I oczywiście wiedziałem, że musiałem w tego ryja dostać i ona o tym wiedziała bo taka konwencja była.
Więc w ramach tej konwencji pojechałem na giełdę kwiatową i kupiłem dwa klomby z czerwonych róż jeden mniejszy bo 20 sztuk a drugi większy bo z 50.
I poprosiłem mojego kumpla kuriera (zrezygnował ze studiów, bo go ograniczały mentalnie, doręcza teraz przesyłki latem i zimą na rowerze i podróżuje po Andach i Azji żeby odnaleźć własną drogę cokolwiek miałoby to znaczyć) poszedł do mieszkania i jej te kwiaty wręczył.
Specjalnie o 22 bo wiedziałem że wtedy na pewno ona będzie w domu.
Otworzyła mu zdziwiona ale skoro kurier z kwiatami, to jaka kobieta by nie otworzyła??? Miała na sobie jeszcze kostium na kopro – bitchy ale włosy już rozpuszczone, tandetnie określając falami spływające i kieliszek czerwonego już stał na stole a i komputer był też odpalony.
Kurier wręczył 20 róż ona przeczytała dedykację a tam napisane było że nie przepraszam, bo mi przyjemnie było i kilka przymiotnik o jej ustach i częściach ciała.
Bo włosy. Bo biodra. Bo nogi. Bo strome piersi. Bo uda. A usta rozchylone rzecz jasna. I czerwone na grubo.
Ale ona powiedziała, że nie ale dzięki kwiatów nie przyjmie.
To też konwencja była. Co by grać niedostępną księżniczkę w szklanej wieży i na dzielni. Tyle że później taka księżniczka jak jest po 35 roku życia i wypierdala w popłochu drzwi do wejścia i okazuje się że już tłumu kandydatów nie ma tylko jacyś potłuczeni, połamani i wybrakowani.
Ale nic to i nie o tym.
Wtedy poinstruowany kurier powiedział że zleceniodawca (czyli ja) przewidział to i wręczył drugiego klomba a był on zaiste imponujący, każda kobieta wie która dostała kiedyś 50 róż.
Nie dostała?
Właśnie dlatego był imponujący, bo mężczyźni standardowo nie robią takich rzeczy. I w tym drugim bukiecie były już dość precyzyjnie wypisane rzeczy, które mam zamiar z nią robić i w jakiej pozycji.
Że widząc ją to na klatce, i w windzie (mam wiele przyjemnych wspomnień z wind) i w ogóle „on the bed, on the floor, on the towel, by the door, in the tub, in the car, up against the mini-bar” to znaczy lodówki side by side.
I wtedy kwiaty przyjęła, bo jak sama później mi powiedziała troche jej się w głowie zakręciło I straciła rownowagę a ona nie traciła równowagi nigdy, no może ostatnio jak z 17 lat miała kiedy jechala konno i po raz pierwszy wpadła w galop.

CDN