Widzisz, mam tu mały problem. Bo ja kłamię bardzo rzadko, a nawet wyjątkowo rzadko (Tak, jeśli myślisz, że ważysz za dużo, to pewnie ważysz za dużo. I jak facet mówi, że jego marzenie o dobrym związku to: „jeść, spać, seks i święty spokój”, to pewnie coś jest na rzeczy.). Ale ten tytuł jest jak obietnica polityka, czyli bałamutny i fałszywy. Może go zmienię, jak wpadnę na jakiś lepszy. A może nie.

Obiecuję ci za to jedno, i obiecuję szczerze: opowiem jak to wygląda z męskiego punktu widzenia.

Jeśli obiecujesz seks, to dostajesz seks. Niespodzianka?

Niedawno zobaczyłem ogłoszenie z Tindera:

Sama pomalowałam sobie pokój, sama zniosłam stare i wniosłam nowe meble na 3 piętro i sama te meble poskładałam, tylko minety sobie sama nie zrobię.”

Przeczytałem to zdanie i się na początku uśmiechnąłem. Ale później pomyślałem nad tym przez chwilę i w tym zdaniu zobaczyłem rozpacz. Zobaczyłem komunikat: nie chcę być sama, zaopiekuj się mną.

Na zdjęciu była młoda 22-letnia dziewczyna, o dużych niebieskich oczach. I jako facet pomyślałem, że jest na musie, jest w desperacji, tak naprawdę szuka uczuć. Ale robi to w taki sposób, że dostanie tylko zdjęcia mniejszych i większych Wacławów w stanie wzwodu.  Setki wiadomości od gości, którzy chcą ją rozebrać, chcą zrobić kilka ruchów, a 10 minut później (to już z grą wstępną) założyć spodnie i wyjść. Cztery ruchy i wór suchy. 

Oto męska logika: jeśli laska oferuje ci w pierwszej kolejności obietnicę szybkiego seksu, to idziesz do niej po ten szybki seks, a nie po związek, nieprawdaż?

Dawniej było: rączki całuję, teraz jest pokaż cycki.

Oczywiście, seks jest dla nas ważny. I gdyby ktoś mnie zapytał, to ja nawet się zgodzę, że mężczyźni to łasi na komplementy kretyni, którzy uwielbiają jak kobiety kadzą im: jaki jesteś zajebisty w łóżku. I dlatego tak wiele kobiet udaje orgazm. Chcą być po prostu miłe. (Oraz po prostu kulturalne. I w ogóle robią to z matczynej troski. Znaczy, te inne kobiety tak robią, nie Ty oczywiście. Prawda?)

Janusz Głowacki opisał historię pewnego Otella, który miał wątpliwości co do wstąpienia w związek małżeński. 

Na rozmowę wzięła go narzeczona, quasi teść i quasi teściowa. Zmiękczony żarciem, alkoholem oraz argumentami wypalił w końcu:

– Dobrze. Kocham Jadźkę i mogę z nią wziąć kościelny, ale jest jeden warunek – wysunął argument nie do odparcia –  Codziennie o 18 laska musi być zrobiona i jest mi wszystko jedno, czy zrobi to moja narzeczona, mamusia czy szanowny tatuś.

I ślubu jednak nie było, bo się panna młoda nie zdecydowała.

Tyle, że kobiety, zwłaszcza młode kobiety, coraz częściej uważają, że seks jest jedynym, co mają do zaoferowania. Jedynym, czym mogą kusić mężczyzn. Otrzymanie zdjęcia cycków stało się więc w dzisiejszych czasach czymś w rodzaju biletu wizytowego. Taki nowy społeczny konwenans.

Kiedyś było selfie, teraz są poradniki jak zrobić belfie, czyli bottom selfie. Dawniej było: rączki całuję, teraz jest pokaż cycki. Dawniej było: jesteś kobietą, przez którą robi mi się „czarno w oczach, słodko w ustach i zupełnie nieprzytomnie w głowie”, teraz jest rozchyl uda.

On zabiera na kolację, ona zdejmuje sukienkę. A później oboje zniechęceni przewracają się na łóżku i tęsknią za wielką miłością. Rzecz jasna z daleka od siebie.

Zmierzam do tego, że seks jest dziś sposobem na początek związku i na moment kiedy coś się w nim sypie.

Bo przecież jaka jest najpopularniejsza porada na pytanie “jak sprawić żeby on wrócił”? Wylaszcz się. Załóż to, co lubi. Krótka kiecka. Szpilki. Makijaż. Niech mu stanie. Kobieta myśli: “jeśli się ze mną prześpi, to coś z tego jeszcze będzie”. Dla kobiet jest to ostatnią szansą na pojednanie. Jak defibrylator w metrze.

I owszem. Faceci w związkach szukają balansu. Jak to ładnie ujęła WdoWa: “Chcemy ciepła w domu i ognia na mieście”.

Rzucamy się między pragnieniem niespodzianek, a pragnieniem bezpieczeństwa. Brakuje nam przyjemności, brakuje nam połączenia dusz, ale nade wszystko po pewnym czasie brakuje nam pożądania. Lecz nie ze strony kobiety, z którą już byliśmy, tylko ze strony dziesiątek tysięcy tych, które chodzą po ulicach i po Instagramie i kuszą. Bo jak chcieć czegoś, co już mamy?

Oczywiście, z męskiego punktu widzenia: jeśli eks daje dupy, to będąc grzecznym się nie odmawia. Znasz ją, znasz jej ciało, a teraz na pewno się postara, aby było miło. Zrobi dużo więcej, niż zrobiłaby normalnie. (Tak, my faceci wiemy o tym). Ale seks z eks to tylko głaskanie zdechłego kota.

Zastanów się raczej, dlaczego doszło do rozstania

Czym jest seks? Czym jest pożądanie? To zazdrość. To dominacja. To agresja. To moment, kiedy on rozdziera sukienkę. To moment, kiedy kobieta pada na łóżko. To moment, kiedy wypina pośladki. To moment, gdy przygnieciona, konwulsyjnie szarpie prześcieradło.

30 sekund po zakończeniu seksu problemy pozostają jednak takie same. Powody rozstania się nie zmieniły. Na dodatek facet właśnie osiągnął jeden z nielicznych stanów, kiedy myśli całkiem trzeźwo, bo penis mu w tym nie przeszkadza. I gwarantuję ci, że myśli o jednym: “Czy muszę tutaj leżeć więcej niż trzy minuty, czy mogę założyć na dupę gacie i spadać już teraz?”

To ten moment, kiedy mówi: ZDZWONIMY SIĘ. Żadne gadżety ani bielizna tutaj nie pomogą.

Zmierzam jednak do tego, że gdy facet ma kogoś na oku i był to związek, to raczej nastawia się na dłużej. Nie wierzysz? Trudno. Jakoś to przeżyję.

Ale mężczyźni są leniwi. Jak już znaleźli jakąś sztukę, którą zaakceptowali, pozwolili jej się wprowadzić, pozwolili, żeby przytargała swoje wsuwki i kosmetyki, to szkoda byłoby to zmarnować. Szkoda zainwestowanego czasu. Dlatego nie wyrzucają postrzępionej koszulki, którą mają jeszcze od liceum. Bo może się jeszcze przyda, nie? Lecz jeśli już się zdecydowaliśmy rzucić swoją fokę, to znaczy, że stan wkurwienia osiągnął apogeum. Że się nazbierało.

Zastanów się zatem, na co skarżył się twój facet?

Na twoją zaborczość?

Na awantury?

Na zazdrość?

Na twoje lekceważenie?

Na to, że nie jesteś sobą?

Bo pojawiła się jakaś konkurentka, nawet brzydsza, ale za to NOWA?

Co poprzedziło ten moment, kiedy powiedział: “To koniec, to moja wina, zostańmy przyjaciółmi”? Gdy to ustalisz, będziesz wiedziała, dlaczego tak naprawdę cię rzucił. Aha – bierz pod uwagę, że im bardziej będziesz go opierdalać, im bardziej Ci się uleje, tym mocniej będzie on przeświadczony, że podjął dobrą decyzję.

A ponieważ mężczyźni są sentymentalni w chuj, w trakcie rozmowy z nim odwołaj się do przeszłości. Do wspólnych wspomnień. Do wspólnych wyjazdów. Do tego, jak się kiedyś razem dobrze bawiliście. Do tego, jak go znasz i rozumiesz. Jeśli faktycznie go znasz i rozumiesz.

Tak to jakoś dziwnie bowiem bywa, że w dzisiejszych czasach ludzie rozstają się ze sobą łatwo, bo i wiążą się ze sobą z niewłaściwych powodów. Zastanów się, laska:

Może wcale nie wiesz co to jest ta miłość?

I może on też wcale tego nie wie.

To słowo się mocno zdewaluowało. Dzisiaj ludzie kochają wiele rzeczy. Kochają psa, kota, steki, zachody słońca, długie pocałunki oraz seks oralny albo kebaba o 4 rano na ulicy Marszałkowskiej (wolę tego z prawej). Można też kochać jakiegoś faceta, jakąś kobietę, oraz telefon.

O niebo łatwiej kocha się jednak steka niż kobietę, bo stek nie mówi: musimy porozmawiać. Stek nie strzela fochów. Stek jest zwyczajnie rzecz biorąc stekiem i o ile jest z dobrego mięsa i w stanie medium rare to zawsze jem go z dużą przyjemnością.

I o niebo łatwiej kocha się czekoladę niż faceta. Bo każda kobieta już po ukończeniu 18 roku życia kuma, że czekolada rozumie, czekolada wybacza, czekolada zawsze, ale to prawie zawsze, jest pod ręką, nie rozwala dookoła skarpetek, nie przychodzi najebana o czwartej rano żądając seksu, a daje mniej więcej taki sam orgazm w głowie jak większość facetów, a często nawet dłuższy i znacząco lepiej smakuje w ustach.

I czasami kiedy mężczyzna odchodzi to wcale nie chodzi o to, że on był taki zajebisty. Chodzi o to, że jest w tobie dużo uczuć, które czekają na zaspokojenie. Potrzeba czułości. Opieki. Świadomość, że masz do kogo wrócić. Poczucie, że masz się do kogoś przytulić wieczorem. Że ktoś czasami zdejmie ci majtki. Że nie trzeba się uganiać i szukać. (Tych majtek. Bo potem pamięta, w który kąt je rzucił i sama nie szukasz.)

