Cały wywiad w „Newsweeku”

newsweekikeaaa

Gotowi?

To raz dwa i trzy.

Klikamy tu.

 

PS. W tak zwanym przedstawieniu postaci znalazł się fragment: Książkę odrzucili wszyscy duzi wydawcy, więc w dużej mierze sam zajął się jej dystrybucją. Dotąd sprzedało się 12 tys. egzemplarzy i wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów Merlin.pl i Empik.com.

Doprcyzowując: książkę a i owszem odrzucili wszyscy duzi wydawcy ale jeśli chodzi o dytrybucję to bez swojego wydawnictwa Novae Res mógłbym co najwyżej po dupie podrapać, mimo, że dla budowania postaci i mitu taka wersja byłaby dużo lepsza. Przez sieć to można sprzedać ze trzy tysiące egzemplarzy i to pod warunkiem, że się jest Kominnkiem. A ja do tego potrzebuję normalnej dytrybucji.

Pokolenie Ikea w „Newsweeku”

photo

Dziś w cyfrowym wydaniu „Newsweeka” jest rozmowa ze mną (rysunki Rudit). Jak będzie wrzucona do sieci – dam linka. Na zachętę początek.

Dialogi lemingów

O  czym marzą lemingi, o życiu w korporacji, tęsknocie za anarchią oraz o tym, czy warto zmieniać świat rozmawiamy z Piotrem C., autorem „Pokolenia Ikea”, bloga kultowego wśród 30-latków.

Newsweek: Cytuję z twojej książki i bloga: „pokolenie Ikea to ludzie, których stać na kupno mieszkania na kredyt, ale nie stać na jego urządzenie. Zamiast na łóżku, śpią na rzuconym na podłogę materacu z Ikei, zamiast szafy mają kartonowe pudła i regały Billy (99 zł /szt.). Wielkomiejski element napływowy z małych miasteczek. Żyją spędzając czas w pracy, pracują aby spłacić kredyt”. Twoje „Pokolenie Ikea” to lemingi?

Piotr C.: …nienawidzą PiS-u, jako biblię traktują TVN 24 i „Wyborczą”. Pracują w korpo, a weekendy spędzają kłócąc się w centrum handlowym ze swoją kobietą. Mieszkają oczywiście na warszawskim Wilanowie. Jest jeszcze jakiś stereotyp, którego nie wymieniłem?

Jeśli mówimy o tym lemingu, który zrobił ostatnio karierę w polityce i publicystyce, to większość.

To nie takie proste. Poznałem to określenie, kiedy jeszcze mało kto o nim słyszał. Kumpel z Wilanowa – o konserwatywnym odchyleniu – przeczytał tekst w jednym z prawicowych tygodników, zadzwonił do mnie i się oburzył. Że on niby tylko kredyt, klapki na oczach i korpo. A on jest chociażby przeciw małżeństwom gejów. Nie da się więc tego tak łatwo szufladkować.

A czy można to określenie traktować obraźliwie?

Jestem lemingiem i jestem z tego dumny. Możecie mi naskoczyć.

Główny zarzut formułowany wobec lemingów, to ich konformizm, bezrefleksyjność i bezideowość. Zgadzasz się z tym?

Konformizm? Może. Na czym ma polegać bezideowość? Że nie głosuję na nikogo? Że Tusk to dla mnie człowiek, który poświęcił ideały dla władzy, Kaczyński dla nienawiści, a Palikot robi z siebie pajaca, bo myśli, że mu się to opłaci?

Skąd się bierze niechęć pokolenia Ikea do polityki, a raczej całkowita nieobecność polityki w ich życiu?

Myślę że nasi politycy są kompletnie odklejeni od rzeczywistości. Dziś, kiedy jesteśmy w Unii, państwa wybiera się jak korporacje. Polska jest jak na przykład… Poczta Polska. Niby dość duża, niby coś się tam przez te 20 lat zmieniło, ale panie w okienkach ciągle nieuprzejme i generalnie wszystko cię w niej wkurza. A po co masz iść na Pocztę, skoro wsiądziesz w samolot i przeniesiesz się do Shella, Google albo BMW? Trudno mieć pretensje do ludzi, że chcą po prostu normalnie żyć.

