Kiedy przekraczasz 40-tkę, twoją podstawową frazą staje się na zmianę: „nie mam czasu” i „jestem zmęczony”. 😅
Jedną z podstawowych myśli wygłaszanych przez matki (obok: „A jakby twój kolega skoczył z mostu, to też byś skoczył?”) jest sentencja: „Nudzisz się, bo jesteś nudny”. Bo dalej to już jest żelazna riposta: „Jak się nudzisz, to się rozbierz i popilnuj ciuchów”. Bądź: „Posprzątaj pokój”.
I pozamiatane.
A zamiast tego powinny mówić: „Nasze życie jest nudą, nuda nas otacza i nuda towarzyszyć nam będzie”. Chociaż w dzieciństwie to i tak generalnie jakoś idzie, bo większość rzeczy robimy po raz pierwszy.
Pierwszy pocałunek (taka Joanna na trzepaku, była starsza o dwa lata).
Pierwsze nocowanie na plaży pod gwiazdami (okolice Dębek, na plaży wyglądaliśmy jak cyganie na kempingu z konserwą turystyczną, ogórkiem i butelką wódki w dłoni).
Pierwsze samodzielne wyjazdy (Paryż, w czasach, kiedy nie było jeszcze Internetu, a mapy były papierowe).
Pierwszy mniej poważny związek (OMG jakie ona miała cycki! Jak jesteś młodym chłopakiem, to uwierz mi, wystarczy, że możesz zdjąć jej biustonosz, a od razu jest miłość. Co z tego, że 15 minutowa?).
Tylko, że później pojawia się rutyna i nierealne oczekiwania.
Związek to powtarzanie nudnych czynności, aż umrzemy
Ludzie poznają się w Internecie, kilka razy upijają się w swoim towarzystwie i na tej podstawie oceniają swoją przydatność do odkurzania, zmywania naczyń i odprowadzania dziecka do przedszkola.
Zaczyna się od miesiąca miodowego, który jest jednym wielkim oszustwem. Bo ludziom się wydaje, że ich życie już zawsze będzie tak wyglądać, że będzie poranna kawa w Paryżu, kąpiel w lazurowej wodzie, gdzieś w małym miasteczku w Grecji, białe plaże i dużo rozkosznego seksu.
Tymczasem związek to będzie niezliczona liczba powtarzalnych i – nie bójmy się tego słowa – niezwykle nudnych czynności. On na kanapie, ona w kuchni, albo na odwrót. Nieustanne żonglowanie kolejnymi zadaniami i problemami do rozwiązania. Jedne problemy będą wypychane przez kolejne problemy, od których czasami chce się usiąść na krawężniku i wyć. A dorosłość polega na tym, że się z tego krawężnika wstaje.
Albo jak w tym memie: dorosłość jest wtedy, kiedy oglądając na filmie scenę łóżkową myślisz ‘jakie ładne płytki”. Jeszcze nie zdecydowałem.
Związek to będzie moment, kiedy ona wita cię w domu, gdy wracasz z pracy, albo ty witasz ją.
Związek to będą śniadania, obiady i kolacje, jedyne momenty, kiedy możecie chwilę dłużej porozmawiać. Czyli koło godziny dziennie. Nagle największym darem, który możesz ofiarować drugiej osobie będzie czas.
Związek to będą choroby, rachunki i bawienie dzieci (dla których niezależnie od tego, co zrobimy – będziemy rozczarowaniem. I tak wiele osób będzie miało ochotę oddać je w pewnym momencie do okna życia.)
Związek to będą wspólne urlopy, które będzie można przetrwać tylko dzięki darmowym drinkom w wersji all inclusive.
Nuda i rutyna, nuda i rutyna. Zakupy. Netflix. Zebrania w szkole. Wakacje nad morzem.
Jak to celnie podsumował Oliver Anthony w piosence “Rich Men North Of Richmond”.