Ale czy ten który odszedł, to był właśnie ten, którego naprawdę kochałaś? Którego naprawdę znałaś?

O którym wiedziałaś, czego się boi, który zwierzał ci się ze swoich problemów, a ty zwierzałaś się jemu?

Związki są teraz przeliczane na kapitał

Widzisz, żyjemy w czasach kiedy kobiety i mężczyźni gromadzą – jak to ujął filozof Yann Dall’Aglio – kapitał do uwodzenia. Buty. Samochody. Telefony. Kiecki. Fryzury. Pracę. Citibrejki. Gromadzimy rzeczy po to, aby kogoś uwieść, po to, aby nas pokochano.

Wszystko te artefakty kobiety i mężczyźni wyceniają, patrzą na siebie i patrzą na innych. Tak jakby gromadzili punkty w jakieś grze. Mam czerwone kabrio? Plus pięć do ataku. To BMW albo audi? Plus siedem do ataku. Jest w miarę nowe? Plus 10. Pokazane na koncie na Insta? Plus 20.

Czasami ludzie startują z takim samym kapitałem. Ale on nagle się zmienia. U kogoś rośnie, u kogoś spada albo zatrzymuje się w tym samym miejscu. I ludzie są ze sobą, ale jedno z nich myśli nieustająco, że przecież może mieć kogoś lepszego.

Kilka tygodni temu moi znajomi ogłosili, że się rozstają. Wszyscy w szoku, para wyglądała na idealną. Ona piękna, on przystojny, obydwoje kariera w rozkwicie, małe dziecko, duże pieniądze, dobre samochody, piękne mieszkanie z wielkim tarasem. I okazało się, że ten sukces ich przerósł. Że nagle obydwoje poczuli, że zasługują na coś więcej. Więcej miłości. Więcej atencji. Więcej fantastycznego seksu, bo tylko raz po raz pierwszy się zdejmuje sukienkę z kobiety. I to jest właśnie dokładnie ta sytuacja z pytania: oni są niby szczęśliwi, ale chcą być szczęśliwi bardziej.

Kobieta i mężczyzna, kiedy ktoś ich opuszcza, patrzą na ten kapitał i myślą: “To było za mało”. Nie jestem dostatecznie bogaty, nie jestem dostatecznie ładna, nie mam wystarczająco dużych piersi. To jak on miał mnie kochać? Jak mogę zwiększyć swój kapitał, aby on wrócił? Aby ona wróciła? Oczywiście możesz. Możesz zrobić sobie cycki. Możesz pójść na fitness. Możesz wzbudzić w nim zazdrość umawiać się z kimś o kapitale uwodzenia większym od niego i dopilnować, żeby tamten zobaczył to na Facebooku.

Ale nie zmienia to jednej rzeczy.

W kościołach ewangelickich przysięga małżeńska brzmi: „Ślubuję ci: miłość, szacunek i wierność małżeńską w dniach dobrych, jak i złych, dzielić z tobą radość i smutek, szczęście i nieszczęście”.

Nawet gdy on do ciebie wróci taki związek jest tylko na dobre. Taka relacja jest jak wyścig. Na nieustające gromadzenie kapitału uwodzenia. Jak grywalizacja, gdzie przejście na kolejny etap prowadzi do posiadania lepszego partnera. Jak zamykanie budżetu w firmie, rok po roku z zyskiem, który ma przekraczać plan. A jak zysku nie ma to się robi restrukturyzację.

Ludzie starają się być idealni, aby ktoś ich pokochał. Tymczasem ludzi kochamy tak naprawdę za ich niedoskonałości. Słabości. Płacz. Kiedy je pokazują czujemy, że są podobni do nas.

Swoją drogą, czy wiesz kiedy on na pewno wróci?  Kiedy całkowicie i totalnie przestanie ci już na nim zależeć.

 

Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

69 uwag do wpisu “Jak odzyskać faceta? Metoda o stuprocentowej skuteczności (męski punkt widzenia)

  1. Płytko. Płytko ale to tez pokłosie tego że „Świat” (ten cywilizowany… rzekomo) wierzy w różne bzdury, tworzy wirtualne (znak czasów?) byty, definicje, pojęcia bez desygnatów, lub stara się rzeczom nie do okiełznania nadać słowny opis. Wymyśla teorie i rozpowszechnia. Dziś nie mówi się „plotka” tylko „fakt medialny” albo „niezależna opinia”. Uogólnienie „Świat” również nie jest na miejscu ale uczyniłem to celem ilustracji. Bzdury które żyją swoim życiem puszczone w obieg, są tworzone przez konkretne jednostki i dziś stanowią (te bzdury) główny punkt odniesienia i informacji dla tej części populacji która już niczego nie bada przykuta do wirtualnej wyroczni. Dlaczego? To odrębna kwestia mająca co nieco wspólnego z podatnością na sugestię. Można zrozumieć nawet w tym urojeniu chęć badania tej wirtualnej układanki o ile jest ona w symetrii i równowadze to aktywnego egzystowania w rzeczywistości. Tymczasem okazuje się że pierwotna ciekawość wobec dostępnego natychmiast ogromu informacji umiera wkrótce po śmierci interakcji z czymś namacalnym (wypartej właśnie przez ciekawość) i ostatecznie wszystko sprowadza się do do doktryny z kultury drapieżnej gdzie wszystko jest na sprzedaż i tylko na sprzedaż. Równowagę trafił szlag bo nie ma co być w równowadze chyba że sama waga. Na szalkach jednak hula wiatr.
    Nic innego nie można zrobić co przy okazji coraz bardziej sankcjonowane jest systemem nakazów i zakazów (tych żartobliwie nazywanych prawem). Doszło to tego że wśród większości uboższej duchem i umiejętnościami analitycznymi emanacją sprzedaży jest „pokaż cycki” Autora, zaś wśród trwającej w stanie nieokreślonym elity której ducha i/lub wymienionych umiejętności nie brak, umysł trwa w zawieszeniu przed chęcią i pragnieniem aktu (jakiegokolwiek z miłością, czymkolwiek ona jest, włącznie), analizując w nieskończoność warianty które nie naruszą kolejnego urojonego (i niestety nieuleczalnie chorego) „prawa”. Całość kolejną wirtualną teorią (i bzdurną jak wszystkie inne) opisują psycholodzy najczęściej samozwańcy (właściwie to wszyscy wymienieni są samozwańcami bo jakby nie patrzeć „psychologia” to nawet nie Nauka tylko brednie mające zupełnie cele niż większość sądzi, w tym ta cześć większości która z uwagą te brednie studiuje i się nimi zajmuje).
    W mitycznym „Świecie” zwirtualizowanym do „cycków”, wymyślonych (zmyślonych) teorii i obrzędów, oraz transakcji handlowych którym bliżej do drapieżnej grabieży, stosując wątpliwe jak Autor projekcje na stan relacji nie tylko damsko-męskich ale międzyludzkich, ludzie jako jednostki już nie żyją, nie smakują życia, nie zachwycają się nim. Są ujmując przenośnią niczym te bateryjki z kultowego filmu a w umysłach sprowadzają zachwycającą treść życia, bynajmniej nieskomplikowaną, to roli ekskrementów rozcieranych na twarzy jako erzacu stanu uniesienia który właściwie już w zamierzchłych czasach i od zawsze towarzyszył ludzkości która nie tyle się parzyła ile dopierała w pary kiedy w życiu nastawała wiosna.
    Jak ktoś nie strawił to napiszę tak „krowie na rowie”: Autor jest po pachy ubabrany w iluzję. W swoim zdążaniu do czarnej dziury nawet nie zauważył że minął horyzont zdarzeń nie zdając sobie sprawy to że granica bez powrotu. NIe ma tylko pewności co się z nim stanie gdy osiągnie punkt osobliwości. Na szczęście jest inne całkiem proste wyjście. Bo skoro to iluzja i to stworzona poniekąd elektronicznie, to wystarczy wyłączyć zasilanie. Tylko że wtedy będzie trzeba żyć. Tak naprawdę żyć 🙂

    Polubienie

    1. Próbowałeś mądrze a wyszło mętnie. A wiesz, że nie musisz tego czytać? „Na szczęście jest inne całkiem proste wyjście. Bo skoro to iluzja i to stworzona poniekąd elektronicznie, to wystarczy wyłączyć zasilanie. Tylko że wtedy będzie trzeba żyć. Tak naprawdę żyć 🙂” Więc może spróbuj swojej rady zamiast tracić cenny czas na enigmatyczne komentarze i zacznij żyć misiek. Po prostu żyć.

      Polubienie

      1. Ale całkiem przyjemnie mi się żyje a to że członkowie sekty i wyznawcy/wyznawczynie nie rozumieją ni słowa to jakby to powiedzieć…. kwestia perspektywy 😀 Pozdrawiam

        Polubienie

    2. Ciekawa wypowiedź. Ale po części się nie zgodzę, gdyż ludzie właśnie żyją emocjami. A tu autor właśnie pokazuje jak emocjonalnie do wszystkiego podchodzimy. Emocje zawsze wywierają największą rolę. Czy chcesz, czy nie analizujesz zawsze wnętrze.

      Polubienie

      1. Pominę akty które z natury rzeczy (tudzież po prostu „Natury”) zupełnie pozbawione są emocji i ogniskując się na wszystkim co pozostałe ja się z Tobą zgadzam co powoduje że któreś w temacie tej zgody mija się z prawdą (czymkolwiek ona jest). Nie możesz się nie zgadzać skoro ja się z Tobą zgadzam, bo to narusza równowagę i symetrię, ale zawsze możemy iluzję tej niezgody zrzucić na kark emocji ;-). To niejako jest uzupełnieniem różnicy pozornie subtelnej a faktycznie ostro zarysowanej, między „pokaż cycki” a emocjonalnie motywowaną chęcią zachwycania się biustem kogoś konkretnego.

