JO pojechał z Romkiem do lekarza na badanie kontrolne. To znaczy bronił się jak mógł, narzekał, prychał, apelował do wyższych, uczuć, tłumaczył, że o 10.30 musi być w sądzie ale nie wskórał nic. Żona JO zmierzyła go bacznym wzrokiem po czym stwierdziła zimno, że nastąpił czas kiedy musi wyrobić swoją średnią statystyczną bycia ojcem czyli osiem minut dziennie.
JO jadąc do przychodni zachowywał się w miarę naturalnie. W końcu jadąc ulicami Warszawy, nie sposób się powstrzymać czasem od „kurwa”, tudzież „ty chuju”, „ja pierdolę co za debil!” czy „gdzie jedziesz złamasie”?
Postanowił się pohamować dopiero gdy Romek z tylnego siedzenia zaczął gdakać naprzemian: „ulwa!” „juj!”, „ulwa!”, „juj!”.
Czytaj dalej