Well, I been selling my soul
Working all day
Overtime hours
For bullshit pay
Czyli
Sprzedaję swoją duszę
Harując cały dzień
Biorąc nadgodziny
Za gówniany kwit
Bo kto choć raz nie czuł się podobnie?
Ludzie, aby uciec od tej rutyny robią różne rzeczy. Szukają eventów. Rozproszenia. Oderwania. Biorą narkotyki, piją alkohol, uprawiają hazard. Zdradzają się nawzajem. Romanse w biurach, seks w delegacjach, plamy na sukienkach, majtki w torebkach.
Wymieniają kobietę na nową (młodszą), mężczyznę na nowego (po terapii), co ma sprawić jakąś różnicę i przez chwilę jest inaczej, ale później znowu tak samo, bo dopada nas nuda i gryzie. Siedzą godzinami w social mediach, przewijając kolejne rolki, zazdroszcząc, że “inni” to dopiero mają życie. Podczas gdy ci “inni” także się nudzą, tyle że w innych dekoracjach. I nawet unboxing Porsche 911 pomaga tylko na chwilę.
Bo mimo, że wydawałoby się, że bogactwo jest w stanie zabić nudę, to jednak nie. Jest tak samo… nudne. Samochody są, owszem, szybsze. Narkotyki trochę lepsze. Kobiety droższe. Ale nie dzieje się nic więcej.
Parę lat temu wyszła książka, „Primates of Park Avenue” autorstwa Wednesday Martin. Książka dość kiepska, ale na ciekawy temat, bo wspominająca jak sama autorka zamieszkała z rodziną na Upper East Side, czyli światowej wyspie luksusu (najzamożniejsza część nowojorskiego Manhattanu). Dołączając do grona “Glam SAHM” (“glamorous stay at home mom”).
Wypindrzone. Chude jak wydry – bo rozmiar 34 i kosmiczne cycki to tutaj stan naturalny. Powalające swoją atrakcyjnością, w końcu z kąta może wyskoczyć większa petarda. Za wyniki dzieci – wypłacane są im premie. Na imprezach – panowie osobno, panie osobno. I nawet torebka Birkin od Hermesa, pomaga tylko na krótko (leki są lepsze, działają dłużej).
To samo jest w polskiej oazie złota, czyli Konstancinie.
Panowie dupczą foki z Instagrama, które zabierają na jacht, piją drogie alkohole i ciągną wąsa. A później wracają do pracy zarabiać te swoje miliony.
Panie wożą dzieci do szkół, zajmują się domem, ćwiczą w drogich fitness clubach, naciągają się i tylko od czasu do czasu dadzą się bzyknąć jakiemuś instruktorowi w fitness clubie. (Fuckleberry Thin z sześciopakiem i trąbą słonia). Ale dyskretnie, żeby nikt nie zobaczył, bo za karę można zostać zesłaną do Wilanowa. A największą rozrywką jest, kiedy poleci się do Paryża na zakupy. Tyle, że ciuchy to też element dbania o swoją pozycję, więc w sumie rutyna.
To wszystko jest pułapką. Potrzaskiem. Matnią.
Bogatych i biednych łączy jedno: depresja
Jak to ujął wielki pisarz, laureat nagrody Nobla, relegowany z kraju i pozbawiony obywatelstwa Rusek, wykładowca na najlepszych amerykańskich uniwersytetach, świetnie znający język polski, czyli Iosif Brodski:
„Czy ktoś jest bogaty, czy biedny, prędzej, czy później ta jałowość czasu go dopadnie. Jako potencjalni możni padną Państwo ofiarą nudy swojej pracy, przyjaciół, małżonków, kochanków, widoku z okna, mebli lub tapet w pokoju, własnych myśli, siebie samych.
/…/
Można zmieniać pracę, miejsce zamieszkania, towarzystwo, kraj, klimat; można próbować promiskuityzmu, alkoholu, podróży, kursów gotowania, narkotyków, psychoanalizy.