        Polubienie

    3. Czepnę się – czysto technicznie, bo nie przepadam za powielaniem błędnych kalek językowych – że „Wymyśla teorie i rozpowszechnia” powoduje u czytelników i młodzieży utrwalenie błędnego rozumienia słowa „teoria”.
      Hipotezy wymyśla, albo bzdury, teoria to poważna sprawa.
      Co do osobliwości to nie mamy się nad czym zastanawiać, bo z punktu widzenia obserwatorów obiekt nie może przekroczyć horyzontu zdarzeń, zastyga w nim w „bezczasie” i tak już zostaje. Osobiście uważam że nic takiego jak „osobliwość” hipotetycznie opisana w Modelu Standardowym nie istnieje, to tylko mathtoy wynikający ze słabości samego Modelu. Zresztą ten mathtoy załamuje się w okolicy osobliwości, w pewnym sensie jest to zabawne, oglądać jak bezradni fizycy starej generacji forsują hipotezę obalającą ich własny model :).
      Natomiast przechodząc wreszcie do sedna sprawy.
      Oczywiście, że jesteśmy po prostu ssakami, jednymi z naczelnych, a jedyne co na wyróżnia w świecie zwierzęcym to połączenie sprytu, zdolność do myślenia abstrakcyjnego i dostosowywanie behawioru do wymyślonych abstrakcji(tzw. nadbudówki).
      Ta nadbudówka to w ogromnym uproszczeniu system organizacji społecznej, zestaw pojęć, symboli i zachowań współgrający z ekonomią i przetrwaniem w danych warunkach.
      Po ostatnich 200 latach przedstawiciele świata zachodu tak dalece się odrealnili, że przestali zauważać(a nawet czynnie zaprzeczają) swoją ssaczą bazę, w rzeczywistości generującą emocje, determinującą zachowania godowo-prokreacyjne i prawie wszystko inne, zamiast tego przesiedli się w świat fantazmatów.
      Teraz, w drugiej dekadzie XXw jesteśmy w absolutnie końcowej fazie istnienia cywilizacji w takim kształcie w jakim ona była przez, powiedzmy, czas życia naszych rodziców i nas. Dobiliśmy do ściany. A tak naprawdę dokonaliśmy potężnego „overshooting”.
      Ono występuje w niemal każdej dziedzinie życia, a w dziedzinie związków bardzo silnie.
      Wyjaśnienia i hipotezy „jak to działa”, nie mają niemal nic wspólnego z biologiczną rzeczywistością, powodując ciągłą konfuzję, zniechęcenie a często ostatecznie zrezygnowanie i przystąpienie do programu ” w nowoczesnym świecie fakty nie mają znaczenia, liczą się TYLKO fantazmaty”.
      Stąd też taki sukces(dotychczasowy) tego bloga. Bo jak młoda studentka widzi że to, co jej piszą w kolorowych pisemkach, co lata w kulturze masowej i o czym z przejęciem pytlują mniej rozgarnięte koleżanki to odrealnione bzdety, skoro nic – szkoła ani rodzice – nie przygotowali jej do odsiewania sensu od nonsensu. Widzi tylko że warstwa narracji ni chu-chu nie odpowiada temu, co się naprawdę dzieje w życiu. Jej i innych.
      I trafia na bloga, który uwodzi ją tym, że nazywa część mainstreamowego bełkotu bełkotem, którego narracja jest inna – może i arogancka i prymitywna, ale inna – od tego o czym już wie, że nie działa. A tu wszystko jest proste. Brudne, ale proste. Obrzydliwe, ale zrozumiałe. Zanim ona się połapie, że i ten blog cudownie wpisuje się w trend całkowitego odrealnienia, ze jest tym samym od czego uciekała tylko w innym stylu, chłopsko-żulerskim – trochę czasu jej zejdzie a w tym czasie ruch na blogu/fb zrobi 🙂
      Niemniej, jak pisałem wyżej – wszystkie znaki na ziemi, w atmosferze, wodach i mediach mówią jasno że jako cywilizacja balansujemy właśnie na krawędzi przepaści.
      Upadek, mimo że straszny, będzie mieć tę dobrą cechę, że zdmuchnie fantazmaty z powierzchni.
      Dzisiejsza ilość depresji i innych zaburzeń(w tym u najmłodszych rośnie lawinowo) mówi jasno że poziom odrealnienia przekroczył możliwości adaptacyjne gatunku.
      Bardzo nieliczni nadal jeszcze – jak chociażby Ty, SZARY, podejmują wysiłki obiektywizowania i myślenia. Pozostali chcą mieć „jeden sposób na wszystko”. Tak jak wielbiciele Zięby chcą mieć jeden lek na wszystko, i jak znachor-oszust wygarnie niedorzeczności na temat witaminy C. to oni to łykają. Na raka, wypryski, zgagę i wszystko.
      Autor tego bloga po prostu musi to robić, jak i wiele innych rzeczy bo taka jego konstrukcja psyche. To nie jest szczególnie interesujące, ale już reakcje na jego kolejne wpisy a i owszem 🙂

      Polubienie

      1. „Czepnięcie” odnotowane ;-). Słuszna uwaga. Dziękuję.
        Model standardowy wykorzystałem wyłącznie jako ilustrację. Możliwe że było to zbyt ryzykowne posunięcie i należało posłużyć się cytatem z najbardziej znanego dzieła które stworzył Lewis Caroll, nie mniej jednak, prócz ilustrującego charakteru ważna jest również gra słów korespondująca z retoryką Autora :-).
        Osobiście podzielam Twoje osobiste poglądy, co jest konsekwencję między innymi tego, że działaniem, ciekawością a i doborem literatury wybiegam jakościowo i ilościowo daleko poza horyzont wyznaczony poziomem popularnej literatury bruku, i to z całym szacunkiem dla bruku, bo ten stanowił istotną cegiełkę na drodze rozwoju tzw cywilizacji. Rozwoju który doprowadził nas do ściany (przynajmniej niektórych z Nas, bo reszta gdzieś się po drodze wieloznacznie ujmując – pogubiła) pod którą stoimy, na której coś tam bazgrzemy, a z tych bazgrołów nieśmiało wyłania się obraz, że nawet jeśli się nie mylimy w kilku rzeczach, to z cała resztą jesteśmy… „w czarnej dziurze” :-D.

        Polubienie

    4. Autor calkiem trafnie definiuje pewne kwestie – w pełni występujące w przyrodzie i z życia wzięte; Zatem po wylączeniu zasilania zapewne dałby sobie radę (należę do tych, którzy najwyraźniej nie strawili 🙂

      Polubienie

      1. To że trafnie definiuje „pewne kwestie” nie stoi w konflikcie że „jest po pachy ubabrany w iluzję”. Jeśli faktycznie warunki się zmienią (czyli power off) to zniknie (prawie) „cała iluzja” i pozostaną (również prawie) tylko te „pewnie kwestie”. Na tą chwilę to jednak taka trochę fantastyka ale nie niemożliwa. Pytanie powinno brzmieć nie czy wyłączy się zasilanie tylko kiedy to się stanie. Inne pytanie czy Autor dożyje tej chwili czy też nie byśmy mogli zobaczyć które to są te „pewne kwestie”.
        Mówiąc o trawieniu, to ja mam pełną świadomość że czasem to jest taki „artystyczny bełkot” ale nie bezzasadny. Podobny jak u Autora ale na zupełnie inne nuty rozpisany. :-)\
        Pozdrawiam

        Polubienie

  2. Tak, zgadzam się, chociaż dla większości dzieje się to podświadomie. Kto uczciwie przyznaje się przed sobą , iż to jego wieczna niska samoocena czy brak empatii, egoizm doprowadziły do takiej sytuacji? Nawet jeśli gdzieś tam w zakamarkach jest świadomość takiego stanu rzeczy natychmiast ją maskujemy pretensjami do partnera..i nigdy nie wracamy do tej jednej myśli o sobie .

    Polubienie

    1. Ale dlaczego piszesz o sobie „my”? Bo nawet jeśli gdzieś tam w zakamarkach jest świadomość że to Twoja przypadłość, to milej i łatwiej jest rozpuścić odpowiedzialność na rozmyte „my” i w ten sposób zamaskować swoje niepokoje?

      Polubienie

      1. „My” , gdyż uważam , że KAŻDY ma w sobie ten egoizm. Tylko nieliczni się do tego przyznają. Większość przedstawia siebie na zewnątrz jako idealnych, spełnionych , pełnych zrozumienia..bla..bla. Każdy popełnia błędy, ja też tej „cudowności” doświadczyłam ale na szczęście uczę się na błędach( niestety także własnych)

        Polubienie

    2. Ale to, że Ty coś uważasz, albo ja coś uważam, wcale nie znaczy że to tak jest. Znaczy tylko że tak sobie uważamy 🙂
      Tak zwana rzeczywistość jednak zawsze ma głęboko gdzieś co sobie myśli jedna z miliardów myślących istot na tej planecie.
      Co do „nas” to nie ma żadnych nas, nie identyfikuję się z Tobą w „świadomość takiego stanu rzeczy natychmiast ją maskujemy pretensjami do partnera..i nigdy nie wracamy do tej jednej myśli o sobie”. Akurat jako jednostka refleksyjna wracam, jestem świadomy i poukładany, w wieku jestem takim że nie muszę niczego udowadniać, kozaczyć ani samobiczować. Przerobiłem to gruntownie i dzięki temu nie muszę próbować rozmywać odpowiedzialności za swoje odpały na jakichś urojonych „nas”.
      I mojej wieloletniej partnerce też niczego pod tym względem zarzucić nie mogę, bo nawet jeśli się zapędzi, to potem przemyśli i dokona autokorekty, a ja staram się robić to samo. Tego zresztą wymaga elementarny szacunek do człowieka z którym się współdzieli życie.
      Więc mi nie opowiadaj bajek z szerokim kwantyfikatorem że „my wszyscy”.
      Jeśli jesteś czepliwą, zawziętą i egoistyczną zołzą, to sobie bądź, nic mi do tego.
      Ale nie wciągaj mnie i reszty ludzkości w usprawiedliwianie tego 🙂

      Polubienie

  3. W życiu bym nie mogła udwać kogoś innego. Jestem jaka jestem. Jestem świadoma swoich wad! Jestem świadoma swoich zalet. Znam swoją cenę i wartość. Oczywiście nie mam 20 lat i jestem w stanie iść na kopromis ale to musi być kompromis z dwóch stron. To obie strony muszą się poświęcić, coś z siebie dać. Sex na pierwszej randce, drugiej zapomnij. JAk komuś się nie podoba znaczy że nie jest dla mnie i tyle. Nie będę się nadstawiać i nikomu nic udowadniać. Albo bierzesz cały pakiet albo szukaj dalej.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Faktycznie z większością zawartości się zgodzę. Minęły czasy kiedy mężczyźni byli dżentelmenami, a kobiety damami. Kiedyś wszystko zupełnie inaczej wyglądało.. Czasy na tyle uległy zmianie, że ciężko w nich szukać prawdziwych związków, miłości i szacunku. A mężczyzna który odszedł, najwidoczniej nie był odpowiednim..i nie warto wracać i cofać się.. jeśli między dwojgiem ludzi jest miłość, a nie samo pożądanie,to należy pracować nad relacja, a nie uciekać. Nie zatrzymuj kogoś kto odchodzi, bo odejście to oznaka, że komuś nie zależało na tej relacji.

