Ile razy w swoim życiu przez swój gniew dojechałeś kogoś na kim ci ponoć zależy najbardziej na świecie? Tak było? To możesz czytać dalej.
To oni. Ja jestem, kurwa, najmądrzejszy
Jest taki dowcip: jak poznać Polaka za granicą w wagonie metra?’ Po minie. Zawsze skwaszona, mówiąca ‚nawet do mnie kurwa nie podchodź’
Ja się łatwo wściekam.
Są takie osoby, które mają naturalny luz w kroczu. I nie chodzi mi o to, że są łatwe do przelecenia. Chodzi o to, że do ciężkich problemów podchodzą spokojnie. Bez presji.
Ja taki nie jestem. Ja się siłuję. Walczę. Stresuję. Kiedy mam coś do załatwienia spoza mojej strefy komfortu to już dzień wcześniej, tydzień wcześniej, mam spinę. I robię to, co mam do zrobienia, ale to mnie dużo kosztuje.
Po prostu jedną z cech mojego charakteru jest wewnętrzny niepokój. Niepokój, który gdzieś tam mnie drąży. Ale i napędza. To nie moja wina. Tak jestem ukształtowany. Takie miałem doświadczenia w przeszłości. I teraz muszę sobie z tym jakoś poradzić. Tyle, że najłatwiejszym sposobem na to poradzenie było się wściec się. Wkurwić.
Oczywiście, człowiek zawsze znajdzie sobie jakieś wytłumaczenie, dlaczego zachował się jak chuj.
Zazwyczaj: „to oni są winni”.
To oni. Nie ja.
To oni zachowali się bez sensu.
Wszyscy są idiotami – tylko ja jestem mądry.
Że to pojebane? A tak, zgadzam się całkowicie. Ale, żyje się z tym łatwiej.

Gniew bierze się z różnych rzeczy.
Przez większą część mojego życia oczekiwałem, że wszystko co robię będzie doskonałe. Że ogarnę wszystko. Że jestem perfekcyjną maszyną stworzoną do tego, aby dać ze wszystkim radę i nikogo nie zawieść.
Nasze życie ma przypominać smartfony. Mamy przełączać się błyskawicznie między aplikacjami (dom, praca, kariera, sukces, impreza, sport, doskonały seks) i nie zwalniać. Nie wieszać się. Nie mieć żadnych lagów. Umieszczać zdjęcia na Fejsie/Insta z każdego etapu.
Uśmiech. Jestemzajebsitymkoleżkądbającymorozwójosobistytomójemięśnieatomójmózg.
Tyle, że ja zmieniając kolejne aplikacje, czasami już nie wytrzymywałem. I nity ze zbroi mi puszczały, a para buchała mi przez hełm. Bo wymagałem od siebie coraz większej szybkości reakcji.
Niby, każdy kuma, że nikt nie jest doskonały. I nikt nie ogarnie wszystkiego. Ale, to by była porażka, prawda? Więc kiedy ktoś się ciebie pyta, co u ciebie jedyne co masz ochotę odpowiedzieć to: jestem zmęczony.
Bo tak jak pisałem niedawno – w miarę upływu czasu nasza energia spada. A spraw do załatwienia jest coraz więcej. Czujesz się jak żongler, któremu cały czas dostarczają kolejnych piłek do podrzucania. A w pewnym momencie, żeby nie było za łatwo, ktoś podpala ci dupę, a w usta wkłada racę, której nie możesz wypluć.
Gniew wypływa z braku naszej radości życia
Kojarzysz ten moment, kiedy kładziesz się spać w niedzielę wieczorem, już wiesz, już czujesz, że zaczynać się nowy tydzień i chcesz puścić pawia?
To nie jest tak, że nie lubisz poniedziałków. Nie lubisz po prostu swojego życia.
Tęsknisz za tym co miało być a się nie wydarzyło. Tęsknisz za straconymi szansami. A przede wszystkim zastanawiasz się, kiedy to wszystko się tak spierdoliło.

Miałaś zawsze, iść za głosem serca. Miałaś leżeć z nim na dachu i rozmawiać całą noc.
„O kometach i serialach, że uciekniemy stąd”
A tu co? A tu budzisz się codziennie obok człowieka, którego nie kochasz. Komunikacja sprowadza się do komend: “Kup chleb. Wynieś śmieci. Gdzie idziesz?” A później jest awantura, że pietruszka zamiast koperku. I trzeba to jakoś odreagować.
Miałem osiągnąć coś. COŚ. A jestem w pracy, której nie lubię. Ale jest kredyt na mieszkanie. Kredyt na samochód. I co ludzie powiedzą. Pojawia się żal i nie wiadomo co z nim zrobić. Rekompensatą są zakupy. Karta się grzeje. Ludzie kupują wszystko, a nie mają tak naprawdę nic. Zakupy i gniew.
Ostatnio byłem w centrum handlowym. Na poziomie plus jeden stała blondyna w typie reklam Simple, obładowana reklamówkami z kartonu. W kartonach pełno zakupów. Stała ze starannie zrobionym makijażem, te torby dookoła niej, a ona machała rękami i ryczała na 8-latka, opierdalając go z góry na i dół. Tyradę zakończyła: “Jesteś jak twój ojciec”.