I jeśli nie stworzycie do tego warunków, to wyjedzie nas stąd kolejny milion. Niech będzie, że lemingów, ale takich, których strata będzie Polskę bardzo bolała: młodych, nieźle wykształconych i generalnie kumatych.

Stworzycie? Do kogo kierujesz to żądanie? Dlaczego, wspólnie ze znajomymi, nie próbujecie sami tego zmienić?

Nasza wizja Polski w ogóle nie pokrywa się z tym, czego chcą tzw. normalni ludzie. Prawdę mówiąc nie mam – nie mamy – bladego pojęcia, czego oni chcą. Warszawa, Kraków, Wrocław, duże miasta, to odrębne państwa w tym kraju. Ze swoimi obyczajami, lunchami, samochodami firmowymi i związkami partnerskimi. I co, mamy ogłosić secesję?

Zaangażować się w politykę, zmienić zastany układ?

Dla większości mojego pokolenia polityka jest amoralna i okrutna, ale ona zawsze taka jest i będzie. Może to jest argument, że lemingi mają jednak jakieś zasady – jesteśmy na tyle uczciwi by się w tym nie babrać. Jeśli mówisz, że jesteśmy nieideowi i bezrefleksyjni, to zobaczysz, jakie są pokolenia, która idą za nami.

A jakie są?

Wychowali się właściwie bez rodziców, bo ci zasuwali w kropo albo na własnej firmie. Pracy nie będą mieć, a jeśli już, to niskopłatną, bo my zablokujemy im dostęp do lepszej. Polityka ich brzydzi bardziej niż nas. Kojarzysz celebrytkę Honoratę „Honey” Skarbek, rocznik 1992? Skubana nie wie, czy mamy Sejm czy Senat, czy oba naraz. Ci młodsi nie będą mieli tutaj nic. Więc co ich w tym kraju zatrzyma?

więcej w cyfrowym wydaniu Newsweeka. 

O dupie

W środę postanowiłem wyjść wcześniej z pracy. Więc już około godziny 18.30 byłem już w samochodzie i przebijałem się przez korki tak że sprawnie i szybko już coś koło 19.10 wylądowałem w centrum handlowym Blue City.

Chciałem sobie kupić buty w Vistuli. Ku memu zdziwieniu mają tam całkiem niezłe buty. Nie, nie jestem na pay rollu w tej firmie. Miałem wybrany model.  Ale płacenie regularnych cen za odzież i buty uważam za skandal większy niż konina w lasagne.

Buty kosztowały osiem stów, po przecenie pięć i pół – uznałem więc niniejszym, że nadal ich pojebało i poszedłem precz (za trzysta bym kupił). Albowiem jeśli nie dostaję zniżki 50 proc. to mi się żyć odechciewa.

Przepraszam, zanim poszedłem precz pan zaproponował mi zakup kurtki z koca twierdząc, że owszem chujowo wygląda na wieszaku, ale jak się ją założy to hO HO HO. Jak rozumiem wygląda wtedy lepiej bo użytkownik nie widzi jej w całości. Mimo takiej zajebistej oferty się jednak nie skusiłem.

Wylazłem z Vistuli i pomyślałem, że skoro już tu jestem i skoro wylazłem tak wcześnie z pracy to pójdę do TK Maxxa. Tam znalazłem dwa płaszcze na wiosnę. Dwurzędowe. Poszedłem je przymierzyć. Były bardzo sprawiedliwe, bo jeden za mały, drugi za duży.

No to skoro zakupy tak zajebiście mi wyszły postanowiłem wrócić do domu. I co się okazało? Że się przeziębiłem. Jaki jest z tego wniosek? Nie należy wychodzić wcześniej z pracy.

Siedzę teraz nad Pokoleniem Ikea 2 i myślę.