    Polubienie

  5. Drogi Piotrze,

    Czy jest typ kobiety którego mężczyźni nie potrafią kochać?

    Już od dłuższego czasu walczę ze sobą czy napisać do Ciebie czy nie. Dzisiaj jednak wstałam rano i stwierdziłam, że chyba nikt mi nie będzie w stanie doradzić co właściwie jest ze mną nie tak / co robię nie tak poza Tobą. A radzę się koleżanek, matki, ciotki, babki i wydaję 100 zł /h na psychoterapeutę. Czytam książki o związkach, o tym jak rozmawiać z ludźmi, jak żyć – jestem w teorii i w praktyce całkiem niezła.

    Jestem atrakcyjną, wykształconą 26-letnią kobietą o rudych włosach. Rozmiar 38, 170 cm wzrostu. Nie ma się do czego przyczepić. Może mogłabym się częściej uśmiechać. Pracuję, całkiem nieźle zarabiam, wynajmuję mieszkanie, zdrowo się odżywiam, chodzę na wystawy/koncerty/spotkania towarzyskie. Jestem ciekawa świata i ludzi, chcę jak najwięcej czerpać z życia.

    I te ciągłe pytania: jesteś taka fajna, czemu jesteś sama/czemu MarekJarek się bardziej nie starał jak byliście razem?

    Chciałabym wiedzieć.

    Żaden facet mnie nie kocha, ani nigdy nie kochał.

    Byłam co prawda tylko w dwóch związkach – prawie 2 lata i 2,5 roku. W międzyczasie niezbyt wiele randek, bo też niezbyt wiele okazji się pojawiło.

    Wolę nie być w związku, niż być w beznadziejnym, nie jestem zdesperowana, nie będę się męczyć byle kapcie stały w przedpokoju. To ja zakończyłam oba związki, bo sprawiały, że czułam się jak gówno – niekochana, nieistotna, bez perspektyw i planów na przyszłość. I żeby nie było, że przesadzam – 2 h w tygodniu na zjedzenie kolacji w knajpie, seks raz na jakiś (rzadki) czas, oraz mijanie się w mieszkaniu było na porządku dziennym.

    To nie tak, że kręcą mnie emocjonalnie niedostępni czy niezainteresowani mną mężczyźni (nie siadam na kolana Panom którzy tego nie chcą) – na początku zawsze jest miło, całowanie w dłoń, randki, błysk w oku. Do łóżka z jednym i drugim poszłam dopiero po ok 2,5 miesiącach spotykania się. To też nie tak, że oczekuję życia i związku jak z amerykańskiej komedii romantycznej, ale to nawet już nie jest rutyna tylko posiadanie drugiej osoby w dupie.

    Lubię dbać o moich bliskich – rodzinę, znajomych, faceta – staram się być dobrym człowiekiem, oparciem, organizuję spotkania i różne formy wspólnego spędzania czasu, jestem zabawna i lubię się wygłupiać, ale jestem odpowiedzialna płacę rachunki i robię zakupy.

    I w pewnym momencie im to przestaje starczać. Albo nigdy nie starczało, bo nigdy nie padło „kocham Cię”.

    Czy ja daję za dużo swobody? Za mało wymagam? Czy muszę kontrolować, robić afery, obrażać się i płakać? Odnoszę wrażenie, że własnie takie kobiety z mojego otoczenia tworzą związki. Żaden z moich eks nie był mi w stanie powiedzieć dlaczego nam właściwie nie wyszło, bo… zacytuję „nie mam się czego przyczepić ” i „gdzie ja taką drugą znajdę”.
    Jedna i druga „niedoszła teściowa” płaczą za mną do dziś.

    Co ja mam zrobić? Czy ktoś mnie w końcu pokocha, czy ja już zawszę będę jak kanapa – wygodna, ale bez szału?

    Polubienie

      1. Tak nie do końca. Pierwszego faktycznie nie kochałam, ale drugiego już tak, ale on mnie nie. Ułożę sobie życie z kimś, kto tak nie do końca chce ze mną być? Smutne to, nie chcę tak.

        Polubienie

    1. Bez złośliwości ale czy nie jest tak że chodzisz nie na te co trzeba „wystawy/koncerty/spotkania towarzyskie”? Bo jeśli to co publicznie napisałaś nie jest prowokacją, to z Tobą wszystko jest jak najbardziej w porządku. W Tesco Bentleya nie kupisz, Ferrari też nie, generalnie nie kupisz nawet rodzinnego SUV-a, a co do rad to delikatnie zasugeruję: poradź się samej siebie, czego Ty chcesz w miejsce modelowania siebie na modłę oczekiwań innych. Wjechałem bez zaproszenia no ale poczekam na Autora. Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

      1. Mimo że nie powinno się tak robić to moją odpowiedzią jest pytanie: A dokąd byś chciała chodzić?
        Poniekąd dość rozwlekle i o tym Autor napisał.

        Polubienie

      2. Powiem inaczej – chodzę tam dokąd bym chciała i robię to co chcę i efektów brak, stąd moje pytania – co robię źle/jak to zmienić/dokąd chodzić?

        Polubione przez 1 osoba

      3. Ja, skądinąd obcy zupełnie człowiek, jak i każdy inny obcy nie udzieli Ci odpowiedzi, a nawet jeśli będzie silił się na jakieś, to na pewno nie będą właściwe. Te odpowiedzi są w Tobie.
        Jeśli robisz to co chcesz to nic nie jest źle. Wszystko jest ja najbardziej w porządku. Gdzieś między wierszami czytam że poszukujesz metody na to jak być osobą którą będzie kochał… ktokolwiek. Metody na to nie ma bo owe „kochanie” jako uczucie wymyka się metodom jak i wszelkim przepisom. Jak ktoś Ciebie pokocha to zorientujesz się szybko, dużo szybciej niż 2 lata, szybciej niż 2 miesiące. W zupełnie podobny sposób jak czułaś że tego jednego nie kochasz a drugiego tak. W zatomizowanym społeczeństwie jest trudno nie tyle znaleźć ile trafić na odpowiednią osobę która tworzyła by wyimaginowany ideał a już uczestniczenie w rytuałach cywilizacyjnych zupełnie temu nie sprzyja. Rytuały to gra pozorów, Wszystkie przepisy, porady, instrukcje czy książki o rytuałach to instrukcje do gry pozorów. Mnóstwo ludzi potrafi żyć i umierać w tej grze nazywając kochaniem rzeczy które kochaniem zupełnie nie są. Ba, nawet są z tym szczęśliwi i umierają szczęśliwi. Z tych kilku zaledwie zdań widać że gra Ciebie nie satysfakcjonuje, czujesz że jest nieprawdziwa. I to jest w Tobie naprawdę interesujące. Ktoś Ciebie za to pokocha. W swoim czasie i stawiam tezę że zdarzy się to szybciej niż myślisz. Tymczasem po prostu bądź sobą i „zachwycaj się życiem” 😉

        Polubione przez 1 osoba

    2. Witaj, wiem , że nie oczekiwałaś od kogoś innego odpowiedzi ale..jakbym siebie słyszała. Ja w końcu doszłam do wniosku, że nic i nigdy na siłę. Samo przyjdzie kiedy ma być. Wypatrywanie gwiazdki z nieba nic nie da oprócz rozczarowania długim czasem oczekiwania. Z drugiej strony- jesteś sobą, nikogo nie udajesz i w końcu to zaprocentuje. Masz rację co do tego, iż te płaczliwe, jęczące, wymagające znajdują szybciej ale..wszystko do czasu. każdemu takie coś zbrzydnie albo się przyzwyczai i będą się mijać. Takiego życia przecież nie chcesz.
      P.S. Znalazłam po baardzo długim czasie tą odpowiednią osobę. Teraz tylko dbać 🙂
      Pozdrawiam..

      Polubienie

      1. Hej,
        z przyjemnością czytam każdy komentarz, cieszę się, że ktoś poświęcił mi 5 min 🙂
        Może nie nazwałabym to wypatrywaniem, ale w pewnym momencie nachodzi Ciebie myśl, że może warto pochylić się nad swoim zachowaniem, skoro wszyscy jakoś sobie życie układają a Ty nie.
        Wszystkiego dobrego!

        Polubienie

    3. Masz jakąś pasje, coś co kochasz robić ponad wszystko?
      Zostawiłam kiedyś faceta, bo poza tym, że nagle przestał mieć dla mnie czas, to gość nie miał żadnych pasji, kompletnie nic. Nawet gówna hobbistycznie nie przerzucał. Lubił grać w piłkę, lubił oglądać TV, lubił jeździć na nartach, na których nauczyłam go jeździć, żagle też mu sie spodobały, ale to wszystko trwało tylko tydzień w roku, a potem nic. Książki nie dla niego, filmy i kino – też ciężko, chyba, że koledzy już na nich byli… Brat też trafił na taką laskę, masakra, o niczym nie pogadasz, sporty nie bo się spoci i są męczące, muzea i sztuka – nudna, książki beee, filmy też się na nie, uroda i moda (może na ten temat sie wypowie dziewczę) też nic… dzisiaj widzę, że obydwoje byli po prostu nudni.
      Jeśli jakoś masz, to tam szukaj partnera 🙂 swojego poznałam na stoku, jest najlepszym przyjacielem, kumplem i kochankiem w 1 (kolejność nieprzypadkowa)

      Polubienie

    4. Mój poprzedni związek skończył się z tego samego powodu – „Zasługujesz na to, żeby być szczęśliwa; zasługujesz na to, żeby być dla kogoś numerem jeden i być dla kogoś najważniejsza” i inne tego typu bzdury. Czyli nie byłam dla niego #1 i nie byłam najważniejsza. Najważniejszy był on sam. Mimo, że dałam z siebie wszystko, byłam dla niego jedynym wsparciem w najtrudniejszym okresie, kiedy został sam, to nie byłam dla niego najważniejsza. I rzeczywiście, lepiej nie być w związku, niż być w związku beznadziejnym. Trzymaj się i jestem pewna, że znajdziesz kogoś, dla kogo będziesz #1, będziesz najważniejsza i będziesz wszystkim.

