Kot z serem na głowie

Olga miała w życiu pecha do dwóch rzeczy: serów i aptekarek. Z aptekarkami to wzięło się akurat dość prosto. Jej przyjaciółka Marta wzięła sobie do domu kota ze schroniska.

Mogła wziąć małego kota, ślicznego niczym reklama banku, ale nie wzięła. Nie wzięła bo powiedziała że małego i puchatego weźmie każdy, a starego i wrednego to już nikt. Kot był faktycznie stary, wielki – całe 9 kilo – i na dodatek miał dziwne zacieki w uchu.

Weterynarz, który jak Olga zauważyła później musiał być bardzo dowcipnym człowiekiem, bo powiedział że codziennie trzeba mu (czyli kotu) to ucho przetrzeć watką nasączoną odpowiednim roztworem. Ponieważ Marta wiedziała już nieco o kotach (z całą pewnością jedno, ze żaden nie lubi jak mu się cokolwiek wkłada do ucha) poprosiła Olgę o pomoc. Czytaj dalej

Najmilszy człowiek na świecie vol. 2

Mniej więcej 150 km od granicy dzielącej mnie od ukochanego kraju zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie warto zatankować po niemieckiej stronie, co ma zaletę, że ma się paliwo i wadę że ma się drogie paliwo.

Wskazania licznika i pośpieszna kalkulacja dowodziła tezy, że do granicy wachy akurat starczy. A później hmm chyba krzynę za bardzo wciskałem pedał gazu bo pojawiła się kontrolka rezerwy.

I tak sobie jechałem, jechałem, jechałem i zapamiętajcie drogie dzieci, że stacje benzynowe w byłym DDR to dobro rzadkie i na tyle rzadkie, że żadnej znaleźć nie mogłem a wskaźnik paliwa mówił do mnie: błagaj o litość skurwysynu.

Czytaj dalej

Najmilszy człowiek na świecie vol 1

Ta podróż wcale nie zaczęła się źle od początku, tylko mniej więcej od jednej trzeciej. Jechałem, jechałem, jechałem i w pewnym momencie komputer pokładowy do mnie przemówił i od razu wiedziałem, że będzie źle bo on jak się już wyświetla to zawsze będzie jakiś kłopot. 

Przypomina to sytuację, gdy koleżanka przekonała znajomego geja Kurę aby po raz pierwszy poszedł na depilację woskiem, bo to wcale nie będzie bolało. I poszedł. 

Czytaj dalej

Do czego są potrzebni kobietom mężczyźni?

Notka miała być zupełnie inna ale jestem wytrącony z równowagi, bo Olga zapchała kibel.

Żeby moi drodzy zapchać kibel to trzeba się postarać. Owszem umywalka jest łatwa. Wystarczy, że kobieta ma bujne włosy i wyczesze je kilkakrotnie do środka po czym puści wodę z kranu.

Podobnie jest z prysznicem czy wanną.  Mycie głowy plus golenie nóg plus golenie innych równie interesujących części ciała i klops.

Ale wc? Tu trzeba wrzucić kilo cegieł albo dwie wielkie bawełniane skarpety a i to nie rokuje 100 proc. pewności zapchania.

Krzysztof kiedy dwa lata temu zapchał mu się wc w trakcie świąt wielkanocnych, po drugiej wizycie na stacji benzynowej rozłożył rurę odpływową na czynniki pierwsze po czym znalazł w niej dwa duże klocki lego, metalową kratkę, miniaturowego dinozaura, plastikową Myszkę Miki oraz nierozpakowaną paczkę prezerwatyw (proszę zgadnąć który element należał do Krzysztofa).

Olga posiada kibel w wersji de luxe. Podwieszany, sama klapa do niego kosztuje złotych polskich 500. Sprawdzałem czy nie jest robiona z drobinek platyny ale nie. To tylko utwardzany plastik.

O ile dostęp do standardowej rury odpływowej standardowego bieda kibla jest prosty, tak konstrukcja kibla Olgi jest niczym iPhone.

Rura ciągnie się pod wc, a sam wc wisi na wysokości zaledwie kilku centymetrów nad podłogą, co skutecznie uniemożliwia chętnym gmeranie.

Najłatwiej jest dostać się do odpływu demontując cały geberit. Postanowiłem więc zastosować ofensywę od środka. Na początek wlałem do środka Kreta. Niestety Olga na podorędziu miała tylko jego lightową wersję w żelu.

Po rytualnym odczekaniu 30 minut (na opakowaniu jest 15 ale kto by się przejmował takimi pierdołami) spuściłem wodę.

Coś tam zabulgotało, woda spłynęła ze zbiornika, zalała całe wnętrze sali koncertowej po czym majestatycznie zaczęła spływać. No, niby pewien sukces był ale bez dreszczy.

Potrzebne były bardziej radykalne środki.

Poprawiłem Domestosem i wlałem tam trzy czajniki gorącej wody aby rozrzedzić Kreta. Później z pięciu słomek złączonych razem sporządziłem elastyczną dzidę. Oczywiście rozpadła się ze trzy razy ale po intensywnym szturchaniu woda zaczęła spływać szybciej. Albo tak mi się wydawało przez zalane potem oczy.

Efekt tego wszystkiego był jednak taki że ręce miałem czerwone jakbym gotował raki, kłykcie zdarte a na dodatek łapy zaczęły mi śmierdzieć chlorem.

Rozejrzałem się w panice niczym, Adam Słodowy po czym uśmiech pojawił mi się na ustach. Zamknąłem drzwi od łazienki (żeby Olga nie widziała) i z szatańskim zdemontowałem wąż od wannowego prysznica.

Potrzymałem go w ręku triumfalnie niczym jakiś puchar a  następnie wsadziłem go do kibla i zacząłem kręcić.

Łatwo nie było.

W wodzie pojawił się jakiś pył. Jestem u celu! Nie wiem czy w mojej rodzinie byli jacyś górnicy ale jeśli tak to kiwali zza grobu z uznaniem głowami!

Kręcę, kręcę i?

Spuściłem wodę.  Zabulgotała znów przez chwilę i nic. Dosłownie nic.

Z niedowierzaniem spojrzałem do wnętrza kibla a tam atmosfera jak na koncercie Gosi Andrzejewicz.

Niby coś się kręci ale nic nie spływa.

A dalej? A dalej to Olga wezwała pana Krzysztofa – hydraulika gwiazd. Pan Krzysztof jest nadwornym specjalistą „aktora, który grał papieża a niedawno leżał w rowie” oraz co najmniej kilkudziesięciu innych warszawskich celebrytów przy czym woli tych którzy grają od tych którzy śpiewają.

Ze zwykłych śmiertelników to obsługuje Olgę, która mu doradza prawnie przy wymianie żarówek oraz Ufa. Choć Ufa gwoli szczerości obsługiwał tylko do momentu rozwodu. Teraz obsługuje jego eks żonę.

Z cech charakterystycznych pan Krzysztof ma Blackberry i jej nawet używa.

Więc pan Krzysztof przyszedł po godzinie oczekiwania.

Zamknął drzwi, zakręcił śrubą w kiblu czyli sprzętem specjalistycznym i 15 minut później stwierdził: zrobione.

Zapytałem go co to było. Spojrzał na mnie i powiedział: nie chce pan wiedzieć.

Po czym Olga kazała dać mu 150 zeta bo nie miała gotówki.

1786_7e85