Prezenty

– Co dostałeś w ubiegłym roku? – zapytał JO.

– Irygator – skrzywił się Marian.

– Co to jest?

– Też nie wiedziałem. Kojarzyłem że do nawilżania ale nie kumałem czego konkretnie więc ostrożnie ją dopytałem o co chodzi. I co mam z tym robić.

– I co?

– Będę czyścił powierzchnie międzyzębowe – westchnął ciężko Marian. – Ale moja żona lubi praktyczne prezenty. Raz dostałem od niej jukkę.

– Jukkę?

– Taki kwiatek w doniczce. Pamiętasz przyniosłem do pracy.

– Tego badyla, który Czarny wypierdolił do kosza na śmieci, bo go nikt nie podlewał?

– O tego właśnie. A ty co?

– Elektryczną szczoteczkę do zębów – westchnął JO.

– Twoja i moja żona. Blisko nadają.

– Fakt – pokiwał głową JO.  – Co się śmiejesz Czarny, nieczuły bydlaku?

– Nic. Ten irygator mnie zabił – otarłem łzy z oczu.

– Patrz na świniaka. Czarny przyznaj się a Ty co dostałeś w ubiegłym roku?

– Pewną ciemną blondynkę w czerwonej bieliźnie w stroju śnieżynki. W szpilkach z tego co pamiętam. Pod choinką.

– A co robiła pod choinką? -zapytali niemal jednocześnie.

– Streaptise.

– A jak już się zezwierzęciliście ? – zainteresował się JO.

– Czarne bokserki. I żel. Nie chcesz wiedzieć do czego.

– I widzisz Marian tym różni się życie singla od żonatego mężczyzny – JO pokiwał głową ze smutkiem.

5515_ce00

Blue Monday

Dzień w pracy był chujowy jak nieszczęście więc postanowiłem pocieszyć się sauną i basenem. Pojechałem na warszawiankę wskoczyłem do środka i machnąłem pięć długości kiedy wsadziłem babie koło 50 – tki, w jednoczęściowym czarnym kostiumie i czepku palec.

W oko. Z precyzją której by pozazdrościć amerykański Predator w trakcie lotu bojowego nad Pakistanem. Kobieta zawyła boleśnie i spojrzała na mnie ze skrajnym oburzeniem.

Przeprosiłem bardzo grzecznie. Właśnie robiłem trzeci nawrót gdy poczułem jak moja stopa zagłębia się w brzuchu faceta za mną. Gość zgarbił się z bólu i przeklął parszywie moją matkę i całą rodzinę do czwartego pokolenia zarzucając nam kilka chorób psychicznych  oraz głęboki niedorozwój.

Nie ukrywam, że zrobiło mi się przykro. Zwłaszcza w imieniu matki, która w tym przypadku nie była winna. Wynurzyłem się do pasa. Pan nieco zmienił artykulację i generalnie spuścił wzrok w wodę.

Ponieważ jestem szlachetny a kopnąłem go mocno – przeprosiłem również.

Cały splot nieszczęśliwych wypadków wytrącił mnie jednak z równowagi. Wylazłem z wody i poszedłem się ogrzać do sauny.

Byłem na tyle rozgoryczony, że mogła mnie pocieszyć tylko rosyjska bania albo łaźnia parowa. W jednej i drugiej zazwyczaj nie brakowało urokliwych młodych dziewcząt, które ku powszechnej satysfakcji siedziały bez stanika prezentując społeczeństwu to co najlepszego dostały od matki natury.

Zazwyczaj w dość jędrnej i sterczącej postaci.

Tyle, że dziś w rosyjskiej bani było tylko dwóch panów, którzy trzymali sobie ręce na udach. Nie chciałem im psuć romantycznego nastroju więc po 10 minutach polazłem precz do parowej.

Tam jednak również nie było młodocianych dziewcząt. Była tylko pani której wsadziłem palec w oko. Bynajmniej nie dziewczęca. Albo przynajmniej dziewczęca była jakieś 25 lat temu i 20 kilogramów. Ewentualnie była to jej koleżanka. Nieistotne.

Umknąłem pospiesznie, tak aby mnie nie zauważyła.

Poszedłem na kwadrans do sauny suchej usiłując odzyskać równowagę psychiczną.  Ale w środku nie mogłem się już zrelaksować bojąc się kolejnego fuck upu.