Można wręcz połączyć wszystko razem i przez chwilę może to zdać egzamin. Oczywiście do dnia, w którym obudzą się Państwo w swoim pokoju, w otoczeniu nowej rodziny, nowych tapet, w innym kraju i klimacie, ze stosem rachunków z biura podróży i od swojego terapeuty, a mimo to z tym samym niesmakiem wobec światła dziennego wlewającego się przez okno.”
Mój kolega skomentował to tak: „Nie ma nudy, jeśli potrafisz cieszyć się z rzeczy małych, pozornie nieistotnych.
Z żoną i psem (a raczej kilkoma kolejnymi psami) na naszej ulubionej trasie spacerowej byliśmy kilka TYSIĘCY razy. Tak, tysięcy. Raczej 3 niż 6, ale w takiej skali to trzeba liczyć. I się nie nudzi. Bo można się cieszyć z innych barw drzew, z innego słońca, innych kwiatów i tego, że mamy chwilę dla siebie i czas na oddech.
Że raz idziemy 34 min. a innym razem 38. Możesz się cieszyć z wypicia innej kawy, zjedzenia innej potrawy. Banały? Może i tak, ale jeśli tym banałom nadasz choć gram radości, to okaże się, że życie upływa pięknie.
A jak ktoś uważa, że ten gram radości jest tylko w wielkich zmianach i wielkich rzeczach? To ma problem, i trochę mi go szkoda. Ale tylko trochę. Każdemu jego raj.”
Nuda jest bowiem w nas. W naszych głowach. W umiejętności odczuwania, bądź jej braku.
Zjedz naleśnika
Kiedy miałem 20 lat – uważałem, że wiem wszystko. Byłem naprawdę błyskotliwym gówniarzem i byłem bardzo naiwny i głupi. Dzisiaj kiedy widzę, jak niektóre osoby, pouczają na temat życia, związków, świata, a nic tak naprawdę jeszcze nie przeżyły, przypomina mi się ten czas. Arogancji. I buty.
Kiedy miałem 33 lata – od lekarza usłyszałem, że jest ze mną bardzo kiepsko. Wyszedłem z tego i zacząłem budować życie na nowo.
Dwa tygodnie temu jechałem samochodem i zamknąłem na chwilę oczy. Ujmijmy to tak, że miałem dużo szczęścia.
Nigdy nie wiesz, co kiedy i jak.
Psychicznie mam 120 lat i nadal nie odkryłem na czym polega sens życia i raczej już tego nie zrobię.
Odkryłem za to trochę bardziej na czym polega sens mojego życia. To trochę pisania. Trochę podróży. Dużo rzeczy schowanych w cieniu, o których w sieci nic nie będzie.
W miarę upływu czasu mniej potrzebuję rzeczy. Właściwie mało kiedy już jestem się w stanie podjarać zakupami. Większą radość czerpię z tego, jak osoby z mojego kręgu jestem w stanie obdarować.
Nauczyłem się rozstawać. Pieniądze przychodzą i odchodzą. Zabierają ze sobą ludzi, których lepiej nie mieć w swoim życiu. Tak samo znajomości i przyjaźnie przemijają. I nie ma w tym nic złego.
Coś się kończy, coś się zaczyna.
Było miło. I należy doceniać chwile kiedy tak było.
O tym, czy coś jest dla nas dobre czy złe decydujemy sami i to jak sobie z tym poradzimy. Fajne jest to, że mam świadomość, tego że został mi jeszcze czas na zmiany. I na marzenia.
Jeśli więc mam udzielić jednej rady, to powiem tak: póki możecie, każdego dnia róbcie nowe rzeczy. Nawet jeśli tą nową rzeczą jest naleśnik z Nutellą.
Bo na koniec większość ludzi i tak myśli: fajnie było. Szkoda, że tak krótko.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?
Chcesz więcej takich opowieści?
To zamów sobie moją nową książkę ROMAN(S)
https://www.empik.com/roman-s-piotr-c,p1326826985,ksiazka-p
https://www.legimi.pl/ebook-roman-s-c-piotr,b921640.html
https://www.storytel.com/pl/pl/authors/307345-Piotr-C
Audiobooka czyta Filip Kosior.