      Polubienie

    5. Sporo widzę tutaj mądrych słów i odpowiedzi ale chętnie dodam też coś od siebie. Można powiedzieć, że jestem w podobnej sytuacji po drugiej stronie barykady. Tylko przechodziłem już przez różne etapy opisane w artykule i komentarzach. Posiadając za młodu niską samoocenę szukałem uczuć nie tam gdzie trzeba. Tak wpakowałem się w kilka związków w osobami tak jak ja złamanymi przez życie. Jednak w końcu udało mi się dostrzec światełko w tunelu i nie był to mój koniec, a dopiero początek. Teraz mam 30 lat, ślub, rozwód i dwójkę dzieci. Spory i jednocześnie najlepszy bagaż jaki mogłem nosić na swoich barkach. Jednak teraz nie jest łatwo, ciągle słyszę, że facet z takkm bagażem nie nadaje się do związku, a tych które mówią inaczej staram się po doświadczeniach sprzed lat unikać jak ognia. Przez jakiś czas mówiłem, że nikt mnie nie kocha. Ale uświadomiłem sobie, że nawet jeżeli pominąć dwójkę niesamowitych szkrabów to jest jeszcze jedna osoba, która mnie kocha. Kocha tak szczerze jak tylko można i kochać będzie zawsze. To jestem ja sam. I tyle mi na ten moment wystarczy, a przynajmniej do mementu kiedy ktoś inny będzie w stanie pokochać mnie tak samo jednocześnie pomagając mi pielęgnować to co sam czuję i to czym są dla mnie moje pasje i życie. Pozdrawiam i życzę powodzenia 😊

      Polubienie

    6. „Jestem atrakcyjną, wykształconą 26-letnią kobietą o rudych włosach. Rozmiar 38, 170 cm wzrostu. Nie ma się do czego przyczepić”.

      Zawsze jest. Pisząc o sobie zaczynasz od „jestem atrakcyjną”…dla kogo? Tak obiektywnie? Obiektywnie to można stwierdzić że się jest symetryczną, ładną(przypozowaną do aktualnych wzorców urody) a nie atrakcyjną. Ocena tego ostatniego należy do wszystkich, tylko nie Ciebie bo nigdy siebie nie widzisz z zewnątrz, nigdy ze sobą nie rozmawiałaś jak to się dzieje z nowo poznaną osobą.
      Osoba atrakcyjna to osoba w pewnym sensie „magnetyczna”. To nie jest ściśle związane z wyglądem, choć oczywiście wygląd może ten magnetyzm podkręcić.
      Reasumując, czasem coś jest piękne, ale czy atrakcyjne albo wzbudzające pożądanie – to już niestety, sam obiekt tego nie wie 🙂
      Więc tak, zaczynasz od samostwierdzenia atrakcyjności, dalej wyliczasz cechy wyglądu, dalej status społeczno/materialny i na koniec ledwo napoczęte co lubisz(i to jest takie, wybacz, ale „ciekawa świata i ludzi, chcę jak najwięcej czerpać z życia” to brzmi jak wybrane z szablonu z portalu randkowego.
      A jaka jesteś jako „coś co mnie odróżnia od uśrednionej, najprzeciętniejszej z przeciętnych”?
      Nie oczekuję rzecz jasna odpowiedzi, to nie miejsce na osobiste detaliczne wynurzenia, ale tu brak nawet ogólników.
      Nie, nie krytykuję. Nie odczytuje tego w ten sposób. To naprawdę nie o to chodzi, ja się domyślam że jesteś ładną kobietą i poukładaną, tyle że „jakoś się nie ułożyło” i szukasz przyczyny. Nikt Ci tu nie powie, jaka była przyczyna, czy w Tobie czy w nich, czy może obie te rzeczy naraz.
      To tylko delikatna sugestia, aby przyjrzeć się samej sobie „jaka jestem” – nie w lustrze, bo robiąc makeup widzisz w detalach ale jaka jesteś dla innych ludzi.
      I nie mniej wnikliwie – jakiego chciałabyś mieć „kumpla na życie i potencjalnego ojca dla wspólnych dzieci”.
      Wierz lub nie, ale wygląd ma w długofalowym związku zupełnie drugorzędne znaczenie, częściej jest pretekstem niż powodem.
      Jak miałem 2x lat, marzyłem o rudowłosej dziewczynie. Z piegami, milionem najlepiej. Nigdy nic z tego nie wyszło.
      Ale potem zakochałem się na zabój w czarnuli a we mnie jedna taka urocza blondynka.
      To nie ma znaczenia. Znaczenie ma czy czujesz że ktoś Cię naprawdę lubi, szuka Twojego towarzystwa i śni o Tobie erotyki. I jak to działa w obie strony to kolor, kształt i wielkość są istotnie…tylko dodatkami do relacji.

      „Czy ja daję za dużo swobody? Za mało wymagam? Czy muszę kontrolować, robić afery, obrażać się i płakać? Odnoszę wrażenie, że własnie takie kobiety z mojego otoczenia tworzą związki”.

      Owszem. Stworzyć marny związek, funkcjonujący na stereotypach, szantażach moralnych i wymuszeniach – czyli związek niskiej jakości – jest łatwo.

      Ale na ile rozumiem Twój wpis – no to jest to dokładnie to, czego nie chcesz.
      Ale też możliwe, że nie masz pojęcia, jakiej jakości relację chcesz stworzyć, i tak trochę na ślepo próbujesz wymacać co by było fajne.

      To nie jest tak, że „zwykle wychodzi” a nie wychodzi dopiero jak któraś ze stron zawali/winna.
      Zwykle nie wychodzi i jest z tego kiepścizna bez wzajemnego szacunku. Ale jako że ludzie nie czego chcą, a jedynie wiedza że chcą tego SZYBKO to tak z tym zostają.

      Polubienie

  6. z moich obserwacji mężczyźni boją się niezależnych, poukładanych kobiet, które wiedzą czego chcą od życia, a zarazem potrafią dbać o wszystko. Płaczliwe, bezbronne niestety zazwyczaj szybciej znajdują tą drugą połówkę, bo potrzebują faceta aby być szczęśliwą. Ale jak to kiedyś Piotr napisał nikogo nie można zmusić do miłości. Najwidoczniej jeszcze nie trafiłaś na prawdziwego faceta, który będzie dla Ciebie odpowiedni, a ty dla niego.

    Polubienie

      1. Niestety masz rację miałam właśnie do czynienia z facetami tzw.”cipkami”. Zgodzę się konkretny facet szuka konkretnej kobiety. Tylko w realiach naszego współczesnego świata, nie jest tak prosto znaleźć kogoś takiego. Mimo, że już teraz jestem w związku, to nie raz udało mi się zaobserwować jak faceci nie są zdecydowani. Jak brak w nich odwagi powiedzenia wprost, nie chcę, znudziłaś mi się czy coś innego. Właśnie nie dojrzały facet potrafi tylko uciekać, woli milczeć, nie podać konkretnego powodu, lepiej znikać. Kobiety są bardziej emocjonalne i często jest tak, że powie wprost konkretnie, a facet ucieka zamiast stawić czoła.

        Polubienie

  7. „Może nie nazwałabym to wypatrywaniem, ale w pewnym momencie nachodzi Ciebie myśl, że może warto pochylić się nad swoim zachowaniem, skoro wszyscy jakoś sobie życie układają a Ty nie.” czy jest na to recepta ? szczerze nie wiem, też często się nad tym zastanawiam zwłaszcza mając 10 lat więcej na karku i też chcąc mieć swoją własną rodzinę. J

    Polubienie

  8. Hmmm. Przeczytałam wszytkie komentarze i tak się zastanawiam nad tym wszytkim. Ja zawsze byłam pewna siebie, swoją wartość znałam i dalej znam. Poznałam swojego męża mając 18 lat. To był mój najlepszy przyjaciel. On we mnie zawsze wierzył, zawsze mnie wspierał. To był mój przyjaciel. Oczywiście normalny facet, pomagał przy dzieciach, robił zakupy itp itd. Były też ciężkie momenty które nas scalały. No ale w wieku 34 lat zostałam wdową. Życie…. Ja jednak dalej wierzę w miłość. Wierzę że mężczyźni są fajni, norlmalni i że można być szczęśliwym. Że mogą być naszymi przyjacielami. Mam teraz 37 lat i chcę się na miłość znów otworzyć. Ciekawa jestem jak to wygląda teraz….

    Polubienie

  9. Hmmm. Przeczytałam wszytkie komentarze i tak się zastanawiam nad tym wszytkim. Ja zawsze byłam pewna siebie, swoją wartość znałam i dalej znam. Poznałam swojego męża mając 18 lat. To był mój najlepszy przyjaciel. On we mnie zawsze wierzył, zawsze mnie wspierał. To był mój przyjaciel. Oczywiście normalny facet, pomagał przy dzieciach, robił zakupy itp itd. Były też ciężkie momenty które nas scalały. No ale w wieku 34 lat zostałam wdową. Życie…. Ja jednak dalej wierzę w miłość. Wierzę że mężczyźni są fajni, norlmalni i że można być szczęśliwym. Że mogą być naszymi przyjacielami. Mam teraz 37 lat i chcę się na miłość znów otworzyć. Ciekawa jestem jak to wygląda teraz….

    Polubienie

  10. Co to za gunwo? Nie wierzę, że Piotr C mógł upaść tak nisko, zastawiam się kto to pisał i gdzie się podziały te błyskotliwe wpisy z początku istnienia bloga ?