Nic to.

Wieczorem byłem umówiony z kumplem na Wilanowie w jego mieszkaniu. Myślę: teraz to się odprężę.  Wsiadłem na Ochocie. Taksówkarz nie wiedział gdzie jedziemy. Nie ma GPS tylko mapę. Papierową mapę. Nieaktualną.  Bo powiedzmy szczerze po co ci GPS jak jesteś taksówkarzem? Rozprasza tylko.

Nic to kurwa. Zdusiłem to w sobie. Poprowadziłem go na swoim telefonie. Wyszedłem z taksówki. Zły. Dookoła ciemno ,bo wysiadły światła podświetlające blok.  W ręku trzymam płócienną torbę. W torbie mam Clontarf Burbon Barrel oraz gorzką czekoladę. Nic tak nie pasuje do whisky jak gorzka czekolada.

Idą z tą torbą, klnę pod nosem na saunę, taksówkarza i ciemności i w pewnym jak się nie potknę o wystającą płytę chodnikową, jak nie wyjebię o beton!!!! (tu koniecznie musi być wiele wykrzykników!!!!).

Spodnie podarłem. Ale butelkę udało się ocalić. Nie ma to jak studenckie nawyki. Oczekuje pocieszenia.

7695_67b6_500

 

Teatr

– Czarny, chodź ze mną do teatru – powiedziała Olga.

– Na co?

– A co za różnica skoro i tak ci się nie spodoba?

– Może jednak jakaś zachęta?

– Foremniak pokazuje goły tyłek.

– Słyszałem o tym. Słabe. Poza tym widziałem już kilka 45 letnich tyłków. Nic specjalnego. I ona ma słabe cycki. Jakieś takie połączenie źle upieczonej drożdżówki ze starym hipermarketowym budyniem.

– Świnia! Obejrzyj swój tyłek.

– Codziennie i z satysfakcją!

– To chodź na Książkiewicz i Liszowską.

– A ten Twój lekarz nie może z Tobą iść?

– On ma dyżur.

– Dyżur. Bardzo ładna nazwa na szczypanie pielęgniarek po tyłku.

– A co zazdrościsz mu?

– Pytanie czy Ty mu nie zazdrościsz?

– Ja po prostu o niczym nie chcę wiedzieć. Jeśli ma ochotę poszaleć proszę bardzo ale niech to zrobi dyskretnie. Bo inaczej mu łeb urwę.

– Ale on nie jest w stanie tego zrobić dyskretnie.  Od razu się zorientujesz, że jest coś nie tak.

– A czy to moja wina, że nie jestem ślepa?

6379_a1e4

Sauna

Marlenka pachniała dziś jakoś inaczej bo bergamotką, cedrem, sandałem i jaśminem. Miała na sobie ciemnograntowy kostium i pończochy z ciemną kreską z tyłu biegnącą wzdłuż jej nóg.

Bardzo zgrabnych nóg. Niby człowiek widział nie raz, a nadal cieszą. Siedziała na moim biurku. Marlenka jest jak kot. Przyzwyczaja się do najlepszych miejsc. Może to wszystko chodzi o feng shui?

– Cały czas jestem ostatnio przeziębiona – poskarżyła się. – Od miesiąca mi nie przechodzi. Jak skończy mi się jedno przeziębienie, to mam trzy dni przerwy i zaczyna drugie…

– Bo chodzisz ubrana jak tania lafirynda – huknął na nią JO.  – Cycki na wierzchu, dupa na wierzchu!

Marlenka wykonała jakiś niecierpliwy taniec na biurku.

– Kup sobie porządne grube rajstopy, załóż golf, ciepły płaszcz, czapkę i szalik i od razu będzie lepiej! I wracając dziś do domu koniecznie wstąp do apteki i kup tran i sok z aloesu.  Pięć łyżek dziennie aloesu i mieszasz to z taką samą ilością wody….i  – tokował dalej JO.

Marlenka nadal nie mówiła, tylko wierciła się z jeszcze większym zapałem, najwyraźniej niezainteresowana co ma robić z tym aloesem.

Cisza to najgroźniejszy krzyk kobiety.

– Co się dzieje? – zapytał w końcu JO.

– Majtki mi spadają – wyznała niechętnie. – Muszę iść do łazienki poprawić.