Tak się składa że znam Konstancin, a jeszcze lepiej zielony Ursynów i piękne wille pod lasem Kabackim. Jako dziecko, jeżdżąc rowerem zawsze myślałem o tym jak by to było, mieszkać w takiej willi i mieć tyle pieniędzy. Los sprawił że jako nastolatek zacząłem pracę jako ogrodnik w jednym z takich domów. Bogate małżeństwo, wysoka kultura, wszystko się zgadza, kokarda na ratuszu. Już po roku zrozumiałem, że to tylko mój obraz, ich życia. Pewnego wieczoru właścicielka przyszła do mnie z kieliszkiem wina i zaczęła płakać. Nie mogę opisać dlaczego, to ich prywatne sprawy. Było mi potwornie głupio i przykro. Jedyne o czym wtedy myślałem, to to, czy mogę już wrócić do swojego domu, do rodziców, brata siostry. Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo cieszyłem się że wracam do swojego niedoskonałego domu, którego często się wstydziłem. Ten dzień zmienił bardzo wiele w moim życiu. To była bardzo cenna lekcja, którą otrzymałem w prezencie.
PolubieniePolubienie
Bogaty mąż w pracy, a żona z kieliszkiem wina, żali się młodemu ogrodnikowi na swój żywot.
Brzmi jak wstęp do pornosa.
No weź nie mów, że nie skorzystałeś z MILFa
PolubieniePolubienie
W pracy – znaczy pewnie u jakiejś młodej kochanki którą kupił za pieniądze.
Ale serio, to samo pomyślałem ze chyba tam jakaś akcja z MILF-em była, która autor komentarza przemilczał 😁😁
PolubieniePolubienie
uff Czarny dobrze ze dotrwalem do konca bo juz sie balem ze jakas depreche zlapales
ja sie uzaleznilem troche od podrozy ale twoj znajomy ma racje ze najwazniejsze to cieszyc sie z malych rzeczy pozdr
PolubieniePolubienie
Sens życia? Życie to okres przejściowy, antrakt pomiędzy jednym, a kolejnym nieistnieniem. Tylko my sami możemy je wypełnić. Pytanie: czym?
PolubieniePolubienie
„Związek to powtarzanie nudnych czynności, aż umrzemy” – Niusiek, zajmij się czymś, na czym się znasz, bo pisanie o relacjach damsko-męskich ci nie wychodzi. Zwijaj manele i nie udawaj kogoś, kim nigdy nie będziesz, bo za słaby na to jesteś. Adieu 🙂
PolubieniePolubienie
Nie zgadzam się. Uwielbiam Autora Pokolenia IKEA i wiem, że jest nas całe mnóstwo!!! Często czytamy, od lat.
PolubieniePolubienie
Wychodzi na to, że to bardzo depresyjne pokolenie.
Kolejki do psychiatrów i psychologów coraz dłuższe a przecież stopa życiowa coraz większą więc teoretycznie żyje nam się coraz lepiej.
Pradoks im mamy lepiej tym czujemy się gorzej.
40 lat temu w czasach ciężkiej komuny mieliśmy długie kolejki wokół sklepu za papierem toaletowym, kawą i herbatą, MO i SB za rogiem, brak perspektyw i milion innych problemów z dziećmi, o psychologu nikt nie myślał, a do psychiatry chodzili tylko ludzie naprawdę chorzy (schizofrenia, itd. ).
Wniosek: w dupach nam się przewraca z tego dobrobytu, brak powaznych problemów rodzi rozmyślania o nie wiadomo czym. Trochę pracy na wolontariacie z ludźmi chorymi, przykutymi do łóżka odświeżyłoby perspektywę zdroworozsadkowego myślenia i może dało radości życia tym znudzonym dobrobytem i monotonią.
PolubieniePolubienie
Fajny tekst. Nie daje odpowiedzi, ale jest dobrą wskazówką.
PolubieniePolubienie