Marlenka była kobietą na której wrażenie mogło zrobić postawienie jej kufla ciemnego piwa i talerza grubo ciętych, holenderskich frytek.
Jej wielką życiową rozpaczą było to, że nie mogła jeść. A właściwie mogła. Tyle że jakakolwiek frytka spożyta przez jej organizm odbijała się od razu na wielkości jej tyłka. I to z czterokrotnym przełożeniem. Jakby w tej frytce uruchamiała się kaloryczna reakcja łańcuchowa prowadząc do eksplozji tłuszczy typu trans i powstania super nowej wielkiej dupy. A każdy kufel ciemnego piwa widoczny był od razu w postaci fałdy na brzuchu.
Marlenka do wyjścia na saunę szykowała się więc cały tydzień. I tak czuła się gruba. Była za niska i miała za duży tyłek. I za duże cycki. Nosiła stanik 34 D.
Miała 172 cm wzrostu, 88 cm w biuście, 63 cm w talii i 92 cm w biodrach.
Jej waga wahała się między 57 a 59 kilogramów. Owszem przyjmowała do wiadomości że jej świadomość jest zgwałcona przez photoshopa i dyktat kobiecych kolorowych magazynów z błyszczącymi okładkami.
Ale co innego rozumieć a co innego czuć. Marlenka wiedziała, że jest atrakcyjna ale czuła, że żyje w świecie niepewności.
Po tygodniowym nie jedzeniu kolacji, nie picu wina i ekstra 30 minutach na steperze w fitness clubie gdzie była pięć razy w ciągu siedmiu ostatnich dni znajdowała się aktualnie w dolnych widełkach tej skali.
Chciała wyglądać naprawdę dobrze.
Wyciągnęła nawet z dna szafy czarne bikini od Victoria’s Secret, pamiątkę po czasach kiedy Andrzej jeszcze kupował jej podobne rzeczy. I bieliznę. Marlenka nawet go rozumiała. Bo jaki jest w końcu sens wydawać ciężkie pieniądze, na rzeczy których nie oglądasz albo oglądasz raz do roku???
Bikini było bez żadnych ozdób poza niewielkim złotym kółkiem z literami VS wplecionym dokładnie między łączeniem jednej i drugiej miseczki.
Góra była wyzywająca. Marlenka musiała to przyznać. Przypominała mocno rozchyloną literę V. Jej cycki trzymały na miejscu tylko szerokie bo ponad dwu centymetrowe taśmy wiązane na szyi.
Do tego był dół. Zdaniem Marlenki za bardzo pokazujący jej tyłek.
Wyszła na basen skromnie w ręczniku. Zdjęła go niby mimochodem. Siadła na plastikowym krzesełku, zakładając nogę na nogę i poprawiając klapek.
Patrzyłem na nią z góry. Moje oczy zaczęły lewitować. Jej piersi skakały mi przed nimi jak dojrzałe gruszki. Jak słodkie klapsy, jak gigantyczne kule mozzarelli.
Marlenka coś do mnie ewidentnie mówiła ale nie byłem za bardzo w stanie zrozumieć o co jej chodzi. Zmuszałem się żeby jej patrzeć w oczy. Gdyby ktoś mnie zapytał, co ma na sobie, czy ma spuszczone czy spięte włosy, jaki jest jej rozmiar tyłka czy kolor paznokci nie byłbym w stanie udzielić odpowiedzi.
Co innego gdy Marlenka była ubrana.
– To co idziemy do mokrej czy suchej? – zapytałem w końcu przerywając jej niegzecznie.
– Wiesz co – Marlenka dotknęła mojej dłoni. – Chodźmy popływać. Później postanowimy co dalej.
CDN