Pokolenia sprzedało się ponad 12 tys. egzemplarzy – dziękuję bardzo. Czy coś się w moim życiu zmieniło z tego powodu? Nie zauważyłem specjalnie. Poza tym, że idąc do księgarni mogę zobaczyć swoją książkę na półce. Dobre uczucie. Ale później od razu jest kłucie w żebrach – ale czy się jeszcze sprzedaje? Czy się podoba?

Z tego co widzę ludzie podzielili się na dwa fronty. Zazwyczaj jak się komuś podoba to się podoba bardzo. A jak się nie podoba – to też się nie podoba bardzo. Trudno, nie da się uszczęśliwić wszystkich. Pisząc Pokolenie bawiłem się zajebiście. I nikt mi tego nie odbierze nawet jeżeli sprzedałoby się jej 200 egzemplarzy.

Myślę teraz nad rzeczami, które są całkowicie nieistotne.

Nad tytułem. To tak jak z restauracją. Powinienieś zastanawiać się co w niej będziesz podawać i jak kalkulować ceny dań a ty rozpoczynasz od jej nazwy. Pierwotnie miałem zamiar nazwać dwójkę – jakimś jednym mocnym słowem – w rodzaju „Bezwstydni”.

Po namyśle „Bezwstydni” to dobry owszem tytuł ale właśnie na knajpę. Bezwstydnie rąbią na rachunku. Ale jeśli nie wymyślę niczego lepszego to zostanę przy Pokoleniu Ikea 2.

PS. A na prośbę wydawnictwa dopiszę: polecajcie jedynkę wszystkim swoim znajomym! Sprawiecie, że zostanę bogatym czlowiekiem! Będe mógł kupuić buty bez przeceny!

5394_bf26_500

bestseller

Dziś ujawnię ile sprzedało się do tej pory egzemplarzy Pokolenia Ikea. Ale to za chwilę.

O tej książce  można mówić wiele rzeczy, że okładka jest nie taka jak być powinna, że za krótka, pewnie gdybym mógł siąść teraz do napisania tej książki teraz zrobiłbym to całkiem inaczej.

Ale wtedy by ona pewnie w ogóle nie powstała. Bo, rzeczy, które chcemy wielokrotnie poprawiać zazwyczaj nie oglądają światła dziennego.

Być może zrobiłem tylko demo, ale włożyłem w to kawał czasu, energii i emocji.  Chciałem opowiedzieć ludziom parę historii. Część z nich wydała mi się zabawna, część ważna., część wspólna z pokoleniem osadzonym w tym samym miejscu i czasie.

Coś sobie udowodniłem, A czy będzie to moja pierwsza i jedyna książka czy będą następne to już jest kwestia wtórna.

(Tak, zaraz ujawnię ile się sprzedało, odrobinę cierpliwości proszę).

Po jej napisaniu nic się nie zmieniło. Nadal pracuję w kopro. Nie mam ciągle widoków na to, że mogę rzucić pracę i wziąć się tylko za pisanie. Napisałem zresztą kiedyś: jeśli uważasz, że dzięki napisaniu książki uda ci się rzucić dotychczasowe zajęcie i zarabiać na życie to jesteś w błędzie albo weź się za pisanie fantasy.  Ale pamiętaj Wiedzmin, Wędrowycz oraz Mordimer Madderdin już są a klonować trzeba też z umiarem.

Średnia sprzedaż debiutanta to jakiś tysiąc egzemplarzy. Kupią znajomi z Facebooka i rodzina. Książkę która zeszła w ponad trzech tysiącach egzemplarzy większość wydawnictw na naszym rynku uznaje za sukces.

Pokolenie Ikea do tej pory sprzedało się w ponad 11 tys. egzemplarzy.

Książka została wcześniej odrzucona przez jakieś 10 wydawnictw. Innymi słowy jeśli jesteś początkującym autorem, którego nikt nie chce ta informacja może otrzeć ci łzy: ONI SIĘ MYLĄ.

Ja pierdolę napisałem bestseller! Oczywiście w skromnej skali naszego rynku książki.  Wielu z was go kupiło. Dziękuję wam za to.

978-83-7722-372-7