze, oraz panie o ponadnormatywnym wymiarze biustu – to wysoko postawiona poprzeczka).
Słuchałem tandetnej muzyki, którą teraz zawsze podgłaśniam jak wpadnie mi przez przypadek w głośniki. Nie powiem, jaka to muzyka, bo mi wstyd, ale możesz się domyślić.
Po deszczu łaziłem w klapkach, wchodząc w kałuże.
Miałem tu kumpli na dwa miesiące w roku: Kudłatego i Grubego. Graliśmy na Atari, na zmianę w Robbo, Freda, Montezumę albo Donkey Konga (tak, wiem, że te nazwy nic już nikomu nie mówią).
Kiedy grill się nam nie chciał rozpalić, Kudłaty zaproponował, żeby polać go benzyną. Ogień poszedł na półtora metra. Trochę się zdziwiliśmy. Kudłaty od tej pory miał ksywę „Benzyniarz”. Gruby na grillu zrobił nam kaszankę.
Kiedy to minęło? Kiedy nie jestem już w podstawówce? Od kiedy wstaję rano na dźwięk budzika w komórce, jestem zorganizowany i poważny? Od kiedy nie chodzę w slipach, nie zlizuję oranżady z ręki, a spotkania planuję z miesięcznym wyprzedzeniem?
Kiedy pojawia się cynizm?
Kiedy pojawia się świadomość: ten świat jest jakiś pokurwiały?
W podstawówce tego nie było.
Może dlatego patrząc w przeszłość, uśmiecham się z rozmarzeniem. W podstawówce nikt nie pytał o sens życia i o to czy jest się szczęśliwym, bo takie pojęcia nie istniały. Każdy był szczęśliwy, a nieszczęśliwy tylko wtedy, kiedy matka odkryła żabi skrzek w słoiku na regale i darła się przez pół godziny, zabraniając wyjść na podwórko.
Kiedy to się kończy?
Kiedy zaczynasz rozumieć, że życie to powtarzalne sekwencje tych samych wydarzeń?
Kiedyś napisałem w „Pokoleniu Ikea„: Świat jest okrutny i zły. Przywyknij.
Kiedyś stałem na imprezie koło bardzo fajnego ziomeczka. Bogatego. Niezwykle bystrego, doskonale wykształconego, z jęzorem ciętym jak pazury Freddiego Krugera.
I ten ziomeczek opowiadał mi ze swoim wisielczym humorem, że całe lata był totalnie rozpieprzony wewnętrznie i zestresowany, zmagając się z poczuciem, że jest kompletnie do dupy.
Że dookoła siebie ma mnóstwo osób, które są nieszczęśliwe. Bo mają kompleks pieniędzy. Ciągle jest im za mało. Bo zawsze jest ktoś, kto ma o bańkę więcej i o metr dłuższy jacht.
A oni z tego powodu nie mogą spać po nocach.
Albo mają hajs i cierpią, bo nikt ich nie kocha.
Każdy wstydzi się, że nie jest fajniejszy
Większość ludzi ma depresję w pewnym momencie swojego życia. Spora część osób, które znam, przeszła przez ciężki rozwód. Niemal każdy był kiedyś rzucony i niemal każdy kogoś rzucił.
Każdy wstydzi się, że nie jest fajniejszy. Że nie jest bogatszy, że nie jest mądrzejszy, że w sumie nie pykło tak jak powinno.
Tyle, że to, co bierzesz za największe tragedie i największe problemy, to po prostu część życia.
Czasami lecisz na fali w górę, a czasami spadasz nagle w dół. Jak na materacu.
Czasami wiesz dlaczego, często jednak kompletnie nie. I równie często nie wiesz, co z tym zrobić.
Jak masz samochód, to będzie porysowany lub rozbity, jak kochasz, to będzie czasami boleć, jak masz żonę czy męża, to może odejść, jak masz dzieci, to odejdą na pewno, zaczynając swoją historię.
To koszty życia, cena, jaką płacimy za to, że coś mamy, albo z kimś jesteśmy.
Ale jedno jest pewne: warto jest być dumnym z siebie. Warto jest mieć mądre poczucie własnej wartości.
Dzisiaj była noc Kupały, najkrótsza noc w roku. Teraz noc będzie coraz dłuższa. Ale zdążymy się jeszcze chwilę nacieszyć słońcem i dniem.
Zapamiętaj: jesteś okej. Przed nami jeszcze całe lato.
—
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?
A czy Ty już wiesz, że napisałem nową książkę?
Strasznie mnie nudzi przypominanie o tym, ale ostatnio dostałem pytanie, czy to prawda, że powstał film Pokolenie Ikea, więc chyba warto powtarzać pewne komunikaty.
Najnowsza moja powieść nosi tytuł „Ostanie tango”. I jest fajna, czasami zabawna, a czasami depresyjna. Ot, cały ja: 4,8/5 na Empiku.
I najwyższa moja ocena w historii na Lubimy Czytać (serwisie, który mnie strasznie nie lubi) 7,2/10.
Papier tu:
https://www.empik.com/ostatnie-tango-piotr-c,p1451745306,ksiazka-p
E-book tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1163730.html
Audiobook tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1166754.html
I tu:
https://www.storytel.com/pl/books/ostatnie-tango-2866315
Tyle. Buzi




Weekend 14-16.06.2024 Warszawa
Jest noc, a w zasadzie około 4 nad ranem. Stojąc w klubie przy ul. Wioślarskiej 6 w Warszawie patrzę przez okno na stadion Narodowy zanurzający się w kolorach wchodzącego, letniego słońca. Obserwuję ludzi tańczących i szczęśliwych. I sam w końcu czuję nieco bardziej szczęśliwy niż zazwyczaj. Takie stany są niestety coraz rzadsze. Biorę nieco głębszy oddech i uśmiecham się bo wiem, że przed nami jeszcze całe lato.
PolubieniePolubienie
Młodość uciekła i nie wróci – future is now, old man – jak ostatnio usłyszałem od sąsiada 🙂
cholesterol w górę, glukoza tez- nic to, zbijemy! Dalej gramy w zielone, już nieco bardziej świadomie 🙂
PolubieniePolubienie
Tak mi się skojarzyło…
Whipping Boy – When We Were Young
When we were young nobody died
And nobody got older…
PolubieniePolubienie
Miałem tu kumpli na dwa miesiące w roku: Kudłatego i Grubego. Graliśmy na Atari, na zmianę w Robbo, Freda, Montezumę albo Donkey Konga (tak, wiem, że te nazwy nic już nikomu nie mówią).
JASNE, ŻE MÓWIĄ! Moi kumple mieli co prawda inne ksywki, bo wtedy każdy miał jakąś ksywkę, ale w gry graliśmy te same! Dodatkowo Giana Sisters i Pac-Man. Na zmianę, masz na myśli, że w różne gry, ale pewnie, że raz jeden, raz drugi siedział przed klawiaturą czy joystickiem.
PolubieniePolubienie
Robbo, Freda – znam, stary dobry LK Avalon. Ukochane gry sprzed 35 lat.
W Montezumę grałem, ale nie przepadałem.
Donkey Kong – nigdy.
PolubieniePolubienie
Jak nic nie mowi! Gralam w Robbo i Boulder Dash 😉
PolubieniePolubienie