Panowie, spróbuję wam wyjaśnić, jak zachowywać się przyzwoicie w stosunku do kobiet. 

Gdyby ktoś mnie przypiekał na stosie, groził, że już nigdy nie zjem makaronu z truflami, nie napije się whisky, ani nie zobaczę żadnej kobiety topless, a następnie zażądał jednej, ale kluczowej rady w tym zakresie, to zacząłbym od: zabezpieczaj się i noś bokserki, a nie slipy. 

Używanie prezerwatyw ma bardzo racjonalne, naukowe podstawy, zapobiega licznym kłopotom, na czele z różnymi dermatofitami, w przeciwieństwie do wszystkiego, co napisałem tutaj niżej. Bo to, co jest niżej, płynie głównie z mojego doświadczenia (i z badań psychologicznych, a psychologia to ciągle w sporej części szamaństwo i puszczanie z ogniska sygnałów dymnych, licząc, że się do kogoś dotrze). 

Tak, tak, wiem, jestem przereklamowany. 

Czytaj dalej

Prawdziwa historia 365 dni i włoskiego mafiozo

To może się okazać dla niektórych szokujące, ale nie każda kobieta lubi gwałty w wykonaniu sycylijskiej mafii, nawet jeśli mafiozo jest przystojny. Cała ta historia to takie „365 dni”, ale bez butów, zegarków, samochodów, szampanów, oraz – co dość istotne – w wersji realistycznej, gdzie przemoc jest prawdziwa i boli. 

Czytaj dalej

O kobiecie, która ma wypisany bunt na twarzy

Lata XX ubiegłego wieku. Na ulicach miast pojawiają się flapperki.

Noszą szokująco krótkie spódniczki (do kolan), piją alkohol (w USA zakazany z powodu prohibicji), palą publicznie (skandal), uważają seks za coś normalnego (skandal do potęgi n-tej), prowadzą samochody (najchętniej kabrio) i jeszcze słuchają jazzu. 
Określenia „jazz” używają zresztą jako synonimu dobrej imprezy lub czegoś wyjątkowo fajnego.  

Noszą boba na głowie, gorsety oraz pończochy. 

Flapperki pojawiają się po epidemii hiszpanki, która zabiła między 20 a 40 mln osób na świecie. Kobiety uznają, że wolą spędzić swoją młodość ciesząc się życiem i wolnością zamiast siedzieć w domu i czekać na jakiegoś faceta, który je poślubi. 

Czytaj dalej

O najbardziej odjechanym prezencie dla żony, jaki mógł dać mąż

Z grona wszelkich gównianych wiadomości, które przeczytałem dziś rano (poprawa pogody dopiero od niedzieli, zaraz rzygnem) najwięcej radości sprawiła mi historia pewnego angielskiego milionera Cecila Chubba. 

Był piękny rok 1915, a konkretniej 21 września, Cecil poszedł sobie na aukcję szukając prezentu dla dużo młodszej żony.
Mary Bellę Alice Finch poznał na meczu krykieta i lubił ją rozpieszczać. 
Traf chciał, że akurat na aukcji sprzedawano… Stonehenge. Tak, to Stonehenge. 

Czytaj dalej

O kobiecie, która zdobyła tytuł najbrzydszej na świecie, aby uratować swoją rodzinę

Kobiety w dzisiejszych czasach często uważają, że uroda jest wszystkim.
Trwa nieustający wyścig o to, aby opóźnić działanie czasu, aby wyrwać kolejny rok, pięć lat, dekadę. Aby w wieku 50 lat wyglądać na 30-kilka.

Starzenie się jest passe. Wygląd w czasach serwisu na literę I jest zaś wszystkim.
Życie Mary Ann Bevan było normalne i standardowe. Urodziła się w Londynie w biednej rodzinie. Była pielęgniarką, wyszła za mąż, była piękna, była delikatna, jej uśmiech był absolutnie uroczy. Urodziła czwórkę dzieci, dwie córki, dwóch synów.

Pierwsze symptomy choroby pojawiły się, kiedy miała 32 lata, czyli trzy lata po ślubie. Jej organizm zaczął nadmiernie wydzielać hormon wzrostu.

Dziś potrafimy to leczyć. Wtedy nie. Wtedy każdego dnia obserwowała jak jej uroda odchodzi. Krok za krokiem. Szczęka potężniała, ręce przeobrażały się w niezgrabne łopaty. Jej mąż zmarł nagle, gdy była już po 40 – tce. Została chora, bez pieniędzy z czwórką dzieci. Nie miała za co żyć. Z pracy ją wywalono, wychodząc z założenia, że pacjenci się jej boją. Na inne zatrudnienie nie miała szansy.

Mary Ann Bevan zaatakowana przez chorobę
Czytaj dalej