    Polubienie

  11. Wróci czy nie? a cóż to za różnica. Jeśli odszedł to z jakiegoś konkretnego powodu. Nic później – po powrocie – nie jest takie samo. Piszesz o ludziach sukcesu, autach i pozorach szczęścia, w których to oparach można być piekielnie samotnym… to nie jest tak że sukces kogoś przerasta, to brak przyjaźni, inspiracji, zrozumienia, wsparcia, marzeń i pragnień… i… co najważniejsze bycia takim jakim się jest na serio, bez udawania. A najgorzej jest, jak się odkryje to kim się naprawdę jest dzięki komuś, a następnie nie można razem dzielić tego wszystkiego.
    ściskam.
    Adam i Patrycja…

    Polubienie

  12. Obie pierwsze książki jak i blog są na średnim poziomie, można sobie to poczytać na luzie, odpowiedzi radził bym poszukać na podobnym blogu, autora, który wydał dwie książki traktujące głównie o podrywaniu kobiet(najogólniej mówiąc). Polecam jednak sam blog, gdzie treści trzymają się kupy i są bardzo wartościowe.

    Polubienie

      1. „Dorasta” jest zbiorem niedookreślonym i nieokreślonym (a także leksykalnie czynnością trwającą nieskończoną) bo nie wskazuje na limes superior dorastania jak również ilości i jakości zdarzeń niezbędnych do poziomu dorośnięcia. Dla tak użytego „dorasta” prawdziwe jest twierdzenie że „każdy” jak i „nie każdy”, a jednocześnie w realnym świecie zbiór możliwych rozwiązań zawiera się się pomiędzy „każdy” i „nie każdy”, przy czym to drugie tworzy domknięcie zbioru z dołu, natomiast z góry, o ile nie ustalimy konkretnej granicy opartej na kryteriach właściwych wszystkim w zbiorze (powodzenia 😉 ), zbiór pozostaje otwarty. Jednocześnie macie więc oboje rację i jej nie macie :-D.
        W kategoriach „miękkich”, każdy „dorasta” do czegoś ale czy jest iluzorycznie dorosły to już osobna sprawa. Przez spisane założenia przyjmujemy (właściwie zmyślił to po raz pierwszy ktoś nieodpowiedzialny) że tak, a na bazie szczątkowych i uogólnionych badań (bez stabilnych punktów odniesienia i niedookreślonym kontrastem) kilku jednostek poniżej progu błędu statystycznego całej populacji twierdzimy również że istnieje stabilny punkt według iluzorycznego konstruktu czasu , który możemy przyjąć jako punkt „bycia dorosłym”. (iluzorycznego konstruktu czasu jako że czas pierwotnie nie był miara upływu czegoś ale miara kątową położenia – miejsca, a jeśli nawet upływu to upływu kąta w obrocie planety).
        Tyle że dla każdego czym innym będzie „bycie dorosłym”. Każdy stanowi punkt odniesienia wyznaczając jednocześnie wielkość kontrastu niezbędnego do oceny, a także sam ustala perspektywę tego pomiaru i nawet jeśli uwzględni wiele innych ocen/perspektyw to decyzja o ich uwzględnieniu czy dobór wpływa na pomiar. Taka ilustracja zasady nieoznaczoności (Heisenberga 🙂 ). Jednocześnie niemożliwym jest obiektywne (i statyczne) określenie czy sami jesteśmy dorośli (a także ładni, mądrzy, głupi, inteligentni, atrakcyjni, mili, złośliwi, obrzydliwi…..) bo nie istnieje kontrast niezbędny (kontrast jest bliski zeru) do tej oceny a perspektywa zawęża się do jedności.
        Tyle dywagacji bo wobec niejasnych i nieokreślonych kryteriów „dorosłość” nie istnieje. Jest jedynie pewnym stygmatem tudzież fetyszem. ale niczego nie konkretnego nie oznacza. Można do niej wrzucić wszystko i nic. „Jak wśród ślepców królem jest jednooki, tak wśród idiotów mędrcem może być debil.” (cyt. z Zajdla)

        Polubienie

      2. Nie będę się odnosił do całości bo nie chcę wdawać się w niepotrzebną dyskusję ale widzę kilka luk w Twoim rozumowaniu. Dwie proste kwestie, po pierwsze odniesienie się do iluzorycznego pojęcia czasu. Otóż Twoje rozumowanie kwestii czasu sięga czasów starożytnej Grecji i tam się zatrzymało. Pojęcie czasu jako ruchu albo zmiany kąta obrotu ziemi jest stare jak wspomniana wyżej epoka. W dzisiejszych czasach czas pojmujemy jako częstotliwość przejścia pomiędzy stanami w atomach rubidu lub podobnych. Wiec kwestia czasu jest już całkiem rzeczywista w czym bardzo pomógł Einstein i mu podobni. Druga kwestia tyczy się błędnej interpretacji zasady Heisenberga. Ta zasada tyczy się pojedyńczych atomów, elektronów lub cząsteczek. Nie ma kompletnie odniesienia do obiektów makroskopowych, inaczej nie mógłbyś istnieć. Tak więc odniesienie takiej zasady do jednostki ma jakiś (chociaż niewielki sens) ale kiedy mówimy o społeczeństwie to użycie tej terminologii do opisu tak wielkich obiektów jest błędem logicznym bo wykroczyłeś poza skalę kwantową. Pozdrawiam.

        Polubienie

      3. @Nikita – słuszna uwaga, ja co prawda upieram się że każdy kto nie zginie przedwcześnie, niemniej niektórzy dopiero w bardzo sędziwym wieku 🙂
        @SZARY & @PARALAKSAFIZYKA – całkiem ładnie popłynęliście, ale nie chcę w to wnikać, natomiast faktem jest, kolego SZARY, że warto byłoby popracować nad składnią, jasnością przekazu, spójnością przekazu i adekwatnością(jak choćby z Heisenbergiem). Tak niepotrzebnie(i błędnie) spiętrzone zdania upstrzone zupełnie niepotrzebnymi terminami mat/fiz są w zasadzie nieczytelne. Trzeba włożyć wiele wysiłku żeby je zdekomponować i skorygować aby były zrozumiałe. To zniechęca a chyba nie piszesz sam dla siebie?
        Widać że dużo czytasz, myślisz i kombinujesz – i to jest super, natomiast zupełny brak w tym wszystkim poukładania, jakby zbyt świeże i chaotyczne to wszystko. Rozumiem to, sam tak miałem, to naturalne gdy się ma interdyscyplinarne zainteresowania i wchłania dużo w krótkim czasie. Ale to ma swoje mroczne strony(jak wchodzisz w zbyt wiele tematów to jesteś „master of nothing”) i trzeba mieć tego świadomość.
        A na marginesie – dorosłość to określenie kulturowe i to co piszesz, że nie istnieje – to półprawda. Nie istnieje bez kontekstu. Ale umiejscowione w konkretnej kulturze jest, mimo że nieostrym, to dość precyzyjnym sformułowaniem. W jakiejś tam kulturze plemiennej dorosły był ten co przeszedł rytuał inicjacji i był w stanie polować/walczyć/kopulować. Kobiety były dorosłe gdy były w stanie kopulować, rodzić, opiekować i gotować.
        W naszej kulturze wiekiem granicznym ustalono 18 lat, metrykalnie, ale zestaw cech określających dorosłość wiąże się ze zdolnością do brania odpowiedzialności, nieuchylania się od konsekwencji czynów i celowego, świadomego i rozumnego założenia i utrzymania rodziny. Również do rozumienia zjawisk społecznych i problemów egzystencjalnych.
        Owszem, wielu dorosłych metrykalnie to kompletne dzieci, w co najmniej kilku a czasem wszystkich tych dziedzinach.

