Jesteś narcyzem i musisz iść na psychoterapię

Dwa naczelne wezwania dzisiejszego oświeconego społeczeństwa:

  1. On/ona jest toksyczny i jest narcyzem/narcyzką.
  2. Idź na terapię, jakby to miało załatwić wszelkie życiowe problemy.

Symbolem narcyza jest niskie poczucie własnej wartości, selfie, autokreacja i sprzeczne emocje. Kult trenerów, kult terapeutów, rozwój osobisty, hiperaktywność w social mediach, gdzie pokazuje swoje „zajebiste życie”.

Wszystko w jego życiu jest transakcją, zmienia się tylko waluta: seks, gadżety, dominacja. Manipulacja emocjami, bo ludzie to przedmioty, których można użyć dla własnej przyjemności.

A teraz polejmy to zerową samokrytyką i ustawieniami fabrycznymi: wszyscy mnie ranią.

Brzmi znajomo?

Tyle że dzisiaj łatka narcyza jest przyczepiana do niemal każdej relacji, jeśli tylko coś tam przestało działać. Nie ugotował kartofli? Narcyz. Nie zrobiła loda? Narcyzka. Zeżarł całą paczkę kabanosów, poprawiając majonezem kieleckim? To oczywiste, że świnia i narcyz.

(A kobieta, gdy za często płacze, ma borderline).

Czytaj dalej

A kiedy Ty zrobiłaś/zrobiłeś ostatnio coś po raz pierwszy?

Nasze życie od pewnego momentu jest kolekcją ostatnich razy.

Ostatni raz, kiedy widziałeś swój hajs z komunii.

Ostatnia wypalona płyta CD.

Ostatni dzień na studiach. Sekundę później jest ta dorosłość, na którą tyle się czekało.

Ostatni raz, kiedy sprzedawczyni poprosiła o dowód przy kupnie alko.

Czytaj dalej

„Jest w sumie zajebiście i w życiu i w łóżku. Z drugiej strony gdzieś mnie jednak ciągnie”. Jak sobie poradzić z niedosytem?

Ten post na męskim forum na Fejskiu jest jak komunia Rutkowskiego juniora. Niby bawi, a jednak jest w tym coś tragicznego.

„Dzisiaj ja mam do Was pytanie, czy aby nie jestem pierdlnty. W małżeństwie ponad 10 lat bywało lepiej lub gorzej. Mamy dzieci. Jesteśmy ze sobą od zawsze, więc nie było okazji się wyszumieć co na pewno ma znaczenie w tej historii. Monotonia i nuda zaliczone i przewalczone.

Od jakiegoś czasu (który może przez przypadek bądź nie, złożył się na zgłębienie i zastosowanie „technik” redpillowych) jest w sumie zajebiście i w życiu i w łóżku. Żonka w podobnym wieku, dla mnie wciąż piękna, zadbana, widać, że się stara utrzymać rodzinę. Sex był problemem jak to w małżeństwie bywa (nuda i rutyna), ale nastąpił przełom i wspólnie rozumiemy swoje potrzeby.

To wydarzyło się naprawdę

Czegoś mi jednak brakuje. Mam prawie 40 na karku i pewnie stąd problem. Sportowa fura nie wystarczyła na kryzys wieku średniego i pojawiają się myśli w głowie, jak by to było z innymi… młodszymi. Jestem ogarnięty życiowo, zawodowo i hajsowo, więc okazji by pewnie nie zabrakło, aczkolwiek zdradą się brzydzę. Pytanie do Was koledzy o doświadczenia w podobnych sytuacjach. Często czytałem teksty, że „szpara to szpara” lub że „żadna nie ma w poprzek”. Z drugiej strony gdzieś mnie jednak ciągnie”.

Poczucie niedosytu.

I zanim ktoś mi tu rozedrze mordę: ech faceci, są równie przydatni, jak wegański rower ojca Mateusza, odpowiem, tak jak to mówi Drwalu z mojej powieści o mężczyznach „Ostatnie Tango”. Gotowi?

„Każdy człowiek w pewnym momencie swojego życia staje przed lustrem i myśli: to, kurwa, wszystko było i jest bez sensu.”

Czytaj dalej