On na koniec miał łzy w oczach. Chciał, aby ktoś go przytulił. Ona też. Zwyczajnie sobie nie radziła. Tylko to dziecko wiedziało czego mu brakuje. Ona nie.

Wściekłość rodzi samotność
Rzeczą, do której jest się trudno przyznać jest to, że gniew jest… przyjemny. Ta eksplozja furii, jest odprężająca. Wrzeszcząc, cisnąc klakson, czujesz jak rośnie twoja potęga, wydaje ci się, że odzyskujesz kontrolę nad sytuacją.
Ja bardzo lubię wysokoobrotowe silniki. Takie, w których przekracza się 6 tys – 7 tys. obrotów, czujesz kopnięcie w plecy i jedziesz coraz szybciej. Ale gniew to podróż po autostradzie cały czas na drugim biegu. Żadne auto tego nie wytrzyma. Żaden silnik nie da rady. Ani ja. Ani ty.
Gniew jest kurewsko samotnym uczuciem. Rodzi pustkę wokół nas. Bo jeśli ludzie widzą, że płaczesz, to zazwyczaj chcą ci pomóc. Jeśli widzą, że jesteś zaniepokojony, to co robią? Usiłują cię uspokoić. A co robią, kiedy widzą, że jesteś wkurwiony? Spierdalają najdalej jak to tylko możliwe.
Co mi pomogło?
Ostatnio w liście ktoś mnie zapytał, czy czuję się czasami nieudacznikiem. To dobre pytanie.
Czy marnuję swoje życie, bo nie jestem Albertem Einsteinem? Czy marnuję swoje życie, bo już nie wystąpię w reprezentacji kraju, nawet pierdolonym curlingu?
To moje życie. I moje błędy. Ludzie na pewno mają pomysł jak powinienem je przeżyć. Ale ja mam swój.
Ludzie nie będą spełniać naszych oczekiwań. Właśnie dlatego, że są ludźmi. Bo niektórzy z nich to złamasy. A ktoś ma po prostu słabszy dzień. Zresztą, dlaczego mieliby robić to, co chcesz? Kim jesteś? Wonder Woman? Bruce Wayne? Zenek Martyniuk?
Życie polega na traceniu. Tracimy dziewczyny, później kobiety, tracimy członków rodziny obserwując, jak umierają. Tracimy przyjaciół, tracimy znajomych, tracimy pieniądze. Tracimy marzenia, tracimy plany, tracimy kolejne pasje. Tracimy włosy, tracimy zdrowie, tracimy pamięć, tracimy talent. Za tym przychodzi świadomość, że już nigdy nie będzie się miało 25 lat i nie będzie się głupim i beztroskim.
Wszystko się sypie, wszystko się pierdoli. I nikt nie jest w stanie tego opanować. Ani urodą, ani mięśniami, ani głową. Dupą też nie.
Ale jest też pełne do momentu, kiedy coś z niego dostajemy w zamian. Kobieta rozstaje się powoli z urodą, obserwuje jednak jak dorasta jej dziecko i coś wielkiego i gorącego wybucha pod jej sercem kiedy na nie patrzy.
Pojawiają się nam zmarszczki, ale zyskujemy doświadczenie. Na czym polega szczęście? Na poczuciu, że sprawy idą w dobrym kierunku.
Stań twarzą w twarz ze sobą
Nie mam już 25 lat. Ale wyglądam lepiej niż wtedy, kiedy miałem 25 lat. Nie można sobie odmawiać pewnych rzeczy, tłumacząc tego wiekiem. Nie można odmawiać sobie miłości. Nie można odmawiać sobie szaleństwa. Że nie wypada? Nie wypada być z kumplami, mieć flaszkę i wypić ją sam.
Owszem pewnych rzeczy już nie osiągnę. Można tylko iść dalej, jakoś zagłuszyć tą stratę i zbudować w tym miejscu coś nowego. Zamiast wybuchnąć, staram się stanąć twarzą w twarz z czymś, co jest dla mnie niekomfortowe. Z czymś, co mnie przeraża.
Z niepokojem.
Smutkiem.
Cierpieniem.
Wstydem.
Ze świadomością, że nie mam kontroli nad czymś, a przecież powinienem mieć.
Bo czasami wszystko nas przerasta.
Zamiast się wkurwiać, staram się, aby moje zachowanie, moje cele, sprawiały, że będę kawałek bliżej do mężczyzny, którym chcę być.
Tyle dziś mam do powiedzenia.

Photo by Gabriel Matula on Unsplash
Funkcjonuję w takim stanie już kilka, kilkanaście lat. Sam już nie pamiętam. Nie pamiętam też kiedy to się zaczęło i dlaczego. Niestety nadal nie mogę znaleźć praktycznego rozwiązania jak wyjść z tego stanu na dłużej aniżeli tydzień lub dwa. Wkurwienie ciągle do mnie wraca, łazi za mną jak Buka. Nie chce się odczepić.