        Polubienie

      4. @JAPKO
        „spiętrzone zdania upstrzone zupełnie niepotrzebnymi terminami”
        No to jest nas dwóch (co najmniej) :-D.
        Zawsze rozbawia mnie pouczanie na temat formy w jakiej ktoś artykułuje swoje poglądy z użyciem argumentów zupełnie nie na temat, jednocześnie ukazując ubogość Języka Polskiego zredukowanego do „kodu maszynowego” „biologicznego robota”.
        Takie to zaczyna być bez emocji i bez wyobraźni, co daje podstawy to postawienia odpowiedzi na pytanie: Dlaczego ludzie szukają gotowych przepisów na miłość, i generalnie życie, w publikacjach groteskowo zaliczonych do zbioru książek? Książek napisanych przez jednostki których jedynym osiągnięciem w temacie publikacji jest co najwyżej wydanie takiej publikacji. Nie mniej abstrakcyjne albo po prostu głupie (bo przecież postulujesz @JAPKO o prostą formę – co dziwne bo wpisujesz się jednocześnie w ten że „bełkot” z którym walczysz) jest słuchanie ludzi którzy poza „kodem źródłowym” ukierunkowanych niczym wirus komputerowy na zagładę innych „systemów” właściwie resztę życia wegetowali poszukując odpowiedzi na pytania które pozostaną bez odpowiedzi ze względu na charakter przedmiotów wymienionych pytań, oraz jednostkowo zależny od związanego z przedmiotem podmiotu, charakter odpowiedzi, związany dodatkowo miejscem (i czasem – a jak :-D).
        No cóż… Ja generalnie lubię ludzi, Ciebie @JAPKO również. Nie jestem Twoim wrogiem i nie postrzegam Ciebie za wroga. Każdy używa takiej formy jaką uważa za stosowną, a że ludzie są różni, z różnym poziomem umiejętności analitycznych, wyobraźni, zdolności do abstrakcyjnego myślenia, zdolności do ilustracji słowem to i formy wyrazu są różne. Jedni piszą prozę, inni poezję, jeszcze inni bawią się słowem, a kolejni wolą by wszystko było jak tablica Mendelejewa, albo jeszcze lepiej jak rachunki w klasach I-III szkoły podstawowej. I ta różnorodność jest potrzeba. Zrównoważenie wagi przez położenie na obu szalkach wagi dwóch identycznych ziemniaków może i rozwiąże problem równowagi ale skutecznie zlikwiduje jakiekolwiek możliwości wyboru. NO ale każdy ma swoją wizję świata. To że lubię ludzi „generalnie” nie oznacza że lubię bezkrytycznie choć moja ludzka strona częściej woli przemilczeć krytykę bo „straty” rysują się na dużo większe niż „zyski”. Nie zmienia to jednak tego że na swoistą i nawet najmniejszą agresję reaguję długo łagodnie by ostatecznie „odgryźć łeb i nas…ć do szyi” (prosta i brutualna foma co? :-D).
        Krystalizuje mi się pewnie konstrukt, Twój profil który pozwoli mi lepiej zrozumieć Twoje stanowisko. Są to co prawda spekulacje ale nie bezpodstawne czy bezdowodowe. Z czasem większość się zweryfikuje i będzie mi łatwiej kierować przekaz do Ciebie dostosowują do Twojej percepcji. Bo o to (mam nadzieję – taki żart – z tą „nadzieją” żart 😀 ) chodzi. Przekaz jest skierowany do kogoś. Tekst w sieci Internet ma swojego Adresata. A nie wszystkich jak leci w tym tych którzy po prostu muszą znaleźć sobie wroga i równać „do poziomu” każdego różnego od nich samych. To „równanie” i ta „agresywność” przenosi się tez na związki i stąd ludzie maja problemy w związkach albo ze związkami choć są to problemy „głównie nie na temat”. I o tym był ten pierwszy wpis skierowany do Autora tego bloga.
        W temacie „dorosłość” dodałeś do zbioru kolejne znaczenie słowa, nieco już historyczne, bo musi istnieć jakaś kultura, a ta współczesna… cóż, chaos albo dosadniej, zwykły „pierdolnik”, takie „mydło i powidło”. To znaczenie nie eliminuje innych znaczeń. A użycie odpowiedniego znaczenia zależy od… kontekstu. 🙂
        W teraźniejszości, w tej „kulturze” która niby to rezyduje wokół Nas i której (jak zapewne postulujesz) jesteśmy częścią, trudno określić co stanowi o byciu „dorosłym”. Tutaj chciałby to zadanie zostawić Tobie, bo może masz lepszą teorię niż moje „nie istnieje”. Dla mnie nie ma już żadnego progu od którego zaczyna się dorosłość, nie ma nawet dążenia od dorosłości bo nie ma motywacji do tego, nie ma rozwoju. Jest za to konsumpcjonizm , hedonizm i slogan „mam dowód (osobisty), jestem dorosły i mogę kupić wódkę sam” a ja dodaję „i zapić tak by zapomnieć o swoich brakach”. Fajnie by było gdyby to również były takie Twoje przemyślenia a nie wyssane z palca teorie (a użyję tu tego słowa bo tu jego miejsce 😀 ) z książek.

        Polubienie

      5. „Tutaj chciałby to zadanie zostawić Tobie, bo może masz lepszą teorię niż moje „nie istnieje”. ”

        Nie, ponieważ:
        1. nie czytasz uważnie wypowiedzi rozmówcy, skupiasz się na własnym słowotoku
        2. popieprzyło ci się kompletnie forum społecznościowe z salą wykładowo-ćwieczeniową
        3. Mnie się też popieprzyło – pomyliłem narcyza z jednostką myślącą głębiej, mój błąd, trudno. Już skorygowany.
        4. nie uczysz się na własnych błędach(w tej odpowiedzi trzykrotnie użyłeś nieprawidłowo słowa teoria, mimo wcześniejszej uwagi na ten temat), co skłania do wniosku że już się niewiele rozwiniesz, zostaniesz z tym bigosem w głowie i szkoda na Ciebie czasu
        5. Zadanie jakie chciałeś mi postawić – odpowiedź była w moim poście.
        6. „Fajnie by było gdyby to również były takie Twoje przemyślenia a nie wyssane z palca”. Zapewne. Ale też fajnie by było gdybyś przyswoił sobie trochę elementarnej wiedzy, bo bez tego rzucanie się na „własne przemyślenia” nie dadzą ci nic więcej niż – stosując Twoją poetykę – urwanie sobie łba i nasikanie do niego.

        Reasumując 1-6, wychodzi że jednak się nie polubimy, Twoje zapewnienie ” Nie jestem Twoim wrogiem i nie postrzegam Ciebie za wroga” jest tak kuriozalne w kontekście faktu, że to zwykła pisanina na forum marnego autora że naprawdę nie zamierzam na to tracić czasu.
        Nara i miłego, z mojej strony EOT.

        Polubienie

  13. @PARALAKSAFIZYKA
    Ale pojąłeś że nie odnoszę się do współczesnej fizyki tylko wykorzystuję mityczne (i faktyczne) pojęcia jako ilustrację (a nie zasady) do abstraktu współczesnej cywilizacji ;-)? Bo jeśli nie to stanowisz równie doskonałą ilustrację, podobnie jak cytowane przez Ciebie założenie(!) czym jest (rzekomo) czas albo raczej jak usiłuje się opisać jego percepcję. Chętnie przedyskutuję kilka współczesnych problemów fizycznych tylko to nie miejsce do tego, a inne „wirtualne” miejsca „Fizyczne” zostały zdominowana przez buddystów, tak jak matematyką zajmują się psycholodzy, porad psychologicznych dostarczają geodeci a za informatykę wzięli się technicy rolnicy ze specjalizacją wypas bydła rogatego na równinach Burkina Faso :-D.
    Natomiast jeśli bardzo potrzebujesz pokazać jak to bardzo wkułeś coś z książek i WIERZYSZ w to, to napisz a ja chętnie poczytam tylko nie wiem co na to inni, bo Autor zdecydował że te blog jest o czymś innym, i o tym sobie „popisujemy” resztę traktując jako ilustrację (takie obrazki 😀 ). Pozdrawiam.
    W retoryce Autora ujmując jak będziesz z kobietą rozmawiał o jej tyłku to też dla poprawności będzie mówił o dwóch mięśniach z odb…tem pośrodku, określając w nich poziom tłuszczu?
    I to nie jest złośliwe. Chodzi mi wyłącznie o to by zrozumieć co jest przedmiotem, co podmiotem, co narzędziami, a co ilustracją ułatwiającą zrozumienie stanowiska w dyskusji.

    Polubienie

    1. O ile zgodzę się w kwestii czasu i ilustrowania współczesności na podstawie pewnych założeń z przeszłości to używanie innych błędnie pojętych pojęć nawet jako ilustracji zakłamuje ogólny obraz. Ogólnie z tego co przeczytałem w Twoich komentarzach to należysz do osób, które w sposób chaotyczny używając skomplikowanych pojęć próbują ukryć własne braki. Ogólnie rzecz biorąc zawsze prawdą jest, że jeżeli nie jesteś w stanie wytłuma swojej wiedzy przedszkolakowi to sam nie rozumiesz w odpowiedni sposób poruszanej tematyki. Tak więc używanie dużej ilości pseudo „inteligentnych” zwrotów służy jedynie podniesie ego autora takich wyrażeń. 10 lat z fizyką nauczyły mnie głównie jednego: ludzie tworzący fizykę są równie snobistyczni co każde inne środowisko i opisy praw i założeń fizyki jest pisany w taki, a nie inny sposób tylko po to by ludzie zrobili „WOW! Jakie to mądre”. To samo widzę w Twoich wypowiedziach, więc jeżeli chcesz by ktokolwiek brał Ciebie na serio musisz zacząć swoje myśli przekazywać w prostszej formie bo inaczej widzę, że sam się gubisz w tym co piszesz, a sens wypowiedzi tonie pod stertą kompletnie niepotrzebnych zwrotów.

      Polubienie

      1. OK. Widzę po narracji że lubisz zmieniać temat i to zwykle taki który nie ma nic wspólnego z głównym wątkiem i co również tłumaczy sposób prowadzenia dyskusji. Polecam pojęcie „semantyka” i może wtedy z rozumiesz pojęcia takie jak „pierwotny” albo „iluzoryczny”a skoro już „rozdajesz ciosy” to może wyjaśnisz wszystkim czy kryterium wiekowe określające „dorosłość” opiera się o to pojęcie iluzoryczne wywodzące się z pierwotnego czy też „częstotliwość przejścia pomiędzy stanami w atomach rubidu lub podobnych” i czy przypadkiem używając „podobnych” sam nie wpadłeś w pułapkę którą zastawiłeś i „wykroczyłeś poza skalę kwantową”?
        Zajmij proszę stanowisko w temacie „dorastanie” i „dorosłość” albo odpuść bo relacje z resztą populacji nie są Twoją najmocniejszą stroną o braku umiejętności prowadzenia dyskusji już nawet nie rozprawiając.
        Ja twierdzę i jest to wyłącznie moja percepcja w tym miejscu (i „czasie” jeśli potrzebujesz tego pojęcia do jedności), a nie dogmat objawiony, że „stoimy pod ścianą” zarówno jako ludzkość, jak i kontekście Naukowym, bo opis „Świata” to jak napisał @JAPKO niemal wyłącznie „fantazmaty”.
        Zapożyczając kontrowersyjny termin od znajomego, „fantazmaty” owe tworzą „debile funkcjonalni” (poprzez analogię do analfabetów funkcjonalnych) którzy nie są debilami de nomine ale operując na urojonych pojęciach sami stają się nimi de facto. Mniej znane stwierdzenie przypisywane „pop ikonie” Fizyki (którą wymieniłeś) brzmi mniej więcej tak (w języku polskim): „Głupota nie wynika z brak wiedzy ale z braku umiejętności jej wykorzystania”. Na miejscu może być inny cytat (Zajdel): „Idiota z natury rzeczy, nie jest w stanie ocenić stopnia swojego własnego zidiocenia, nawet przez porównanie z innymi, normalnymi ludźmi. A cóż dopiero, kiedy wszyscy nagle zaczynają idiocieć!”
        Bardzo chętnie poznam więc Twój pogląd o „dorastaniu”i „dorosłości” w różnych aspektach i nawet na to czekam ale jeśli Twoje życie zdeterminowane jest udowadnianiem że tworzysz punkt odniesienia dla wszystkiego i wszystkimi to może odpuść. Może i tworzysz ale jedynie dla siebie i bacząc na dobór słów, kontrast do tej oceny wyznaczasz wobec przedmiotów nieożywionych.
        Ja możliwe że nawet jestem głupi i to jest bardzo prawdopodobne (kryterium subiektywne), albo mam jakieś braki (kryterium obiektywne). Dlatego to co piszę oklejam w paczkę „moim zdaniem, ja tak to widzę”. W Tobie zaś widzę ten rys socjo- i pato- logiczny który uwielbia innym mówić jak mają myśleć i jak rozumieć, czym się interesować, nie wnikając dlaczego coś jest takie z czego coś wynika albo co z tego wynika. Taki twórca „fantazmatów”.
        Dyskutujemy o dorosłości i dorastaniu czy dalej będzie lawirował pisząc nie na temat? Bo jak to drugie to ja już zakończę dyskusję wzruszając ramionami (by ręce za mocno nie opadły).
        Osobiście dla Ciebie mogę być głupkiem i wcale nie musisz mnie brać na serio. Naprawdę! 🙂
        Ba. uważam że masz potencjał, wiedzę, umiejętności analityczne i co istotne, własne zdanie na konkretny temat o którym jest dyskusja.
        Jak nie o dorosłości to może o „odzyskiwaniu faceta” napiszesz? Ja czekam. Może nawet nam zilustrujesz „częstotliwościami przejścia pomiędzy stanami w atomach rubidu lub podobnych”. Według mnie da się 😉