Powoli zaczęła się zbierać z biurka.

Zapytać? Nie zapytać?

Zapytać?

– A może pójdziesz ze mną na saunę? Zahartujesz się w zimnej wodzie.

– Ty Ron Jeremy! A czy to nie jest przypadkiem nieco nieprzywoite aby mężata kobieta szła na saunę z wolnym facetem? – zainteresował się JO. – Ju noł, coś w rodzaju masażu stóp?

– Widzisz JO, gdyby to było nieprzywoite to czy ja bym poszedł z Tobą kiedykolwiek na saunę? A byłem kilka razy. A stóp bym ci nie wymasował. To co Lena? Idziemy?

– A to mi pomoże? – zapytała ze zwątpieniem w głosie.

– Na pewno nie zaszkodzi.

1059_b704_500

1775_b2f7

Korpobitch

– To w co się ubierasz? – zapytałem zastanawiając się czy wypada przyjść w dżinsach i marynarce.

– A co myślisz o smokingu?  – zapytał z namysłem w głosie Gustaw. – To nie jest zły pomysł, tam sporo osób będzie w smokingach.

– A czarny garnitur? – westchnąłem ciężko.

– Ujdzie – odpowiedział Gustaw.

– Powiedz mi po co Ty mnie bierzesz na tę imprezę?

– Żebyś porozmawiał z klientami.

—-

Dzień później

Godzina 18. Przebieram się zamieniając jeden garnitur na drugi.  Wychodzę.

Jo: – Kogo będziesz chował w tym garniturze?

Marian: – Przyjechałeś po sztywny towar?

Gustaw: – Zdejmiesz ze mnie miarę do trumny?

On w ostatecznym rachunku ubrał się w smoking. Też mam jeden. Kupiłem go dwa lata temu na wyprzedaży razem z pasem, koszulą i muchą.  Kosztowało mnie to 3 tys. założyłem go raz i znienawidziłem. Czułem się jakbym postarzał się 10 lat.

—-

Na sali było mnóstwo facetów po 40 – tce i 50 tce z kobietami koło 30 – tki. Oni wyglądali jak wielkie pingwiny.  Promieniował od nich blask kasy pewności siebie i śnieżnobiałych koszul.

Na twarzy był wyraz: pokryjemy was wszystkie. Żadna nie powie nam nie.

Posuwali się dostojnie ze swoją partnerką obok. Jeśli była to kochanka dzielił ich dystans 10 – 15 centymetrów. Jeśli świeżo poślubiona żona (druga, trzecia albo czwarta) – dystans się skracał do pięciu.

Jeśli kobiety były same (z koleżankami) albo z kolegami z pracy na ich twarzach pojawiał się starannie wypracowany uśmiech, nienagannie zadbanych zębów. Jakby ukończyły kurs photoshopa dla zaawansowanych.

Blond, szczupłe w kosmicznych szpilach (Louboutin był tu równie popularny jak CCC wśród  gości centrum handlowych) i odziane w stanowczo za krótkie sukienki, obcojęzycznie brzmiących firm.

Na przykład Chanel. Albo Balenciaga.

Makijaż był ostry. Podobnie jak dekolty.  Kiedy spoglądałeś na jakąkolwiek patrzyła ci wyzywająco w oczy.

Stolik. Siedzimy, rozmawiamy, białe wino (przeciętne), small talk.

Nachyla się nade mną bogaty człowiek po 60 tce. – Widzi pan panie Piotrze mam takiego kolegę X i on jest w moim wieku. I ma tych spółek ze 20 albo 30. I przyszedłem do niego z wizytą, siedzimy i gadamy. I on mi mówi, że ta sekretarka, którą zatrudnił dwa lata temu, taka cycata 26 latka, została szefową jego spółki. I właśnie zrobił jej dziecko i się zastanawia co robić?

Mój rozmówca opowiada dalej:  – No i siedzimy i ten X  się mnie pyta czy nie chcę koniaku i kawy. Odpowiadam: z przyjemnością.  – Aniu – zwrócił się do kobiety w gabinecie zrób nam kawy Myślałem, że to jego sekretarka.

Taka fajna cycata brunetka, 26 lat. Przynosi nam tę kawę a X mówi, przepraszam, że nie przedstawiłem to Anna prezes mojej spółki.

62255_462625423781020_1486761732_n