– jedyne co mam ochotę powiedzieć to: jestem zmęczony
PolubieniePolubienie
NMam dużo lat. Wk…wia mnie od lat wiele a też byłam szczęśliwym dzieckiem i młodą osobą. I to prawda, że jeśli coś się traci – to trzeba by dostać coś w zamian. Gdy tego brak i nie da się sobie samemu tego dać a od kogo nie ma ani wziąć ani komu dać (sprawiedliwie i z wzajemnością) to traci się sens. Porównuje się z innymi którzy z wierzchu prezentują się pełniej zrealizowani. Pewnie narażę się niejednej osobie – ale wykupiłam mieszkanie i nie czuję się lepiej bo w nim mieszkam i nie zamierzam sprzedawać. Zysk ze zmian, ze można mieć „swoje” mają tylko ci którzy mają więcej mieszkań czy domów – inni siedzą w kredytach na całe życie i oszczędzają na czym się da. A przed nami podwyżki na prąd, gaz, wodę (wraz z ograniczeniem zużycia dla normalnych – bo ci lepsi napełnią baseny i tak dadzą radę). Innym nic do tego. Więc gdzie w tym sens? Jak słyszę że w Hiszpanii ludzie idą pod most bo nie dali rady płacić – i fundacje wykupują mieszkania od prywatnych właścicieli, by dać mieszkać tym ubezdomnionym za mniejsze pieniądze, to mi się nóż w kapsie otwiera. A czasem są to ludzie którzy nieprzerwanie pracują – a gdy jest rodzina? Przecież to są ludzie , którzy pracowali tylko AI albo roboty zwolniły ich z pracy. Kto na tym zyskał – tylko najbogatsi właściciele narzędzi. Powoli właściciele całej ziemi. Bajki dla dzieci w których ktoś chce przejąć władzę nad światem – zaczynają mieć sens. A kiedyś uważałam, że to przesada taki temat. Napisałam a w tyle głowy mi się tłucze : po co? To i tak nic nie da. Chyba za późno. Moje wkur…e polega na tym, że strajkowałam, ryzykowałam studiami, wierzyłam, że jak będę dobrze pracować to będę w wieku 40-45 lat odcinać kupony od pracowitości, czyli będę po awansie z lepszą kasą, wyuczona fachu i bez ciągłego straesu że czegoś nie wiem. Przyszły lata około 2000/2002 trafiło mnie bezrobocie, potem żmudny powrót na rynek poprzez śmieciówki i DG – nigdy już nie stanęłam na nogi ze średnim wynagrodzeniem – mimo dodatkowych podyplomówek, kursów itp. Po prostu w czasie największych przemian, byłam w niewłaściwym miejscu – a potem mimo posiadanego doświadczenia widziałam, że ci nade mną chcą mojej wiedzy ale broń B. by ktoś wyżej to zobaczył – bo a nóż pójdę wyżej? A wyżej to oni, nie podwładni. Tak poznałam szklany sufit. I słowo daję to nie baletnica której rąbek spódnicy przeszkadza. Od pewnego czasu byłam sama (mąż wybrał wyspy i kogoś innego), obok młody człowiek jeszcze się uczący/a, zostawiony/a przez ojca. To musiałam mieć dochód – jakiś. To nie czas na „strajki” bo godnością brzucha nie zapełnisz i daniny dla energetyki. Zawsze o coś walczą młodzi – bo starzy widzą jak funkcjonuje świat i często dostali tak w D. że w połączeniu ze słabszym zdrowiem niż za młodu – działają tylko niektórzy, reszta wątpi. A w dużych firmach „obcina się” związki zawodowe bo zawsze „w kupie siła”. itp.itd. A jak tu ma być dobrze gdy większość zysków wychodzi z państwa – bo nie polskie są firmy, które tu działają -w większości – podaj jedną silną markę polską poza „kieleckim” ze Społem? Mówię o dużych firmach? Powoli nie jesteśmy u siebie, a mamy spełniać oczekiwania wszystkich nad nami i tych dookoła. Kto od tego nie zeświruje? Gdzie odcinek „slowlife” który ładuje akumulatory? Na końcu – gdy opadniesz z sił? To już będzie reanimacja a nie regeneracja. Amen religio pieniądza.
PolubieniePolubienie
Mnie też wszystko wkurwia od lat. Wrzeszczące bachory, rodzina, społeczeństwo, państwo, nieporządek, bród, smród i żule na moim osiedlu. Chyba nigdy nie osiągnę spokoju ducha, a o zen to nawet nie wspominam :). Jedyny plus to taki, że tym wkurwieniem potrafię szachować w robocie i zamknąć usta, tym, którzy się dosrywają. Wkurwia mnie to wkurwienie, bo czuję jak zamiast krwi przepływa przeze mnie ZDENERWOWANIE. Staram się fhoj, naprawdę, ale zawsze wyjdzie że mnie zołza i ta zła. Nie zmienię już tego… I to też mnie wkurwia.
PolubieniePolubienie