        Polubienie

  14. Nie ma takiej cudownej chwili wow która by twałana wieki .Realnie są posczególne fragmenty dobrych i złych wrazeń które odbierają wszyscy na sciezce życia.Milosc według mnie to jakis stan(ducha umysłu poziomu hormonów i jak kazdy stan jest przejściowy)albo odejdzie czyli zmieni sie w obojetnośclub przejdzie w stan przywiązania lub przyjazni.Skojarzyłam jakims cudem kilka trwałych par ibazuja one na powiedzmy wzajemnym lubieniu sie ipodobnych zainteresowaniach a miłośc tylko jest wciąż zywym wspomnieniem .Wierzę, że to co prawdziwe nie przeminie i trwa.A to co jest złudzeniem pozostanie złudzeniem.Udanych związków życze ,zwiazków do życia po prostu ( szaleństwo niech trwa ale na krótko bo za wielki ogień jest zarazem niszczący.

    Polubienie

    1. Dokładnie tak!
      To, co się potocznie zwie „miłością” to okres zauroczenia. Czas fascynacji i seksu. Czas odrealnienia. To nie żaden „byt”, miłości nie można znaleźć. To stan umysłu, swego rodzaju ekstaza i na poziomie neurologicznym jest mierzalna i wykrywalna(stan kilku(nasto)miesięcznego pobudzenia seksualnego, czasem krócej czasem dłużej, euforii i braku krytycyzmu). Nieprzypadkowo zupełnie w tym czasie mózg jest dosłownie zalewany serotoniną, dopaminą i endorfinami. To po prostu naturalny „high”, który w sposób oczywisty jest czasowy i trwa kilka, naście miesięcy. Później zostaje przyjaźń, przywiązanie i radość ze wspólnego spędzania czasu, poczucie bezpieczeństwa, szacunku i wiele innych fajnych rzeczy – o ile były tam od poczatku.
      Jak ich nie było, to zostaje niesmak, wkurw, poczucie bycia oszukanym, zawiedzionym i ból psyche.
      Jak się bawić w swatkę, to dokładnie jak piszesz – łączyć podobne z podobnym, gorące z gorącym i mądre z mądrym. Mieszanki bardzo, ale to bardzo rzadko przeżywają cokolwiek więcej niż szybkie zauroczenie i na koniec wojnę.

      Polubienie

  15. To jest dobudowywanie filozofii do dwóch starych jak świat rzeczy:
    1. Potrzeby ludzi są od zawsze sprzeczne, z jednej strony bezpieczeństwo z drugiej odkrywanie nowego. Jest tysiąc studiów na temat szczęścia, generalnie są dwa rodzaje: hedonistyczne, płytkie które stymuluje adrenaline i kortyzol (ekscytujący seks, doświadczanie nowego, itd.) oraz eudaimonia (widzenie sensu swojej pracy, czy świadomość jak dziecko dorasta mimo że n-ty trzeba mu zmienić pieluchę). Człowiek zredukowany do roli konsumenta pochłaniacza pędzi za hedonią zagłuszony intenstywnymi emocjami, aby w długim terminie zorientować się że nigdy jej nie dogoni, a czas przeminął bezpowrotnie na budowanie eudaimonii. Recepta? Dbaj o obie sfery, nie oddawaj się tylko łatwemu szczęściu (hedonia) ale odpowiednio je sobie dozuj myśląc o rzeczach ważnych w perspektywnie dekad.
    2. Status społeczny i zachowania mające na celu zdobycie partnera są po części wynikiem socjalizacji ale w dużej mierze są wkodowane. Jeśli urodziłem się w Europie w latach 90ch to po 30 latach nie wiesz skąd wiesz ale wiesz że pewne zachowania podnoszą twój status i zwiększają szanse na zdobycie partnera i 90% tego typu rzeczy robisz nieświadomie. Bo widziałeś reklamy 30 lat temu które to implikowały, bo twój bhater z dzieciństwa tak robił, to cioca Halinka tak się zachowywała i odnosiła sukcesy. Do statusu też dążymy podświadomie ale nie dla samego statusu ale lepszego samopoczucia – a ludzie zrobią dużo aby unikać cierpienia.

    Polubienie

  16. Sęk w tym, że samo w sobie odzyskiwanie faceta jest bez sensu, jeśli para się rostała to znaczy, że coś nie działało w związku, szczególnie jeśli miały miejsce sytuacje, na które jedna ze stron w żaden sposób nie chciała sobie pozwolić. A najbardziej oklepany tekst w stylu: „zmienię się, obiecuję” albo „to nie tak jak myślisz” to po prostu zwykła ściema. Od beznadziejnych związków należy uciekać jak najdalej, bo ludzie mają pewne wzorce zachowań, które są w nich na tyle utrwalone, że nie da się ich w żaden sposób wyeliminować. To samo tyczy się toksycznych przyjaźni itd. Ostatnio gdzieś usłyszałam: „Przyjaźń z eks to tak jak utrzymywanie kontaktu z porywaczem ;)” i do jednego i drugiego można się na swój sposób przyzwyczaić, co nie zmienia faktu, że jest to co najmniej bez sensu 😉 w życiu trzeba mieć na tyle odwagi żeby podejmować trudne (ale co najważniejsze, własne!) decyzje 🙂

    Polubienie

    1. Przyznam, że nie rozumiem tego „z porywaczem”. Jeśli para się rozstała, bo po jakimś czasie okazało się że rozbieżności w libido czy różnice gustów są nie do przeskoczenia, to znaczy że od razu trzeba wraz z decyzją o zakończeniu związku odstrzelić znajomość?
      Od toksycznych(dla nas) ludzi należy się separować, to prawda ale po co ten radykalizm?
      A co do życia, to czasem można je przeżyć bardzo miło i szczęśliwie nie podejmując żadnych trudnych decyzji. To zawsze jest kwestia tylko tego, na ile ustawisz sobie bieżnię(czyli tzw. cele i oczekiwania). Jak sobie ustawisz, tak musisz biec. To dość proste.
      Dopiero w czasach wojny/opresji nie ma chcenia, jest przymus.

      Polubienie

  17. DopaZ kazdym na poczatku jest tak samo cudownie
    ale zycze wszystkim aby ten poczatek trwal
    Bo to mozliwe i piekne
    A zmiamy nastepuja aby miec innych partnerow
    I jak mowie wymarzone poczatki a koncowka jak z kazdym kochankiem A jest raki moment ze na dluzej sie zatrzymujemy w milosci seksie zrozumieniu i moze to trwac ciagle
    Ale to zalezy od milosci
    Wazne jest duza ilosc kochankow i nie zakochac sie aby utrzymac swoj zwiazek
    Jak kochanek mowi kocham vie to szybko trzeba spierdalac jak chcesz utrzymac zwiazek jak nie to wchoczisz w nowy na co ja czekam z utesknieniem
    Zycze emocjonalnych suksesow

    Polubienie

    1. Co Ty pier..??Jaki związek?Jaka miłość? Nie używaj słów, których znaczenia totalnie nie czujesz i nie rozumiesz.
      Potem się sieroty z magla dziwicie , że faceci na was leją- takiego czegoś jeszcze żaden, nawet najgorszy facet mi nie zaserwował. To jest obrzydliwe:/

      Polubienie

  18. Ja tylko w przerywniku dodam, że wielerazy w gronie podobnych do mnie koleżanek rozwodek rozmawiamy na podobne tematy.Wszystkie jestesmy po przejściach ,rozwódki w separacjiitp. Też chciałybyśmy wrocic do dawnych milosci ale niewiemy jakby to wyszlo. Bo są obawy czy nadal podobałybysmy sie jak kiedyś.Czas jednak odciska pietno.Najpiekniej jest wspominać jak bylo cudownie być ,nieopierzonym młodym ptakiem i tak spontanicznym .Po latach patrzymy na swoje życie jakby z boku i widzimy niczym okiem drona z góry wszystko to co nas boli .Konczymy długotrwałą prowizorkę ale przyniosło gorycz jak absynt i tylko kac pozostał.Jednak jako obiety doświadczone staramy sie w naszej grupie wspierać dodawać sił radzić i naszewnioski sa takie.-Nigdy sie nie poddawaj w poszukiwaniu szczęścia ale zachowując wiedze ,ze to szczescie to nie wieczna chwila wow ! to czastki chwil : mile uczucie ze pomogles komus, to stanie bosymi stopami rano na trawie, to smiech do łez to list napisany do nas z daleka,, oddanie pasji nawet zwyklej jak pieczenie baby na swięta, spokojne wypicie z kims herbaty bez pospiechu .Sliczny bóg miłości Amor ma strzały które ranią i nie każdy ma znowu na nie przecwciała ale optymiści sie nie dadza .zyc z pogoda ducha ,i czekac na odpowiedniąchwile.Nie ulegac sztuczności .Na razie tyle cieszczie sie chwilkami, i róbcie często drzemkę popoludniowa która was dodatio podladuje .Pozdrawiam Aldunia i koleżanki .

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.