Kiedy przekraczasz 40-tkę, twoją podstawową frazą staje się na zmianę: „nie mam czasu” i „jestem zmęczony”. 😅
Czytaj dalejMożesz zmienić kobietę, mężczyznę, dom a i tak obudzisz się pewnego dnia w nowym łóżku, czując pustkę
Kiedy przekraczasz 40-tkę, twoją podstawową frazą staje się na zmianę: „nie mam czasu” i „jestem zmęczony”. 😅
Czytaj dalej
Piszę ten tekst, bo się wkurwiłem i zawachlowałem uszami.
Czytam wywiad z pisarką Agnieszką Szpilą. Zaczyna się nieźle: „uważam, że biały heteronormatywny ochrzczony Polak szkodzi planecie”. Innymi słowy, to o mnie. Co prawda jestem agnostykiem, ale nie bawmy się w drobiazgi. W to, że nie miałem tutaj większego wyboru też nie. Jak dla mnie mógłbym się urodzić na Jamajce.
Szpila dwa:
„W dzisiejszych czasach, w tym konkretnym kraju, bycie mężczyzną to jednak obciachowe zajęcie.”
Oraz moje ulubione:
Szpila trzy: „Do seksu też was coraz mniej potrzebujemy, to i na orgię podczas sabatu się nie załapiecie.”
Co zamiast seksu z kobietami/mężczyznami? Pieprzenie z kaktusami. Przepraszam, tego w wywiadzie nie było, ale o to chodzi. Bo Szpila cztery: „Na świecie ekoseksualność nie jest niczym nowym, to tylko u nas taki wielki skandal i oburzenie. Annie Sprinkle i jej towarzyszka oraz wiele innych osób na świecie uprawiają seks z roślinami i nazywają się osobami ekoseksualnymi.”
Tak, pani Annie Sprinkle istnieje, ma doktorat, poślubiła ziemię i ziemia jest jej kochanką/iem.
A ekoseksualność to nowy gender.
Szpila razi jednak naiwnością, powiedziałbym grubiej, ale się ugryzę w swoją heteronormatywną dupę.
Czytaj dalej
Cichaczem nadeszli do nas quittersi.
Quitter kończy robotę dokładnie po ośmiu godzinach, bierze czapkę i idzie do domu, dajmy na to truskawki sadzić, szukać chwilowych uniesień seksualnych (ty szukasz łobuza, ja myślę o arbuzach), czy po prostu oddawać się swoim pasjom. Czyli BDSM w domu, a nie w robocie. Na zebraniach siedzi cicho. W życie firmy się nie angażuje. W pracę też nie. Po godzinach zostawać nie ma zamiaru.
W końcu trzeba być ostro walniętym, żeby w robocie siedzieć po godzinach, trąc excela, aż on tryśnie, skoro można w kosza pograć, albo wino nad Wisłą ze znajomymi zrobić.
Quitter wykonuje polecenia, ale nie robi nawet o milimetr więcej, niż jest wymagane, i bajo. Wraca do domu i o robocie nie myśli. Bo praca jest po to, aby wpadały PLN-y.
Oczywiście dla pracodawców jest to podejrzane, perfidne i niebezpieczne, niczym curling aktami w firmowej toalecie. (Czy wspominałem, że mój druh serdeczny w trakcie chwilowej pracy w ZUS grał w rugby z kumplami, rzucając segregatorami, a jak jakiś kwit z nich wypadł i się zagubił, to machali lekceważąco rękami, mówiąc: najwyżej interesant se doniesie? To wspominam).
Quittersi to najczęściej rocznik 1995 wzwyż, którzy dopiero zaczynają robotę.
Czytaj dalejO kozojebcy, jak oni tak mogą, no jak?! Zamiast gryźć laminat, zamiast cieszyć się owocowym czwartkiem, oni śmią mieć fochy.
Rozczarowujące – twierdzi pan Marcin, opisując swoją historię w serwisie Quora. Duży hajs, taki o którym ludzie marzą, do niego i jego żony przyszedł nagle. On jest administratorem baz danych, ona lekarzem. W momencie kiedy zrobiła specjalizację jej dochody poszły do góry 10 razy. Razem mieli ponad 50 koła miesięcznie. 10 lat temu! A dziesięć lat temu ten pieniądz miał zupełnie inną siłę, niż teraz.
Postanowili zażyć luksusu. Na początek wycieczka do Turcji w wersji lux. Czyli 35 tysięcy za rodzinę dwa plus dwa. I co?
Rozczarowanie. Okey, hotel był mniejszy, niż wcześniej, apartament dwupokojowy, dookoła więcej zieleni. Tyle. Jedzenie takie samo, picie takie samo.
– Nie było czuć luksusu – uznał pan Marcin.
Zmienili mieszkanie, w którym żyli. Z 40 metrów na 140. Ale to ciągle był tylko blok na osiedlu. Plus samochód dla żony, Yaris w full opcji z automatem. Ale czy to wszystko to jest luksusowe życie? Nie. Pan Marcin po prostu płacił więcej za mniej więcej to samo. Za wakacje, jedzenie, samochód, mieszkanie.
W swojej historii napisał coś, co mnie zastanowiło.
– Rozczarowanie zwiększonymi dochodami bierze się stąd, że skok dochodów rzędu 10x nie poprawia życia 10x. Droższe zakupy dają tylko odrobinę frajdy. Życie robi się tylko odrobinę bardziej wygodne. W dalszym ciągu trzeba chodzić do pracy. A strach przed jej utratą jest jakby większy bo zamiast 200k kredytu masz 600k kredytu – podsumował.
Tyle, że im dłużej ja o tym myślę, to się z tym podejściem ni chuja nie zgadzam. Jednym z podstawowych błędów, które zakładamy jest to, że pieniądze są od dawania nam szczęścia. Jeśli ktoś tak uważa, to w życiu się bardziej nie pomylił.
Czy ktoś oczekuje, że z krowiej dupy popłynie coca-cola?
Czytaj dalej
Norbi & K.A.S.A. nagrali właśnie piosenkę. Wyjątkowo paździerzową, muszę przyznać. Nie obejrzałem do końca, bo jeśli jest coś gorszego od tego songa, to tylko teledysk do niego.
Jak to szczerze i bezwzględnie podsumował K.A.S.A.: „Świętujemy ćwierćwiecze jedynego hitu Norbiego;-) (nie robimy póki co lepszego klipu bo nie liczymy już na światową karierę).”
Ale zmierzam do tego, że jeśli nie wiesz kim był Norbi, albo chociaż kim był K.A.S.A. to daj sobie spokój z tą notką. I tak nie skumasz, o co mi chodzi.
Bo dorosłość polega na tym, że rzeczy które wydawały nam się blagą i humbugiem, gdy byliśmy młodzi nagle okazują się prawdą. I uderza to w nas, jak młotem.
Czytaj dalej